
Arkadiusz Dziermański — Niemal za każdym razem, jak publikuję w internecie zdjęcie, na którym jest widoczne moje biurko, dostaję masę pytań o monitor. Czy nie za duży? Czy nie za mocno zakrzywiony? Czy wygodnie się na nim pracuje? Pytania nie mają końca, więc czas udzielić na nie odpowiedzi i opowiedzie
Na co dzień publikuję wiele zdjęć na swoim profilu w serwisie X. Bardzo często są to zdjęcia testowanego sprzętu albo uruchomionych gier. Jak tylko w kadrze pojawi się nawet nie cały, ale nawet część mojego monitora, od razu zaczyna się lawina pytań o to, jak się z niego korzysta i czy jest to wygodne.
Sytuacja jest o tyle ciekawa, że z 49-calowego monitora korzystam na co dzień zarówno z komputerem z Windowsem, jak i macOS. Szczególnie ten drugi przypadek rodzi wiele pytań.

Najlepszym źródłem informacji o sprzęcie używanym przez użytkowników komputerów jest ankieta Steam. To statystyki na temat sprzętu, które są automatycznie zbierane przez aplikację serwisu, który ma 147 mln aktywnych użytkowników miesięcznie. Co prawda dane nie są zbierane od wszystkich, ale nadal jest to bardzo duża próbka.
Stąd wiemy, że najpopularniejszą rozdzielczością jest standardowe FullHD, czyli 1920 x 1080 pikseli, z której korzysta 51,89 proc. użytkowników. Na drugim miejscu mamy 2560 x 1440 z wynikiem 21,20 proc. Dla największych, ultrapanoramicznych ekranów mamy 3,18 proc. dla 3440 x 1440 pikseli, 5 proc. dla 3840 x 2160 i zaledwie 0,42 proc. dla 5120 x 1440, czyli takiej, jaką można spotkać w monitorach takich jak mój.
Widok tak dużych ekranów na biurkach jest rzadki, więc nic dziwnego, że pojawiają się o nie pytania.
Test Huawei Watch Fit 5 Pro. Udana definicja zasady więcej za więcej

Zarówno w pracy redakcyjnej, jak i biurowo-korporacyjnej, zawsze lubiłem mieć podgląd aktualnie używanych aplikacji. Po co skakać pomiędzy oknami programów, skoro mogę je mieć obok siebie? W jednym oknie mogę mieć pisany tekst, w drugim źródło, w kolejnym jeszcze jedno. Nie pogardzę też stałym podglądem komunikatora.
Oczywiście nie zawsze miałem do dyspozycji duży ekran. Zaczynałem klasycznie, od kineskopowych, kwadratowych 15 cali w domowym komputerze. Później było nieco większe 17 cali w kwadracie, panoramiczne 17 cali z ekranem LCD i rozdzielczością 1280 x 720, aż w końcu przyszedł czas na 21 cali i FullHD.
Jednocześnie ekran mojego laptopa zmalał do 14 cali i przez kilka lat pracowałem wyłącznie na ekranie przenośnego komputera, męcząc się przy tym okrutnie. Dopiero w 2020 r. na moim biurku wylądował 27-calowy monitor.
Jak sprawdzić stan kolejki przed wizytą na SOR? Możemy zrobić to sami

Huawei MateView GT 34 (fot. Inne)
Moim kolejnym monitorem był w 2021 r. Huawei MateView GT 34. Jak nazwa wskazuje, był to ekran o przekątnej 34 cali i mam go do dzisiaj. Pracuje na nim moja partnerka. Z czasem zacząłem coraz więcej zajmować się fotografią i średni monitor gamingowy przestał mi wystarczać. Jednocześnie nie chciałem rezygnować z przekątnej ekranu.
Tak w kolejnych latach korzystałem m.in. z jednych z pierwszych OLED-ów – Asus ROG Swift OLED PG42UQ 4K i LG OLED Flex, które pokazały mi, że OLED na tamte czasy nie nadawał się do pracy biurowej (monitory miały problem z utrzymywaniem jasności na tym samym poziomie). Miałem też 34-calowego MSI Prestige PS341WU o rozdzielczości 5K czy 49-calowego, gamingowego AOC.

