
Marek Mikołajczyk — Wnioski o granty z KPO dla kultury oceniano z naruszeniem prawa – wynika z kilkudziesięciu wyroków sądów administracyjnych, do których dotarł portal Zero.pl. Ale ci, którzy wygrali z państwem w sądzie, i tak mogą nie zobaczyć ani złotówki. Wszystko przez zapisy umów, do których p
Wnioski o granty z KPO dla kultury oceniano z naruszeniem prawa – wynika z kilkudziesięciu wyroków sądów administracyjnych, do których dotarł portal Zero.pl. Ale ci, którzy wygrali z państwem w sądzie, i tak mogą nie zobaczyć ani złotówki. Wszystko przez zapisy umów, do których podpisania przymusza beneficjentów Narodowy Instytut Muzyki i Tańca – ośrodek wyznaczony przez resort kultury.

Na zdjęciu minister kultury Marta Cienkowska (fot. Newspix)
Jednym z elementów Krajowego Planu Odbudowy był „program wspierania działalności podmiotów sektora kultury i przemysłów kreatywnych na rzecz stymulowania ich rozwoju” – szerzej znany jako KPO dla kultury. Mowa o niemal 300 mln zł, które – wypłacane w ramach grantów i stypendiów – miały wzmocnić twórców, edukatorów, animatorów, naukowców, a także instytucje kultury czy organizacje pozarządowe.
Operatorem programu – czyli instytucją, która organizuje nabory, powołuje ekspertów i podpisuje umowy z beneficjentami – Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego (MKiDN) uczyniło Narodowy Instytut Muzyki i Tańca (NIMiT), podległą sobie instytucję kultury.
Program od początku firmowała Marta Cienkowska – najpierw jako wiceministra kultury nadzorująca departament funduszy i spraw europejskich, dziś jako szefowa resortu. Od objęcia teki ministry w lipcu 2025 r. bezpośrednio nadzoruje również departament narodowych instytucji kultury, który sprawuje pieczę nad Narodowym Instytutem Muzyki i Tańca oraz prowadzi sprawy związane z wdrażaniem KPO dla kultury.
Po zamknięciu pierwszego naboru w lipcu 2024 r. Marta Cienkowska, wówczas wiceszefowa MKiDN, zachwalała program:
Tysiące złożonych wniosków i zainteresowanie KPO wskazują na dużą potrzebę środowiska i jego otwartość na korzystanie z nowych programów finansowania kultury w naszym kraju. (…) To pełen przekrój wnioskodawców – od instytucji narodowych i samorządowych, po organizacje pozarządowe, jak również małe i średnie przedsiębiorstwa i przede wszystkim – artystów i twórców.
Jesienią 2024 r. – po wynikach pierwszego naboru do programu – w środowisku kultury rozpętała się burza. Twórcy zarzucali ministerstwu chaos informacyjny, niezrozumiałe decyzje komitetu selekcyjnego i nieprecyzyjne procedury zgłoszeniowe. Cienkowska w rozmowie z mediami tłumaczyła to… brakiem czasu i naglącymi terminami wynikającymi z KPO.
– KPO wszyscy dopiero się uczymy – przyznawała Cienkowska w rozmowie z OKO.press. – Narodowy Instytut Muzyki i Tańca, który jest operatorem programu, wyciąga wnioski i stara się dostosować do potrzeb wnioskodawców. Musi się lepiej komunikować i być responsywny. To także nasze oczekiwanie. Dlatego zobowiązaliśmy Instytut do bardziej progresywnych działań – wskazywała ówczesna wiceszefowa MKiDN.
Drugi nabór – zaplanowany na 2025 r. – miał być spokojniejszy. Tak się jednak nie stało. Ponad 3,8 tys. wniosków z niemal 4,8 tys. wniosków grantowych przy ocenie ekspertów dostało zero punktów.
Z informacji, do których dotarł portal Zero.pl wynika, że w sprawie KPO dla kultury dochodziło do multum błędów, przeinaczeń i nieprawidłowości przy procesie wyłaniania beneficjentów programu. Chodzi o instytucje kultury, organizacje pozarządowe oraz twórców, którzy ubiegali się o dofinansowanie dla swoich projektów, a którzy ostatecznie wsparcia nie otrzymali.
Jak wynika z ustaleń Zero.pl, ponad 50 przypadków trafiło do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. W kilkudziesięciu sprawach zapadły już wyroki. Ich rozstrzygnięcia są niemal identyczne. Dotarliśmy do niemal 30 orzeczeń, w których WSA stwierdza jednoznacznie, że oceny wniosków zostały przeprowadzone „w sposób naruszający prawo”.
Jednym z takich przypadków jest warszawski Teatr Komedia, który ubiegał się o grant pozwalający na stworzenie cyfrowego archiwum.
– Mieliśmy w planach stworzenie platformy, która stanowiłaby wirtualne kompendium wiedzy o historii naszego teatru. Chcieliśmy zdigitalizować i udostępnić publicznie archiwalne materiały, które powstawały przez ostatnie dekady. Mamy w swoich zasobach stare programy, nagrania, a także plakaty, które tworzyli Jan Młodożeniec czy inni uznani twórcy polskiej szkoły plakatu – mówi nam Łukasz Orłowski, zastępca dyrektora ds. rozwoju i komunikacji Teatru Komedia.
Wynik? Negatywny. Zgodnie z regulaminem programu w trzyosobowym komitecie selekcyjnym (a także pięcioosobowym komitecie odwoławczym), który dokonuje oceny zgłoszeń, musi panować jednomyślność w zakresie spełnienia poszczególnych kryteriów. Gdy któryś z członków komitetu się wyłamuje, projekt oceniany jest negatywnie.
[

