RAK
    Kibice go zwyzywali, Mateusz Borek rzucił mięsem. Slavko Vinčić wcale nie zepsuł finału [OPINIA]

    Kibice go zwyzywali, Mateusz Borek rzucił mięsem. Slavko Vinčić wcale nie zepsuł finału [OPINIA]

    4 odsłon
    Kibice go zwyzywali, Mateusz Borek rzucił mięsem. Slavko Vinčić wcale nie zepsuł finału [OPINIA]

    Paweł Żurek — Doświadczeni arbitrzy często powtarzają, że w finałach ważnych rozgrywek najbardziej liczą się dwie kwestie: prawidłowe decyzje w kluczowych sytuacjach oraz utrzymanie kontroli nad spotkaniem. Wbrew temu, co mówiło się o Slavko Vinčiciu w trakcie ostatniego meczu mundialu i już p

    Co nie oznacza, że Vinčić sędziował bezbłędnie. Pretensje albo przynajmniej pytania można było mieć zwłaszcza do decyzji Słoweńca z pierwszej połowy, m.in. faulu Alexisa Mac Allistera. Wejście prosto w nogi i to ze sporą prędkością w wielu meczach skończyłoby się żółtą kartką. Podobnie było m.in. przy zapasach między Tagliafico i Laminem Yamalem, w których ucierpiał ten drugi.

    Skoro więc pojawia się tyle uwag, można pomyśleć, że sędzia popełniał błąd, nie karząc bardziej surowo winnych zawodników albo w finale mistrzostw świata obowiązują inne zasady niż w pozostałych meczach.

    Dużo dalej w krytyce decyzji Vinčicia poszedł Mateusz Borek, który komentował finał w TVP. Gdy w drugiej połowie spotkania i dogrywce gra jeszcze bardziej się zaostrzyła, relacjonujący to spotkanie kilka razy przypomniał, że arbiter „ustawił sobie pewien standard sędziowania”, a potem nie był konsekwentny i pozwalał zawodnikom na zbyt wiele. Potem Borek stwierdził jeszcze, że miał prawo krytykować Slavko Vinčicia, który według niego „był ch...wy”.

    Argentyńska „czarna magia”

    Nie chcę bronić sędziego: jestem pewny, że w trakcie kariery słyszał dużo bardziej obraźliwe epitety i to nie w sieci, ale na żywo. Uważam jednak, że wbrew temu, co pisali kibice, Vinčić nie popełnił poważniejszych błędów przy karaniu zawodników, nie stosował odmiennych zasad niż w pozostałych meczach ani, cytując doświadczonego komentatora TVP, nie był ch...wy.

    Słoweniec niemal od początku do końca finału mundialu trzymał się linii orzeczniczej, którą przyjął i trudno zarzucić mu przy tym brak konsekwencji.

    W dużej mierze był to skutek świetnego przygotowania Vinčicia do spotkania. W środowisku arbitrów o Argentyńczykach mówi się, że uprawiają „czarną magię”. Tłumacząc to na język polski: grają brutalnie, prowokują, pchają rywali i w wielu sytuacjach unikają poważniejszych konsekwencji tych działań. Mistrzowie „czarnej magii”, brudnej gry, która wymyka się radarom sędziów to głównie Otamendi, Paredes, Tagliafico, Simeone, Rodrigo de Paul czy Enzo Fernandez.

    Slavko Vinčić zdecydował, że do pewnego momentu finału MŚ będzie regulował napięcie na boisku nie przez kartki, ale tzw. zarządzanie, czyli bezpośrednie upomnienia i rozmowy. Słoweniec, jak wielokrotnie mu wypominano, mógł pokazać „żółtko” m.in. po wspomnianej już sytuacji z MacAllisterem czy Tagliafico, ale zdecydował, że wstrzyma się z karą.

    Wiadomo było jednak, że w finale mundialu ta strategia może działać do pewnego momentu. „Sędzia kontroluje mecz, ale prawdziwy test przyjdzie, gdy jedna z drużyn zdecyduje, by sprawdzić, na jak dużo może sobie pozwolić. Wtedy Vinčić będzie musiał pokazać kartkę” – pisali o słoweńskim arbitrze sędziowie z bloga Law 5 Referee Blogspot.

    Linię jako pierwszy przekroczył Lisandro Martinez. Argentyńczyk tuż przed przerwą zatrzymał korzystny atak Hiszpanów i od razu zobaczył za to żółtą kartkę.

    Można uznać, że mistrzowie świata powinni zostać ukarani wcześniej, ale łatwo też uzasadnić decyzję sędziego, jeśli potraktujemy decyzję Vinčicia jako element zarządzania meczem. W skrócie: jak długo mógł, chciał rozmawiać z zawodnikami. Gdy nie był już ich w stanie uspokoić, a gra robiła się zbyt agresywna, zaczął pokazywać kartki. 

