
Konstanty Pilawa — Spór o to, czy Grzegorz Braun został objęty ekskomuniką, jest znacznie mniej interesujący niż reakcje, które wywołał. Liberalni komentatorzy po raz kolejny próbują opisać elektorat Konfederacji Korony Polskiej jako środowisko katolickich radykałów. Problem w tym, że rzeczywistość
Grzegorz Braun opublikował wpis zachęcający do udziału w wyjeździe do szwajcarskiego Ecône, gdzie odbyły się święcenia nowych biskupów Bractwa św. Piusa X. Święcenia te zostały przeprowadzone bez zgody papieża i wywołały stanowczą reakcję Watykanu. W konsekwencji biskupi, kapłani i częściowo także wierni związani z Bractwem zostali ukarani ekskomuniką.
Przeczytaj także: Schizma w Kościele. Czy Braun został ekskomunikowany?
To wystarczyło, by awangarda frontu Silnych Razem, reprezentowana przez Romana Giertycha i Tomasza Wiejskiego, stworzyła nową sensacyjną narrację. Zdaniem Giertycha i Wiejskiego Grzegorz Braun również został usunięty z Kościoła katolickiego. Miałby to być najlepszy dowód na to, że jego deklarowana katolicka pobożność jest jedynie polityczną pozą.
Jeśli tak, to czy partię Brauna czekają sondażowe turbulencje i utrata zaufania wyborców?
Wiejski w swoim komentarzu wpisuje się w retorykę opartą na dobrze znanym schemacie:
Grzegorz Braun nie jest jedynie najbardziej radykalnym politykiem na polskiej scenie, lecz także kimś, kto przynajmniej nie ukrywa swoich poglądów. W rzeczywistości jednak – sugeruje autor – każdy przedstawiciel prawicy, od Karola Nawrockiego przez Krzysztofa Bosaka i Jarosława Kaczyńskiego aż po Brauna, jest w gruncie rzeczy taki sam.
To dość spektakularny przykład demagogii, w którym buntownicze święcenia lefebrystów w Szwajcarii od dyskredytacji całej polskiej prawicy dzieli właściwie tylko przecinek.
Przypadek domniemanej ekskomuniki Brauna jest jednak o tyle nowatorski, że zarówno Wiejski, jak i Giertych – obaj deklarujący się jako katolicy – zdają się sugerować: drogi wyborco, jeśli chodzisz do Kościoła, musisz uważać, ponieważ ci, którzy na prawicy mają krzyż na ustach, w rzeczywistości gardzą Kościołem i jego moralnością. Niedopowiedziany wniosek jest oczywisty: katolicy, głosujcie na Tuska, aby te siły nie przejęły władzy.
Informacja o ekskomunice Brauna jest jednak mocno naciągana. Taki wniosek wynika z lektury dokumentów samego Watykanu. Nawet jeśli Braun sympatyzuje z niektórymi poglądami Bractwa św. Piusa X., krytykuje część reform Soboru Watykańskiego II czy okazjonalnie uczestniczy w Mszach sprawowanych przez kapłanów Bractwa, nie oznacza to automatycznie, że został objęty karą ekskomuniki.
Wiele zależy od indywidualnej sytuacji wiernego, jego intencji, przekonań oraz trwałego związania z działalnością Bractwa. Osoba praktykująca wyłącznie u lefebrystów i odrzucająca zwierzchnictwo papieża może podlegać karze ekskomuniki. Tego jednak o Braunie nie wiemy, dlatego nie możemy stwierdzić, że został nią objęty.
Cała ta narracja pokazuje jednak znacznie szersze nieporozumienie. W debacie publicznej funkcjonuje fałszywy stereotyp, zgodnie z którym na Grzegorza Brauna głosują przede wszystkim tradycjonalistyczni katolicy skłonni do teorii spiskowych, monarchizmu i apokaliptycznych wizji świata, przekonani, że Unią Europejską, a może nawet polskim państwem, rządzi Antychryst.
Liberalne media stworzyły mit „Ciemnogrodu 2.0”. Według tego wyobrażenia elektorat Grzegorza Brauna tworzą PiS-owcy „na sterydach”, którym całkowicie odjechał peron.