
Według związanego ze środowiskiem PiS naukowca 'dziś jeden z wiceministrów' w rządzie Donalda Tuska 'jest bliskim kolegą' Nikodema Skotarczaka, ps. 'Nikoś'. Gdański gangster zginął w strzelaninie w 1998 roku.
Według związanego ze środowiskiem PiS naukowca "dziś jeden z wiceministrów" w rządzie Donalda Tuska "jest bliskim kolegą" Nikodema Skotarczaka, ps. "Nikoś". Gdański gangster zginął w strzelaninie w 1998 roku.
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Prof. Andrzej Nowak temat Skotarczaka poruszył jako gość w prowadzonym przez Jacka Prusinowskiego programie w Kanale Zero.
Doradca społeczny Karola Nawrockiego przyszedł do studia promować swoją książkę "Skąd się wziął Karol Nawrocki. Rozmowy z prezydentem RP". W pewnym momencie rozmowy, opowiadając o kampanii prezydenckiej, skrytykował część mediów za "przedstawianie Karola Nawrockiego jako bandyty czy półbandyty".
Jako przykład podał sprawę wydanej w 2018 roku biografii Nikodema Skotarczaka "Spowiedź Nikosia zza grobu", którą napisał pod pseudonimem Tadeusz Batyr właśnie Karol Nawrocki, w czasie gdy pełnił funkcję dyrektora Muzeum II wojny światowej w Gdańsku. Zakamuflowany Nawrocki wystąpił nawet, w ramach promocji książki "Batyra", w TVP Gdańsk i chwalił - jako Batyr - sam siebie. Tożsamość autora biografii "Nikosia" ujawnili w czasie kampanii wyborczej dziennikarze Onetu.
Nowak zarzucił mediom, że rzekomo przedstawiały Nawrockiego jako "kolegę" "Nikosia".
- A powiem jasno i wprost: dziś jeden z wiceministrów w rządzie Donalda Tuska jest bliskim kolegą "Nikosia". Jakoś dziennikarzy to nie interesuje. Gdzie są te psy gończe? Tylko zainteresowały się książką, którą zainteresował się niezwykle odważny historyk - oburzał się Andrzej Nowak.
Profesor nie chciał powiedzieć, o jakiego polityka chodzi i "zaprosił' dziennikarzy śledczych do ustalenia, kogo miał na myśli.
Nikodem Skotarczak to jeden z najbardziej znanych polskich gangsterów. Zaczynał jako ochroniarz. W latach 70. założył pierwszą własną grupę przestępczą, zajmującą się się przemytem kradzionych aut z Austrii i Niemiec do Polski. W połowie lat 80. wyemigrował do Niemiec Zachodnich, skąd dalej zarządzał przemytem kradzionych aut. Trafił do więzienia w Berlinie, z którego uciekł, a następnie wrócił do Polski, gdzie kontynuował przestępczą działalność.
"Nikoś" zginął w wieku 44 lat w Trójmieście od kul nieznanego zabójcy w 1998 roku. Nie żyje więc od 28 lat. Słowa prof. Nowaka - zarzucającemu komuś aktualną znajomość z nieżyjącym człowiekiem - stały się przedmiotem kpin ze strony polityków.
"Natychmiast proszę się przyznać: kto utrzymuje kontakty z nieżyjącym od blisko 30 lat gangsterem!!???? Taka relacja powinna zainteresować nie tylko dziennikarzy" - napisał Arkadiusz Myrcha z Koalicji Obywatelskiej, który pełni w rządzie funkcję wiceministra sprawiedliwości.
"Z tym Nikosiem to taka sama prawda, jak z wymiocinami Karola Nawrockiego w kampanii wyborczej. Facet odleciał i ani myśli wylądować. Dramat" - skomentował z kolei Tomasz Trela z Lewicy.
Z kolei Anna-Maria Żukowska zapytała w swoim stylu: "To ten, co opisał ze szczegółami, jak prezydent się wyrzygał?".
Ze słów doradcy społecznego Nawrockiego zakpił również wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski: "Ja jestem tym wiceministrem, to przecież oczywiste. Bawiłem się w przedszkolu, kiedy Pan Nikoś zginął, pamiętam jak dziś. Od tego czasu nasze relacje są na tym samym poziomie. Dobrą robotę Pan robi, Panie Profesorze, prosimy o więcej takich historii!".
To nie jedyna sensacja, którą wywołał w ostatnich tygodniach Andrzej Nowak. W promowanej w Kanale Zero książce zawarł historię o rzekomym otruciu Karola Nawrockiego w czasie kampanii prezydenckiej.
"Pojechałem więc na spotkanie w Ząbkowicach Śląskich. Przemawiałem może pięć-siedem minut pod tym ratuszem. Czekał już autobus, który miał mnie zawieźć na peron do tego pociągu. To było może pięćdziesiąt metrów od miejsca wystąpienia. Kończę mówić i nagle czuję, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę. Jakby nagle ktoś wyłączył mi organizm" - opowiada w niej prezydent.
"Jeszcze macham ludziom, jeszcze próbuję normalnie funkcjonować, ale już wiem, że jest źle. Mówię: szybko zaprowadź mnie do autokaru i od razu mnie połóż na podłodze. Zaprowadzili mnie. Dostałem wodę, wypiłem ją. Z tyłu siedzieli jeszcze jacyś ludzie z obsługi, ale ja już czułem, że po prostu zjeżdżam, film mi się urywa" - opisywał polityk.
Z relacji Karola Nawrockiego wynika, że stracił przytomność. Współpracownicy ówczesnego kandydata na prezydenta mieli mu powiedzieć, że w trakcie swojej niedyspozycji "kopał nogami, rzucało nim, kompulsywnie wymiotował".
"Od początku kampanii słyszałem od ochrony różne ostrzeżenia, np. że nie powinienem całować kobiet w rękę, że to może być sposób, żeby mnie podtruć" - twierdzi Nawrocki.
Dziękujemy za przeczytanie
[
Obajtek przepychał się z prezesem IKS Solino. "Wchodzę na zakład na siłę"
[
Lwów. Radni chcą uczcić dowódcę UPA
[
IMGW pokazał prognozę. Ekstremalne upały wrócą do Polski
[
Erdogan przekazał przywódcom prezenty. Starmer zostawił swój w Turcji
[
Reporter do szefa NATO o "szacunku do siebie". "Siedzi pan obok Trumpa i milczy"