Jak koalicja przegra wybory przez Martę Cienkowską](/news/marta-cienkowska-i-reforma-tvp-historia-o-tym-co-poszlo-nie-tak)
[

Ujawniamy: Finansowa katastrofa w Instytucie Pileckiego w USA. Milionowe straty, śledztwo CBA i prokuratury](/news/instytut-pileckiego-mial-pokazac-historie-polski-amerykanom-pokazal-finansowa-katastrofe)
[

Firma Cienkowskiej zarobiła prawie 1,7 mln zł na zleceniach z warszawskiego ratusza](/news/firma-cienkowskiej-zarobila-prawie-17-mln-zl-na-zleceniach-z-warszawskiego-ratusza)
Tymczasem – jak orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny – zarówno na etapie oceny przez komitet selekcyjny, jak i komitet odwoławczy, doszło do rażących błędów.
W pierwszej fazie oceny wniosków jeden z członków komitetu stwierdził, że nie dokona merytorycznej oceny wniosku, gdyż statut teatru nie został dostarczony w oryginale. Wnioskodawcy dostarczyli bowiem kopię statutu wraz z podpisem dyrektora i pieczątką „za zgodność z oryginałem”.
– Teatr Komedia jest instytucją kultury miasta stołecznego Warszawy. Statut teatru został nadany więc w drodze uchwały rady miasta i opublikowany w Dzienniku Urzędowym Województwa Mazowieckiego. Od 2012 r. wszystkie dzienniki urzędowe wydawane są tylko elektronicznie. Sytuacja była więc absurdalna. Jeden z ekspertów wymagał od nas dostarczania „oryginału” statutu i nie zaakceptował wydruku z odpowiednimi pieczątkami i podpisami – i to pomimo faktu, że jeszcze podczas szkoleń NIMiT w trakcie naboru dyrektorzy tej instytucji zapewniali, że nawet kopie statutów nie będą żadnym problemem podczas oceny, a na ewentualne uzupełnienia przyjdzie czas przed podpisaniem właściwych umów – wskazuje Orłowski.
Teatr odwołał się do komitetu odwoławczego. Tym razem żaden z pięciu członków nie miał zastrzeżeń co do oryginalności statutu. Czterech członków oceniło wniosek pozytywnie, piąty natomiast stwierdził, że doszło do „niespójności między deklarowanymi celami a zerowymi wartościami wskaźników kluczowych dla projektu”. Krótko mówiąc: wsparcie się nie należy, bo informacje we wniosku są ze sobą niespójne.
Na czym miała polegać rzekoma niespójność? Jak tłumaczył członek komitetu odwoławczego, „przedsięwzięcie ma na celu podnoszenie kompetencji cyfrowych i ekologicznych”, a jednocześnie wskazana przez Teatr Komedia liczba wydarzeń kulturalnych, materiałów drukowanych lub cyfrowych oraz innych działań miała wynosić zero.
Problem w tym, że to nieprawda. Liczby wskazane przez recenzenta nie mają odzwierciedlenia we wniosku. Z dokumentów dostarczonych przez Teatr Komedia wynika, że liczba przygotowywanych materiałów miała wynosić nie zero, a… 1020 sztuk. Jak ocenił sąd:
Członek komitetu odwoławczego, który to uzasadnienie sporządził, powołał bowiem argumenty, które częściowo są jednoznacznie sprzeczne z treścią wniosku Skarżącego o objęcie przedsięwzięcia wsparciem, a częściowo odnoszą się do kwestii, które w żaden sposób z tego wniosku nie wynikają.
Co więcej, członkowi komitetu odwoławczego najprawdopodobniej… pomyliły się dokumenty, które oceniał. W swojej recenzji przywoływał bowiem fragmenty, których we wniosku nie było.
„Członek komitetu odwoławczego zdaje się oceniał częściowo inne przedsięwzięcie bądź skopiował uzasadnienie oceny innego przedsięwzięcia, skoro we wniosku skarżącego (Teatru Komedia – red.) o objęcie przedsięwzięcia wsparciem nie deklarowano zorganizowania żadnej konferencji promującej mapę” – czytamy w orzeczeniu WSA.
„Tak dokonana ocena – w świetle zaprezentowanego uzasadnienia – jest zatem nie tylko nieprzejrzysta, ale i rażąco nierzetelna, co podlega wytknięciu przez sąd, tym bardziej że (…) ocena jednego z członków komitetu odwoławczego zaważyła nie tylko na samej ocenie niespełnienia wskazanego kryterium, ale i w ogóle na negatywnej ocenie przedsięwzięcia” – podkreślała sędzia w uzasadnieniu wyroku.

