RAK
    Instytut Pileckiego miał podbić Manhattan. Przyniósł straty, sprawdzają go CBA i prokuratura

    Instytut Pileckiego miał podbić Manhattan. Przyniósł straty, sprawdzają go CBA i prokuratura

    930 odsłon
    Instytut Pileckiego miał podbić Manhattan. Przyniósł straty, sprawdzają go CBA i prokuratura

    Piotr Barejka — Publiczne miliony na rozpoczęcie działalności, prestiżowy adres na Manhattanie i kary sięgające setek tysięcy dolarów za niedopełnienie warunków umowy. Ujawniamy, co działo się wokół nowojorskiej filii Instytutu Pileckiego. Dziś trwa spór o odpowiedzialność za milionowe straty, a

    Publiczne miliony na rozpoczęcie działalności, prestiżowy adres na Manhattanie i kary sięgające setek tysięcy dolarów za niedopełnienie warunków umowy. Ujawniamy, co działo się wokół nowojorskiej filii Instytutu Pileckiego. Dziś trwa spór o odpowiedzialność za milionowe straty, a prokuratura, CBA i NIK sprawdzają możliwe nieprawidłowości.

    Kulisy działania filii Instytutu Pileckiego w Nowym Jorku.

    Kulisy działania filii Instytutu Pileckiego w Nowym Jorku. (fot. Albert Zawada, Marcin Gadomski, Leszek Szymański / zdjęcie siedziby: Pilecki Institute NYC / PAP)

    • Dyrekcja Instytutu Pileckiego oskarża poprzedników o niegospodarność przy powoływaniu amerykańskiej filii. Chodzi o ok. 2,6 mln zł.
    • IP musiał płacić wysoki czynsz za lokal. Nie wyrobił się z otwarciem siedziby na czas, więc dodatkowo był obciążany karami wynikającymi z umowy najmu.
    • Zdaniem poprzednich władz instytucji sytuacja to efekt politycznego paraliżu. Obecne mówią za to o fatalnym zarządzaniu i ukrywaniu dokumentów.
    • Jak przyznają zarządzający instytutem, resort kultury, zamiast pomóc, spowalniał ich działania. Instytutem Pileckiego zajmują się Centralne Biuro Antykorupcyjne, Najwyższa Izba Kontroli i prokuratura. 

    Instytut Pileckiego to państwowa instytucja badająca historię XX wieku. Podlega Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Początkowo działa – oprócz Polski – w Niemczech i Szwajcarii. Z czasem miały powstać filie w kolejnych krajach.

    W ramach planowanej ekspansji w USA, w lipcu 2022 r. powstała spółka Pilecki Institute, której jedynym udziałowcem został polski Instytut Pileckiego. Wkład do spółki wyniósł w dwa lata 39 mln zł. Swoją misję nowojorski oddział miał realizować w prestiżowej okolicy, tuż obok słynnego Wall Street, w budynku przy Greenwich Street.

    [

    Resortowy „czyściciel” muzeów? W tle oskarżenia o nękanie, zastraszanie i dyskryminację](/news/piotr-rypson-zarzuty-o-mobbing-nekanie-i-odwolywanie-dyrektorow-muzeow-kulisy-konfliktow-w-ministerstwie-kultury)

    [

    Marta Cienkowska: Czego państwo oczekują? Że zadzwonię do dziennikarza TVP i powiem: „to mi się nie podoba”?](/news/zero-marta-cienkowska-czego-panstwo-oczekuja-ze-zadzwonie-do-dziennikarza-tvp-i-powiem-to-mi-sie-nie-podoba)

    [

    Z resortu na Wawel. Była minister kultury ma nową pracę](/news/byla-ministra-ma-nowa-prace-hanna-wroblewska-zatrudniona-w-muzeum-na-wawelu)

    Nieruchomość odwiedził w październiku 2023 r. ówczesny minister kultury Piotr Gliński, który przekonywał, że tak prestiżowa lokalizacja to konieczność. – Musimy mieć miejsce, gdzie przychodzą Nowojorczycy, turyści z całego świata – tłumaczył. I zapowiadał, że oddział w Nowym Jorku będzie „opowiadał polską historię”. 

