
Patryk Słowik — „To jest trochę syf. Trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było”. W ten sposób szef prosektorium Szpitala Południowego przedstawił lekarzowi wykonującemu sekcję zwłok sprawę pacjenta, którego znaleziono w łazience po niemal czterech godzinach od śmierci. Ten przytaknął: „Okej, no dobra". Pracownicy szpitala podczas sekcji byli zaskoczeni, że jeszcze „prokurator się nie wje**ł do szpitala”.
„To jest trochę syf. Trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było”. W ten sposób szef prosektorium Szpitala Południowego przedstawił lekarzowi wykonującemu sekcję zwłok sprawę pacjenta, którego znaleziono w łazience po niemal czterech godzinach od śmierci. Ten przytaknął: „Okej, no dobra". Pracownicy szpitala podczas sekcji byli zaskoczeni, że jeszcze „prokurator się nie wje**ł do szpitala”.
Redakcja Zero.pl dysponuje kilkudziesięcioma godzinami nagrań z prosektorium stołecznej lecznicy. (fot. Kanał Zero)
Sierpień 2025 r. Do Warszawskiego Szpitala Południowego trafia starszy mężczyzna. Doskwiera mu biegunka. Zostaje podjęta decyzja o tym, by mężczyznę przyjąć do szpitala i sprawdzić, z czego mogą wynikać jego aktualne kłopoty. Chodzi też o to, by zapobiec odwodnieniu.
Około północy – jak się później okazuje – pacjent, którego stan powinien być na bieżąco monitorowany, idzie do łazienki. Około godz. 4 zostaje znaleziony martwy w łazience. Stwierdza się u niego już stężenie pośmiertne, czyli mężczyzna nie żył od kilku godzin.
Dlaczego przez cztery godziny nikt z personelu nie zwrócił na to uwagi? Ta kwestia wciąż jest wyjaśniana. Sytuację nagłośnił Emil Jędrzejewski, były ordynator oddziału chirurgii w Warszawskim Szpitalu Południowym. Zrobił to w Kanale Zero, po czym złożył zeznania w prokuraturze. Portal Zero.pl ujawnia szczegóły tego zdarzenia.
W szpitalu podjęto decyzję o przeprowadzeniu sekcji zwłok zmarłego pacjenta. W takiej sytuacji możliwości były dwie: albo powiadomić o sprawie prokuraturę i zostawić decyzję prokuraturze, albo działać samodzielnie. Szpital zdecydował o przeprowadzeniu sekcji we własnym prosektorium. Z naszych informacji wynika, że przed jej rozpoczęciem sprawy nie przekazano prokuraturze. Zgodnie z wewnętrzną procedurą szpitala decyzję o sekcji podejmuje dyrektor medyczny, a o ewentualnym przekazaniu sprawy śledczym – główny dyrektor szpitala.
– Faktycznie sytuacja, w której pacjent umiera w toalecie i zostaje znaleziony po wielu godzinach, jest niecodzienna. Cały szpital był tym poruszony. Byłem zdziwiony, że dyrekcja nie podjęła decyzji o przekazaniu sprawy do prokuratury, lecz zdecydowano o przeprowadzeniu sekcji zwłok u nas w szpitalu – mówi Zero.pl uczestniczący w sekcji Artur Habowski, wówczas koordynator prosektorium Szpitala Południowego. Został zwolniony z pracy po publikacjach Zero.pl i Onetu, w których wskazano, że polecał usługi konkretnego zakładu pogrzebowego i namawiał rodziny zmarłych pacjentów na korzystanie z płatnych usług balsamacji zwłok i odpowiedniego ich ubrania.
– Nie miałem żadnego wpływu na decyzję o sekcji. Podjęła ją dyrekcja szpitala. A potem o przeprowadzeniu sekcji zdecydował lekarz patomorfolog, który mógł przecież odmówić jej przeprowadzenia. Ja nie byłem od kwestionowania tych decyzji, choć – faktycznie – były dziwne – przyznaje były koordynator prosektorium.
Rozmawiamy z nim po tym, gdy ujawniliśmy mu, że dysponujemy nagraniami z prosektorium.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie w ostatnich dniach informowała, że śledczy analizowali wątek zamontowania podsłuchu w prosektorium Warszawskiego Szpitala Południowego. I nic nie znaleźli. Redakcja Zero.pl dysponuje kilkudziesięcioma godzinami nagrań z prosektorium stołecznej lecznicy. W tym nagraniami z 12 i 13 sierpnia 2025 r. Pierwszego dnia przeprowadzono sekcję zwłok zmarłego w toalecie mężczyzny. Kolejnego – rodzina przyjechała do szpitala po dokumenty i ustalić formalności dotyczące odbioru ciała.
