RAK
    Odchodzi z ratusza. To ona przez lata zarządzała Warszawą

    Odchodzi z ratusza. To ona przez lata zarządzała Warszawą

    3219 odsłon
    Odchodzi z ratusza. To ona przez lata zarządzała Warszawą

    Mr. Y — Kogoś trzeba było poświęcić. Rafał Trzaskowski ma nad Donaldem Tuskiem tę przewagę, że przynajmniej udaje przejętego aferą w Szpitalu Południowym. Dymisja Kaznowskiej nie rozwiązuje jednak problemów miasta. Jak twierdzą nasi rozmówcy: być może nawet wręcz przeciwnie.

    Kogoś trzeba było poświęcić. Rafał Trzaskowski ma nad Donaldem Tuskiem tę przewagę, że przynajmniej udaje przejętego aferą w Szpitalu Południowym. Dymisja Kaznowskiej nie rozwiązuje jednak problemów miasta. Jak twierdzą nasi rozmówcy: być może nawet wręcz przeciwnie.

    Renata Kaznowska i Rafał Trzaskowski

    Renata Kaznowska pracowała w ratuszu ponad 30 lat (fot. DOMINIKA CHMURA/ARENA AKCJI/NEWS / Newspix)

    • W ratuszu była niemal od zawsze: zaczynała w 1994 roku, pełniąc w stolicy rozmaite funkcje. Fotel wiceprezydenta objęła jeszcze za rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz.
    • Choć była spoza politycznych układów, Trzaskowski ufał Renacie Kaznowskiej na tyle, że niemal w całości oddał jej kierowanie stolicą.
    • Twarda, nieprzejednana, w ostatnich latach skupiła się głównie na... lobbowaniu na korzyść deweloperów.
    • Nie pełniła formalnie nadzoru nad Szpitalem Południowym. Została "poświęcona", by prezydent Warszawy nie musiał wyrzucać kolegi ze szkolnych czasów.

    Kompetentna. Rzeczowa. Pracowita. 

    Nawet ci, którym z Kaznowską niespecjalnie po drodze, mówią o niej raczej pozytywnie. – To pewnie jedna z najlepszych urzędniczek w Polsce. Bardzo doświadczona, niezwykle skuteczna – słyszymy od człowieka, który przez kilka lat pracował z nią w stołecznym ratuszu. 

    „Skoro odchodzi Renata Kaznowska, kto teraz będzie zarządzał Warszawą?” – zapytał ironicznie Patryk Słowik na portalu X. – Trafił w punkt – przekonuje nasz rozmówca. – Dużo rzeczy można o niej powiedzieć, na pewno nie jest osobą krystalicznie czystą, ale wyręczała Trzaskowskiego w większości zadań.

    Czytaj też: Afera w Szpitalu Południowym: Czy wpłynie na wybory 2027? Sondaż SW Research 

    Reprezentant Polski

    Tajemnicą poliszynela jest, że prezydent Warszawy traktuje swoją funkcję dość lekko. Raczej „reprezentant” niż „gospodarz”. Czasem gdzieś podjedzie, nagra jakiś filmik, zanuci Jamiroquai, odda się kampanii, ale gdy może, całym sobą manifestuje, że Warszawa to tylko przystanek na drodze do wielkiej politycznej kariery. Nawet teraz, nawet gdy wiadomo, że pociąg przecież dawno już odjechał. Bez niego, rzecz jasna.

    W idealnym świecie, do dymisji podałby się sam Trzaskowski. W nieco bardziej sprawiedliwym: pewnie poleciałby ten, który – przynajmniej w teorii – sprawował nad feralną placówką na Ursynowie oficjalny nadzór. No ale Tomasz Mencina to kolega z podstawówki. Znają się z prezydentem od dziecka. Po co poświęcać jego, skoro można kogoś innego? Ludziom obojętne, liczy się „gest”. 

    Pożegnano się więc z Aldoną Machnowską-Górą. Pożegnano się też z Kaznowską. Ani jednej, ani drugiej nie miał kto bronić. – Kierwiński, który sprawuje faktyczny nadzór nad miastem, Kaznowską to nawet trochę gardził – słyszymy. – Źle to zabrzmi, ale on nie lubi takich kompetentnych ludzi. Sam otacza się raczej usłużnymi, co klęczą na sam jego widok. To jest ważniejsze niż to, że ktoś coś potrafi. 