Wyrok WSA w Warszawie ws. Teatru Komedia (fot. WSA)
Sprawa trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Skargę kasacyjną wniesiona przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca oddalono na początku czerwca. To jednak nie kończy sprawy. Dlaczego? O tym za chwilę.
[

„Ten kraj nie ma mózgu”. Jak Polska marnuje KPO](/news/na-co-poszly-miliardy-z-kpo-rozsmarowalismy-je-jak-maslo-po-chlebie)
[

Gliński: Otaczają nas absurdy w postaci kultury dzika](/news/glinski-o-skandalu-w-wilanowie-to-symbol-wspolczesnego-systemu-polityczno-kulturowego)
[

Media publiczne nie mają szczęścia do ministrów kultury. Nikt nie chce „polskiego BBC”](/news/media-publiczne-nie-maja-szczescia-do-ministrow-kultury)
Błędy w rozpatrywaniu wniosku nie dotyczyły tylko Teatru Komedia. Podobny przypadek miał miejsce w przypadku innego warszawskiego teatru – Nowe Formy. Fundacja zarządzająca teatrem ubiegała się w sumie o trzy granty, m.in. na wdrożenie systemu umożliwiającego tłumaczenie spektakli w czasie rzeczywistym na języki obce oraz dostarczanie napisów dla osób z niepełnosprawnością słuchu.
– Nasz projekt zakładał stworzenie systemu, który rozpoznaje wypowiedzi aktorów i niemal natychmiast przekazuje widzom tłumaczenie na język obcy. Takich rozwiązań w Polsce nie ma, podobne próby działy się jakiś czas temu m.in. w Nowym Jorku. We wniosku argumentowaliśmy, że rozwiązanie posłuży nie tylko nam, ale udostępnimy publiczne całe studium dla innych podmiotów chcących skorzystać z naszego pomysłu – mówi w rozmowie z Zero.pl Rafał Pyka, prezes fundacji Nowe Formy.
Przedsięwzięcie nie zostało objęte wsparciem. Powód? Dwóch ekspertów oceniło wniosek pozytywnie. Jeden z ekspertów stwierdził natomiast, że fundacja prowadząca teatr ma „niejasną sytuację z PKD”. Stwierdził to na podstawie danych z internetowej wyszukiwarki, w której odnalazł jedynie trzy kody PKD związane ze sprzedażą wysyłkową, sprzedażą detaliczną i działalnością gastronomiczną.
Ekspert całkowicie zignorował przy tym statut, który określa zakres działalności artystycznej fundacji i zawiera pełen zakres kodów PKD, w tym kluczowy kod 90.04.Z dotyczący działalności teatrów i sal koncertowych. I to właśnie ten obszar – jak czytamy w uzasadnieniu orzeczenia – „generuje najwyższy poziom przychodów w strukturze finansowej” w fundacji.
„Z treści karty oceny merytorycznej wynika, że oceniający prawdopodobnie uwzględnili kody PKD dotyczące dodatkowej, marginalnej działalności gospodarczej fundacji, tj. drobnej gastronomii (kawiarenki teatralnej). Działalność ta ma charakter pomocniczy i uboczny, nie stanowi wiodącej działalności fundacji i nie jest przedmiotem wniosku o wsparcie” – czytamy w uzasadnieniu do wyroku.
Zdaniem sądu ekspert NIMiT „całkowicie pominął treść statutu, a jest to dokumenty istotny w zakresie przedmiotu działalności fundacji”. WSA nakazał przy tym ponowną ocenę wniosku, stwierdzając, że doszło do naruszenia prawa.

