
Anna Wittenberg — Robert Winnicki tworzył Marsz Niepodległości, partię Konfederacja, pomógł też wybić się Grzegorzowi Braunowi. Choć chętnie komentuje politykę na YouTube, dziś nie ma go w czynnej polityce, zniknął tuż przed wyborami w 2023 r. W rozmowie z Zero.pl tłumaczy – dlaczego. Mówi też o t
Robert Winnicki tworzył Marsz Niepodległości, partię Konfederacja, pomógł też wybić się Grzegorzowi Braunowi. Choć chętnie komentuje politykę na YouTube, dziś nie ma go w czynnej polityce, zniknął tuż przed wyborami w 2023 r. W rozmowie z Zero.pl tłumaczy – dlaczego. Mówi też o tym, jak to się stało, że Braun odszedł z Konfederacji i jak widzi przyszłość jego ugrupowania.

Robert Winnicki: Polscy politycy przegięli z bezkrytyczną proukraińskością. (fot. Tomasz Gzell / AdrianWhitePL / PAP / Shutterstock)
Projekt „Braun” wymknął się spod kontroli?
Znam Grzegorza Brauna od prawie 20 lat i zawsze był samosterowalny. Po przejściu do polityki nadal gra po prostu swoją melodię.
To pan zaprosił go do Konfederacji. Nie żałuje pan?
Z Grzegorzem Braunem rozmawialiśmy we trzech: ja, Sławomir Mentzen i Krzysztof Bosak. Pomysł był wspólny. Chodziło o to, żeby skupić maksymalnie dużo rozpoznawalnych nazwisk na prawo od PiS przed wyborami do europarlamentu w 2019 r. Jeszcze wtedy nie dało nam to efektu biorącego, ale – trochę niespodziewanie – zagrało już w wyborach do Sejmu.
Otworzyliście mu drzwi do dużej polityki, a on wystawił Konfederację w wyborach prezydenckich.
Już od kilku lat można było zakładać, że do tego dojdzie. Pytanie brzmiało tylko: w jaki sposób? Napięcia dotyczące pewnego rozumienia rzeczywistości, które nie były manifestowane na zewnątrz Konfederacji, pojawiały się wewnątrz już dużo wcześniej. Powiedzmy, że polityczne płyty tektoniczne zaczęły się rozchodzić.
Sam się prosił, żeby go wyrzucono? To klucz do zrozumienia coraz bardziej kontrowersyjnych wystąpień?
Myślę, że większość tych kroków podejmował spontanicznie i nie było w tym żadnej kalkulacji. Pan Grzegorz jest w pierwszym rzędzie reżyserem. Widzi scenę, widzi światło i po prostu działa.
Chanukowe świece to scenografia?
Tak, moim zdaniem to był impuls. Natomiast faktem jest, że on od lat podejmował działania zupełnie nieskoordynowane, poza oceną polityczną wewnątrz partii. Odginał rzeczywistość w swoją stronę. Było jasne, że jeśli ktoś tak robi i buduje taką flankę w partii, to możliwości są tylko dwie: albo zmierza do przejęcia partii, albo znajdzie się poza tą partią.
To zresztą wymagało od nas umiejętności przewidywania. W 2022 r. wiedziałem, że w związku z rosyjską inwazją na Ukrainę mogą pójść z partii różne wypowiedzi, dlatego jeszcze w nocy, kiedy Władimir Putin ogłaszał „specjalną operację”, napisałem treść jednoznacznie krytycznego oświadczenia potępiającego to działanie. Zostało obiegowo przyjęte przez Radę Liderów. Konfederacja była pierwszą partią, która wydała takie stanowisko.
Braun był za?
Nie pamiętam już jak do projektu odniosły się konkretne osoby. Większość była za.