LG Flex OLED (fot. Zero.pl)
Po latach wiedziałem już, w jakim kierunku iść i przekonałem się do OLED-a za sprawą MSI MPG 321URX QD-OLED. Był to model nieporównywalnie bardziej zaawansowany niż te, z których korzystałem wcześniej, choć dzieliły je zaledwie dwa lata. Nie miał problemów z przesyceniem kolorów ani też utrzymywaniem jasności. Problemem był za to jego rozmiar. Proporcje 16:9 i przekątna 31,5 cali to nie była duża powierzchnia robocza. W dodatku na ogromnym biurku 180 x 80 cm wydawał się optycznie malutki.
Wtedy wiedziałem już, że potrzebuję ekranu OLED o przekątnej 40 cali lub większej. Wybór okazał się zaskakująco skromny.
Apple blisko umowy z Chińczykami. Donald Trump nie będzie zadowolony

Samsung Odyssey Neo G9 (fot. Samsung)
Widziałem, że chcę dużego ekranu o proporcjach szerszych niż 16:9, z szeroką paletą kolorów i dużą przekątną. Cóż... nie ma. Płaskie ekrany o takich możliwościach i przekątnej minimum 40 cali na początku 2025 r. chyba nie istniały. Nie byłem w stanie nic takiego znaleźć, więc szukałem czegoś z możliwie najmniejszym zakrzywieniem. Miałem okazję używać Samsunga Odyssey Neo G9, który ma przekątną 57 cali i jest tak mocno zakrzywiony, że jego oba końce kończą się niemal przy uszach. Do edycji zdjęć to się nie nadaje.
Skoro MSI MPG 321URX QD-OLED się sprawdził i problemem był tylko rozmiar, to wybór padł na MSI MPG 491CQPX QD-OLED. Czyli to samo, tylko większe. Monitor idealnie pasował do biurka, ale też nie wydawał się na nim za duży. Nawet byłem w stanie zmieścić po jego dwóch stronach dosyć spore głośniki.
Tidal podnosi ceny. Czy faktycznie będzie drogo?

Zacznijmy od tego, dla kogo nie nadaje się tak duży ekran o proporcjach 32:9. Żeby go zobrazować, są to praktycznie dwa połączone ze sobą 27-calowe monitory 16:9. Ma on dokładnie taką samą wysokość, więc jeśli dużo pracujesz z wysokimi oknami aplikacji, to się nie sprawdzi. Odpada więc programowanie i duże ilości montażu wideo.

Sam nie montuję dużo, ale jeśli miałbym to robić codziennie przez kilka godzin dziennie, to zdecydowanie szukałbym innego ekranu. W bardziej skomplikowanych projektach, kiedy na osi czasu mamy dużo elementów, miejsca w pionie zaczyna brakować.
Praca z dokumentami? Odpadają tylko sytuacje, kiedy operujesz na długich arkuszach Excela. W przypadku dokumentów tekstowych śmiało można umieścić obok siebie nawet pięć lub sześć stron dokumentu Worda lub PDF. Nie trzeba ich przewijać w pionie.

Zdjęcia? Problem mogą mieć tylko osoby, które zajmują się na co dzień wyłącznie fotografią architektury. Poza tym, przynajmniej w moim przypadku, zakrzywienie nie przeszkadza. Z prostej przyczyny – podczas edycji zdjęć nie korzystam z całego ekranu. Wolę robić to w oknie i w tym przypadku zakrzywienie nie zaburza proporcji.

Poza tym są tu same zalety. Praca na oknach to czysta przyjemność. Śmiało możemy mieć obok siebie nawet cztery okna aplikacji i są one wygodne i odpowiednio duże. Do pracy wielozadaniowej, na wielu programach jednocześnie, trudno o lepszy wybór.
Ekran nie jest za duży. Wiemy już, że jest niski, a na co dzień bardzo rzadko zdarza mi się korzystać z jego pełnej powierzchni. Najcześciej w jednym momencie korzystam aktywnie z dwóch okien, więc umieszczam je blisko siebie, dzięki czemu nie muszę obracać głową z jednego do drugiego końca ekranu.

Do gier czasem trzeba się przyzwyczaić, bo pole widzenia jest bardzo szerokie i zwyczajnie widzimy więcej. Szczególnie w strzelankach czy grach z widokiem z perspektywy trzeciej osoby. Wiedźmin 3, Cyberpunk 2077 czy gry sportowe to jest zupełnie inny poziom immersji. Ale też strategie czy gry RPG z widokiem z góry, o ile tylko obsługują proporcje 32:9, też wyglądają tu bardzo ciekawie. Zarządzanie miastem czy mapą, której często nie musimy przewijać, bo widzimy ją całą na ekranie, to bardzo ciekawe doświadczenie.
Sony kończy z grami na płytach. Czy to koniec fizycznych nośników?