Wyrok WSA w Warszawie ws. Fundacji Nowe Formy (fot. WSA)
Sprawa jest w toku. Ponowna ocena wniosku również nie przebiegła pomyślnie. Dwóch ekspertów uznało, że wniosek kwalifikuje się do wsparcia. Jeden natomiast miał zastrzeżenia co do kosztów zakupu sprzętu.
– Jeden z ekspertów stwierdził, że „niejasne” są dla niego „intencje stworzenia aplikacji”. W ocenie pada wiele subiektywnych sformułowań. Złożyliśmy wniosek o ponowną ocenę. Czekamy na jego rozpatrzenie. Ubolewam, że po raz kolejny musimy przechodzić przez całą procedurę odwoławczą.
– Mam też poważne wątpliwości co do kompetencji osób zasiadających w komisji. Trudno uznać za rzetelny system, w którym projekty ocenia się na podstawie przypuszczeń, bez dostatecznej znajomości prawa, procedur administracyjnych i specyfiki działalności trzeciego sektora – dodaje Pyka.
Do naruszenia prawa doszło też w przypadku rozpatrywania wniosku Towarzystwa Poligrodzianie, które ubiegało się o grant na transformację Festiwalu Sztuki Ludowej, który od lat odbywa się w Wielkopolsce.
– Chcieliśmy zbudować podstawy do samodzielności finansowej festiwalu – szerokie badania publiczności, określenie grupy docelowej i dostosowanie pod to oferty dla potencjalnych prywatnych mecenasów. Wszystko po to, aby festiwal mógł się odbywać bez obaw o to, czy budżet się zepnie – mówi nam Michał Howorski, kierownik administracyjny i menadżer projektów w Towarzystwie Poligrodzianie.
– Drugą kwestią było także dostosowanie festiwalu pod wymagania związane z recyklingiem i gospodarowaniem energią. Bidony zamiast kubeczków, a także zakup sprzętu do zasilania energią stref dla publiczności. Proste rzeczy, które idą jednak w tysiące złotych, gdy na festiwalu pojawią się setki artystów i gości – wskazuje autor wniosku.
[

Z resortu na Wawel. Była minister kultury ma nową pracę](/news/byla-ministra-ma-nowa-prace-hanna-wroblewska-zatrudniona-w-muzeum-na-wawelu)
[

Resortowy „czyściciel” muzeów? W tle oskarżenia o nękanie, zastraszanie i dyskryminację](/news/piotr-rypson-zarzuty-o-mobbing-nekanie-i-odwolywanie-dyrektorow-muzeow-kulisy-konfliktow-w-ministerstwie-kultury)
[