Grzegorz Braun (P) i Robert Winnicki (L) podczas konferencji prasowej w Sejmie. Temat spotkania: "Lockdown w edukacji niszczy polską szkołę!" (2021). fot. PAP / Paweł Supernak. (fot. Paweł Supernak / PAP)
Jak pan ocenia jego zachowanie po rosyjskiej inwazji?
Brakuje mi z jego strony jednoznacznego postawienia akcentu – tego, co jeszcze 10 lat temu mówił bardzo wyraźnie – że Polska potrzebuje, żeby Kijów był niezależny od Moskwy. O wszystko inne możemy, a nawet powinniśmy się z Ukraińcami spierać i twardo stawiać im warunki, ale ta jedna rzecz jest naszym podstawowym interesem na Wschodzie. Jak Moskwa przejmuje dorzecze Dniepru, zaczyna nam zagrażać, tak się dzieje niezmiennie od 500 lat.
Powołał za to zespół parlamentarny „Stop ukrainizacji Polski”.
I okazało się, że trafił tym w prawdziwą emocję. Wie pani, dlaczego Braun z taką narracją tak dobrze rezonuje?
Proszę mi wyjaśnić.
Polscy politycy, zarówno obecnego rządu, jak i poprzedniego, przegięli z bezkrytyczną proukraińskością. Przez lata bardzo mało asertywnie zachowywali się wobec ukraińskiej polityki historycznej. Podam przykład: kiedy była głosowana uchwała ws. współpracy polskich i ukraińskich samorządów, chcieliśmy wnieść poprawkę, by nie współpracować z tymi samorządami, które czczą osoby odpowiedzialne za ludobójstwo na Polakach. Takie inicjatywy przepadały w polskim Sejmie, budząc wielkie rozczarowanie np. w środowiskach kresowych.
Dzisiaj te wszystkie rzeczy odbijają się czkawką, bo w Polsce wytworzyły się dwa bieguny – ten bezkrytycznie proukraiński i odpowiadający na niego zajadle antyukraiński. Oba nie mają nic wspólnego ze zdrowo rozumianą polityką zagraniczną.
Impulsy Grzegorza Brauna wykorzystuje propaganda Kremla. To wam nie przeszkadzało w Konfederacji?
Dlatego forsowałem stanowisko Rady Liderów, przewidując takie możliwości.
Ale on działał wbrew niemu.
Niekiedy tak to wyglądało.
Pojawiały się wcześniej głosy, żeby Brauna wyrzucić?
Na każdym etapie funkcjonowania Konfederacji były głosy domagające się wyrzucenia różnych osób. Natomiast powiem tak: partia była założona w 2019 r. jako totalny zlepek. Ostatecznie uzyskała taki kształt, w jakim ufundowała ją podstawowa grupa osób, czyli pokolenie dzisiejszych około 40-latków, wolnościowców i narodowców.
Czyli Braun był ciałem obcym i można odetchnąć, że wreszcie było za co się go pozbyć?
Nie był ciałem obcym. Może pani wierzyć, albo nie, ale jeszcze kilkanaście lat temu to ja byłem dużo bardziej radykalny w kwestii polityki wschodniej. Pamiętam takie spotkanie w okolicach 2012 r., na którym mówiłem o bardzo zdecydowanej polityce wobec Ukrainy i banderyzmu czy Białorusi w związku z prześladowaniem naszej mniejszości polskiej na Białorusi. A Grzegorz Braun przestrzegał przed tym, żeby nie antagonizować Ukraińców czy Białorusinów, bo Moskwa czyha.
Pan stoi tam, gdzie pan stał. Co jemu się stało w tym czasie?
Myślę, że nastąpiła u niego pewna zmiana w kierunku postrzegania fundamentalnego zagrożenia dla Polski. Proszę zwrócić uwagę, że Grzegorz Braun już w tym momencie nie powtarza swojej frazy o kondominium rosyjsko-niemieckim z żydowskim zarządem powierniczym. To zniknęło, prawda? Został w jego retoryce głównie czynnik anglosaski i żydowski.
Kiedykolwiek zastanawialiście się, z czego może wynikać tak głęboka zmiana?
To już trzeba pytać Grzegorza Brauna.
Braun, któremu pomogliście okrzepnąć politycznie, teraz wyszedł z Konfederacji i ma 11 proc. w sondażach.
To jest rzadka sytuacja rozwodowa, w której obie strony zyskały. To rozstanie odblokowało poparcie części wyborców dla Konfederacji.
Bo wcześniej nie akceptowali Brauna?
Prawdopodobnie tak. Było takie badanie na jesieni 2025 r., które pokazało, że elektorat Grzegorza Brauna to jest w ponad połowie elektorat PiS z 2023 r. i tylko w 17 proc. elektorat Konfederacji.
Jest bardziej akceptowalny dla wyborców PiS?
Dla określonych segmentów wyborców PiS. To jest częściowo związane z wiekiem.
[