    „Dobre sędziowanie polega na wykazaniu się elastycznością i kontrolowaniu przebiegu meczu. Nie na bezmyślnym pokazywaniu kartek bez wyczucia sytuacji na boisku. W ten sposób nie udaje się nawiązać dobrego kontaktu z zawodnikami, traci się ich akceptację i kontrolę nad sytuacją” – argumentowali sędziowie z Law 5 Referee Blogspot. 

    Mbappe królem strzelców. Dorównał Muellerowi

    Mundial 2026. Sędzia pokazał „osobowość”

    Według sędziowskich praktyków, jeśli arbiter meczu decyduje się karać zawodników dopiero za bardzo poważne faule i wstrzymuje się długo z pokazywaniem żółtych kartek, rozczarowanie czy złość u zawodników musi być amortyzowana przez jego osobowość. To dość pojemny termin, w którym zmieści się zarówno sposób rozmowy sędziego z piłkarzami, jak i jego postawa, ustawianie się czy sprawność fizyczna.

    Te czynniki niesłusznie były pomijane przy analizie postawy Vinčicia, a stanowiły jego atut.

    Vinčić pokazał w finale, że jest wręcz wyjątkowo sprawny, świetnie się ustawia i dzięki temu przewiduje to, w których miejscach może dojść do spornej sytuacji. Do tego dochodzi jeszcze sposób zarządzania meczem: choć zawodnicy wielokrotnie przybiegali do niego, by komentować decyzje, ani przez moment nie dało się odczuć, że Vinčić, jak niektórzy arbitrzy we wcześniejszych spotkaniach mundialu, stracił szacunek zawodników. 

    To, jak zaznaczałem wcześniej, nie oznacza, że Słoweniec był bezbłędny. Być może powinien pokazać kartki Tagliafico, Mac Allisterowi, a w drugiej połowie wyrzucić mistrza „czarnej magii” – Leandro Paredesa, który najpierw zaatakował wślizgiem rywala, potem odepchnął drugiego i na koniec okazał brak szacunku arbitrowi.

    Niektórzy kibice uważają, że podobne decyzje sędziów stanowią dowód na to, iż sprzyjają oni Argentyńczykom lub przynajmniej pozwalają im na zbyt wiele. Z jednej strony trudno z tym dyskutować, bo argumentów „za” tą tezą było już kilka. Z drugiej: warto pamiętać, o jakim meczu mówimy.

    W finale nie obowiązują inne zasady, przepisy gry nie są zmieniane, ale dla jego płynnego przebiegu sędziowie pozwalają na nieco więcej.

    [

    Hiszpania, Messi i rekordy. Tak zapamiętamy mundial 2026](/news/mundial-2026-5-rzeczy-ktore-zapamietamy-z-mistrzostw-swiata)

    [

    Jeszcze przed końcem mundialu FIFA zaczęła liczyć miliardy. Zarobi ponad 2 razy więcej niż 4 lata temu](/news/mundial-2026-ile-zarobi-fifa)

    [

    Poprowadzą drużyny w finale mundialu. Dobrze się znają. „Trenuje ich mój znajomy”](/news/mundial-2026-poprowadza-druzyny-w-finale-mundialu-trenerzy-dobrze-sie-znaja)

    „Czarna magia” obróciła się przeciwko Argentyńczykom

    „Istnieje wiele argumentów przemawiających za przyznaniem Paredesowi więcej niż jednej żółtej kartki. Nie jestem jednak pewien, czy w jakimkolwiek decydującym lub ważnym meczu pokazano by więcej niż jedną żółtą kartkę. A na pewno nigdy podczas tych mistrzostw świata. Zachowanie Paredesa nie było jednak właściwe i nie miałby prawa narzekać, gdyby otrzymał więcej kartek, choć jestem pewien, że i tak by narzekał!” – pisał jeden z sędziów na blogu Law 5 Referee.

    Można stwierdzić, że pobłażliwość Vinčicia dla Argentyńczyków tylko cudem nie miała poważniejszych konsekwencji dla wyniku finału MŚ. Ostatecznie jednak Słoweniec utrzymał poziom, który od początku sobie narzucił i „dotrwał” do końca meczu, nie wywołując większych kontrowersji.

    Jeśli kogoś krytykować za to, jak agresywnie zachowywali się Argentyńczycy, choćby Paredes, Enzo Fernandez czy Otamendi, oskarżenie powinni usłyszeć zawodnicy czy selekcjoner Lionel Scaloni, a nie sędzia. Opiekun mistrzów świata wielokrotnie próbował obwiniać arbitrów za decyzje arbitrów, ale było to raczej typowe zachowanie „ławki”, czyli sztabu trenerskiego.

    Wymowne było to, że Scaloni nie reagował w taki sam sposób po bezmyślnych, agresywnych zachowaniach Enzo czy Leandro Paredesa. Wybuch nerwów pomocników z Argentyny mógł kosztować ich drużynę wygraną w finale. Cała sytuacja skończyła się jak w ludowej mądrości o czarnej magii: uprawiający ją chcą zaszkodzić komuś, a największą krzywdę wyrządzają sobie.

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    RossmannTwoja uroda, Twoje zasady