Kradzież metodą „na artystę”. Stanowski: wstydu nie macie](/news/stanowski-miazdzy-rzadowy-projekt-ustawy-dla-artystow-wy-nie-macie-wstydu)
Model oceny wniosku wyglądał tak samo: niemal wszyscy eksperci ocenili dokument pozytywnie. Wyłamał się jeden ekspert. W lakonicznym, dwuzdaniowym komunikacie zarzucił wnioskodawcy „sztuczny podział kosztów” przy zakupie stacji zasilania i paneli słonecznych. Wniosek nie został objęty wsparciem.
Sprawa trafiła na wokandę. Wojewódzki Sąd Administracyjny w kwietniu 2026 r. uznał, że decyzja NIMiT została podjęta z naruszeniem prawa. Jak czytamy w uzasadnieniu, „wskazania eksperta (…) nie mają żadnych podstaw”, a „błędne założenie eksperta nie może być podstawą rozstrzygnięcia o odmowie przyznania wsparcia”. Zdaniem sądu w opisywanej sprawie doszło wręcz do „obrazy zasad przejrzystości i rzetelności wyboru”.
Prawomocny wyrok nie zakończył jednak sprawy. Pomimo że przedsięwzięcie zostało objęte wsparciem, to na drodze do wpłaty środków stanęły warunki proponowane przez NIMiT.
– Odebraliśmy pismo 10 lipca. Narodowy Instytut Muzyki i Tańca wymaga od nas podpisania umowy. Mamy na to 14 dni, do najbliższego piątku (24 lipca – red.). Problem w tym, że umowa, którą mamy podpisać, wymaga od nas realizacji przedsięwzięcia z datą wsteczną – tłumaczy Howorski.
Sytuacja – jak słyszymy – jest patowa. – Mimo że korzystny wyrok zapadł w kwietniu 2026 r., informację o przyznaniu środków dostaliśmy w połowie lipca 2026 r., to dziś NIMiT wymaga od nas, abyśmy zadeklarowali, że zrealizowaliśmy przedsięwzięcie do końca lutego 2026 r. Przecież to absurd. Jak mieliśmy zrealizować przedsięwzięcie, skoro wcześniej nie dostaliśmy na nie środków? Co więcej, bezpodstawnie kwestionowano nasze wydatki, a teraz oczekuje się od nas, że i tak je ponieśliśmy. A mówimy o niemałej kwocie, bo chodzi przecież o 200 tys. zł – podkreśla nasz rozmówca.
My takiej umowy oczywiście nie podpiszemy, nie będziemy kłamać. To pieniądze publiczne i bardzo poważnie do tego podchodzimy.
Michał Howorski
Towarzystwo Poligrodzianie
Jak wynika z ustaleń Zero.pl, to nie jedyna taka sytuacja. Wielu naszych rozmówców przyznaje, że pomimo prawomocnych wyroków WSA i decyzji o przyznaniu środków, warunki umowy proponowane przez NIMiT de facto uniemożliwiają otrzymanie wsparcia.
W takiej samej sytuacji jest także m.in. Teresa Latuszewska-Syrda, prezeska zarządu łódzkiej Fundacji Urban Forms, która w sądzie wygrała dwie sprawy. Jak orzekł WSA, jej dwa wnioski o przyznanie grantu zostały rozpatrzone z naruszeniem prawa. Szerzej o szczegółach tych projektów opowiadał w czerwcu 2026 r. Waldemar Stankiewicz z Kanału Zero.
Dziś NIMiT wymaga od Teresy Latuszewskiej-Syrdy podpisania umowy na przedsięwzięcie, które według Instytutu powinno być już w całości zrealizowane do 28 lutego 2026 r., mimo że umowa jest zawierana dopiero kilka miesięcy później. Podobny problem dotyczy również m.in. Teatru Komedia czy Teatru Nowe Formy.
– Cała ta sprawa pokazuje, że wykonanie korzystnego wyroku WSA jest w praktyce pozorne. Po ponownej ocenie jeden z moich projektów został wprawdzie wybrany do wsparcia, ale NIMiT odmawia przesunięcia terminu realizacji – tłumaczy w rozmowie z Zero.pl prezeska Fundacji Urban Forms.
I jak podkreśla, fundacja nie mogła zrealizować całego projektu bez przyznanego finansowania. – Korzystny wyrok zapadł dopiero 6 marca 2026 r., czyli już po upływie terminu, a umowę przedstawiono jeszcze później. NIMiT proponuje więc refundację przedsięwzięcia, którego nie mogliśmy wcześniej wykonać właśnie dlatego, że nasz wniosek został oceniony z naruszeniem prawa – mówi Latuszewska-Syrda.
Wygrałam przed sądem nie po to, żeby otrzymać umowę, której nie da się uczciwie wykonać. Wygrałam dlatego, że ocena naszych wniosków była niezgodna z prawem. Skutkiem wyroku powinna być realna możliwość zrealizowania przedsięwzięć, a nie formalne przyznanie wsparcia po terminie, kiedy nie można już z niego skorzystać zgodnie z celem.
Teresa Latuszewska-Syrda
Fundacja Urban Forms
[

Ile waży koń trojański? Recenzujemy „Odyseję” Christophera Nolana](/news/odyseja-czyli-homer-kontra-nolan-widzielismy-najbardziej-oczekiwany-film-roku)
[

Ultimatum, giełda nazwisk, widmo dymisji. Stara szkoła Donalda Tuska](/news/tusk-wrocil-do-sprawdzonej-metody-dymisja-rekonstrukcja-i-zmiany-w-rzadzie)
[

