
Piotr Sarmini — 3,6 miliona aut, brak zasad i transport publiczny z innej epoki. Manila to drogowy koszmar, w którym każda podróż zamienia się w wielogodzinną odyseję. Tu kierowcy zawracają, gdzie chcą, a jeepneye zatrzymują się na środku drogi. Witaj w najgorszym trafficu świata.
Kiedy zapytasz obcokrajowca, czy jeździ motocyklem po Filipinach – spojrzy na ciebie, jakbyś właśnie zaproponował mu żonglowanie piłami mechanicznymi. Większość zaraz odpowie: „Zwariowałeś? W tym trafficu?”.
Manila, stolica Filipin, jest słynna przez swój traffic – nie będę używać słów „korek” czy „ruch uliczny”, bo to jest coś na warunki europejskie nieprzetłumaczalnego. To jest po prostu traffic, a province to province, a nie żadne „województwo” czy „prowincja”. No chyba, że wy też w swoich prowincjach zbieracie kokosy i żyjecie z uprawy ryżu.
Słowa mają swoje lokalne odniesienia, zabarwione kolorytem, zapachem, kontekstem, i wielu z nich nie sposób oddać w innym języku pomimo filologicznej translacji.
[
Z Warszawy do Manili. Moja ucieczka na koniec świata #1](/news/podroz-na-filipiny-bilet-w-jedna-strone-z-warszawy-do-manili)
[
Między szklanym niebem a blaszanym dachem. Pierwsze dni w Manili #2](/news/manila-kontrast-szklanych-wiezowcow-i-blaszanych-dachow-reportaz-z-bgc-i-makati)
[
Żulczyk: Nie róbcie z nas nierobów. Dlaczego Stanowski nie ma racji](/news/zulczyk-miedzy-noblem-a-smieciowka-o-czym-naprawde-jest-ustawa-o-artystach)
A traffic Manili jest legendarny. TomTom Traffic Index z 2023 r., badający korki z 387 miast na świecie, usytuował Manilę na ostatnim – trzysta osiemdziesiątym siódmym – miejscu ze średnim czasem 25 minut i 30 sekund na przejechanie 10 km. Swoje marudzenia na zapchaną Dolinkę Służewiecką czy Zakopiankę możesz bezpiecznie odstawić na półkę z napisem „problemy pierwszego świata”. To jakby narzekać, że mleczko w latte jest niezbyt dobrze spienione, podczas gdy innym brakuje nawet gorącej wody do zalania saszetki z czarną, rozpuszczalną.