
Marcin Darmas — Rosyjska wojna przeciwko Ukrainie trwa już ponad cztery lata, a mimo setek tysięcy ofiar Kreml wciąż nie zdecydował się na kolejną powszechną mobilizację. Zdaniem rosyjskiego ekonomisty i politologa Władisława Inoziemcewa wyjaśnienie tego fenomenu kryje się w mechanizmie, który o
Rosyjska wojna przeciwko Ukrainie trwa już ponad cztery lata, a mimo setek tysięcy ofiar Kreml wciąż nie zdecydował się na kolejną powszechną mobilizację. Zdaniem rosyjskiego ekonomisty i politologa Władisława Inoziemcewa wyjaśnienie tego fenomenu kryje się w mechanizmie, który określa mianem „ekonomii śmierci” – smertonomika.

• Rosyjski ekonomista Władisław Inoziemcew twierdzi, że Kreml stworzył „ekonomię śmierci”. (fot. Shutterstock)
Smertononika to osobliwy system finansowych zachęt, dzięki któremu śmierć na froncie staje się dla wielu Rosjan bardziej opłacalna niż całe życie przepracowane w cywilu.
Według Inoziemcewa model ten nie był od początku zaplanowaną strategią Kremla. Narodził się po części spontanicznie po mobilizacji ogłoszonej jesienią 2022 r., gdy rosyjskie władze zrozumiały, że społeczeństwo nie jest gotowe ponosić kosztów wojny w tradycyjnej formie. Narastające niezadowolenie zostało więc zagłuszone pieniędzmi.
Już w pierwszych miesiącach po mobilizacji państwo podniosło wynagrodzenia dla żołnierzy do poziomu wielokrotnie przekraczającego średnie zarobki w kraju. Minimalny żołd kontraktowca wzrósł do 195 tys. rubli miesięcznie, podczas gdy przed wojną zawodowi wojskowi otrzymywali niekiedy mniej niż przeciętny rosyjski pracownik. Jednocześnie radykalnie zwiększono odszkodowania dla rodzin poległych.
Nasza zachodnia wrażliwość, skrótowo rzecz ujmując, staje się całkowicie nieporadna wobec obrazów dochodzących z głębokiej Rosji. Żony, partnerki, a nawet matki radujące się z śmierci swoich ojców i dzieci po otrzymaniu rządowej zapomogi. Obrazy te stały się dojmującą codziennością rosyjskiej prowincji.
Jak wylicza Inoziemcew, mieszkaniec jednej z biedniejszych rosyjskich prowincji, który podpisał kontrakt w 2023 r., walczył przez kilka miesięcy i zginął na froncie, mógł pozostawić rodzinie równowartość 25–30 lat swoich potencjalnych zarobków w cywilu. W praktyce oznaczało to, że śmierć trzydziestokilkuletniego mężczyzny stawała się bardziej opłacalna ekonomicznie niż dalsze życie zawodowe.
– Reżim nie tylko gloryfikuje śmierć. On sprawia, że zaczyna ona wyglądać jak racjonalny wybór ekonomiczny – podkreśla ekspert w wywiadzie dla portalu „Le Grand Continent”.
CBA weszło do Szpitala Południowego i urzędów w Warszawie. To efekt śledztwa Zero.pl
Zdaniem Inoziemcewa właśnie ten mechanizm pozwolił Putinowi uniknąć kolejnej masowej mobilizacji, która mogłaby wywołać poważne napięcia społeczne. Zamiast przymusu państwo kupuje kolejne tysiące ochotników.
System został przy tym skonstruowany tak, by ciężar wojny spadał przede wszystkim na najbiedniejsze i najbardziej zmarginalizowane grupy społeczne. Rekrutowani są ludzie bez stałego zatrudnienia, zadłużeni, często bez wyższego wykształcenia i perspektyw zawodowych. Kreml kieruje ofertę przede wszystkim do tych obywateli, których utrata nie wywoła szerszego społecznego sprzeciwu. Owe podejście do życia jako towaru intrygująco przypomina „Martwe dusze” Mikołaja Gogala, gdzie główny bohater rachuje do stanu swojego folwarku „nieistniejące” dusze. Pod tym względem niewiele w Rosji się zmieniło…
Dla większości Rosjan wojna pozostaje dzięki temu zjawiskiem odległym. Nie muszą walczyć, nie ponoszą bezpośrednich kosztów ekonomicznych konfliktu i nie są zmuszani do wyrzeczeń porównywalnych z tymi, które znały społeczeństwa prowadzące wojny totalne. Sytuacja jednak się ostatnio zmienia. Rosja bowiem boryka się z coraz trudniejszą sytuacją paliwową, zwłaszcza w okupowanym Krymie.
Ekspert zwraca uwagę, że wbrew licznym prognozom nie doszło do konfiskaty oszczędności, zamrożenia depozytów czy zamknięcia granic. Kremlowi udało się utrzymać wrażenie względnej normalności. Represje dotykają głównie przeciwników wojny, podczas gdy reszta społeczeństwa może funkcjonować niemal tak jak przed 2022 r.
