
Nagranie z agresywnym zachowaniem mężczyzny wobec dwóch 11-letnich Ukrainek w autobusie w Bielsku-Białej wywołało reakcję władz w Kijowie i Warszawie. Szef MSZ Ukrainy Andrij Sybiha mówił o poniżaniu Ukraińców ze względu na narodowość i apelował o reakcję polskich służb. Do sprawy odniósł się także prezydencki minister Marcin Przydacz.
Fot. REUTERS/Lee Jin-man
Sieć obiegło nagranie, na którym słychać mężczyznę, który zwraca się do dwóch 11-letnich dziewczynek z Ukrainy w sposób agresywny i pełen wulgaryzmów. Do incydentu doszło w sobotę w Bielsku-Białej (woj. śląskie).
Do zdarzenia odniósł się minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha w swoich mediach społecznościowych. "Strona ukraińska zwróciła się do polskich organów ścigania z prośbą o odpowiednią reakcję na nieadekwatne zachowanie mężczyzny oraz poniżanie godności Ukraińców ze względu na ich narodowość" - napisał polityk i podziękował polskim służbom za "szybką i właściwą reakcję".
Zobacz wideo Brutalnie zaatakował spacerującą kobietę w sercu stolicy. Zareagował śródmiejski policjant idący na służbę
"Taka agresja i nienawiść nie powinny być tolerowane w europejskim, demokratycznym społeczeństwie i państwie. Po raz kolejny apelujemy do niektórych polskich polityków o zaprzestanie podsycania nienawiści wobec Ukrainy i Ukraińców, co negatywnie wpływa na nastroje antyukraińskie w polskim społeczeństwie" - dodał Sybiha.
Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej proszony na antenie Polsat News o komentarz, ocenił, że sytuacja ta jest absolutnie nieakceptowalna i nie da się usprawiedliwić tego ataku. - Mogę tylko wyrazić słowa potępienia dla tego typu aktów agresji. To, że pojawiają się napięcia w relacjach polsko-ukraińskich, wynikających z pewnych decyzji strony ukraińskiej, nie może i nie powinno przekładać się na funkcjonowanie, zwłaszcza kobiet i dzieci, które uciekły z Ukrainy - powiedział Przydacz.
Według Przydacza reakcja Sybihy jest całkowicie zrozumiała. - Natomiast nie przenosiłbym tego na sprawy natury politycznej i raczej apelowałbym do strony ukraińskiej, aby nie robiła wokół tego polityki - dodał. - Apeluję do Polaków: to, że się nie zgadzamy z ukraińską władzą, (...) nie powinno przekładać się na zwykłych ludzi - podkreślił prezydencki minister.
Wcześniej do sprawy na X odniósł się również minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. "Sianie mowy nienawiści zbiera żniwo" - podkreślił we wpisie na portalu X.
"Po otrzymaniu zawiadomienia prokuratura i policja niezwłocznie podjęły czynności: zabezpieczono nagrania, rozpoczęto identyfikację pokrzywdzonych i sprawcy oraz zatrzymano 54-letniego mężczyznę. Postępowanie prowadzone jest w kierunku przestępstwa z nienawiści" - dodał prokurator generalny. "Państwo reaguje stanowczo" - podkreślił. Minister zaznaczył przy tym, że "każda osoba - niezależnie od narodowości, pochodzenia czy wyznania - ma prawo do bezpieczeństwa i poszanowania swojej godności".
Z kolei minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński napisał na portalu X, że "każda forma agresji spotka się ze zdecydowaną reakcją Państwa". "Niech to będzie przestroga dla każdego hejtera - nie będziecie bezkarni" - dodał.
Jak informowaliśmy w Gazeta.pl, w związku ze zdarzeniem policja zatrzymała 54-letniego mężczyznę. W poniedziałek rano zawiadomienie w tej sprawie złożył Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Nadzoruje je żywiecka prokuratura, gdyż to ona jest wyznaczona do prowadzenia spraw o przestępstwa z powodu rasizmu i ksenofobii.
Rzeczniczka bielskiej prokuratury okręgowej Małgorzata Moś-Brachowska poinformowała, że śledczy badają sprawę pod kątem znieważenia dziewcząt z uwagi na ich przynależność narodową. Chodzi o przestępstwo z art. 257 Kodeksu karnego. Można za to trafić do więzienia na trzy lata.
