RAK
    Zaczęło się od śpiewania przy ognisku. Skończyło na czterech dekadach grania na scenie

    Zaczęło się od śpiewania przy ognisku. Skończyło na czterech dekadach grania na scenie

    674 odsłon
    Zaczęło się od śpiewania przy ognisku. Skończyło na czterech dekadach grania na scenie

    Aleksandra Cieślik — To miała być zwykła studencka wyprawa w góry. Dwudziestolatkowie z plecakami chcą złapać oddech i uciec od szarego świata schyłkowego PRL-u . Nikt nie przypuszczał, że przypadkowe odkrycie śladów dawnych wiosek zmieni ich życie. – Na początku głosiliśmy, że warto poznawać kulturę

    To miała być zwykła studencka wyprawa w góry. Dwudziestolatkowie z plecakami chcą złapać oddech i uciec od szarego świata schyłkowego PRL-u . Nikt nie przypuszczał, że przypadkowe odkrycie śladów dawnych wiosek zmieni ich życie. – Na początku głosiliśmy, że warto poznawać kulturę tradycyjną, właściwie nie do końca wiedząc, dlaczego – przyznaje Bogdan Bracha. Prawdziwa odpowiedź przyszła z czasem.

    Bogdan Bracha z Orkiestry św. Mikołaja.

    Bogdan Bracha z Orkiestry św. Mikołaja. (fot. Zero.pl, Maciej Nowak)

    • Przed laty Bogdan pojechał w Bieszczady na studencki rajd. To odkrycie zmieniło całe jego życie.
    • Zaczęło się od ciszy pustych dolin. Tak narodził się jeden z najważniejszych festiwali folkowych w Polsce, który jest tworzony od ponad 35 lat.
    • Ze swoim zespołem – Orkiestrą św. Mikołaja – mieli grać ten repertuar tylko po to, by dostać wejściówkę na festiwal. Nikt nie przypuszczał, że przetrwają cztery dekady.
    • Reportaż z wakacyjnego cyklu Zero.pl „Polska od środka”. Prezentujemy w nim historie osób pielęgnujących tradycję i pokazujących różnorodne oblicza naszego kraju. Kolejne publikacje w każdy wakacyjny piątek.

    Dolina jest pusta. Trawa sięga do pasa, a pod nią, jeśli się dobrze poszuka, można natrafić na kamienny fundament domu albo obudowę studni zarośniętą pokrzywami. Nie ma tabliczki ani ścieżki. Widzimy za to cerkiew – samotną na zboczu – oraz cmentarz, na którym nikt już nie stawia zniczy. Bogdan Bracha, jego koleżanki i koledzy mają po dwadzieścia parę lat, plecaki na ramionach i głowy pełne pytań, na które w tamtych czasach nikt specjalnie nie chciał odpowiadać.

    – Szybko dowiedzieliśmy się o ich losach – mówi mi dziś, po czterdziestu latach.

    Wspominając o „ich” losach, Bogdan ma na myśli Łemków i Bojków – dawnych mieszkańców dolin w Bieszczadach i Beskidzie Niskim. Wysiedlonych po wojnie tak skutecznie, że zostały po nich tylko fundamenty domostw w pokrzywach. Bogdan trafia tam jako student, z grupą znajomych ze studenckich kół turystycznych – jadą w góry po wolność i oddech, ale w pustych dolinach natykają się na coś, co bezpowrotnie zmieni ich życie.

    Zdjęcie ze zbiorów Orkiestry św. Mikołaja. (fot. archiwum prywatne)

    Postanawiają – na swój sposób – odtworzyć tradycję i historię.

    Z Bogdanem znamy się kilkanaście lat. Gdy w 2013 r. zaczynałam działać w studenckim Radiu Centrum, on od lat pracował już w Akademickim Centrum Kultury i Mediów UMCS „Chatka Żaka”. Organizował też – wraz ze swoim teamem – Mikołajki Folkowe, czyli jeden z większych i bardziej prestiżowych festiwali folkowych w Polsce.