    Umowę na najem zawarto z firmą Thor Equities na przełomie 2023 r. i 2024 r. Początkowo miesięczna stawka za przeszło 3 tys. metrów kwadratowych wynosiła ok. 135 tys. dol., czyli ponad 500 tys. zł. W umowie znalazł się też zapis, że otwarcie siedziby powinno nastąpić do 8 lipca 2025 r. W przypadku opóźnień przewidziano kary. Umowę zawarto na 15 lat. Nawet gdyby rozwiązano ją wcześniej, właściciel i tak mógłby żądać zapłaty za cały okres objęty umową, czyli nawet 27 mln dol. (ponad 101 mln zł). 

    Niepewny los i zwrócone miliony

    W listopadzie 2024 r. Hanna Wróblewska, ówczesna minister kultury w rządzie Donalda Tuska, wymieniła dyrektora Instytutu. Nowym został Krzysztof Ruchniewicz. Miesiąc później Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nakazało zwrócić Instytutowi 15 mln zł, które miały iść na remont siedziby w USA. Na stole pojawił się także scenariusz likwidacji amerykańskiej spółki. 

    Stan zawieszenia trwał przez kolejne miesiące, wynajęty w USA lokal stał pusty, a mimo to spółka słono płaciła za jego utrzymanie. Remont rozpoczął się dopiero w połowie sierpnia 2025 r., a o pieniądze na jego przeprowadzenie władze IP zwróciły się do MKiDN dopiero pod koniec sierpnia. Instytut płacił już wtedy wynajmującemu kary finansowe za to, że placówki nie otwarto. 

    Wnętrze filii Instytutu Pileckiego w Nowym Jorku. (fot. Facebook / Pilecki Institute NYC)

    Również w sierpniu doszło do kolejnej zmiany dyrektora. Kolejna minister kultury, Marta Cienkowska, tłumaczyła, że powodem odwołania Ruchniewicza, który odszedł w atmosferze skandalu, były „wadliwe zamierzenia programowe, polityka komunikacyjna i decyzje zarządcze”. Jego miejsce zajął Karol Madaj, który Instytutem rządzi do dzisiaj.

    Minister Cienkowska dopiero pięć miesięcy później ogłosiła, że na placówkę w Nowym Jorku MKiDN przekaże 25,8 mln zł. Otwarcie nowojorskiej siedziby nastąpiło w grudniu 2025 r. W związku z tym od lipca do grudnia Instytut, przez kary umowne, stracił blisko 700 tys. dolarów – ponad 2,6 mln zł po obecnym kursie. 

    Nowa dyrekcja złożyła zawiadomienie do prokuratury, w sprawie działają również NIK i CBA.

    Amerykański deal 

    Kontrowersyjną umowę na najem siedziby w Nowym Jorku podpisał Wojciech Kozłowski, jeden z twórców Instytutu Pileckiego, wieloletni dyrektor tej jednostki, który wtedy pełnił rolę CEO amerykańskiej spółki Pilecki Institute. Dziś broni swojej decyzji. 

    – W Ameryce inaczej się robi deale niż w Polsce. Instytut dołożył wszelkich starań, żeby zweryfikować jakość tej umowy, obsługiwała nas renomowana kancelaria prawna. Zdaniem prawników warunki były standardowymi rozwiązaniami w Nowym Jorku, a w szczególności na Manhattanie – mówi w rozmowie z Zero.pl. 

    Kozłowski tłumaczy, że opóźnienia, a co za tym idzie kary umowne, były wynikiem paraliżu decyzyjnego w Warszawie. – Nowa ekipa nie miała pomysłu, co zrobić z Instytutem Pileckiego, a to powodowało, że żadne decyzje nie mogły być podjęte. Były blokady decyzyjna i koncepcyjna.

