
Przemysław Rudzki — Reprezentacja Anglii pojechała na mistrzostwa świata w jednym celu: żeby je wygrać. Pierwszy raz od 1966 roku. Po to właśnie został zatrudniony Thomas Tuchel. Niemiec ma wycisnąć z utalentowanego pokolenia graczy wszystko, co najlepsze. Liczy się tylko Puchar Świata. Czy Harry Ka
Anglicy po raz czternasty w historii zagrają w ćwierćfinale mundialu. Te mecze nie były dla nich z historycznego punktu widzenia szczęśliwe, częściej kończyły się odpadnięciem niż wejściem do najlepszej czwórki. Z poprzednich dziesięciu ćwierćfinałów angielska drużyna zwyciężyła w zaledwie trzech.
Jednak nawet awans do najlepszej ósemki globu nikogo już nad Tamizą nie ekscytuje. Po bardzo dobrych wynikach osiąganych przez Synów Albionu pod wodzą Garetha Southgate’a od drużyny narodowej wymaga się więcej. Anglia ma lepszych piłkarzy niż Norwegia, w końcu to Norwegowie od lat szukają szczęścia, sławy i pieniędzy w Premier League. Pytanie brzmi: czy ma również lepszy zespół?
Czytaj również: MŚ 2026: Anglia pokonała Meksyk. Genialny Jude Bellingham i awans do ćwierćfinału
Zanim mecz w Miami da nam odpowiedź, warto pochylić się nad siłą obu zespołów. Oczywiście cała uwaga skupiona jest na dwóch zawodnikach – Erling Haaland strzela gola za golem dla Wikingów, a podczas trwającego turnieju zdobywał bramkę w każdym ze spotkań (z Francją nie zagrał). Ale Anglicy liczą na genialną dyspozycję Harry’ego Kane’a.
Haaland najpierw podbił Bundesligę, by później ruszyć na starcie z Premier League. Straszyłem nim zresztą we wcześniejszym tekście. Z kolei Kane najpierw był gwiazdą w Anglii, wydawało się nawet, że niesamowity rekord Alana Shearera (260 trafień w Premier League) zostanie pobity właśnie przez niego, ale brak trofeów z Tottenhamem sprawił, że poszukał wyzwania w Bayernie.
Czytaj również: Mundial 2026. Francja – Maroko: Ismael Saibari nie zagra w ćwierćfinale
Obaj są liderami drużyn, które zaliczyły poważne testy. Norwegia uporała się sensacyjnie z Brazylią i po raz pierwszy w historii weszła do 1/4 finału mundialu, zaś Anglicy wygrali w piekle Estadio Azteca z Meksykiem, po trudnym boju, który być może zdefiniował ich turniejową tożsamość.
Spotkanie tych dwóch drużyn powinno nam przynieść sporo emocji, a prawdopodobieństwo goli jest wysokie, szczególnie kiedy przeanalizujemy grę Norwegów. Od początku trwania imprezy zespół prowadzony przez Ståle Solbakkena dużo strzela i dużo zarazem traci. Haaland i jego kumple zdobyli już 12 bramek, rywale wbili im 9. Na bazie tych liczb pachnie powtórką meczu Meksyk – Anglia. Pytanie, czy zobaczymy tutaj akcję rodem z filmów Guya Ritchiego, czy jednak wzajemny szacunek? Bo o tym respekcie obie strony mówią dość często.
[

Mbappé zachwyca na mundialu. Francja znów liczy na swojego kapitana](/news/mbappe-zachwyca-na-mundialu-francja-znow-liczy-na-swojego-kapitana)
[

Francja w półfinale mundialu! Mbappé jak Messi, ale to akurat nie komplement](/news/francja-maroko-20-mbappe-nie-strzelil-karnego-ale-i-tak-awansowal-do-polfinalu-mistrzostw-swiata)
[

Na emocje trzeba było czekać 120 minut. Znamy ostatniego ćwierćfinalistę mundialu](/news/na-emocje-trzeba-bylo-czekac-120-minut-znamy-ostatniego-cwiercfinaliste-mundialu)
Angielska prasa sprowadza całą rywalizację do powstrzymania Haalanda. Dziennikarze uważają, że jeśli najlepszy snajper Norwegów zostanie umiejętnie wyłączony z gry, to rywale nie wyrządzą krzywdy ekipie Tuchela. Problem polega jednak na tym, że Haaland wykorzystuje nawet małe momenty nieuwagi. Napastnik Manchesteru City nie potrzebuje wielu sytuacji, by cieszyć się z gola. Jego statystyki (za OPTA) są bezlitosne. Oddał tylko 18 strzałów w całym turnieju, a goli ma aż 7.
Analitycy podkreślają zarazem, że trafienia Haalanda niosą ze sobą olbrzymią wartość. To ciekawa liczba: 4 jego gole podczas mundialu były na wagę zwycięstwa. Haaland jest zatem bliski wyrównania rekordu współdzielonego przez dwóch zawodników – pięć winnerów w czasie tych samych MŚ. Grzegorz Lato zrobił to w 1974 roku. Polak został wówczas królem strzelców, a Salvatore Schillaci powtórzył ten wyczyn w 1990 roku (również zdobył koronę).
Jordan Pickford, który przeciwko Meksykowi zanotował chyba najlepszy mecz w reprezentacyjnej karierze, bez wątpienia ma o czym myśleć. Bramkarz Evertonu wiele razy miał okazję mierzyć się oko w oko z norweskim olbrzymem na boiskach w Anglii. Nie są to miłe wspomnienia – Haaland „podziurawił” Pickforda aż ośmiokrotnie.
Przed tego typu konfrontacją nie może zabraknąć gierek psychologicznych, zwanych w Anglii „mind games”. Jedną z najskuteczniejszych broni w trudnych potyczkach jest przerzucanie ciężaru odpowiedzialności na rywala. I właśnie to robi Haaland.
Ale trudno odmówić mu racji. To Anglicy mają zdecydowanie więcej do stracenia. Dla Norwegii sam awans do ćwierćfinału jest olbrzymim sukcesem. Haaland żyje na co dzień w Wielkiej Brytanii, wie zatem dobrze, jak bardzo media potrafią przepompować balonik. Dlatego mądrze dolewa oliwy do ognia.