Cuchnące bagno w stolicy USA. "Jedna wielka porażka". Trump szuka winnych

    Cuchnące bagno w stolicy USA. "Jedna wielka porażka". Trump szuka winnych

    921 odsłon
    Cuchnące bagno w stolicy USA. "Jedna wielka porażka". Trump szuka winnych

    Trump chciał zrobić ze Stawu przed Mauzoleum Lincolna w Waszyngtonie wizytówkę swojej prezydentury. Tymczasem jedno z najbardziej reprezentacyjnych miejsc w stolicy USA zamieniło się w cuchnące bagno.

    Renowacja znanego na całym świecie Stawu przed Mauzoleum Lincolna miała stać się punktem kulminacyjnym obchodów 250. rocznicy niepodległości Stanów Zjednoczonych. Teraz pływają w nim łuszcząca się farba i martwe kaczki.

    Jak zauważył przewodnik turystyczny Jose Lebron, stojąc bezpośrednio nad brzegiem cuchnącego, zielonego zbiornika: "Teraz ludzie w ogóle już tu nie przychodzą, aby cieszyć się cichą przestrzenią do osobistej refleksji. Przychodzą tu, by podziwiać spektakl jednej wielkiej porażki".

    Tymczasem rezydent USA zamiast przyznać się do porażki, rozpowszechnia teorie spiskowe o lewicowych wandalach.

    Trump, zarządzając renowację stawu o długości 619 m, chciał zaprezentować się jako wielki budowniczy. Miejsce, w którym Martin Luther King Jr. wygłosił swoje legendarne przemówienie "I have a dream" ("Mam marzenie"), miało stać się — po okazałej sali balowej Białego Domu — najnowszym arcydziełem prezydenta USA. Co poszło nie tak?

    Na początku czerwca, w przededniu hucznych obchodów 250. rocznicy niepodległości Stanów Zjednoczonych, wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem. Prezydent uroczyście ogłosił zakończenie zakrojonej na szeroką skalę przebudowy słynnego akwenu. Pierwotnie szare dno, które miało w naturalny sposób komponować się z otaczającymi staw zabytkami, na polecenie Trumpa pomalowano na niebieski kolor występujący we fladze USA (oficjalnie nazywany Old Glory Blue).

    Zgodnie z obietnicami miała to być szybka i tania inwestycja za niecałe 2 mln dol. (7,56 mln zł). Rzeczywistość okazała się jednak inna — na remont zatwierdzono 16 mln dol. (blisko 60,5 mln zł) bez przeprowadzenia jakiegokolwiek standardowego przetargu publicznego.

    Zamówienia na remont zostały rozdzielone w tempie, które Biały Dom z dumą nazwał "Trump speed". Główny kontrakt o wartości 14,7 mln dol. (55,2 mln zł) na oczyszczenie i pomalowanie dna na intensywny niebieski kolor zdobyła firma Atlantic Industrial Coatings z Florydy. Firma ta nigdy wcześniej nie otrzymała federalnego kontraktu, ale według słów prezydenta w przeszłości wykonywała prace przy basenach w jednym z jego klubów golfowych.

    Drugi kontrakt o wartości 1,7 mln dol. na instalację nowego systemu oczyszczania wody trafił, jak na ironię, do firmy Greenwater Services. Również w tym przypadku nie trzeba daleko szukać powiązań.

    Właścicielem firmy jest fundusz powierniczy Johna J. Cafaro, wieloletniego sponsora Trumpa i sąsiada z Palm Beach na Florydzie, który ma siedzibę niedaleko Mar-a-Lago. Jakie jest jego uzasadnienie braku przetargu? — Nie ma na świecie nikogo innego, kto robiłby to, co my — powiedział Cafaro mediom.

    Po pomalowaniu woda w płytkim stawie w ostrym letnim słońcu już w ciągu kilku dni zamieniła się jednak w ekologiczną katastrofę. Eksperci do spraw utrzymania zbiorników wodnych dobrze znają to zjawisko jako "syndrom nowego jeziorka". Masowe zakwity zielonych glonów z rodzaju Scenedesmus zmieniły kolor "amerykańskiego błękitu" na zielony. Do nieplanowanego zabarwienia dołączył ponadto wyjątkowo nieprzyjemny zapach stojącej wody.