    Od lat także wydają Pismo Folkowe – jedyny w Polsce periodyk o kulturze i muzyce tradycyjnej.

    Dziś znów siadamy w przestrzeniach Chatki Żaka, by porozmawiać o folku, kulturze tradycyjnej i na koniec trochę powróżyć z fusów (nie dosłownie – nie jesteśmy na Podlasiu).

    Broda Bogdana niezmiennie siwa i długa.

    Bogdan Bracha. (fot. Maciej Nowak / Zero.pl)

    Inżynier-artysta

    Bogdan z wykształcenia jest inżynierem – skończył Akademię Rolniczą w Lublinie, ma tytuł magistra inżyniera ze specjalizacji budowa i eksploatacja maszyn i urządzeń przemysłu spożywczego. Jego młodzieńcze zainteresowania wykraczały więc daleko poza ramy uczelni.

    – To był taki wyższy stopień wtajemniczenia w naszym poznawaniu Karpat – wspomina czasy, gdy wraz z kolegami ze studenckich kół przewodników beskidzkich zaczęli śpiewać pieśni górali z Bieszczad i Beskidu Niskiego. – Prawdziwe odkrycie polegało na tym, że w pewnym momencie okazało się, że właściwie to mogłyby być wiersze, które o sobie chcielibyśmy napisać.

    Z grupki znajomych śpiewających przy ognisku, podchodzących do sprawy w ten sposób, udało się w końcu zbudować coś trwałego.

    Wszystko, byle nie musieć kupować biletu

    Rok 1991. Bogdan szuka w Lublinie miejsca na próby dla zespołu i trafia do Chatki Żaka.

    Skład zawiązał się po to, żeby mieć… darmowy wstęp na studencki festiwal „Bakcynalia” i obiad w stołówce. Bogdan sam nazywa to dziś startupem. Startup wygrywa grand prix na tym festiwalu.

    Na początku instrumentarium jest skromne: gitara, flet, mandolina, bałałajka – to, co udaje się zdobyć. Dopiero z czasem dochodzą cymbały kupione za dwieście tysięcy (starych) złotych. Skrzypiec Bogdan uczy się sam.

    Dyscyplinę w kilkunastoosobowym, dość przypadkowym, składzie budowano wtedy osobliwie. Za nieobecność na próbie trzeba było kupić kasetę magnetofonową, która potem służyła jako nośnik materiałów etnograficznych gromadzonych dla budowanego na użytek zespołu archiwum. Za nieobecność na koncercie – pięć takich kaset.

    Zdjęcie z okładki kasety „Z wysokiego pola”, 1994 r. (fot. archiwum prywatne / Janusz Filipczak)

    – Sam fakt, że wchodziło w grę coś takiego jak nieobecność na koncercie… Dzisiaj, gdyby jeden członek zespołu był nieobecny, występ trzeba by było odwoływać.

    Zespół Bogdana nie pisze własnych tekstów. Orkiestra św. Mikołaja – bo tak się nazywają – śpiewa pieśni sprzed dziesiątek, czasem setek lat, ale każda aranżacja jest ich, złożona od nowa. O utworze „Pieśń sobótkowa I”, którego tekst istnieje w źródłach etnograficznych bez zapisanej melodii, Bogdan mówi rzeczowo: – Muzykę dopasowałem na bazie innych melodii z tego samego regionu. Dziś różne zespoły wykonują tę pieśń w naszej wersji, nie wiedząc nawet, że oryginalnej melodii nikt nigdy nie zapisał.

    Zdjęcie ze zbiorów Orkiestry św. Mikołaja. (fot. archiwum prywatne)

    Folklor to wiedza

    Kto choć raz rozmawiał z prof. Jerzym Bartmińskim z UMCS – językoznawcą, etnolingwistą, folklorystą – miał duże szczęście. Nieżyjący już naukowiec emanował mądrością i klasą, której wielu mogło się od niego uczyć.