Zarządzanie oknami w macOS jest fatalne i jest to fakt, nie opinia. Bez dodatkowego oprogramowania możemy co najwyżej umieścić obok siebie dwa okna, które dopasują się do siebie na dostępnej powierzchni. Nie mamy tu, jak w Windowsie, możliwości łatwego rozmieszczania większej liczby okien.
Z macOS korzysta się przede wszystkim inaczej i według mnie istnieją dwa sposoby. Z jednej strony jest to system idealny do pracy z jedną aplikacją. Szczególnie w przypadku pracy kreatywnej. Nie bez powodu mamy tu specjalne tryby pełnoekranowe i w tym macOS sprawdza się idealnie.

Z drugiej strony z systemu Apple świetnie korzysta się przy pracy wielozadaniowej w momencie, kiedy pulpit traktujemy zgodnie z jego nazwą. Nie bez powodu w macOS nazywa się on Biurkiem. Tak duży ekran idealnie sprawdza się właśnie jako wirtualne biurko, na którym rozmieszczamy poszczególne elementy. Okna nie muszą zajmować całej wysokości ekranu. Bardzo dobrze się skalują i są w pełni czytelne i widoczne nawet w mniejszym rozmiarze i to naprawdę działa. Jest to na tyle wygodne i tak się do tego przyzwyczaiłem, że jeśli muszę coś zrobić na wielu oknach Windowsa, to układam je tak samo jak w Mac OS.
Co więcej, MacBook nie ma problemu z obsłużeniem rozdzielczości 5120 x 1440 pikseli, ani wysokiej częstotliwości odświeżania obrazu. Na deser dodam, że korzystam też aktywnie z ekranu MacBooka, pomimo podłączonego monitora. Nie, żeby mi brakowało miejsca na tych 49 cali, ale skoro mam dodatkowy ekran, to głupio byłoby go marnować.
Test Razer Hammerhead V3 HyperSpeed. W małej formie dużo dźwięku

Wadą mojego monitora jest jego stopka. Ekran jest duży i ciężki, więc musi mieć odpowiednią podstawę. Ta jest bardzo szeroka, a sam monitor jest umieszczony na stosunkowo niskiej nóżce. W efekcie znajduje się dosyć nisko nad blatem biurka i zajmuje na nim dużo miejsca.
Dlatego też z czasem zainwestowałem w ramię. Alternatywą było powieszenie go na ścianie, ale mam jedną złotą zasadę – zero wiercenia w ścianach bloku z wielkiej płyty! Do tego trzeba mieć bardzo ciężki sprzęt. Oczywiście takiego monitora nie powiesimy na każdym ramieniu, musi ono być w stanie go utrzymać, ale na szczęście nie kosztuje to majątku. Wybrałem jeden z tańszych pasujących uchwytów i był to Silver Monkey UM-900 ze sprężyną gazową za 499 zł. To naprawdę jedno z tańszych rozwiązań.
Ilość miejsca i wygoda, jaką daje mi umieszczenie monitora nieco wyżej, są bezcenne.
Dlaczego wciąż gramy w Heroes III? Fenomen gry, która po 25 latach rozpala serca Polaków

Wyboru tak dużego ekranu nie żałowałem ani przez chwilę i zdecydowanie drugi raz kupiłbym taki monitor. Zawsze z dużą radością wracam do niego po testach mniejszych konstrukcji. Zamieniłbym go tylko na jeden inny monitor.
Jeśli jakiś producent wypuści na rynek ekran o przekątnej 40-42 cali, płaski, o proporcjach 21:9 i 10-bitową paletą kolorów – biorę! Miałem okazję używać modelu AOC AGON AG405UXC i niestety brakowało mu lepszego panelu, ale rozmiar i proporcje miał perfekcyjne.
Czy trzeba bać się dużego monitora? To trochę jak z telewizorem, monitor nigdy nie jest za duży. Musimy tylko pamiętać, aby mieć do niego odpowiednio duże biurko lub miejsce na powieszenie ekranu. A jeśli chodzi o mocno panoramiczne proporcje to wszystko zależy od użytkownika. Jeśli nie korzystasz z programów, które wymagają dużo przestrzeni w pionie, to do pracy wielozadaniowej trudno o lepszy wybór.