
Kasjan Owsianko — Zdaje się, że Koalicja Obywatelska już na dobre oswoiła się z trwającą od trzech tygodni aferą wokół Szpitala Południowego. Dymisje jakieś takie sprawniejsze i ultimata jakieś takie silniejsze. Zapytałbym o to posła Łąckiego, ale niestety jemu akurat partia zabroniła się wypowiad
Od wybuchu na dobre afery wokół Szpitala Południowego mijają trzy tygodnie. Nie powiem – dość długie. Choć naprawdę w redakcji nie mamy co narzekać na warunki pracy, to od pierwszego tekstu Patryka Słowika o tym, co Dawid Kacprzyk robił w godzinach pracy, spokojniejsze dni w newsroomie w zasadzie się nie zdarzają. Powoli, przychodząc na poranne zmiany, pojawia się we mnie lęk, co tym razem przyniesie dzień i jakie kolejne nieprawidłowości wyrzuci na światło dzienne.
Ale jak wielki ten lęk by nie był, i tak nie ma się jak umywać do tego, który muszą czuć nieprzerwanie politycy Koalicji Obywatelskiej – a także ci spoza polityki, którzy swoje mają na sumieniu.
Ten tydzień nie był co do zasady inny. Jak zwykle – to już chyba będzie tradycja – pojawiły się nowe informacje o tym, co wyczyniał na oddziale ratunkowym Kacprzyk, a czemu wcześniej było zaprzeczane. I tak oto dowiedzieliśmy się, że młody lekarz bez specjalizacji jednak zajmował się najpoważniejszymi, „czerwonymi” przypadkami.
Dowiedzieliśmy się także, co wyczyniał (już zwolniony po publikacjach Zero.pl i Onetu) koordynator prosektorium Szpitala Południowego Artur Habowski, który nie dość, że z miejskiej placówki zrobił sobie prywatny, lukratywny folwark, to jeszcze udostępniał w sieci drastyczne zdjęcia rozczłonkowanych ludzkich ciał. To, czy ciała na zdjęciach należały do pacjentów owego szpitala, wyjaśni prokuratura.
[

„Polska od środka”, czyli pojadę na koniec kraju i porozmawiam z kimś ciekawym. Bo czemu nie?](/news/polska-od-srodka-wakacyjny-cykl-zero-pl-o-ludziach-tradycji-i-najciekawszych-regionach-kraju)
[

Tutaj nikt nie jest do końca stąd. W tej części Polski to normalne](/news/polska-od-srodka-gorajec-i-folkowisko-miejsce-gdzie-w-ciagu-jednego-zycia-mozna-bylo-mieszkac-w-czterech-panstwach)
[

