
Przewodniczący rady powiatu w Lubartowie Andrzej Kardasz (PiS) przeszedł zabieg w miejscowym szpitalu w czasie, gdy oddział chirurgii formalnie nie działał - ustaliła reporterka Polsat News Aleksandra Dunajska-Minkiewicz. Dyrekcja placówki zapewnia, że w nagłych przypadkach pomoc otrzymuje każdy pacjent. Przyznano jednak, że operacja radnego nie miała charakteru pilnego.
Fot. Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.pl /
Jak podał Polsat News, w kwietniu w szpitalu powiatowym w Lubartowie (woj. lubelskie) zoperowano Andrzeja Kardasza, przewodniczącego rady powiatu z ramienia PiS. Sprawa zwróciła uwagę, ponieważ - jak podkreśla reporterka - inni pacjenci nie mieliby w tym czasie takiej możliwości. Gdy sama zapytała szpital, gdzie mogłaby zapisać się na podobny zabieg, usłyszała, że najbliższa placówka wykonująca takie operacje znajduje się w Lublinie.
Powód okazał się prozaiczny: z powodu problemów finansowych szpitala oddział chirurgiczny został czasowo zawieszony - od marca do września. Placówka zmaga się też z brakami kadrowymi wśród chirurgów.
Zobacz wideo Dziennikarz zadał pytanie o Szpital Południowy, usłyszał reprymendę. "Proszę to uszanować"
Kardasz, kiedy reporterka zapytała go o szczegóły sprawy, odmówił ich podania i powołał się na prywatność swoich spraw zdrowotnych. - Nie będę na ten temat opowiadał, bo to są moje prywatne sprawy - odparł. Przyznał jednocześnie, że nie do końca wie, na jakiej zasadzie w szpitalu pojawiają się chirurdzy, choć - jak zaznaczył - jacyś specjaliści najwyraźniej tam bywają.
Wątpliwości nie rozwiewa też lubelski oddział NFZ. Jego rzeczniczka poinformowała stację, że fundusz nie rozliczał świadczeń udzielanych w tym okresie w lubartowskiej placówce.
Dyrekcja szpitala odmówiła komentowania szczegółów dotyczących konkretnego pacjenta, powołując się na tajemnicę lekarską, ale przesłała stacji oficjalne oświadczenie. Dyrektorka SP ZOZ w Lubartowie Ewa Mańdziuk wyjaśniła w nim, że placówka dysponuje SOR-em i - mimo zawieszenia oddziału chirurgii - nadal ma obowiązek udzielać pomocy pacjentom zgłaszającym się w stanie ostrym. Podkreśliła, że szpital ma personel i zaplecze pozwalające na wykonanie zabiegu w trybie nagłym, a samo zawieszenie oddziału tego obowiązku nie znosi.
Z ustaleń reporterki Polsat News wynika jednak, że przypadek radnego Kardasza nie spełniał kryteriów nagłości - zebrane informacje wskazują, że nie był to zabieg wymagający pilnej interwencji.
Sprawa z Lubartowa wpisuje się w szerszy, trwający od tygodni ciąg doniesień o nierównym dostępie do świadczeń zdrowotnych w Polsce. Na początku lipca głośno było o posłance KO Małgorzacie Pępek, która - jak ujawnił portal Zero.pl - wykonała w szpitalu w Żywcu specjalistyczne badanie po zaledwie trzech tygodniach oczekiwania, podczas gdy standardowy czas kolejki sięga tam od kilkunastu do dwudziestu kilku miesięcy. Ostatecznie klub KO zdecydował się nie wyciągać konsekwencji wobec posłanki.
Wcześniej echem odbiła się też sprawa warszawskiego Szpitala Południowego, gdzie - według doniesień medialnych - politycy KO mieli korzystać z przyspieszonego dostępu do badań.
Dziękujemy za przeczytanie
[
Sobierańska-Grenda ogłosiła zmiany w ochronie zdrowia. "To będzie szok"
[
Pierwszy sukces ukraińskich F-16. Miały trafić Su-35
[
Bosak po rozmowie z Nawrockim: Jest jasne, że Kosiniak-Kamysz kłamał
[
Sprawa pocisków Patriot dla Ukrainy. Nawrocki do szefa MON: Zdumiewa mnie pan
[
PE wyraził ubolewanie. Powodem sprawa "bohaterów UPA"