    Trzaskowski ją cenił, bo wyręczała go w większości zadań, ale nie była „jego”. Ratusz wypełniony jest ludźmi o umiarkowanych kompetencjach, których łączy fakt, że z prezydentem skądś się znają, z jakiegoś powodu lubią – i wystarczy. Ot, zaufanie nad umiejętności. Tu ten klucz nie obowiązywał.

    Kaznowska to „wynalazek” Hanny Gronkiewicz-Waltz. W strukturach miejskich działa od 1994 roku. Wykazywała się na różnych polach, zarządzała m.in. Pałacem Kultury i Nauki, a swego czasu awansem pobłogosławił ją nawet Lech Kaczyński. U Gronkiewicz-Waltz nie przebiłaby się pewnie nigdy, gdyby nie – o ironio! – afera, która w 2016 roku zatrzęsła miastem. 

    Poszło o działki, m.in. na Chmielnej. Wylało reprywatyzacyjne szambo, które zakończyło prezydencką karierę byłej szefowej NBP. Próbując się ratować, trochę jak teraz Trzaskowski, uznała, że wykona krok najłatwiejszy, najbardziej oczywisty – poświęci bliskich współpracowników. Poleciały więc głowy dwóch wiceprezydentów: Jarosława Jóźwiaka i Jacka Wojciechowicza. 

    Na ich miejsce trzeba było wymyślić kogoś nieskażonego całym tym zamieszaniem, z dobrą kartą urzędniczą, może też, nie zaszkodzi przecież, z jakąś wiedzą i umiejętnościami. Gronkiewicz-Waltz niechętnie otaczała się kobietami. Kaznowską jej „zasugerowano”, wepchnięto, ale nie miała w ręku kart, by dyktować warunki. Zaprosiła młodszą koleżankę do ratusza.

    „Zna Warszawę jak własną kieszeń, zna każdą ulicę i każdy kamień” – chwaliła nową podwładną.

    W nowym rozdaniu Kaznowska otrzymała niezwykle trudny i kapitałochłonny pion: nadzór nad Biurem Infrastruktury, Biurem Drogownictwa i Komunikacji oraz Biurem Sportu. Pod jej pieczę trafiły też m.in. Zarząd Transportu Miejskiego (ZTM) czy Zarząd Dróg Miejskich (ZDM).

    „Kto, jak nie Renata?!”

    Że była właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, niech świadczy fakt, że Trzaskowski – już po przejęciu władzy – nie tylko nie zastąpił jej jakimś kolegą z liceum, ale wręcz… poszerzył kompetencje. 

    „Kto, jak nie Renata?!” – pytał retorycznie, wrzucając doświadczoną urzędniczkę na kolejne miny. Gdy wybuchały strajki nauczycieli – na konferencję prasową szła Kaznowska. Gdy brakowało miejsc w liceach – to ona tłumaczyła się przed wściekłymi rodzicami. Gdy nadeszła pandemia, a miejskie szpitale pękały w szwach, to ona spinała logistycznie zarządzanie kryzysem. 

    Mogło być gorzej. Tusk postawił ultimatum, Trzaskowski pokazał sprawczość

    Jak ważną rolę pełniła, Trzaskowski potwierdził ostatecznie tuż przed startem w wyborach prezydenckich. To Renatę Kaznowską wyznaczył jako pierwszą zastępczynię: co nie jest bez znaczenia, bo gdyby wygrał z Karolem Nawrockim, właśnie ona zastąpiłaby go w roli prezydenta Warszawy. 

    – Ale tylko na chwilę – przekonują nasi rozmówcy. – Renata ma za słabe „plecy” w partii, by marzyć o takim stanowisku. Jednocześnie jest na tyle mądra, by wiedzieć, że nie ma potrzeby zdradzania podobnych ambicji. 

    Wiedziała, że nie ma sensu się wychylać. Gdy jakiś czas temu przeprowadzono w Warszawie sondaż, z którego wynikało, że mogłaby wygrać ewentualne wybory na prezydenta miasta, podjęła wszelkie wysiłki, by z podobnymi pomysłami jej nie łączono. „Nie wiem, po co robione są takie sondaże i czemu ma to służyć. Nie mam i NIGDY mieć nie będę takich planów” – skomentowała stanowczo.