Czynsze grozy. Mamy stawki z całej Polski](/news/tyle-polacy-placa-za-mieszkania-w-obskurnych-blokach-mamy-stawki-z-calej-polski)
Śledczy z warszawskiej okręgówki mają wokół afery pełne ręce roboty. Nie ma co się więc dziwić, że zdecydowali się na kilka umorzeń dotyczących spraw z przeszłości.
Pierwsze z umorzeń, to głośniejsze, dotyczy sprawy tzw. dwóch wież oraz kilkumilionowej straty, którą przy inwestycji Srebrna ponieść miał austriacki biznesmen Gerald Birgfellner.
Przez lata politycy z obecnego rządu mówili, że śledztwo to pogrąży Prawo i Sprawiedliwość wraz ze stojącym na jego czele Jarosławem Kaczyńskim. W końcu to prezes osobiście miał odpowiadać m.in. za podejmowanie decyzji wokół inwestycji oraz nakłanianie Birgfellnera do łapówkarstwa. Cóż, śledczy byli innego zdania.
Nie oznacza to jednak, że strona rządowa nie odniosła przy umorzeniach żadnego sukcesu. O nie, nie. Odniosła. Wszak śledczy postanowili, że nie będą dalej sprawdzać dwóch wątków dotyczących Szymona Hołowni – blokowania przez niego wstępu do Sejmu dla Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika oraz nakłaniania byłego marszałka Sejmu do przeprowadzenia zamachu stanu po wygraniu wyborów przez Karola Nawrockiego.
Jedno umorzenie na rzecz opozycji, jedno umorzenie na rzecz władzy. To się nazywa symetryzm.
Pełne ręce roboty – tak jak śledczy – będzie miał teraz także Rafał Trzaskowski, który tydzień kończy mając o dwie zastępczynie mniej. Jak ogłosił w piątek, dymisje na jego ręce złożyły Renata Kaznowska oraz Aldona Machnowska-Góra.
Kaznowska była prawą ręką Trzaskowskiego, po raz pierwszy zostając wiceprezydentką jeszcze za czasów Hanny Gronkiewicz-Waltz. Od sześciu lat w ratuszu odpowiadała także za ochronę zdrowia – stąd dymisja. Choć faktem jest, że jej zeszłotygodniowe wystąpienie na Radzie Miasta, którym próbowała wszystkich zanudzić na śmierć, też na pewno nie pomogło.
Machnowska-Góra odpowiedzialna była zaś za kulturę – co wychodziło jej dość dobrze – oraz za mieszkalnictwo i politykę społeczną. Pech jednak chciał, że z ramienia miasta urzędniczka zasiadała w radzie nadzorczej Szpitala Południowego. Trudno tę dymisję traktować inaczej, niż jak przestrogę dla innych urzędników, żeby rad nadzorczych z nieswojej działki unikali jak ognia.
No ale, jak to powiedział ogłaszając decyzje kadrowe Trzaskowski: – W sprawach publicznych oczekiwania i tym samym odpowiedzialność są po prostu wyższe niż w życiu prywatnym. Tu chodzi o najwyższe standardy, których oczekują mieszkańcy.
[

CBA do rozbiórki? Stróżny: rząd nie chciał reformy, tylko paraliżu](/news/to-nie-reforma-to-paraliz-strozny-o-pomysle-likwidacji-cba)
[

Czynsze grozy. Sprawdzamy, ile Polacy płacą za mieszkanie w obskurnych blokach](/news/czynsze-grozy-w-spoldzielniach-placisz-coraz-wiecej-pokaz-nam-swoje-oplaty)
[

Bestialskie zabójstwo na Nowym Świecie. Proces ruszy od nowa. Powód: neosędzia](/news/morderstwo-na-nowym-swiecie-sn-z-powodu-neosedzi-uchylil-wyrok)
Z tymi piątkowymi dymisjami to w ogóle zabawna sprawa, bo, jak niosła wieść gminna, miało być ich więcej. Do tych ogłoszonych o godz. 11 przez Trzaskowskiego, dojść miały kolejne, ogłoszone przez premiera Donalda Tuska.
Nieoficjalnie spotkać miały kogoś z krótkiej listy – ministrę zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę, ministrę funduszy i polityki regionalnej Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz lub prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia Filipa Nowaka. Albo i wszystkich naraz.
Do cięć ze strony premiera jednak nie doszło. Zamiast tego, Tusk wyszedł i po raz kolejny kategorycznie sprzeciwił się niepożądanym praktykom, takim jak „salonik VIP”. A, i postawił ultimatum. – Jeśli do wtorku nie otrzymam satysfakcjonujących, precyzyjnych rekomendacji, to w środę podejmę odpowiednie decyzje. Także personalne – zapowiedział.
Dlaczego Tusk zdecydował się na kilkudniowe ultimatum zamiast dymisji, które wieściły kuluary? Tutaj opcji jest kilka.
Może premier nie chciał pokazać, że koalicjanci mają coś w rządzie do gadania – i to nieważne jak wysoko postawieni. A że w połowie tygodnia wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski z Nowej Lewicy stwierdził, że prezes NFZ powinien zapłacić głową za to, co dzieje się w ochronie zdrowia, to Tusk nie miał innej opcji, jak głowy Nowaka nie ścinać, bo jeszcze ktoś by pomyślał, że szef rządu słucha innych.
Niewykluczone także, że to po prostu nie był dla premiera dobry dzień na wyciąganie konsekwencji.
Pewnie nie każdy dzień jest na to dobry – co tłumaczyłoby także, dlaczego żadne konsekwencje ze strony Koalicji Obywatelskiej nie spotkały posłanki Małgorzaty Pępek, która wepchnęła się w żywieckim szpitalu w kolejkę, a kiedy została przez placówkę nakryta, rozpoczęła z nią otwartą wojnę. Normalnie by przecież konsekwencje poniosła, prawda?
Jest też trzecia opcja – że te całe kuluarowe doniesienia, to była podpucha zaadresowana przez Tuska do Trzaskowskiego. Ja to widzę tak:
Czwartek, godz. 21, willa premiera. Przy stole siedzą Tusk i Trzaskowski.
Trzaskowski: – Mocna ta afera się zrobiła. Trza by coś zrobić.
Tusk: – No mocna, mocna. Trza by.
Trzaskowski: – Może dymisja Kierwy? Wiesz przecież, że…
Tusk: – Nie no, Kierwy to nie. Ale trza by coś zrobić, trza by.
Trzaskowski: – To może Sobierańskiej-Grendy? Albo Nowaka?
Tusk: – Ale Rafał, ja nie mogę tak na rząd tego zrzucić.
Trzaskowski: – A jeśli ja też zrobię dymisje? Wtedy zrobisz ze mną?
Tusk: – Wtedy zrobię. Ale ty pierwszy.
Nie zrobił. Choć, zgadzajcie się lub nie, Trzaskowskiemu może to wyjść na dobre. Po raz kolejny pokazał sprawczość, której ze strony premiera (także po raz kolejny) zabrakło. Oby tak dalej.
[