Jednocześnie „ekonomia śmierci” zaczyna wykazywać oznaki wyczerpania. Zdaniem Inoziemcewa rezerwy najłatwiejszych do pozyskania rekrutów zostały już w dużej mierze wykorzystane.
Rosną również dochody ludności, przez co wojskowe wynagrodzenia nie są już tak atrakcyjne jak na początku wojny. Jesienią 2022 r. żołd był nawet trzykrotnie wyższy od przeciętnego wynagrodzenia. Dziś różnica jest znacznie mniejsza.
Coraz więcej Rosjan dostrzega też, że wojna nie ma wyraźnego końca. Kontrakty wojskowe w praktyce przestały być ograniczone czasowo, a szanse przeżycia na froncie pozostają niewielkie.
Ekonomista uważa jednak, że problemem Kremla nie jest dziś brak potencjalnych ochotników, lecz niechęć państwa do dalszego zwiększania kosztów rekrutacji. Jego zdaniem podwyższenie żołdu i premii mogłoby jeszcze przez kilka lat utrzymać napływ nowych żołnierzy, ale rosyjskie władze coraz ostrożniej podchodzą do wydatków wojennych.
Jednym z najbardziej zaskakujących elementów systemu jest fakt, że gigantyczne środki przeznaczane na rekrutację nie przekładają się na lepsze traktowanie żołnierzy.
Według Inoziemcewa rosyjska armia nadal prowadzi kosztowne i krwawe ataki, często ignorując bezpieczeństwo własnych oddziałów. To paradoks także z ekonomicznego punktu widzenia. W normalnych warunkach wzrost wartości danego zasobu powinien prowadzić do bardziej racjonalnego jego wykorzystania. Tymczasem rosyjskie dowództwo nadal traktuje ludzi jak „łatwo zastępowalny materiał”.
Rosyjski ekonomista wskazuje również na wszechobecną korupcję. Wielu żołnierzy musi samodzielnie kupować wyposażenie, a łapówki pozostają częścią codziennego funkcjonowania armii. W jego ocenie właśnie dlatego Kreml woli przekazywać pieniądze bezpośrednio rodzinom i rekrutom, zamiast inwestować w modernizację infrastruktury wojskowej, gdzie znaczna część środków zostałaby rozkradziona.
Inoziemcew uważa, że „ekonomia śmierci” nie jest jedynie produktem wojny. Jej korzenie sięgają lat 90., gdy po upadku Związku Radzieckiego Rosja weszła w okres brutalnego kapitalizmu, głębokich nierówności i powszechnej korupcji.
W tym systemie pieniądz stał się najwyższą wartością społeczną, a życie ludzkie straciło część swojej symbolicznej wartości. Państwo nauczyło obywateli, że niemal każdy problem można rozwiązać finansowo – od spraw urzędowych po kwestie związane ze śmiercią.
Zdaniem ekonomisty właśnie dlatego Kremlowi udało się zbudować model wojny oparty nie na ideologii, lecz na indywidualnych kalkulacjach ekonomicznych. Większość dzisiejszych ochotników nie walczy z powodów patriotycznych. Kierują nimi przede wszystkim względy materialne.
Najgroźniejszym skutkiem „ekonomii śmierci” jest jednak, według Inoziemcewa, stopniowa normalizacja wojny. System stworzył społeczeństwo, które przyzwyczaiło się do konfliktu i nauczyło się traktować śmierć jako element ekonomicznego rachunku.
Jednocześnie Kreml wykorzystuje korupcję i indywidualne zachęty finansowe jako narzędzie rozbijania solidarności społecznej. Każdy problem rozwiązywany jest osobno, a obywatele funkcjonują jako jednostki rywalizujące o własny interes, nie zaś jako wspólnota zdolna do zbiorowego działania.
[

„Strategiczne chamstwo”. Gen. Andrzejczak o Patriotach i relacjach z Ukrainą](/news/gen-andrzejczak-o-pomocy-dla-ukrainy-strategiczne-chamstwo-zamiast-kultury-strategicznej)
[

Rosjanie ustawiają się w kolejkach po instalacje LPG](/news/rosja-niedobory-paliwa-po-atakach-ukrainy-kierowcy-masowo-montuja-instalacje-lpg)
[

Sikorski w CNN o grach Putina: Rosja może użyć dronów pod fałszywą flagą](/news/sikorski-w-cnn-rosja-nie-ma-sil-na-frontalny-atak-ale-mozliwa-jest-prowokacja-z-dronami)
To właśnie ta atomizacja społeczeństwa, a nie wyłącznie represje, ma być jednym z najważniejszych filarów trwałości systemu stworzonego przez Władimira Putina. W ocenie Inoziemcewa pozwala ona Rosji kontynuować kosztowną wojnę bez realnego oporu wewnętrznego, nawet jeśli cena płacona przez najuboższych obywateli staje się coraz wyższa.