Ekskomunika miała pogrążyć Brauna. Problem w tym, że rzeczywistość wygląda inaczej](/news/czy-grzegorz-braun-zostal-ekskomunikowany-kim-sa-jego-wyborcy)
[

Winnicki o ewolucji Brauna. „Poznałem go, kiedy zarzucał mi zbytnią antyukraińskość”](/news/robert-winnicki-w-kanale-zero-opowiedzial-o-braunie-poszlo-o-antyukrainskosc)
[

Ekskomunika lefebrystów. Jak się łączy z Braunem?](/news/spor-o-ekskomunike-fsspx-i-polityczne-kontrowersje-wokol-grzegorza-brauna)
To znaczy?
Szklany sufit Konfederacji cały czas wisi gdzieś na poziomie 50. roku życia, w starszych rocznikach radykalnie kurczy się poparcie. Tych wyborców natomiast przekonuje do siebie Korona. I dlatego stanowi ona tak duże zagrożenie dla PiS.
Jarosław Kaczyński będzie szukać z nią porozumienia?
Nie wykluczałbym tego. Jeśli już dotarło do niego, że przestał być hegemonem na prawicy, że decentralizowany system baniek internetowych sprawia, że nie ma już z kim umówić się na monopol na tej prawicy, to logicznym krokiem byłoby bliższe zapoznanie się z Grzegorzem Braunem.
Umówić się?
20 lat temu Jarosław Kaczyński umówił się z ojcem Tadeuszem Rydzykiem na to, że będzie między nimi współpraca. I to wystarczyło, żeby przez dwie dekady nie było dla niego politycznej konkurencji na rynku. Dzisiaj to niemożliwe – społeczeństwo rozpada się na plemiona internetowe. Jeśli ktoś jest odpowiednio sprawny, to jest w stanie sobie w tym układzie własne plemię wykroić.
Zapewne Jarosław Kaczyński będzie też szukał porozumienia, bo w dzisiejszym układzie nie ma żadnej pewności, że w 2027 r. szeroko rozumiana prawica zdobędzie większość w parlamencie. Dzisiaj widzimy po lewej stronie konsolidację pod Tuskiem. Wystarczy druga lista biorąca na poziomie 9-10 proc., żeby siły się wyrównały. Kto będzie miał większość? To nie jest dzisiaj powiedziane.
A jeśli prawica będzie miała? Będzie koalicja PiS-Konfederacja-Korona?
Ja sobie bardzo wiele rzeczy wyobrażam, mam bardzo bujną wyobraźnię. Natomiast będzie to szalenie trudna układanka.
A Konfederację z Koalicją Obywatelską?
Ciągle jestem w stanie sobie wyobrazić taki scenariusz, aczkolwiek uważam go za radykalnie mniej prawdopodobny. Raczej na zasadzie: nigdy nie mów nigdy.
Bo cały sens politycznego istnienia Konfederacji to obalanie duopolu?
Tak. Dlatego być może najbardziej prawdopodobnym scenariuszem po wyborach w 2027 r. będą przyspieszone wybory. To nic niezwykłego, Izrael miał chyba cztery podejścia do wyłonienia rządu w ciągu dwóch lat. To pasmo nieustannych wyborów Netanjahu przerwał dopiero wojną.
A może płyty tektoniczne po prostu rozsadzą Konfederację? I wtedy uda się skonstruować rząd.
Na tle partii politycznych po prawej stronie Konfederacja jest wyjątkowo stabilną konstrukcją. W 2025 r. odbył się kongres, miejsca na listach wyborczych przypisane są do poszczególnych ugrupowań. Zasady gry są jasne. Nie ma się o co bić. Dla porównania proszę spojrzeć na rozwałkę w PiS – bo sytuację, w której panowie piorą się po pysku na X, trudno już nazywać konfliktem.
Jednak Grzegorz Braun wyszedł z tego stabilnego układu.
Bo uważał, że jest niedoceniony i niedoszacowany. Tu i teraz, już bez Brauna, mamy dwóch równorzędnych partnerów.
A Polska współrządzona przez Konfederację jak by wyglądała?
Ależ pytanie mi pani zadaje. Ja jestem dzisiaj poza czynną polityką.
Ale wymyślał pan tę formację.
Za naszego życia Polska stanie się państwem dwudziestomilionowym. To wymaga ogromnej zmiany, którą trzeba przeprowadzić teraz, póki pokolenie wyżu demograficznego początku lat 80. jest w gospodarczym kwiecie wieku. Nasz zegar tyka, w wariancie optymistycznym mamy na reformy może 20 lat. W pesymistycznym – dekadę.
[

