
Arkadiusz Dziermański — Żegnamy markę OnePlus, która pozostanie dla nas już tylko ciekawostką ze smartfonami w Chinach i Indiach. Czy jest za czym tęsknić? Modele marki z ostatnich lat nie wzbudzały większych emocji, w przeciwieństwie do urządzeń sprzed lat. Przypomnijmy sobie smartfon, od którego wszys
W historii smartfonów było kilka modeli, o których możemy powiedzieć, że były przełomowe lub legendarne. Byłby to na pewno pierwszy iPhone i Huawei P30 Pro, ale wśród nich trzeba wymieniać też OnePlusa One. Model, od którego wszystko się zaczęło i który był przykładem bardzo sprytnie wymyślonego marketingu, którego do dzisiaj nikt nie powtórzył.

OnePlus One (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Markę OnePlus założył Carl Pei i tak, to ten sam człowiek, który stoi dzisiaj za marką Nothing. Wprowadził on na rynek smartfon, który słusznie zyskał miano zabójcy flagowców. Kosztował połowę tego, co ówczesna konkurencja, oferując niemal taką samą specyfikację.
OnePlus One debiutujący w 2014 r. miał ekran IPS o rozdzielczości FullHD i przekątnej 5,5 cala, procesor Qualcomm Snapdragon 801, 3 GB pamięci RAM, 16 lub 64 GB pamięci wbudowanej, baterię o pojemności 3100 mAh i aparat o rozdzielczości 13 Mpix z nagrywaniem filmów w 4K.
Flagową konkurencję stanowiły wówczas Samsung Galaxy S5, Sony Xperia Z2, LG G3 oraz mniej popularny, wręcz wtedy egzotyczny, Xiaomi Mi 4. Wszystkie oferowały ten sam procesor, mniejszy ekran (poza LG G3), podobne warianty pamięci (Galaxy S5 miał 2 GB RAM-u) oraz podobne baterie. OnePlus One przegrywał z nimi brakiem funkcji szybkiego ładowania i miał słabszy aparat.
Najlepsza była jednak cena. Samsung Galaxy S5 kosztował 649 dolarów, Xperia Z2 600 dolarów, LG G3 600 dolarów, a Xiaomi Mi 4 był najtańszy, bo był do kupienia tylko w Chinach za ok 400 dolarów. OnePlus One rozłożył ich na łopatki ceną 299 dolarów za wariant 16 GB i 349 dolarów za 64 GB. Był dosłownie o połowę tańszy, oferując taką samą wydajność i możliwości.
Komisja Europejska zapowiada zmiany w systemie Android. Czy to nie zaszło za daleko?

OnePlus One (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Niska cena modelu OnePlus One i kilku kolejnych wynikała z wielu czynników. Marka nie miała sklepów, marketingu, armii programistów, ani nawet regularnej linii produkcyjnej.
Smartfon OnePlus mógł kupić każdy, kto posiadał odpowiednie zaproszenie. Te można było dostać od osoby, która już kupiła swój egzemplarz, wygrać go w konkursach organizowanych przez markę lub pozyskać w ramach wymiany na formach internetowych. Ekskluzywność napędzała marketing. Sama sprzedaż odbywała się przez stronę internetową, co prowadziło do kolejnych oszczędności.
OnePlus One działał na własnym systemie operacyjnym będącym modyfikacją Androida. Wówczas była to wersja 4.4.4 KitKat. CyanogenMod, bo tak nazywało się oprogramowanie, który po latach zmieniono w Oxygen OS, był rozwijany przez użytkowników. To oni dostarczali kolejnych funkcji i modyfikacji, całość była darmowa i otwarta, więc OnePlus nie potrzebował do tego własnych zastępów programistów.
W końcu produkcja. OnePlus nie produkował smartfonów na zapas. Kolejne egzemplarze były składane partiami dostosowanymi do liczby zamówień. Co dwało kolejne cięcia kosztów, bo odpadał choćby koszt magazynowania. Wyprodukowane smartfony trafiały od razu do kupujących.
[

OnePlus znika z rynku. Trzęsienie ziemi w Oppo i realme](/news/oneplus-znika-z-rynku-trzesienie-ziemi-w-oppo-i-realme)
[

Apple wprowadza grube podwyżki. Czy zakup najtańszego iPhone'a ma sens?](/news/test-apple-iphone-17e-to-bardzo-dobry-smartfon-ale-nie-dla-kazdego)
[

Test aparatu Oppo Find X9 Ultra. Nie do końca go rozumiem, ale bardzo się polubiliśmy](/news/test-aparatu-oppo-find-x9-ultra-jest-bardzo-dobry-a-mogl-byc-jeszcze-lepszy)