    O torpedowanie działań Instytutu Pileckiego oskarża kierownictwo resortu kultury. – W styczniu 2024 r. wpłynęło pismo od ministra Sienkiewicza, który wezwał dyrektor Gawin do tego, żeby nie robiła nic poza zwykłym zarządem. Wiadomo było, że w momencie, kiedy USA wymagają intensywnego zaangażowania i działania, nałożenie tego rodzaju ograniczeń spowoduje paraliż – stwierdza. – To pismo zostało odwołane już przez Hannę Wróblewską na przełomie maja i czerwca, wtedy mogliśmy coś zdziałać. Na początku listopada 2024 r. przyszedł nowy dyrektor (Ruchniewicz – przyp. red), po miesiącu wydał mi polecenie, abym nie podejmował żadnych działań w USA. Okno na działanie to było sześć miesięcy – podkreśla. 

    Więcej pytań niż odpowiedzi

    W lutym 2025 r. stery po Kozłowskim w amerykańskiej spółce przejął na krótko, bo do czerwca 2026 r., Piotr Franaszek. – Nie było programu, nie było przygotowanych wystaw, nie było właściwie nic poza bardzo kosztownym lokalem – mówi. Kwestionuje sposób zawarcia umowy i sam model najmu. – Rozmawialiśmy z osobami znającymi nowojorski rynek i słyszeliśmy, że standardem są umowy na pięć lat z możliwością przedłużenia – przekonuje. Dodaje, że w marcu 2025 r. wszystko musiał zaczynać od nowa.

    Piotr Franaszek (z lewej) w Instytucie Pileckiego w Nowym Jorku. (fot. Facebook / Pilecki Institute NYC)

    – Przez wiele miesięcy nie było pieniędzy na remont. Negocjowaliśmy z właścicielem, przesuwaliśmy płatności, przygotowywaliśmy otwarcie, planując je na listopad. Ostatecznie 1 grudnia 2025 r. uruchomiliśmy pierwszą ekspozycję, postulując w negocjacjach, a nawet grożąc właścicielowi mediacjami sądowymi, jeśli nie uznałby lokalu za otwarty.

    Instytut czekał i tracił 

    Obecna dyrekcja Instytutu sprawy widzi nieco inaczej. 

    Karol Madaj twierdzi, że gdy obejmował funkcję p.o. dyrektora IP na przełomie sierpnia i września 2025 r., nie został przez Franaszka poinformowany o skali kryzysu w Nowym Jorku. – Zapewniał mnie, że wszystko jest pod kontrolą, a kary dotyczą wyłącznie lipca i sierpnia. Później okazało się, że skala problemu była znacznie większa – relacjonuje. 

    Według Madaja kary naliczane były od lipca do początku grudnia 2025 r. Podkreśla, że opóźnienie miało dwa główne źródła, czyli późne podjęcie decyzji odnośnie do przyszłości nowojorskiej spółki oraz brak pieniędzy po tym, jak w 2024 r. IP musiał zwrócić do MKiDN 15 mln zł. Nowy wniosek o finansowanie złożono dopiero pod koniec sierpnia 2025 r., gdy naliczono już pierwsze kary umowne.

    Zdaniem Madaja największym problemem był jednak brak realnej kontroli właścicielskiej nad spółką.

    – Struktura, jaką zastałem, była kuriozalna. Jedna osoba, Piotr Franaszek, była członkiem zarządu spółki i podejmowała decyzje zarządcze, ta sama osoba je wykonywała i w imieniu właściciela nadzorowała własne działania – mówi. Jak twierdzi, mimo odwołania pełnomocnictwa Franaszkowi, dyrekcja Instytutu nadal nie mogła uzyskać podstawowych dokumentów. – Ani faktur, ani umów, ani wykazów płatności. Słyszeliśmy tylko, że spółka ma autonomię i nie musi nam niczego udostępniać. 