Rzeczniczka dodała, że równolegle zajściem zajmuje się bielska policja. Funkcjonariusze zabezpieczyli nagranie z kamery monitoringu z autobusu. Kontynuowane są też oględziny filmów ze zdarzenia, które trafiły do internetu. - Z analizy zapisu w formie obrazu i dźwięku wynika, że sprawca stosował agresję słowną wobec dwóch obywatelek Ukrainy z powodu ich pochodzenia - wskazała.
- Po zgromadzeniu niezbędnych dowodów, jutro (we wtorek 14 lipca - PAP) zostaną wykonane czynności procesowe z udziałem osoby podejrzanej i zostanie podjęta decyzja o potrzebie zastosowania środków zapobiegawczych i ich rodzaju - zapowiedziała Małgorzata Moś-Brachowska.
Po ujawnieniu sprawy w sieci zajął się nią także komunalny przewoźnik - bielski Miejski Zakład Komunikacyjny. "W toku prowadzonych wyjaśnień ustalono (…), że sprawcą jest pracownik spółki zatrudniony na stanowisku kierowcy, od dłuższego czasu przebywający na zwolnieniu lekarskim. Z głębokim ubolewaniem przyjęliśmy tę informację. Nie ma i nie będzie naszej zgody na jakiekolwiek przejawy agresji, przemocy czy dyskryminacji. W związku z tym podjęliśmy decyzję o zakończeniu współpracy z tym pracownikiem" - brzmi oświadczenie MZK.
Przewoźnik podał, że z przeprowadzonej analizy zapisu monitoringu autobusowego wynika, iż kierowca prowadzący pojazd natychmiast zareagował, gdy usłyszał krzyki dobiegające z wnętrza pojazdu.
Firma w oświadczeniu wskazała, że zarówno ona, jak i miasto "stanowczo potępiają wszelkie zachowania motywowane nienawiścią i uprzedzeniami". "Wspólnie z prezydentem miasta Bielska-Białej skontaktujemy się z osobami poszkodowanymi, aby omówić możliwe formy wsparcia oraz zadośćuczynienia" - wskazano.
W ubiegłym tygodniu policja zatrzymała dwóch mężczyzn, którzy domagali się wpuszczenia do biura ukraińskiej firmy pod pozorem sprawdzenia, czy prowadząca ją kobieta "wspiera Stepana Banderę". Nagranie z zajścia opublikowano w internecie. W towarzyszącym wideo wpisie napisano, iż widoczni mężczyźni to "aktywiści wspierający Grzegorza Brauna i Korwin-Mikkego", którzy domagają się wejścia z kamerą do biur ukraińskich firm w Polsce. Śledczy przedstawili im zarzuty zniesławienia. Chodzi o pomówienia dotyczące rzekomego prowadzenia działalności "mieszającej strukturę etniczną".
Z kolei w drugiej połowie czerwca obywatela Ukrainy zaatakował kijem bejsbolowym mieszkaniec Gliwic. Policja opisywała, że podszedł on do biesiadujących w ogródku rekreacyjnym Polaków i Ukraińców. Zwracając się do nich, zachowywał się agresywnie i wulgarnie, a obcokrajowców znieważał na tle narodowościowym. Został wyproszony ze spotkania. Wrócił na nie, wyposażony w kij bejsbolowy i z kominiarką na głowie. Ponownie zaczął zachowywać się agresywnie i zaatakował jednego z mężczyzn. 46-letni Ukrainiec został uderzony kijem bejsbolowym.
Źródło: PAP
***
Jeśli doświadczasz przemocy, jesteś jej świadkiem lub masz podejrzenia, że ktoś może być krzywdzony - reaguj. Zgłoszenie może uratować zdrowie lub życie. Pomoc i wsparcie można uzyskać między innymi pod numerami:
W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia należy niezwłocznie zadzwonić pod numer alarmowy 112.
Dziękujemy za przeczytanie
[
Mistrzyni świata zaatakowana na dworcu. "Nie powiedział ani słowa"
[
Finał obławy na pumę w gminie Polanów. "Zwierzę wyszło z lasu"
[
Polacy ocenili ruchy po aferze w Szpitalu Południowym. I chcą więcej
[
Prokuratura reaguje na decyzję sądu ws. ENA dla Ziobry
[
Jaki grozi odejściem z polityki. "Drugi raz tego przechodzić nie będę"