    Trump oskarża "chorych" radykałów

    Jakby tego było mało, niebieska powłoka poliuretanowa zaczęła się masowo łuszczyć z dna, a kawałki ciemnej, gumowatej farby zaczęły unosić się na powierzchni. Gdy władze i pracownicy parków narodowych próbowali ratować sytuację, desperacko wlewając nadtlenek wodoru, w internecie pojawiło się zdjęcie martwej kaczuszki, bezwładnie unoszącej się wśród kępek glonów i złuszczonej niebieskiej farby. Według doniesień w wodzie pojawiły się w międzyczasie również inne ciała martwych kaczek.

    Staw przed Mauzoleum Lincolna

    Maxine Wallace/The Washington Post via Getty Images / Contributor / Getty Images

    Staw przed Mauzoleum Lincolna

    Jak stwierdził Sidney Blumenthal, były doradca Billa i Hillary Clintonów: "Trump chciał w Waszyngtonie pomnika poświęconego wyłącznie jemu samemu i w końcu go ma. Jest nim ten staw — doskonała metafora kleptokracji, niekompetencji i absolutnego chaosu".

    Administracja Trumpa uruchomiła sprawdzoną strategię zarządzania kryzysowego: poszukiwanie winnego.

    Prezydent Trump z pokładu swojego helikoptera w drodze powrotnej z prezydenckiej rezydencji Camp David obejrzał swoje dzieło z powietrza i natychmiast ogłosił, że staw jest przedmiotem ataku wandali.

    Według jego twierdzeń, które zdaniem ekspertów i dziennikarzy są sprzeczne z faktami, "chorzy i niezrównoważeni" radykałowie nie tylko wlali do wody nieokreślone dokładniej żrące substancje chemiczne i nawozy przemysłowe, co według niego miało bezpośrednio spowodować szybki wzrost glonów (pomijając fakt, że stojąca, ogrzana woda sama w sobie działa jak nawóz), ale rzekomo wycięli nożem do kartonów na dnie stawu ogromną, ponad 90-metrową szczelinę.

    Szczeliny nie znaleziono

    Na poparcie tej teorii spiskowej Biały Dom przywołał incydent z poprzedniego tygodnia, kiedy to ktoś wykosił w trawie przy pobliskiej promenadzie National Mall cyfry "86 47". Liczba 86 zazwyczaj symbolizuje zamiar pozbycia się, wyrzucenia lub usunięcia kogoś lub czegoś, natomiast 47 odnosi się do 47. prezydenta USA, którym jest Donald Trump.

    "Tak samo jak trzy dni temu zniszczyli trawnik na zewnątrz przy stawie, zrobili wszystko, co w ich mocy, aby uszkodzić również właśnie zainstalowaną powierzchnię wewnętrzną stawu" — napisał Trump na swoim profilu w mediach społecznościowych.

    Dziennikarze z "The Washington Post", którzy wielokrotnie osobiście odwiedzali zniszczony staw, nie znaleźli jednak ani śladu po żadnej 90-metrowej szczelinie. Jedyne, co widzieli, to pracownicy parków narodowych desperacko odsysający gęstą zieloną wodę za pomocą odkurzaczy do glonów.

    Przestępca na rowerze

    Kiedy prezydent na swoim portalu społecznościowym Truth Social publicznie zagroził 10-letnim więzieniem wandalom, którzy ośmielili się zniszczyć zabytek narodowy, policja natychmiast przystąpiła do działania. W wyniku akcji zatrzymano i ukarano grzywną 10 osób. Agenci zatrzymali również osobę, która nie do końca pasowała do wyobrażenia radykalnego lewicowego wandala, o którym mówił Trump.

