
W czwartek przed Sądem Okręgowym w Poznaniu ruszył proces ginekologa z Poznania, który podczas operacji 24-latki pozbawił ją możliwości zajścia w ciążę, usuwając jej m.in. macicę.
PAP,
25 czerwca 2026, 19:00
W czwartek przed Sądem Okręgowym w Poznaniu ruszył proces ginekologa z Poznania, który podczas operacji 24-latki pozbawił ją możliwości zajścia w ciążę, usuwając jej m.in. macicę.
Fot. Piotr Żytnicki
24-letnia pacjentka zgłosiła się do poznańskiego szpitala w kwietniu 2024 r. Stwierdzono u niej podejrzaną zmianę na jajniku. Jak wynika z aktu oskarżenia, ginekolog wyciął prawy jajnik z guzem - i nie czekając na ostateczne wyniki badania histopatologicznego: śródoperacyjnego i końcowego - usunął kobiecie oba jajniki, macicę i jajowody czym umyślnie "spowodował u pacjentki ciężkie uszkodzenia ciała w postaci utraty zdolności płodzenia, polegającej na niemożności zajścia w ciążę, donoszenia płodu i urodzenia dziecka z uwagi na brak narządów rozrodczych wewnętrznych".
Według prokuratury ginekolog miał wyciąć narządy rozrodcze kobiecie bez posiadania świadomej zgody pacjentki na zakres operacji i jej konsekwencje oraz poświadczyć nieprawdę w dokumentacji medycznej. Lekarzowi grozi kara do 20 lat więzienia.
Zobacz wideo Zmowa cenowa lekarzy ginekologów i firm farmaceutycznych utrudnia aborcję w Polsce
Proces lekarza rozpoczął się w czwartek przed Sądem Okręgowym w Poznaniu. Dariusz S. nie przyznał się do winy. "- Jestem zdruzgotany niezasadnością postawionych mi zarzutów, które zrozumiałem i nie przyznaję się - powiedział.
W swoich wyjaśnieniach oskarżony podkreślił, że cała jego kariera zawodowa przebiegała bez jakichkolwiek zarzutów.
- W swojej pracy zawodowej zawsze kierowałem się najwyższym dobrem, jakim jest dobro pacjenta. Przeprowadziłem w swoim życiu wiele tysięcy operacji, w tym ok. 1500 z aspektu ginekologii onkologicznej, podobnych jak u tej pacjentki - i także w tym przypadku kierowałem się przede wszystkim dobrem pacjentki, a więc ochroną jej życia, wobec zagrożenia chorobą nowotworową - zapewnił.
Dodał, że kiedy uznał, że "realne jest zagrożenie jej życia", zdecydował o "poszerzeniu zakresu operacji w ramach której usunął "patologicznie zmienione organy kobiece".
- Ratowałem przede wszystkim życie pacjentki, jej bezpieczeństwo, a w żadnym wypadku nie chciałem i nie godziłem się na to, że moje działanie (…) jest pozbawione uzasadnienia medycznego. - tłumaczył się przed sądem. - Podejmując tak trudną decyzję o poszerzeniu zakresu operacji, kierowałem się obiektywnymi wskazaniami; badaniami obrazowymi, przede wszystkim wynikami tomografii komputerowej, która wykazała obecność bardzo dużego guza.
- Jest mi bardzo przykro z powodu cierpień pacjentki, ale nie są one efektem mojego zawinienia, a choroby nowotworowej
- dodał.
Prokurator Anna Chrobak wskazała, że śledczy zgromadzili mocny materiał dowodowy w tej sprawie.
- Gdyby prokuratura uznawała, że dowody nie są mocne, to nie skierowałaby aktu oskarżenia. Uważamy, że materiał dowodowy był wystarczający do skierowania aktu oskarżenia - a jak ten materiał zostanie oceniony w ostateczności, po przeprowadzeniu rozprawy, być może ujawnieniu jakichś nowych okoliczności przez stronę przeciwną, to zdecyduje sąd - powiedziała.
Pokrzywdzona kobieta, oskarżycielka posiłkowa w sprawie, była obecna w czwartek w sądzie. Kobieta ma zostać przesłuchana na kolejnym, wrześniowym terminie rozprawy. Jej pełnomocnik adw. Krzysztof Urbańczak zaznaczył w rozmowie z mediami, że kobieta nadal bardzo przeżywa to, co ją spotkało i wciąż jest w nie najlepszej kondycji psychicznej
Dziękujemy za przeczytanie
[
Upały niebawem się skończą. Znamy termin
[
Media: Prezydent Nawrocki odbierze ślubowanie od nowego sędziego TK
[
Kolejne śledztwo ws. Szpitala Południowego. Podrobiono karty zgonu
[
Urodziła na stojąco, jej mąż spalił zwłoki dziecka w piecu. Katarzyna B. zatrzymana
[
Trump krytykuje Europę, ale wychwala Nawrockiego. "Największa sensacja"