Jan Wróbel — Spory o polską szkołę wybuchają gwałtownie, lecz szybko gasną, pozostawiając system niemal bez zmian. Tymczasem pod powierzchnią tli się coś więcej niż bieżące konflikty – głęboki spór o wartości, wychowanie i wizję człowieka, który edukacja ma kształtować.
- Szkolna debata została zdominowana przez radykałów z obu stron. Liberalny postępowy język wyższości MEN zderza się z agresywną narracją prawicy o „dewiacjach”, co uniemożliwia wypracowanie pragmatycznego środka, na który zgodziłaby się większość umiarkowanych rodziców.
- Nowy program („Kompas jutra”) kładzie nacisk na elastyczność przyszłego pracownika w „nieprzewidywalnej przyszłości”. Tymczasem tradycyjny model edukacji postuluje kształcenie człowieka po prostu dobrego i stabilnie osadzonego w fundamentach kultury europejskiej.
- Ministerstwo Edukacji Narodowej, usuwając klasyczne lektury (jak Homer), nie dostrzega głębszych obaw nauczycieli przed bezpowrotną utratą cywilizacyjnych korzeni na rzecz chwilowych mód psychologiczno-pedagogicznych.
Burze wokół spraw oświaty trwają zwykle krótko... po czym wszystko wraca do „business as usual”. Bo walki o kształt oświaty stoją na fundamencie po części realnego, a po części urojonego śmiertelnego boju o cywilizację. Ekipa rządząca ministerstwem lekceważy katolicki punkt widzenia na kwestie wychowania i nauczania. Natomiast opozycja ulega przekonaniu, że w trudnej ponowoczesności trzeba bronić maryjnych wałów Jasnej Góry.
Kompas moralny