Marta Cienkowska: Czego państwo oczekują? Że zadzwonię do dziennikarza TVP i powiem: „to mi się nie podoba”?](/news/zero-marta-cienkowska-czego-panstwo-oczekuja-ze-zadzwonie-do-dziennikarza-tvp-i-powiem-to-mi-sie-nie-podoba)
Latuszewska-Syrda w rozmowie z Zero.pl podkreśla, że nie oczekuje żadnych przywilejów. – Oczekuję przywrócenia sytuacji, w której znalazłaby się fundacja, gdyby jej wnioski od początku zostały ocenione zgodnie z prawem. Jeżeli z powodu błędów instytucji i upływu czasu nie można już sfinansować tych przedsięwzięć ze środków KPO, państwo powinno stworzyć krajowy mechanizm naprawczy – wskazuje nasza rozmówczyni.
Czy tak się stanie? Nic na to nie wskazuje. NIMiT w odpowiedzi na pytania Zero.pl podkreśla, że „uwzględnienie skargi do sądu administracyjnego nie skutkuje automatycznym i bezwarunkowym przyznaniem wsparcia”, a „zgodnie z wnioskiem i regulaminem” maksymalny okres na ponoszenie wydatków związanych z realizacją przedsięwzięcia określony jest do 28 lutego 2026 r.
„Powyższe zasady wynikają wprost z ram czasowych realizacji Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności, które są wiążące dla Polski jako całości i nie podlegają jednostronnej modyfikacji przez NIMiT jako operatora programu. Terminy kwalifikowalności wydatków oraz realizacji wskaźników wynikają z unijnego harmonogramu wdrażania KPO, którego dochowanie warunkuje rozliczenie środków przez Polskę wobec Komisji Europejskiej” – tłumaczy Gabriel Bińkowski, specjalista ds. komunikacji KPO z Narodowego Instytutu Muzyki i Tańca.
Co zatem powinny zrobić wnioskodawcy, którzy prawomocnie wygrali sprawy przed sądem, a nie zrealizowali przedsięwzięcia w przewidzianym terminie? Tego NIMiT już nie precyzuje.
Zdaniem NIMiT w sprawie oceny wniosków dochodziło do „pojedynczych błędów ludzkich, których – w skali całego programu – było niewiele”. Co więcej – „zwiększona liczba skarg (do WSA – red.)” była efektem „wysokiej świadomości prawnej wnioskodawców co do przysługujących im uprawnień, będąca efektem świadomych działań informacyjnych podejmowanych przez NIMiT”.
Jednocześnie NIMiT dystansuje się od nieprawidłowości przy wyłanianiu beneficjentów. „Ocena merytoryczna wniosków dokonywana była przez niezależnych ekspertów. (…) Rolą Instytutu nie było dokonywanie oceny wniosków, lecz zapewnienie ekspertom odpowiedniego przygotowania i wsparcia organizacyjnego umożliwiającego rzetelną realizację ich zadań” – czytamy w odpowiedzi NIMiT na pytania Zero.pl.
Sprawę kilkudziesięciu niekorzystnych dla NIMiT orzeczeń bagatelizuje również Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. „W ramach drugiego naboru (…) wpłynęło łącznie 7842 wniosków. Po opublikowaniu wyników I oceny do NIMiT wpłynęło 2255 odwołań, z których pozytywnie rozpatrzono 263. Z pozostałych 1992 wnioskodawców, których odwołania nie uzyskały pozytywnej oceny, skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego złożyło 51 – czyli 2,5 proc.” – wskazuje rzecznik resortu Piotr Jędrzejowski.
Czy ktoś poniesie konsekwencje w związku z nieprawidłowościami w programie KPO dla kultury? Na to pytanie resort nie odpowiada wprost.
„Zgodnie z umową z ekspertami możliwe jest roszczenie regresowe względem eksperta po wykazaniu szkody będącej następstwem dokonania przez eksperta oceny wniosków w sposób niezgodny z umową” – podkreśla rzecznik MKiDN. Ale to groźba czysto teoretyczna. Według informacji resortu „takie sprawy nie są prowadzone w NIMiT”.
Pełne odpowiedzi NIMiT i MKiDN na pytania Zero.pl dostępne są poniżej.

Odpowiedź NIMiT na pytania Zero.pl (1/8)

Odpowiedź NIMiT na pytania Zero.pl (2/8)

Odpowiedź NIMiT na pytania Zero.pl (3/8)

Odpowiedź NIMiT na pytania Zero.pl (4/8)

Odpowiedź NIMiT na pytania Zero.pl (5/8)

Odpowiedź NIMiT na pytania Zero.pl (6/8)

Odpowiedź NIMiT na pytania Zero.pl (7/8)

Odpowiedź NIMiT na pytania Zero.pl (8/8)

Odpowiedź MKiDN na pytania Zero.pl