
Tomasz Czapla — Tusk i Kaczyński nie wyglądają na ludzi gotowych do politycznej emerytury – inaczej niż dawni liderzy PRL, których z urzędów zmiatały protesty i partyjne spiski. Gomułka po odejściu ćwiczył i spisywał wspomnienia, Gierek zaś trafiał do ośrodków internowania. Władza w Polsce nigdy
Polityk zwykle przechodzi na emeryturę dopiero, gdy musi. Donald Tusk? Bez większego trudu można sobie wyobrazić, jak za ileś lat, chodząc o lasce, wciąż będzie dzielił i rządził w KO. Jarosław Kaczyński? Choć ostatnio „maślarze” czy „harcerze” wciąż sprawdzają, na ile mogą sobie pozwolić w stosunku do prezesa, ten nie zamierza przejść w tryb: łóżko–kanapa–telewizor.
I tak będzie zapewne jeszcze przez dłuuugi czas. W przeciwieństwie do nich przywódcy komunistyczni najczęściej odchodzili nie z własnej woli, lecz pod presją rywali lub protestów społecznych. Gomułka na emeryturze gimnastykował się, wiosłował i pisał wspomnienia – łącznie 1800 stron! Gierek zmagał się zaś z łatką „oszusta” i „złodzieja”, a po wprowadzeniu stanu wojennego – z rocznym internowaniem.
Co robić na politycznej emeryturze? Można zostać komentatorem, jak Leszek Miller, i zaskakiwać społeczeństwo poparciem dla programu gospodarczego Konfederacji. Były lider SLD, symbol postkomunistycznej lewicy – entuzjastycznym wolnorynkowcem? Na pierwszy rzut oka takie zestawienie pasuje jak Zbigniew Ziobro do praworządności czy Klaudia Jachira do muru na granicy polsko-białoruskiej.
[

Afera w Szpitalu Południowym pod lupą prokuratury. Tusk zapowiada bezkompromisowe śledztwo](/news/szpital-poludniowy-i-afera-donald-tusk-zapowiada-sledztwo)
[

Afera wokół lekarza-radnego. Kaczyński grzmi o „plądrowaniu kas szpitali”](/news/dawid-kacprzyk-od-zera-do-milionera-jaroslaw-kaczynski-reaguje-w-sprawie-radnego)
[

Szymon Hołownia o zarobkach Dawida Kacprzyka: To rzeczywiście szokujące](/news/szymon-holownia-w-godzinie-zero-odniosl-sie-do-sprawy-kacprzyka)
Wystarczy jednak sięgnąć pamięcią, aby przypomnieć sobie, że to nie kto inny, a rząd Millera wprowadzał lub chciał wprowadzać różne, bynajmniej nie lewicowe rozwiązania w gospodarce. Co prawda nie przeforsował powszechnego podatku liniowego, ale już jedną, 19-procentową stawkę dla przedsiębiorców – owszem. Do tego choćby „podatek Belki”, który obciążał w większym stopniu posiadaczy oszczędności w banku niż inwestorów giełdowych.
Czytaj też: Czy referendum może zmienić więcej niż zamach stanu? Polska historia w tle
Czy można się jednak temu dziwić, jeśli kandydatka w zeszłorocznych wyborach prezydenckich, Joanna „czerwone korale” Senyszyn, również deklarowała, że blisko jej i jej kolegom, pod względem gospodarczym, do Konfederacji? Wszystko brzmi okej do momentu, gdy dowiemy się, że takie deklaracje składała, trzymając w ręku sztandar Polskiej Partii Socjalistycznej.
Ale dość o partyjnych dinozaurach, bo na politycznym aucie, z którego już raczej nie wrócą, znajdują się również bohaterowie młodsi o pokolenie. Tacy jak Andrzej Duda, jeden z największych przegranych sceny politycznej ostatnich lat. Swoją obecną pozycję w życiu publicznym były prezydent mógłby określić trzema „n”: niechciany, niedoceniony, niezapraszany. Ani do studiów telewizyjnych, ani na posiedzenia klubowe, ani do Pałacu Prezydenckiego.
Obojętni wobec Dudy (poza członkami rady nadzorczej ZEN.COM) nie pozostali w zasadzie tylko kabareciarze. W polsatowskich skeczach z cyklu „Sektor prezydencki” była głowa państwa regularnie gości u swojego następcy na Krakowskim Przedmieściu. Problem w tym, że jej rola ogranicza się co najwyżej do zażycia, wzorem Karola Nawrockiego, snusa lub potrzymania kapelusza Chuckowi Norrisowi. Mało tego, w kontekście „dużego pałacu” częściej pisało się i mówiło ostatnio o Piotrze Dudzie, który miał nakłonić prezydenta do podpisania nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy.
Na emeryturę nie wybiera się za to, choć pozostaje na politycznym bocznym torze, po części na własne życzenie, Szymon Hołownia. Z niedawnych doniesień TVN24 wynika, że prokuratorzy prowadzący śledztwo w sprawie Collegium Humanum przygotowują wniosek o uchylenie immunitetu byłemu marszałkowi Sejmu. W razie powodzenia następnym krokiem miałoby być postawienie politykowi Polski 2050 zarzutów.
Jakich? Nazwisko Hołowni miało figurować na liście studentów psychologii niesławnej uczelni, a z czasem – i na liście jej absolwentów. Tyle tylko, że były lider jednej z partii koalicyjnych rzekomo nie uczęszczał na zajęcia, w związku z czym nie należał mu się dyplom, który pozyskał „na lewo”. Ile w tym prawdy, wie najlepiej niedawny marszałek, a opinia publiczna – jeśli w ogóle się dowie – to nieprędko. O związkach Hołowni z Collegium Humanum informował bowiem „Newsweek” jeszcze w 2024 roku, a prokuratura do tej pory nic mu oficjalnie nie zarzuciła.
Tyle miesięcy jest raczej dowodem na przewlekłość postępowania niż naciski Donalda Tuska, który rękami oskarżycieli miałby mścić się na koalicjancie za zaprzysiężenie prezydenta Nawrockiego. Po co zresztą premier miałby to robić, skoro były dziennikarz sam się wypisał z wielkiej polityki, najpierw rezygnując z wywalczenia sobie jak największej autonomii w obozie władzy, a potem – z przywództwa w Polsce 2050?