
Wojciech J. Kittel — Kolejny tydzień technicznych negocjacji USA-Iran dowodzi, że finalne porozumienie nie będzie wynikiem symbolicznych gestów. Wymaga ono politycznej zręczności, stawiania rozmówców przed faktami dokonanymi oraz gry pod presją, gdy użycie siły wciąż pozostaje realną opcją. W tej rze
Dwa najpilniejsze pola sporu z ostatniego tygodnia to dziś Liban oraz przyszłość Cieśniny Ormuz. Pierwsze pokazuje, jak strony próbują interpretować zapisy porozumienia z Islamabadu w odniesieniu do wygaszania frontów wojny z Iranem. Drugie stało się barometrem relacji Waszyngtonu z Teheranem, zwłaszcza po zeszłotygodniowej wymianie ognia w Zatoce Perskiej i po rozmowach technicznych prowadzonych w Katarze w minioną środę.
[

Świat u progu kryzysu. Wojna w Zatoce podbija koszty](/news/usa-iran-i-chiny-w-grze-o-ormuz-wojna-napedza-globalna-inflacje)
[

Wyjść z twarzą. Dlaczego USA wracają do rozmów z Iranem](/news/deklaracja-islamabadzka-rozejm-usa-iran-i-spor-o-program-nuklearny)
[

Izraelski plan, amerykański problem: wojna w Libanie zakładnikiem porozumienia USA–Iran?](/news/wojna-w-libanie-a-negocjacje-usa-iran-czy-izrael-zatrzyma-porozumienie)
Na szczególną uwagę zasługuje jednak trójstronne porozumienie polityczne zawarte między USA, Izraelem oraz uznanym międzynarodowo rządem w Bejrucie. To ono najlepiej pokazuje, że memorandum z Islamabadu weszło w nową fazę realizacji, przenosząc ją na poziom interpretacji. Od tej chwili kluczowe stało się takie odczytanie zapisów porozumienia, które pozwalałoby legitymizować dalsze działania, a zarazem nie przedstawiało ich jako naruszenia zawieszenia broni z Iranem.
Zgodnie z literą pierwszego porozumienia z Islamabadu USA oraz Iran:
Podpisują niniejsze Memorandum w celu ogłoszenia natychmiastowego i trwałego zakończenia operacji wojskowych na wszystkich frontach, w tym w Libanie. (…) a także aby zapewnić integralność terytorialną i suwerenność Libanu.
Na pierwszy rzut oka zapis powinien zamknąć libański „front”. W praktyce takie zarządzenie było znacznie bardziej skomplikowane, kiedy postanowienie zostało przyjęte poza bezpośrednimi uczestnikami konfliktu: Izraelem, Hezbollahem oraz rządem w Bejrucie reprezentowanym przez prezydenta Libanu Josepha Aouna.
Nie oznacza to jednak, że zapis jest pozbawiony znaczenia. W realiach politycznej zależności stał się punktem odniesienia, wobec którego poszczególni aktorzy muszą w jakiś sposób zareagować. Aby porozumienie z Islamabadu mogło przetrwać, konieczne było więc znalezienie takiej formuły, która pozwoliłaby formalnie utrzymać zobowiązanie do wygaszenia frontu. Pytanie pozostawało otwarte: jak do tego doprowadzić?
Przeczytaj również: Pułapka na Trumpa. Dlaczego Netanjahu nie boi się wściekłości Białego Domu?
Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zejść o poziom niżej. Właściwie do kwestii fundamentalnej dla całego sporu: czym właściwie jest „Liban” w rozumieniu tego porozumienia? Czy chodzi o przestrzeń, w której Iran prowadzi pośrednią wojnę z Izraelem rękami Hezbollahu? Czy raczej o suwerenne państwo reprezentowane przez rząd w Bejrucie, które zgodnie z prawem międzynarodowym zachowuje wyłączne prawo do decydowania o wojnie, pokoju i użyciu siły na własnym terytorium?
To rozróżnienie nie jest semantycznym detalem. Właśnie tutaj otwiera się najważniejsza furtka interpretacyjna pierwszego punktu porozumienia z Islamabadu. To na jej podstawie Waszyngton wykreował inicjatywę trójstronnego porozumienia z Izraelem i Libanem.
Przyjęte porozumienie definiuje kwestię libańską na nowo, co ma fundamentalne znaczenie dla definicji konfliktu, a przez to także dla rozumienia porozumienia z Iranem.
Zasadnicza zmiana polega na redefinicji konfliktu. Nie jest on już przedstawiany jako konflikt między państwami. Jego charakter zostaje przesunięty na linię sporu między rządem w Bejrucie a Hezbollahem. Tym samym problem zostaje przeniesiony na płaszczyznę konfliktu wewnętrznego oraz odbudowy suwerenności państwa libańskiego. W tej konstrukcji narracyjnej Hezbollah przestaje być regionalnym ramieniem Teheranu. Staje się niepaństwową grupą zbrojną, której istnienie podważa integralność terytorialną Libanu.