RAK
    Kto zmienił nazwy najważniejszych miejsc w Warszawie? Ekspert tłumaczy, jak doszło do incydentu w Google Maps

    Kto zmienił nazwy najważniejszych miejsc w Warszawie? Ekspert tłumaczy, jak doszło do incydentu w Google Maps

    1942 odsłon
    Kto zmienił nazwy najważniejszych miejsc w Warszawie? Ekspert tłumaczy, jak doszło do incydentu w Google Maps

    Marcin Darmas — W miniony weekend użytkownicy Google Maps mogli zauważyć kontrowersyjne zmiany nazw wielu znanych miejsc w Warszawie. Na mapach pojawiły się zmodyfikowane, często obraźliwe lub prowokacyjne określenia dotyczące ważnych instytucji publicznych, pomników oraz terenów rekreacyjnych.

    W miniony weekend użytkownicy Google Maps mogli zauważyć kontrowersyjne zmiany nazw wielu znanych miejsc w Warszawie. Na mapach pojawiły się zmodyfikowane, często obraźliwe lub prowokacyjne określenia dotyczące ważnych instytucji publicznych, pomników oraz terenów rekreacyjnych. Ekspert: to nadużycie dostępnej funkcjonalności.

    red-34

    Google Maps: fałszywe nazwy miejsc w Warszawie. (fot. Shutterstock)

    • W Google Maps zmieniono nazwy kilkunastu znanych miejsc i instytucji w Warszawie.
    • Ekspert ds. cyberbezpieczeństwa podkreśla, że nie doszło do włamania, lecz do nadużycia funkcji zgłaszania zmian.
    • Większość fałszywych oznaczeń została już usunięta, a sprawę mają wyjaśnić odpowiednie służby.

    Według dostępnych informacji nieznane osoby wykorzystały możliwość edycji danych w Google Maps, wprowadzając nieautoryzowane zmiany w nazwach obiektów. Incydent miał objąć co najmniej kilkanaście lokalizacji na terenie stolicy.

    Największe zainteresowanie wzbudziła zmiana nazwy Pałacu Prezydenckiego, który na pewien czas został oznaczony jako „Pałac Kibolski”. Z kolei Biuro Bezpieczeństwa Narodowego pojawiło się w serwisie pod nazwą „Biuro Bezpieczeństwa Kibolskiego”. Mogło to stanowić nawiązanie do informacji dotyczących kibicowskiej przeszłości prezydenta Karola Nawrockiego, opisywanych wcześniej przez media.

    Trzaskowski zdradził sygnalistę. Ujawniamy wewnętrzną dokumentację urzędników

    Dlaczego nie był to atak hakerski? Ekspert wyjaśnia

    – Tak naprawdę nie doszło do żadnego włamania ani wykorzystania luki w zabezpieczeniach. Google Maps od lat pozwala użytkownikom zgłaszać poprawki – można zaproponować zmianę nazwy miejsca, godzin otwarcia, adresu czy poinformować, że lokalizacja została zamknięta. To funkcja oparta na zaangażowaniu społeczności. Jeżeli odpowiednio duża liczba osób zgłosi tę samą zmianę, algorytmy mogą uznać ją za wiarygodną i ją opublikować – podkreśla w rozmowie z Zero.pl Kamil Porembiński, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa.

    Zmodyfikowano również nazwy innych rozpoznawalnych miejsc. Plac Piłsudskiego został oznaczony jako „Plac Dzierżyńskiego”, natomiast Pałac na Wodzie w Łazienkach Królewskich figurował pod nazwą „Pałac na wyspie Epsteina”. Zmiany dotknęły także m.in. Muzeum Powstania Warszawskiego oraz Grób Nieznanego Żołnierza.

    Niektóre z wprowadzonych określeń miały charakter wyraźnie obraźliwy. Wśród obiektów, których nazwy zostały zmienione w taki sposób, znalazł się również Pomnik Ofiar Tragedii Smoleńskiej z 2010 r.

    Fałszywe oznaczenia były widoczne dla użytkowników jeszcze w poniedziałkowy poranek. W ciągu dnia większość zmian została jednak usunięta, a nazwy przywrócono do prawidłowej formy.

    Na razie nie wiadomo, kto stoi za akcją. Okoliczności zdarzenia mają zostać wyjaśnione przez odpowiednie służby. Nie jest również jasne, w jaki sposób sprawcom udało się wprowadzić zmiany dotyczące tak dużej liczby obiektów w krótkim czasie.

    – Określanie tego mianem „ataku hakerskiego” jest przesadą. To raczej nadużycie dostępnej funkcjonalności. Takie rzeczy zdarzały się już wcześniej w różnych usługach internetowych opartych na zgłoszeniach użytkowników – podkreśla Porembiński.

    Incydent ponownie zwrócił uwagę na kwestie bezpieczeństwa i weryfikacji treści publikowanych w internetowych usługach mapowych, z których każdego dnia korzystają miliony użytkowników.

    – Codziennie wpływają setki tysięcy propozycji zmian. Nie da się tego wszystkiego sprawdzać ręcznie – zwraca uwagę nasz rozmówca.

    Przed szczytem NATO. Ameryka odchodzi, Europa nie jest gotowa

    Ekspert: platformy technologiczne muszą lepiej weryfikować zgłoszenia użytkowników

    Firmy opierają się na funkcjonowaniu algorytmów. Jeżeli wiele osób zgłasza tę samą zmianę, system zakłada, że najprawdopodobniej jest ona prawdziwa. W zdecydowanej większości przypadków to działa poprawnie, ale czasami prowadzi do takich wpadek.

    Wystarczy zorganizowana grupa użytkowników, która jednocześnie zgłosi tę samą zmianę. Nie trzeba przełamywać żadnych zabezpieczeń ani posiadać specjalistycznej wiedzy technicznej.

    – Takie przypadki pokazują, jak dużą odpowiedzialność ponoszą platformy technologiczne – zauważa Porembiński.

    Dopóki koszt dokładniejszej weryfikacji będzie dla platform niższy niż koszt naprawiania pojedynczych błędów, takie przypadki będą się zdarzały. Duże platformy technologiczne często akceptują pewien poziom pomyłek jako element kosztów prowadzenia swoich usług.

    [

    Polska wyda ponad 5 mld zł na cyberobronę. Minister ostrzega przed atakami Rosji](/news/polska-wyda-ponad-5-mld-zl-na-cyberobrone-minister-ostrzega-przed-atakami-rosji)

    [

    Hakerzy uderzyli w Galerię Uffizi. Włoskie służby badają sprawę, muzeum nie zaprzecza](/news/hakerzy-uderzyli-w-galerie-uffizi-wloskie-sluzby-badaja-sprawe-muzeum-nie-zaprzecza)

    [

    Zmiany w armii. Cyberwojsko ma nowego dowódcę](/news/polskie-cyberwojsko-mariusz-chmielewski-nowym-dowodca)

    Jeżeli chcemy, żeby sytuacja się poprawiła, potrzebna jest większa odpowiedzialność platform oraz realne konsekwencje za podobne nadużycia.

    Artykuł sponsorowanyAD
    PKO BPBlisko Ciebie, blisko Twoich spraw