2049: Kto nas obroni? To rozstrzyga się już dziś](/news/kryzys-demograficzny-a-wojsko-czy-polska-bedzie-miala-zolnierzy)
[

Tak będziemy pracować w 2049 r. „Wygra ten, kto nadąży. Wiele zawodów jest zagrożonych”](/news/rewolucja-na-rynku-pracy-jaki-bedzie-2049-r-mamy-prognozy-ekspertow)
[

Co zostawimy Polsce w 2049 r.? Nie za wiele](/news/kryzys-demograficzny-u-bram-rzad-nie-robi-nic)
Moim zdaniem tylko Konfederacja posiada odpowiednią determinację i rozumienie tego, że trzeba pchać Polskę w kierunku zasadniczych reform. Pytanie czy znajdzie partnerów.

Warszawa, 2014 r. Ewa Stankiewicz (C), Grzegorz Braun (P) i Robert Winnicki (L) okupowali siedzibę PKW, domagając się natychmiastowej dymisji wszystkich członków. (fot. Tomasz Gzell / PAP)
Czyli rząd reformatorów?
Nie widzę innego sensu istnienia Konfederacji niż to, żeby ona była właśnie taką siłą reformatorską. Co prawda krytycznie oceniam reformy, które odbyły się za rządów AWS i Unii Wolności ćwierć wieku temu, ale trzeba przyznać, że to był ostatni moment, kiedy ktoś miał odwagę na poważne zmiany w państwie.
Cena, jaką za to zapłacili, była bardzo wysoka – i AWS, i UW zniknęły z polskiej polityki. To do dziś paraliżuje polityków. Natomiast jeśli nie będzie ludzi odważnych, którzy podejmą się reformowania, to skończymy w państwie wrzeszczących staruszków.
To oczywiście będzie bardzo trudne w sytuacji klinczu politycznego, w którym trwamy i niestety możemy trwać nadal po 2027 r. Żyjemy jeszcze w demokracji, ale już mocno oligarchicznej, już nie mamy państwa prawa, normy konstytucyjne są stosowane bardzo wybiórczo.
Pierwsze zadanie – reforma ustroju?
Nie miejmy złudzeń, zmiana ustrojowa już się odbywa. Ale nie w taki sposób, że któraś strona zdobywa większość konstytucyjną. W obecnej sytuacji reformy ustroju dokonują się metodą faktów dokonanych, tak jak to robi Donald Tusk. Wystarczy, że ma pod sobą straż marszałkowską, wojsko, policję i znajdzie prawnika, który mu napisze uzasadnienie wejścia do prokuratury albo do TVP. I już. I tak to będzie teraz wyglądało, tylko bardziej.
Polskę czeka miękka dyktatura?
Jeśliby wygrałaby centrolewica, to czeka nas chaos. Nadal będzie utrzymywać się klincz między Pałacem Prezydenckim a rządem, który skutkuje brakiem decyzyjności.
A jeśli wygra szeroko rozumiana centroprawica i jeszcze będzie w stanie się dogadać, to może się uda w łączności z Pałacem Prezydenckim przeprowadzić jakieś zasadnicze reformy państwa polskiego. Bo żeby takie poważne zmiany się udały, muszą być spełnione dwa warunki: jeden obóz musi kontrolować państwo, a w tym obozie musi być siła, która będzie do tego parła, która będzie zdolna nawet szantażować koalicjantów.
Poświęcił pan 20 lat na to, żeby pańska siła polityczna doszła do takiego momentu. Dlaczego pana w niej nie ma?
Jestem na takim etapie życia, w którym muszę się niestety zająć swoimi sprawami osobistymi. Ale piszę książkę na temat zmian społeczno-politycznych. Chcę nią przestrzec przed sytuacją, w której prawica znów obejmie władzę i nic z tą władzą nie zrobi, tak jak PiS nic nie zrobił po 2015 r.
Nie kupuję tego. Wycofał się pan z polityki tuż przed wyborami w 2023 r. Jaki był tego powód?
Tryb życia, który prowadziłem do tamtej pory, niestety miał bardzo złe skutki dla mojego zdrowia.
Pojawiły się informacje, że trafił pan do szpitala. Czy to jest prawda?
Prawda.
Pojawiły się też informacje, że są w obiegu kompromitujące pana materiały dotyczące życia prywatnego. Czy to jest prawda?