12 sierpnia 2025 r. w sekcji zwłok mężczyzny wzięli udział lekarz patomorfolog Kamil Sokół, koordynator prosektorium Artur Habowski oraz pomocnik sekcyjny. Nagranie wykonał ten ostatni. Był już wtedy i wciąż jest skonfliktowany ze swoim ówczesnym przełożonym. W ostatnich dniach zatrudnił prawnika.
– Po publikacji materiałów dotyczących nieprawidłowości w warszawskim Szpitalu Południowym w Kanale Zero zwróciło się do mnie niezależnie kilka osób, które mają szczegółową wiedzę o nielegalnych działaniach, które miały mieć miejsce na terenie szpitala. Osoby te dysponują kilkudziesięciogodzinnymi nagraniami potwierdzającymi nieprawidłowości, o których mówił doktor Emil Jędrzejewski i o których Państwo pisali – mówi nam adwokat Maciej Zaborowski, partner zarządzający w kancelarii Kopeć & Zaborowski. I dodaje, że celem klientów jest przerwanie zmowy milczenia wokół tego, co działo się w Szpitalu Południowym.
Z nagrania, którego fragmenty publikujemy, wyłania się niepokojący obraz. Nie publikujemy całego nagrania, gdyż zawiera wiele intymnych szczegółów na temat zmarłego mężczyzny, których publikacja nie wniosłaby nic istotnego do sprawy, a także rozmowy na temat osób w ogóle niezwiązanych ze sprawą.
„To jest trochę syf. Trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było” – mówi koordynator prosektorium do lekarza.
Ten odpowiada: „okej, no dobra”.
Następnie mężczyźni rozmawiają o samym zdarzeniu: że pacjent zgłosił się do szpitala z biegunką, poszedł do łazienki i w niej po wielu godzinach został znaleziony martwy.
Jeszcze przed obejrzeniem pacjenta koordynator prosektorium i lekarz rozmawiają o tym, co mogło się wydarzyć:
„– Myślę, że to będzie tętniak tego serca i będzie ten tamponada.
– Jasne, dobra, to wydrukuj mi epikryzę przynajmniej”.
Chwilę później koordynator prosektorium zauważa, że „przecież, ku**a, że prokurator się nie wje**ł do szpitala na to, co odje**li”.
Z rozmowy wynika, że w chwili rozpoczęcia sekcji nie ma jeszcze formalnego zlecenia przeprowadzenia sekcji.
Później padają słowa o tym, że „karta zgonu jest tam zrobiona, tylko jest spier********na”, bo „co oni mieli tam wpisać”.
Chwilę później koordynator prosektorium zauważa, że personel szpitala „dał d**y”, bo powinno się „chociaż ku**a przejść co godzinę i zobaczyć, czy mają wszystkich pacjentów”.
Przez kolejne kilkadziesiąt minut słychać już tylko prywatne dyskusje oraz niewnoszące nic do sprawy rozmowy o zmarłym pacjencie i innych chorych.
W dalszej części nagrania nie słychać szczegółowego omawiania wyników oględzin ani ostatecznej przyczyny zgonu.
13 sierpnia 2025 r. w prosektorium Warszawskiego Szpitala Południowego pojawili się bliscy zmarłego mężczyzny. Również to wiemy z nagrań, którymi dysponujemy.
„Wie pani, to ja powiem szczerze, ja dawno nie widziałem tak schorowanego serca. Naprawdę. Serce naprawdę miał schorowane” – mówi koordynator prosektorium do najbliższych zmarłego.
Ci są zaskoczeni, że nie wytrzymało serce. Wiedzieli bowiem o odwodnieniu wynikającym z biegunki, ale nie spodziewali się, że przyczyną zgonu był kłopot z sercem.
Szef prosektorium kontynuuje: „Zaburzenia elektrolitowe typowo poszły. Przez to doszło do zatrzymania. Poza tym stan po starym, rozległym zawale, ten zawał był duży. Śluzak w sercu. To też nie jest dobrze. Ten śluzak to też zajmuje powierzchnię serca i też serce bardzo obciąża, tak. Dodatkowo stan po tych udarach, po angioplastyce. To są tak duże obciążenia dla organizmu, że naprawdę, no”.
W żadnym momencie rodzina nie została poinformowana o tym, że mężczyzna został znaleziony po wielu godzinach w toalecie.
– W rozmowie z rodziną nie przekazałem okoliczności, w których doszło do śmierci, bo nie byłem do tego upoważniony. Byłem koordynatorem prosektorium i moim obowiązkiem było wydać kartę zgonu. To lekarze są od informowania o okolicznościach zgonu – mówi Zero.pl ówczesny koordynator prosektorium.
Jak ocenia całość swoich wypowiedzi?
– Przyznaję, że z perspektywy czasu moje słowa z nagrania nie brzmią dobrze. Są głupie żarty, trochę żargonu, z boku wygląda to źle. Ale chodziło mi o to, że jest trudna sprawa i że trzeba jakoś sobie z tym poradzić. Przecież nie miałem możliwości nakazać lekarzowi, jak ma wyglądać sekcja. Tak samo stwierdzenie przyczyny zgonu – to wyłączna kompetencja lekarza – mówi koordynator.