    W czasach początków działalności „Mikołajów” pełnił on funkcje prorektora do spraw studenckich. Orkiestra św. Mikołaja wiele mu zawdzięcza.

    – Powiedział: „To, co robicie, to jest właśnie to! Folkloryści, naukowcy zbierają i badają stare pieśni, a wy dajecie im nowe życie”.

    Prof. Bartmiński powtarzał, że folklor to wiedza pozwalająca zrozumieć współczesność.

    – Tradycję warto poznawać, ponieważ jest to wiedza o nas, o ludziach. Zgłębiamy etnografię, etnologię i stare zwyczaje, by – dowiadując się, jak było – spróbować odpowiedzieć na nurtujące wszystkich pytania: „jak będzie?”, „dlaczego jest tak, jak jest?”.

    Trzydzieści pięć lat

    W 1991 r., w tej samej Chatce Żaka, odbywają się pierwsze Mikołajki Folkowe. W tym roku świętować będą 36-lecie.

    – Kiedyś w sztabie organizacyjnym festiwalu pojawił się pomysł, żeby zrobić dziesiątą edycję i dać spokój. W końcu jednak stwierdziliśmy, że trzeba działać dalej, bo ludzie tego chcą i potrzebują. I tak jesteśmy tu 35 lat później. (śmiech)

    [

    „Polska od środka”, czyli pojadę na koniec kraju i porozmawiam z kimś ciekawym. Bo czemu nie?](/news/polska-od-srodka-wakacyjny-cykl-zero-pl-o-ludziach-tradycji-i-najciekawszych-regionach-kraju)

    [

    Z małej kurpiowskiej wsi dotarła aż do Meksyku. Wszystko dzięki kwiatom z bibuły](/news/polska-od-srodka-kurpie-dlaczego-stroje-ludowe-trafialy-do-pieca-dzis-mieszkancy-odzyskuja-swoja-tradycje)

    [

    Tutaj nikt nie jest do końca stąd. W tej części Polski to normalne](/news/polska-od-srodka-gorajec-i-folkowisko-miejsce-gdzie-w-ciagu-jednego-zycia-mozna-bylo-mieszkac-w-czterech-panstwach)

    Nisza, choć nie do końca

    Był moment, kiedy folklor wszedł nagle do mainstreamu – początek lat dwutysięcznych i Golec uOrkiestra, Brathanki, boom na folk w telewizji.

    – Wtedy koncertów graliśmy dużo więcej, ale ciągle gramy ich dużo. Gdyby tak zliczyć wszystkie, zebrałoby się kilka tysięcy. W pewnym momencie oszacowałem, że trzy-cztery lat życia spędziłem w busie.

    Sama Orkiestra nigdy nie funkcjonowała w świecie show-businessu. Bogdan mówi o swojej publiczności jako o niszy, ale na tyle dużej i trwałej, że pozwala im grać od czterdziestu lat.

    ACKiM Chatka Żaka w Lublinie. (fot. Zero.pl)

    – Słuchacze zapewniają nam to, że nie mamy większych kryzysów. Jest stabilnie.

    O tym, że ta nisza nie skostniała, świadczy zresztą to, co dzieje się teraz w większych miastach. Wystarczy przejść się na warszawskie targi bio i eko, kupić tam jajka z wolnego wybiegu, odwiedzić gospodarstwa agroturystyczne czy folkowe potańcówki. Slow life w wersji miejskiej, a folk jest tam jednym ze składników.

    Kto dziś tego słucha?

    Pytam Bogdana, kto jest dziś odbiorcą folku. Bez wahania odpowiada: osoba w każdym wieku.

    – Dosłownie. Jest to człowiek wrażliwy na bogactwo brzmienia i szukający czegoś więcej niż sama estetyka. Nasze utwory to mix materiałów źródłowych i naszej inwencji twórczej. Gramy i śpiewamy o naszym świecie i świecie naszych słuchaczy. Tyle tylko, że posługujemy się odpowiednim doborem motywów i tekstów tradycyjnych.

