
Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście skazał Łukasza Żaka na 20 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna był oskarżony o spowodowanie wypadku na Trasie Łazienkowskiej.
Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście skazał Łukasza Żaka na 20 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna był oskarżony o spowodowanie wypadku na Trasie Łazienkowskiej.
Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl
Proces dotyczący Łukasza Żaka (jest zgoda na podanie nazwiska - PAP) ruszył w czerwcu 2025 r. w Sądzie Rejonowym Warszawa-Śródmieście. Poprzednia rozprawa odbyła się w poniedziałek, kiedy strony wygłosiły mowy końcowe. Prokuratura wnosiła o 20 lat więzienia, a obrona o sprawiedliwy wyrok. Sędzia Maciej Mitera odroczył wówczas ogłoszenie wyroku do 16 lipca.
Zobacz wideo Polacy wysadzili bankomat na Słowacji. Policja ujawniła nagranie z brawurowego pościgu
Sąd w czwartek 16 lipca skazał Łukasza Żaka na 20 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna może skorzystać z warunkowego zwolnienia po odbyciu kary 15 lat więzienia. Sąd orzekł wobec niego również dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Ponadto Żak został zobowiązany do zapłacenia 10 tysięcy złotych na fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.
Do wypadku doszło 15 września 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. W wyniku zderzenia Volkswagena i Forda zginął 37-letni pasażer drugiego auta. Do szpitala trafiły trzy osoby z tego samochodu: kierująca nim 37-letnia żona zmarłego mężczyzny i ich dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Do szpitala trafiła także Paulina K., która podróżowała Volkswagenem.
Po wypadku na miejsce zdarzenia dojechali znajomi Żaka, którzy pomogli mu uciec. Żaka zatrzymano w Lubece w Niemczech na podstawie europejskiego nakazu aresztowania.
Według opinii biegłych Łukasz Żak w chwili wypadku był pijany i trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał swoją brawurową jazdę. Miał pędzić z prędkością 226 km/h. Warto zaznaczyć, że na Trasie Łazienkowskiej obowiązuje ograniczenie prędkości do 80 km/h.
Prokuratorka Katarzyna Niemiec-Rudnicka w poniedziałek oceniła, że w sprawie Łukasza Żaka nie ma żadnych okoliczności łagodzących. Zaznaczyła, że oskarżony był wcześniej wielokrotnie karany - za przestępstwa z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, przestępstwa prowadzenia pojazdów w stanie nietrzeźwości i wielokrotnie za naruszanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów.
- Pomimo tego wszystkiego tamtej nocy Łukasz Żak po raz kolejny w swoim życiu postanowił wsiąść w stanie nietrzeźwości za kierownicę samochodu, po wypiciu pół butelki wódki. Po raz kolejny postanowił złamać absolutnie wszystkie przepisy ruchu drogowego, postanowił rozpędzić ten samochód do prędkości ponad 200 km/h w centrum Warszawy - powiedziała.
Prokuratorka zaznaczyła też, że po tym, jak Łukasz Żak wysiadł z samochodu - nie zainteresował się nikim, nawet swoją partnerką, po czym uciekł z miejsca zdarzenia.
Zdaniem prok. Niemiec-Rudnickiej zachowanie oskarżonego po tym, jak został zatrzymany w Niemczech, wskazuje na to, że nie występuje u niego nawet cień pozytywnej prognozy kryminologicznej. Dodała, że przebywając w Niemczech, kontaktował się z aresztu ze wszystkimi w tej sprawie, kierując również groźby. Podobno próbował też wpływać na świadków.
Prokuratorka - oprócz kary 20 lat więzienia z ograniczeniem możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie - zawnioskowała o dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów, zadośćuczynienie dla pokrzywdzonej rodziny w łącznej kwocie 600 tys. zł, a także świadczenie 10 tys. zł na fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.
Podczas rozprawy wypowiedziała się wdowa po mężu i ojcu ich dwojga dzieci, który zginął w wypadku. - Chciałabym, żeby ta sprawa miała wydźwięk społeczny. Chciałabym, żeby wyrok, który zostanie zasądzony, był przestrogą dla innych osób - zaznaczyła.
- Ja wiem, że już nie wrócę do normalności, ale jeśli ten proces, ta historia mojej rodziny ma możliwość wpłynięcia na uratowanie choć jednego życia, choć jednej rodziny, bo to może być każdy z nas, to ja uważam, że warto. Ja jedynie proszę o sprawiedliwość i liczę na to, że jakakolwiek empatia, jakakolwiek skrucha, której obecnie nie dostrzegam, pojawi się w tych osobach oskarżonych - powiedziała.
Pełnomocniczka Łukasza Żaka, adwokat Izabela Ławińska, zaznaczyła w mowie końcowej, że wokół oskarżonego - jeszcze przed wydaniem wyroku - powstał konkretny obraz medialny.
- Stał się symbolem, stał się twarzą społecznego oburzenia, stał się obiektem powszechnej nienawiści. W przestrzeni publicznej pojawiły się komentarze, które nie miały nic wspólnego z dowodami. Nie analizowano materiału procesowego. Nie czekano na zakończenie postępowania. Nie obowiązywała zasada domniemania niewinności. Zapadł wyrok opinii - zaznaczyła.
Podkreśliła jednak, że sąd nie jest opinią, a miejscem, w którym obowiązuje wyłącznie prawo. - Jeżeli istnieje moment, w którym państwo prawa zdaje egzamin, to jest właśnie wtedy, gdy na ławie oskarżonych siedzi człowiek powszechnie znienawidzony - dodała.
Zdaniem adwokatki nie ma wątpliwości, iż zachowanie oskarżonego było przyczyną wypadku, jednak analiza skutków wymaga również uwzględnienia wszystkich okoliczności. Przytoczyła m.in. opinię biegłych, którzy wskazali na poczytalność Żaka, ale stwierdzili u niego zaburzenia reakcji na ciężki stres.
Adwokatka Ławińska wskazała też, że to Łukasz Żak sam zgłosił się na komisariacie w Niemczech. Zaznaczyła, że oskarżony stanął przed wymiarem sprawiedliwości, przyznał, że popełnił błąd.
- Sprawiedliwa kara to nie kara najwyższa. Sprawiedliwa kara to taka, która pozostaje proporcjonalna - podkreśliła.
Łukasz Żak przekazał swoje stanowisko sędziemu w formie pisemnej. Ponownie przeprosił również obecną na sali wdowę po zmarłym w wypadku mężu.
Źródło: PAP
Dziękujemy za przeczytanie
[
Prokurator od "zamachu stanu" miał ukryć faktury przed NIK. Trwa śledztwo
[
Wojna w Ukrainie. Trump: Władimirze, czas, żebyś przestał
[
Kongresmen żąda od Pentagonu planu ws. wysłania wojsk USA do Polski
[
Zełenski dogryzł Nawrockiemu. Dał Ursuli von der Leyen order
[
Tusk zebrał posłów KO. Padł apel o większą aktywność w sieci