Czytaj też: Ujawniamy, jak pracował 28-letni lekarz milioner. Telewizja i polityka zamiast leczenia
Lekarz Kamil Sokół nie chciał z nami rozmawiać, mimo wielokrotnych prób kontaktu. Chcieliśmy go spytać między innymi o to, co według niego oznaczało stwierdzenie, że trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było i jak rozumieć jego przytaknięcie. Centrum Diagnostyki Patomorfologicznej, w którym pracuje, przekazało, że Sokół nie jest zainteresowany kontaktem z mediami.
Sprawą zmarłego w toalecie pacjenta zajmuje się Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów w Warszawie. Nadzoruje ona dochodzenie w sprawie dotyczącej nieumyślnego narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia.
– W toku postępowania m.in. uzyskano dokumentację medyczną i pracowniczą oraz przesłuchano szereg świadków, mogących mieć wiedzę o zdarzeniu. Postępowanie aktualnie znajduje się w fazie in rem. W toku postępowania nie był podnoszony ani na żadnym etapie nie pojawił się wątek fałszowania dokumentacji medycznej. Z uwagi na charakter postępowania niecelowe jest przekazywanie dalszych informacji o sprawie – informuje Zero.pl Piotr A. Skiba, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Nie wiemy, kto powiadomił prokuraturę ani kiedy. Od dwóch osób usłyszeliśmy, że zrobił to ostatecznie szpital, ale ani kierownictwo placówki, ani prokuratura nie przekazała nam informacji na ten temat.
O kłopotach z prokuraturą mówią nam prawnicy – tak reprezentujący rodzinę, jak i byłych pracowników szpitala.
Adwokat Aleksandra Walkiewicz-Zygowska z kancelarii Walkiewicz & Pełczyńska, która reprezentuje rodzinę zmarłego, przyznaje: – Napotkałam trudność w kontakcie z prokuraturą i złożyłam pisemny wniosek o udostępnienie akt. Liczę na szybkie rozpoznanie wniosku i dobrą współpracę z urzędem prokuratorskim w wyjaśnieniu tej sprawy.
Adwokat Maciej Zaborowski z kolei zauważa, że jego klienci, którzy – jak przekonuje prawnik – mają wiedzę na temat nieprawidłowości w prosektorium, zdecydowali się zeznawać.
– Pomimo złożenia wniosku o pilne przesłuchanie do dzisiaj, mimo wielu prób kontaktu, prokuratura nie zainteresowała się sprawą. Moi klienci w każdym momencie gotowi są stawić się w prokuraturze i złożyć zeznania pod odpowiedzialnością karną oraz przekazać wszelkie nagrania – wskazuje Zaborowski.
Przypomnijmy: śledczy prowadzili kilka postępowań dotyczących Warszawskiego Szpitala Południowego. Jeszcze przed tym, jak sprawą zajęły się media, stwierdzili, że do nielegalnego polecania usług pogrzebowych w szpitalu nie dochodziło (dziś już wiadomo, że dochodziło). Nie znaleziono też żadnych nagrań wykonywanych w prosektorium (dziś już wiadomo, że w prosektorium wykonywano nagrania).
W toku jest sprawa dotycząca podrobienia 20 kart zgonów. Śledczy czekają na dokumenty, które przekaże im urząd stanu cywilnego. Zawiadomienie w tej sprawie złożył ówczesny koordynator prosektorium – Artur Habowski. Podrobienia kart dokonać miał pomocnik sekcyjny, obecny podczas sierpniowej sekcji. O sprawie, zanim koordynator złożył zawiadomienie do prokuratury, informowane były władze szpitala. Nic jednak ze sprawą nie zrobiły.
Nikt z władz Warszawskiego Szpitala Południowego nie chciał z nami rozmawiać o sprawie. Chcieliśmy zapytać m.in. o to, dlaczego w kontrowersyjnej sprawie, w której mogło dojść do popełnienia błędu przez personel szpitalny, zdecydowano się przeprowadzić sekcję zwłok „wewnątrz” szpitala, a nie poinformować o sprawie prokuraturę i powierzyć sekcję nadzorowi prokuratorskiemu.
Na wielokrotne prośby o kontakt nie odpowiedziała Anna Łukasik, która była prezesem zarządu szpitala w sierpniu 2025 r. Łukasik, od momentu odwołania ze stanowiska po wybuchu afery wokół Warszawskiego Szpitala Południowego, nie pojawia się publicznie, nie rozmawia z mediami.
O sprawie przed publikacją chcieliśmy poinformować Jolantę Sobierańską-Grendę, minister zdrowia. Nie chciała się spotkać.