    Według Madaja przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy Instytut uzależnił przekazanie kolejnych środków od ujawnienia dokumentacji finansowej. – Powiedzieliśmy: „pieniądze dostaniecie dopiero wtedy, gdy pokażecie wykazy płatności i faktury”. To było ryzykowne, ale nie mieliśmy już innego narzędzia. Kiedy zobaczyliśmy pierwsze dokumenty, okazało się, że kary są znacznie wyższe niż nas zapewniano, a w spółce mogło dojść do szeregu nieprawidłowości. 

    W efekcie Madaj odwołał dotychczasowe kierownictwo amerykańskiej spółki i w czerwcu 2026 r. złożył zawiadomienie do prokuratury. W piśmie czytamy, że osoby zarządzające spółką Pilecki Institute (USA) mogły nadużyć uprawnień i nie dopełnić obowiązków, co spowodowało „szkodę majątkową co najmniej znacznych rozmiarów”. Prokuraturę zaalarmowano zarówno o stratach opiewających na blisko 700 tys. dol. związanych z karami umownymi, jak i o „szeregu wypłat z rachunków bankowych” bez uchwał zarządu, które uprawniałyby do tych wydatków. Łączna kwota tych wypłat to ponad 33 tys. dol. Pieniądze przelewano na konto firmy, która w nowojorskiej spółce przeprowadzała audyt.

    700 tys. to nie wszystko

    Po zmianach do rady dyrektorów spółki Pilecki Institute weszła między innymi Hanna Radziejowska, kierowniczka berlińskiego oddziału IP. Przekonuje, że pełną skalę wydatków i zobowiązań powinno wyjaśnić niezależne postępowanie kontrolne. Według niej najważniejsze wydaje się ustalenie przyczyny blisko 700 tys. dol. kar za opóźnienia.

    – Okazało się, że oddział w Nowym Jorku wydał ponad 100 tys. dol. na prace kuratorskie i graficzne zlecone spółce należącej do jednego z członków zarządu. Ponadto przeznaczono kilkaset tysięcy dolarów na ekspertyzy oraz konsultacje prawne i finansowe.

    Jako kolejny przykład wątpliwych wydatków podaje wystawę sztuki współczesnej zorganizowaną w filii. – Wyliczyliśmy, na podstawie znalezionych i w większości nieopłaconych faktur, że kosztowała 2,5 mln zł. Było to z pewnością duże i ambitne przedsięwzięcie, ale nie należy ono do priorytetowych zadań Instytutu Pileckiego – twierdzi. I podkreśla, że jej zdaniem środki publiczne powinny być przeznaczane przede wszystkim na działalność w pełni zgodną z misją instytucji.

    Franaszek jednak odpowiada, że umowa zawarta z firmą współpracującą z Wojciechem Radtkem, wspomnianym członkiem zarządu, nie była próbą wyprowadzenia pieniędzy. – To skandaliczny zarzut. Było to najszybsze i najtańsze rozwiązanie. Wojtek w swoim zakresie odpowiadał za projektowanie wystaw, nadzór nad remontem, wyposażeniem, stronę internetową, grafikę. Zatrudniał dodatkowy zespół. Szukanie nowej firmy, zwłaszcza w USA, oznaczałoby większe koszty i kolejne opóźnienia – tłumaczy. Jak dodaje, możliwość zawarcia takiej umowy miały potwierdzać opinie prawne.

    Franaszek utrzymuje również, że kwota strat jest niższa niż twierdzi obecna dyrekcja. – Informowałem Karola Madaja w zeszłym roku, że naliczono pierwsze kary, a kolejne udało się zawiesić w toku negocjacji – twierdzi. – Roszczenia wrócą, jeśli Instytut Pileckiego nie zapewni finansowania. Karol Madaj sam o tym pisał do ministerstwa w październiku, co potwierdza, że był świadomy sytuacji.