    • Trump chwali Zełenskiego. "Trzeba to przyznać". Zwrot USA może wiele kosztować Putina

    Był to David "Davey" Hearn, 67-letni trzykrotny olimpijczyk i dwukrotny mistrz świata w slalomie wodnym. W piątkowe popołudnie wyruszył na swoją zwyczajową, liczącą 100-km przejażdżkę rowerową. Jako profesjonalny konstruktor łodzi i sprzętu kajakowego z zawodowej ciekawości zainteresował się tym, jakiego materiału władza użyła do pomalowania stawu.

    Zsiadł z roweru, zdjął rękawiczkę rowerową i lekko dotknął kawałka gumowatej niebieskiej masy, która już unosiła się na wodzie, oddzielona od dna. Chwilę później znalazł się w kajdankach uzbrojonych oddziałów Gwardii Narodowej. Następnie spędził pięć godzin w celi bez możliwości skontaktowania się z adwokatem, stojąc w obliczu zarzutów popełnienia przestępstwa federalnego polegającego na zniszczeniu mienia państwowego.

    — Jestem tylko ciekawskim obywatelem. Niczego nie zniszczyłem, nie podarłem ani nie odłamałem. Stan stawu w żaden sposób, absolutnie w żaden sposób, nie uległ zmianie pod wpływem mojego dotyku — powiedział Hearn mediom po zwolnieniu.

    Fotografom agencji Reuters udało się później uchwycić zdjęcia, na których nawet funkcjonariusz straży krąży bezkarnie wokół basenu z kawałkiem odłupanej farby w dłoni.

    Pojawi się też ogrodzenie

    Na całą tę kompromitującą sytuację i rosnące zainteresowanie opinii publicznej Biały Dom i władze zareagowały w końcu w najprostszy sposób — ogrodzili staw. Władze twierdzą, że ogrodzenie z siatki drucianej miało i tak zostać zainstalowane przed obchodami 4 lipca ze względu na odpalanie fajerwerków, to z powodu "wzrostu aktów wandalizmu ze strony lewicowych aktywistów" zostało ono postawione wcześniej.

    Okolice stawu są obecnie strzeżone nie tylko przez funkcjonariuszy policji, ale także inne służby, m.in. przez oddziały Gwardii Narodowej. Wokół akweny, według niektórych mediów, zainstalowano kamery bezpieczeństwa wyposażone w sztuczną inteligencję.

    Kobieta aresztowana za zamoczenie dłoni w Stawie przed Mauzoleum Lincolna, 22 czerwca 2026 r.

    Bill Clark/CQ-Roll Call, Inc via Getty Images / Getty Images

    Kobieta aresztowana za zamoczenie dłoni w Stawie przed Mauzoleum Lincolna, 22 czerwca 2026 r.

    Tymczasem prezydent oświadczył w mediach społecznościowych, że aby uszkodzić dno stawu, ktoś musiał pracować bardzo intensywnie i prawdopodobnie pod osłoną nocy. Swoje słowa podkreślił nową teorią, zgodnie z którą staw jest prawdopodobnie celem opłacanych demonstrantów "proglonowych", a nawet opublikował zdjęcie protestującego w nadmuchiwanym kostiumie żaby.

    Jak dotąd nie przedstawił jednak ani jednego istotnego dowodu na to, że farba, glony czy rzekome pęknięcia były wynikiem skoordynowanego aktu wandalizmu, a nie nieudolnej pracy.

    Kontrowersje wokół cuchnącego stawu to efekt gorączkowych działań administracji Trumpa, która stara się przekształcić stolicę USA. Wyburzyła już historyczne wschodnie skrzydło Białego Domu w celu budowy gigantycznej sali balowej.

    Pojawił się ponadto projekt budowy 76-metrowego Łuku Niepodległości, który ma celowo przewyższać słynny paryski Łuk Triumfalny. Zwykli mieszkańcy Waszyngtonu żyją obecnie w cieniu kolejnych projektów megalomańskiego architekta.

    Staw przed Mauzoleum Lincolna staje się niechcianym symbolem ery Donalda Trumpa.

    Artykuł sponsorowanyAD
    LOTPolskie Linie Lotnicze

    Stanowski

    Co dzisiaj majstrujemy do sekcji swiat?

    Stanowski