Nie ma żadnych materiałów rozumianych jako taśmy, nagrania ani tego typu rzeczy.
Taka narracja pojawiła się na Twitterze. Konkretne osoby, w tym aktywista Bart Staszewski, pisały o filmikach.
Wycofał się z tego kilka miesięcy później, już oczywiście mniej spektakularnie, w wywiadzie dla Onetu. Nie ma takich nagrań, nie ma takich taśm.
Zapowiadał pan wtedy pozwy. Ile pozwów pan złożył?
Po wycofaniu się Staszewskiego i po naradzie z prawnikami zdecydowałem się nie składać pozwów. Te tweety były skonstruowane dwuznacznie, można było je wielorako rozumieć. Prawnicy doradzili mi, żebym odpuścił.
Skąd wzięły się plotki o pana życiu erotycznym? Kto był ich źródłem?
Nie wiem, kto takie plotki puszczał w przestrzeń publiczną. Natomiast tryb życia, jaki przez lata prowadziłem – takiego zawodowego rewolucjonisty z intensywnym życiem towarzyskim, nierzadko zakrapianym, z pewnością odegrał swoją rolę.
Koledzy z Ruchu Narodowego objęli pana z jakiegoś powodu infamią. Próbowałam znaleźć wydarzenia, na które pan był zaproszony od tego czasu. Nie znalazłam.
Wycofałem się z czynnego życia politycznego, w tym z zaangażowania w Ruch Narodowy, wyraźnie to komunikując.
Czytaj także: Jak Bruksela pasie alt-prawicę. "Braun się modli o zakaz kotłów gazowych"
Ale to nawet nie z życia politycznego, tylko jakichkolwiek spotkań. Na Marszu Niepodległości mógł pan pomachać ze sceny jako jego twórca. To się nie wydarzyło.
Nie aspirowałem do tego, wycofanie się nastąpiło za obopólnym porozumieniem. Ja zawsze byłem zaangażowany w 100 proc. w to, co robiłem, i zaangażowanie na 20 proc. stałoby w sprzeczności z tym, jak działam. Zacząłem nowy rozdział w życiu, jemu się poświęcam, tym bardziej, że problemy zdrowotne się cały czas odzywają.
Rozmawia pan z Krzysztofem Bosakiem?
Tak.
Jedyną osobą z Konfederacji, która w ostatnich miesiącach publicznie z panem wystąpiła, był Sławomir Mentzen w swoim podcaście.
Rzeczywiście, jak zobaczył, że robię kanał na YouTube, to zaprosił mnie do swojego podcastu.
Do którego z nich jest panu dziś bliżej?
To są dwie zupełnie różne osobowości. Jeśli chodzi o głęboką analizę rzeczywistości, to chyba lepiej rozmawia mi się z Krzysztofem Bosakiem. Jeśli chodzi o podejmowanie czasami nawet ryzykownych decyzji, to mój temperament jest bliższy Mentzenowi.
W państwie Konfederacji Bosak byłby prezydentem, Mentzen premierem?
Daj Boże.
A z panem? Co będzie?
Świeżo przeszedłem operację, na razie czekam, aż będę mógł normalnie poćwiczyć. Poświęcam więcej czasu rodzinie, mam wreszcie czas poukładać z dziećmi wszystkie zestawy klocków. Pracuję nad książką, w której chcę opisać fundamentalne zmiany naszego życia społecznego i współczesnej cywilizacji oraz upadek liberalnej demokracji, który gwałtownie postępuje na całym świecie. A na kanale youtube'owym, który prowadzę, będę dalej zachęcał do pogłębionej analizy procesów społeczno-politycznych i odważnego reformowania państwa.
[

Chiński szok 2.0. „Oni nas pożerają. Wycinają firmy w całej Polsce”](/news/chinski-szok-2-0-i-wojna-handlowa-europa-traci-przemysl-zagrozona-jest-tez-polska)
[

Jak Bruksela pasie alt-prawicę. "Braun się modli o zakaz kotłów gazowych"](/news/jak-bruksela-upasla-brauna-on-sie-modli-o-ets2-i-zakaz-kotlow-gazowych)
[

„Ten kraj nie ma mózgu”. Jak Polska marnuje KPO](/news/na-co-poszly-miliardy-z-kpo-rozsmarowalismy-je-jak-maslo-po-chlebie)