    Pisma bez odpowiedzi 

    Gdy pytamy obecne władze Instytutu Pileckiego o odpowiedzialność za nieprawidłowości, Madaj i Radziejowska nie wskazują jednego winnego. – Odpowiedzialność ponosi wiele osób. Zarówno ci, którzy zarządzali spółką, jak i ci, którzy nie podejmowali decyzji, choć wiedzieli, jakie konsekwencje niesie ta umowa – ocenia Madaj. – Najbardziej boli mnie to, że departament resortu kultury, który powinien pomagać wyjaśnić tę sprawę, raczej spowalniał nasze działania – mówi.

    Madaj podkreśla, że jego pisma do resortu kultury pozostają bez odpowiedzi.

    – To bardzo poważny problem: nasz instytut w ministerstwie nadzoruje osoba (Piotr Rypson – przyp. red.), która w naszej ocenie jako dyrektor departamentu doprowadziła do paraliżu instytucji, gigantycznych strat polskiego podatnika i wadliwych decyzji w Nowym Jorku – zgadza się Radziejowska. – Pytanie, czy od dwóch lat odczuwalne paraliżowanie działań Instytutu Pileckiego i de facto próby likwidacji jego oddziałów to świadoma decyzja polityczna, czy rodzaj gry prowadzonej przez konkretne środowisko urzędników? – zastanawia się. 

    Radziejowska stwierdza, że problemy organizacyjne i finansowe sprawiły, że instytucja – zamiast realizować swoją misję – koncentruje się na gaszeniu kolejnych kryzysów.

    Ministerstwo umywa ręce 

    MKiDN na nasze pytania odpowiada wymijająco. Stwierdza, że Pilecki Institute USA nie jest jednostką organizacyjną resortu, lecz spółką zależną Instytutu Pileckiego, wobec której prawa właścicielskie wykonuje wyłącznie Instytut. Jak informuje resort, umowa najmu siedziby w USA została mu przekazana dopiero w lutym 2024 r., a cała dokumentacja – w listopadzie 2024 r. Powołuje się na audyt, który miał prowadzić ówczesny dyrektor Krzysztof Ruchniewicz, a jego przedmiotem była również umowa z Nowego Jorku. „Kierownictwo resortu kultury zobligowało dyrekcję Instytutu Pileckiego do podjęcia decyzji, które pozwoliłyby uniknąć konsekwencji finansowych i wizerunkowych” – czytamy dalej. 

    Ministerstwo podkreśla, że Ruchniewicz przedstawił program naprawczy i rozpoczął jego wdrażanie w sierpniu 2025 r. Następnie ministerstwo weryfikowało działania Instytutu, a „prace nad programem naprawczym” kontynuuje Karol Madaj. Równolegle na wniosek resortu w Instytucie prowadzona jest kontrola NIK, która ma trwać do stycznia 2027 r. Działania kontrolne dotyczą także spółki w Nowym Jorku. Ministerstwo potwierdza również, że w czerwcu 2026 r. otrzymało od Instytutu informacje o „kolejnych nieprawidłowościach” w amerykańskiej spółce oraz o zmianach w zarządzie. 

    „Do czasu zakończenia prowadzonych audytów, kontroli oraz postępowań wyjaśniających ministerstwo nie przesądza o odpowiedzialności poszczególnych osób ani o ostatecznej ocenie realizacji projektu. Wyniki tych postępowań będą podstawą do podjęcia dalszych działań pozostających w zakresie kompetencji ministra” – podsumowuje resort. 

    Dyrektor Departamentu Dziedzictwa Kulturowego Piotr Rypson odpowiedział na nasze pytania następująco:

    Odpowiedzi Piotra Rypsona. (fot. Zero.pl)

    Próbowaliśmy skontaktować się również z Krzysztofem Ruchniewiczem. Bezskutecznie.

    Pełne odpowiedzi resortu kultury:

    Pytania do resortu kultury. (fot. Zero.pl)

    Odpowiedzi resortu kultury. (fot. Zero.pl)

    Odpowiedzi resortu kultury. (fot. Zero.pl)

    Artykuł sponsorowanyAD
    PKO BPBlisko Ciebie, blisko Twoich spraw