    Ta od deweloperki

    Wśród polityków, zwłaszcza w Warszawie, znana jest jako „ta od deweloperki”. To nie komplement. Reprezentując interesy najbogatszych, od lat mniej lub bardziej oficjalnie przepycha się m.in. z aktywistami ze stowarzyszenia „Miasto Jest Nasze”. 

    – Dała się poznać jako promotorka działań deweloperów i takiej dość agresywnej polityki w tym aspekcie – mówi wprost Eryk Byczyński, przewodniczący MJN. Gdy w życie weszła kontrowersyjna specustawa „Lex Deweloper”, wiceprezydent zyskała potężne narzędzie. Procedura, która w teorii miała pozwalać na omijanie planów zagospodarowania przestrzennego tylko w wyjątkowych przypadkach, w Warszawie stała się sposobem na systemowy handel. Symbolem tej polityki stała się m.in. forsowana przez Kaznowską ekstensywna zabudowa w okolicach Kanału Żerańskiego oraz głośny spór o osiedle przy Potoku Golędzinowskim. 

    – Najgorsze jest to, że trudno było jej cokolwiek przetłumaczyć. Jeśli zawzięła się, że coś musi przejść, nie przyjmowała żadnej formy sprzeciwu – żali się Byczyński.

    [

    Trzaskowski zdradził sygnalistę. Ujawniamy wewnętrzną dokumentację urzędników](/news/zwolniony-sygnalista-z-zdm-dokumenty-przecza-oficjalnej-wersji-urzedu-i-trzaskowskiego)

    [

    Miejskie spółki bez polityków? Trzaskowskiego czeka „zderzenie ze ścianą”](/news/afera-w-szpitalu-poludniowym-trzaskowskiego-czeka-zderzenie-ze-sciana)

    [

    Poleciały głowy u Trzaskowskiego. Swój stołek uratował jeden człowiek](/news/dymisje-w-warszawskim-ratuszu-dwie-wiceprezydentki-odchodza)

    Głośno zrobiło się o niej zwłaszcza w lipcu ubiegłego roku, gdy zaciekle walczyła o zniesienie zapisu, który zobowiązywał deweloperów do przygotowywania co najmniej 1,5 miejsca parkingowego na mieszkańca. Tłumaczyła, że „to podnosi ceny inwestycji”. 

    Polityczni oponenci, ale również przedstawiciele niektórych partii koalicji rządzącej, przekonywali, że… to dobrze. – Im wyższe koszty inwestycji ponosi deweloper, tym więcej pieniędzy idzie do miasta – tłumaczono. Działania Kaznowskiej nazywano wprost „szkodą dla Warszawy i Warszawiaków”. 

    – Żyła dobrze z deweloperami, nawet bardzo dobrze. Ale czy coś z tego miała? Nikt jej za rękę nie złapał – zauważa nasz rozmówca, były współpracownik pani wiceprezydent, który pragnie pozostać anonimowy. 

    Zgodnie z oficjalnymi danymi za 2025 rok, Kaznowska zarobiła w ratuszu 414 tys. złotych (prawie 35 tys. miesięcznie!), co stanowiło kwotę o ponad 150 tys. złotych wyższą od… pensji Trzaskowskiego. Skromne 80 tys. złotych wpłynęło też na jej konto z tytułu zasiadania w radzie nadzorczej Metra Warszawskiego. Przez komentatorów sceny politycznej była jednoznacznie określana mianem menedżerskiej i finansowej arystokracji polskiego samorządu.

    Czytaj również: Afera w Szpitalu Południowym. Szokujące słowa Kandyby w Kanale Zero

    – Nie zginie. Jeśli podała się do dymisji, to znaczy, że poświęciła się dla sprawy. To na pewno zostanie docenione – przekonuje nasz rozmówca. – Jeśli nie ma już czegoś uszykowanego, to lada moment dostanie jakąś ciepłą posadkę. Pewnie z jeszcze lepszą pensją.

    Pomimo szopki podczas Rady Miasta, która ostatecznie przekreśliła szanse Kaznowskiej na jakąkolwiek karierę polityczną (a przynajmniej: wzbicie się ponad rolę urzędniczki z drugiego planu), nie brak głosów, że jej odejście może stolicy zaszkodzić. W urzędzie roi się przecież od aparatczyków Kierwińskiego i kolegów Trzaskowskiego ze szkolnych ław, podekscytowanych perspektywą awansu. 

    Tylko rządzić nie ma komu.

    Artykuł sponsorowanyAD
    PKO BPBlisko Ciebie, blisko Twoich spraw