Skoro na polskiej wsi jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?](/news/sytuacja-polskich-rolnikow-dlaczego-nowoczesna-wies-zmaga-sie-z-kryzysem)
[

„Zdychaj, chłopie!” Na wsi trwa kryzys, który miasto ma gdzieś](/news/kryzys-w-rolnictwie-dlaczego-polska-wies-bankrutuje-a-zywnosc-drozeje)
[

Polska wojna o wodę. Kto zarabia miliony na suszy?](/news/kryzys-wodny-w-polsce-kto-naprawde-zabiera-nam-wode)
Sprawczość pokazał także inny polityk Koalicji Obywatelskiej, poseł Artur Łącki. Wystarczył jeden jego wywiad, żeby zmotywować partię do podjęcia natychmiastowych, stanowczych działań – zakazania Łąckiemu wypowiadania się w mediach.
Co więc takiego strasznego powiedział Łącki? Ano w doskonałym nastroju nazwał np. swoich koalicjantów z Nowej Lewicy lewicą „kanapową, liberalną, kapitalistyczną”. Nie to co Razem, które określił „prawdziwymi komunistami, takimi czekistami nawet”. Pytany o to, czym w takim razie taka „kanapowa lewica” różni się od Koalicji Obywatelskiej, najpewniej zbyt szczerze odpowiedział: – Tym, że będzie zgarniała ludzi o lewicowych poglądach.
No i ciach. Chwila szczerości w poglądach i od razu medialny ban. Całe szczęście, że my zdążyliśmy chociaż w tym tygodniu z posłem chwilkę porozmawiać, pytając go o opinię nt. braku konsekwencji za wepchnięcie się w kolejkę przez Pępek. Wtedy też był nad wyraz szczery. – To raczej była nadgorliwość personelu szpitalnego – mówił.
I tak to jest – kiedy koalicji rządzącej w końcu uda się wspólnie stworzyć i przeprocedować sensowne, potrzebne ustawy, tak jak w tym tygodniu zakaz używania telefonów komórkowych w szkołach podstawowych i przedszkolach czy też głośne „lex szarlatan”, to i tak przyjdzie jakaś afera, która to przykryje. I jak tu reformować państwo?
Chociaż upały na chwilę zelżały. Zawsze mogło być gorzej.