
Przemysław Rudzki — Miliony funtów, testy medyczne potajemnie robione w Kansas podczas mundialu i absolutny rekord transferowy Manchesteru City. Elliot Anderson wkracza na piłkarski Olimp jako najdroższy Brytyjczyk w historii. Za astronomiczną kwotą kryje się jednak genialna intuicja Pepa Guardioli,
116 mln funtów zapłaci Manchester City za Elliota Andersona. Jego dotychczasowy klub, Nottingham Forest, ubił interes życia – kupił go z Newcastle United za 35 mln, choć niektórzy twierdzą, że tak naprawdę za 15. Przebitka i tak jest olbrzymia. Anderson, który z reprezentacją Anglii przebywa na mundialu, pobije dwa rekordy: zostanie najdroższym brytyjskim zawodnikiem (bez uwzględniania bonusów), a także najdroższym nabytkiem w historii Manchesteru City. Kibice, którzy nigdy w życiu nie widzieli meczu Forest, zastanawiają się pewnie: o co tutaj, do cholery, chodzi?
[

Kibic, którego podziwia cały świat. Kim jest „żywa statua”?](/news/lumumba-vea-kim-jest-zywa-statua-i-niezwykly-kibic-dr-konga)
[

Cristiano Ronaldo dołączył do imprezy. Portugalczyk wrócił, czy nigdy nie wyszedł?](/news/cristiano-ronaldo-z-rekordem-na-ms-ile-goli-ma-cr7-a-ile-leo-messi-statystyki)
[

Wikingowie nie chcą być tylko sympatyczni. Haaland w szale, cała Norwegia wiosłuje mocno](/news/ms-2026-erling-haaland-i-norwegia-w-fazie-pucharowej-statystyki-rekordy-i-rywalizacja-o-zlota-pilke)
Już Pep Guardiola chciał go w City. To legendarny menedżer City zasiał ziarno, zanim jeszcze pożegnał się z klubem z Etihad Stadium. Plony zbierze jego następca, Enzo Maresca. Dlaczego Katalończyk tak bardzo cenił Andersona? Powód jest dość oczywisty – pomocnik jest uosobieniem wszystkiego tego, co Pep kocha w futbolu: inteligencji boiskowej, intensywności, odwagi. Wszyscy patrzą na liczby w kontekście kwoty transferowej, ale ta suma jest tak wielka, że przesłania najważniejsze cyferki: statystyki Andersona.
W Premier League, która uważana jest za najbardziej wymagającą ligę świata, w poprzednim sezonie królował zarówno w kwestii wygranych pojedynków, jak i odzyskanych piłek. Ogólnie „piłka” to w jego przypadku kluczowe słowo. Elliot Anderson nigdy jej nie unika, jest do dyspozycji zespołu, pokazuje się w tych sektorach boiska, w których akurat jest potrzebny, i stawia stempel na większości akcji drużyny. Kilka klasyfikacji, w których górował indywidualnie nad resztą ligi, tylko podbiło cenę.
Anderson pochodzi z rodziny, której historia była naznaczona opowieściami o futbolu. Jego dziadek, Geoff Allen, był lewoskrzydłowym Newcastle United i choć zagrał tam zaledwie 22 razy, to mały Elliot miał w domu gotowy wzorzec. Pan Geoff doczekał czasów, gdy wnuk zadebiutował w reprezentacji Anglii i pojechał z nią na mistrzostwa świata. Jego córka, a mama Elliota, Helen – niestety nie.
W kwietniu tego roku przegrała długą walkę z chorobą nowotworową. Miała zaledwie 54 lata. To ona mocno wspierała syna i zawsze w niego wierzyła. Nic dziwnego, że kiedy piłkarz Nottingham Forest dostał powołanie od selekcjonera Thomasa Tuchela, napisał w mediach społecznościowych: „Mamo, jedziemy na mundial!”. Wiedział, jak bardzo byłaby z niego dumna.
Wcześniej zaimponował wielkim charakterem. 48 godzin po pogrzebie był już z kolegami na boisku i strzelił ważnego gola przeciwko Newcastle. Forest bili się o pozostanie w angielskiej elicie, bardzo potrzebowali swojego lidera. Stanął na wysokości zadania. Ostatecznie klub z City Ground pozostał w Premier League, w dużej mierze dzięki świetnym występom Andersona.
W zespole takim jak Manchester City piłkarz formatu Andersona jest nieoceniony. Bo The Citizens potrzebują pracowitej mrówki, by móc grać piękny, ofensywny futbol zakończony golami Erlinga Haalanda. Wcześniej tę rolę znakomicie wypełniał Bernardo Silva. Anderson jest tytanem pracy, rusza do odbioru, gra agresywnie, nic sobie nie robi z pressingu rywala i potrafi szukać dobrych opcji zagrań do kolegów.