OnePlus One (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Zdjęcia OnePlus One, którego widzicie na zdjęciach, zostały zrobione po napisaniu tego tekstu. To w pełni sprawny, 12-letni smartfon, który nadal działa. Co więcej, działa z zadowalającą płynnością i bez większych przeszkód można z niego korzystać.
Wiek widać przede wszystkim po obudowie. Materiał na tylnym panelu cienka warstwa czegoś przypominającego coś pomiędzy zamszem a alcantarą. Z czasem zaczął delikatne blaknąć i odpadać, zaczęła też delikatnie schodzić farba ze srebrnej ramki. Niemniej, jak na swój wiek, trzyma się i prezentuje bardzo przyzwoicie.
Zaskakuje też to, że OnePlus One dalej działa naprawdę nieźle. Nie jest tak, że na przewinięcie np. listy aplikacji musimy długo czekać. To zasługa CyanogenModa, który przez lata pokazywał Androidowi, jak powinien działać system operacyjny w smartfonie. Zawsze był bardzo szybki.

OnePlus One, OnePlus 9 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Do tego oferował rozwiązania, których Android w tamtych czasach nie miał. Przede wszystkim oferował ogromne możliwości personalizacji interfejsu. Obsługiwał gesty na wyłączonym ekranie (np. rysując literę V włączał się aparat), miał rozbudowany equalizer w odtwarzaczu muzyki, szyfrowane wiadomości SMS, zaawansowaną kontrolę uprawnień (to trafiło do Androida wiele lat później) oraz pozwalał na robienie zdjęć w formacie RAW.
CyanogenMod miał jeszcze jedną, ogromną przewagę nad Androidem i to coś, z czym producenci nie radzą sobie do dzisiaj – aktualizacje. Smartfony OnePlus dostawały aktualizację z nową wersję systemu bardzo szybko, w niedługim czasie od premiery. Nawet dzisiaj użytkownicy smartfonów z Androidem potrafią czekać na aktualizację do nowej wersji długimi miesiącami.

OnePlus 9 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
OnePlus technicznie rzecz biorąc nie został sprzedany. Zawsze był połączony z Oppo ze względu na współzałożyciela. Pete Lau, który razem z Carlem Pei zakładał markę, był wiceprezesem Oppo. W 2021 r. obie marki połączyły zespoły R&D i w zasadzie formalnie stały się jedną firmą. No i się zaczęło...
OnePlus 9 Pro z 2021 r., którego widzicie na zdjęciach, był jednym z ostatnich modeli, jakie dobrze wspominam. Był ładny, dobrze wykonany i wyróżniał się bardzo dobrym aparatem, zrobionym we współpracy z Hasselbladem.

OnePlus 10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Później było już coraz gorzej. Kolejne modele niespecjalnie dużo zmieniały, zdarzały się też wpadki. Jak, również widoczny na zdjęciach OnePlus 10, który został w pewnym momencie dosłownie zepsuty aktualizacja oprogramowania. Kolejne modele były tak nijakie, że przyznam bez bicia, większości z nich nawet nie pamiętam.

OnePlus Open (fot. OnePlus)
Bardzo dobrze pamiętam za to OnePlusa Open, który przeszktałcić się później w Oppo Find N. To był smartfon, który sprzętowo rozkładał na łopatki Foldy Samsunga. Miał lepszą obudowę, wygodniejsze proporcje ekranów, nieporównywalnie lepszy aparat i szybkość ładowania. Samsung miał za to bardziej dopracowane oprogramowanie. Gdybym miał wskazać listę smartfonów, które najlepiej wspominam z ostatnich prawie 20 lat, OnePlus Open byłby bardzo wysoko.

OnePlus One, OnePlus 10 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Coś czuję, że nie jestem odosobniony w tym, że za OnePlusem będę tęsknić. Ale tak do maksymalnie 2022 r. z przerwą na OnePlusa Open. Naturalnym etapem rozwoju firmy było to, że ta unikalność, żeby nie powiedzieć niszowość OnePlus One, z czasem przeminie. Nie da się funkcjonować i rosnąć latami działając jak startup.
Co jednak nie oznacza, że po osiągnięciu sukcesu należy przestać robić innowacyjne produkty, dbać o oprogramowanie i odcinać kupony od wypracowanej przez lata marki. A mam wrażenie, że właśnie tak skończył OnePlus.
OnePlus skończył się już jakiś czas temu, a teraz kończy się oficjalnie. Marka będzie dostępna ze swoimi produktami wyłącznie w Azji. Możemy śmiało zakładać, że w Chinach będą to modele z wyższej półki, a w Indiach z nieco niższej, głównie serii Nord.