    Ich wykonania nie muszą i nie są wierne stylistyce konkretnego miejsca.

    – Często nasze utwory budujemy z kilku albo kilkunastu motywów zaczerpniętych z różnych krajów i z przeróżnych, często odległych od siebie, źródeł. Ważną częścią naszych utworów są tekst, kontekst, historia, o której opowiadamy. Człowiek przez wieki w sumie nie bardzo się zmienił. Szczególnie dotyczy to emocji i uczuć. Tak samo, jak setki lat temu, teraz też potrafimy kochać i nienawidzić, kłócić i godzić... Nasze utwory są po prostu o życiu.

    Orkiestra św. Mikołaja od nowych technologii się nie odwraca.

    – Już w latach 90., jako organizatorzy Mikołajek Folkowych, transmitowaliśmy koncerty przez internet – audio, bo na wideo sieć jeszcze wtedy była za słaba.

    Jak?

    – Nie było social mediów. Wysyłaliśmy linki pocztą elektroniczną. To były pionierskie przedsięwzięcia – wspomina wesoło Bogdan.

    Czterdzieści lat bez rutyny

    Łatwo popaść w rutynę, kiedy gra się te same pieśni od dekad. Bogdan uważa, że przed tą pułapką chroni ich fakt, że wciąż są potrzebni.

    – Ciągle ktoś na nas czeka i chce, byśmy występowali. Nie nazwałbym tego, co nas cechuje, rutyną. Wciąż szukamy czegoś nowego i coś zmieniamy. Nagraliśmy 16 płyt, a opracowany przez nas Śpiewnik Orkiestry św. Mikołaja, zawierający wykonywane przez nas piosenki, liczy 372 strony.

    Nie wszystko im wyszło. Projekt Odpust Zupełny, czyli próba przeniesienia nowych interpretacji na muzykę dawną, renesansową i średniowieczną, miał być kolejnym takim sukcesem, ale rynek okazał się zamknięty.

    – Środowisko pokazów historycznych koncentruje się na sztuce walki i odtwarzaniu dawnych strojów oraz uzbrojenia. Nie starczyło miejsca dla kapeli grającej muzykę dawną ze swobodną interpretacją i nieco „z przymrużeniem oka”, o czym świadczy sama jej nazwa, czy tytuł płyty – „Renesans średniowiecza”. Według mnie to był świetny pomysł – ocenia Bogdan bez żalu w głosie.

    Przez moment patrzy daleko przed siebie, zamyślony.

    Orkiestra św. Mikołaja obecnie. (fot. archiwum prywatne)

    Co zostanie za sto lat?

    Na koniec pytam o przyszłość. Co zostanie z tej całej pracy, kiedy Orkiestra św. Mikołaja sama będzie już historią, materiałem do odkrycia dla kolejnego rocznika dwudziestoparolatków szukających w górach czegoś autentycznego.

    – Istotą tradycji jest to, że jest nam, ludziom, potrzebna. Wciąż w przeszłości ktoś będzie szukać własnej tożsamości, zrozumienia siebie. I wciąż będą tacy „odkrywcy” jak my. Oni znajdą w bogactwie kultury tradycyjnej coś dla siebie.

    Puste doliny w Bieszczadach, w których zaczęła się historia młodych ludzi z plecakami, wciąż tam są. Zarosły jeszcze trochę bardziej. Bogdan wciąż regularnie je eksploruje.

    A Chatka Żaka w Lublinie?

    Ciągle jest potrzebna i pomaga studentom, jak pomogła kiedyś „Mikołajom”. Dziś przyjmuje pod swój dach multum młodych zespołów, muzyków, aktorów, animatorów kultury. Trenują od rana do wieczora, wciąż wymyślając nowe projekty z różnych dziedzin.

    – Ekspresja twórcza młodych ludzi jest czymś, czego nie da się powstrzymać. Warto ją wspierać, pamiętając, że będzie to kultura przyszłości.

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    PKO BPBlisko Ciebie, blisko Twoich spraw