
Golfowe święto w Kołczewie Ponad 120 zawodników walczyło w finale Mistrzostw Polski HCP w Amber Baltic Golf Club Gwiazdy zostawiły swój ślad w Międzyzdrojach Tłumy przy Alei Gwiazd, koncert i wyjątkowe chwile z artystami Za rok jubileuszowa 30. edycja festiwalu Dramatyczny pożar kamienicy przy
ikamien.pl • Wtorek [14.07.2026, 18:06:59] • Kamień Pomorski

fot. archiwum autora
Czasami mijając miejsca, przedmioty nie mamy świadomości, że kryje się za nimi ciekawa, oryginalna historia. Przykład? Tablica poległych w wojnie 1870-1871. Przez lata służyła w kościele w Trzebieszewie do…. zasłaniania dziury w wieży. Odrestaurowana odkrywa swoje tajemnice. Skrywała służbę w cesarskiej armii, krwawy szturm pod ogniem artylerii i śmierć daleko od linii frontu.
Pomniki poległych za „Króla i Ojczyznę” spotykamy na Pomorzu dość często. Pomnik tego typu stoi także przed kościołem w Trzebieszewie. Okazało się jednak, że zachował się jeszcze jeden świadek historii. Drewniana tablica z XIX wieku wymieniająca nazwiska, przydział wojskowy, miejsce walk i niestety także miejsce śmierci mieszkańców parafii Trzebieszewo w wojnach 1864–66 (wojna duńska oraz wojna austriacko-pruska) oraz w kampanii 1870–71 (wojna francusko-pruska).
Z okolic Trzebieszewa w walkach tych uczestniczyli:
- F. W. August Mittag – syn chłopa zagrodowego z Trzebieszewa. Fizylier w 5 Pomorskim Pułku Piechoty nr 42. Zmarł we Francji w miejscowości Mariant we Francji nad rzeką Ruhr
- Karl Tews – syn pracownika dniówkowego (parobka? Pracownika nieposiadającego własnej ziemi i pracującego za dniówkę na ziemi innych gospodarzy) z Jatek. Też fizylier w 5 Pomorskim Pułku Piechoty nr 42 (pułk stacjonował w Stralsundzie oraz Greifswaldzie i rekrutował żołnierzy właśnie z terenów Pomorza). Zmarł we Francji 22 stycznia 1871.
Trzecim żołnierzem uwiecznionym na tablicy jest Karl August Wilh Dobberphul.
Jemu poświęcimy najwięcej czasu. Bowiem przypadło mu w udziale być uczestnikiem tzw wielkiej historii.
Był synem mistrza krawieckiego z Trzebieszewa. Mieszkał w Dobropolu (gm Wolin). Co ciekawe niemiecka nazwa Dobropola to Dobberphul - identycznie jak nazwisko naszego żołnierza. Czy to jakiś błąd? Czy nie znano właściwego nazwiska Karla Augusta i wpisano mu nazwę rodzinnej wioski jako nazwisko? Czy dziwnym zrządzeniem losu jego nazwisko brzmiało tak samo jak nazwa wsi, w której mieszkał? Tego się już pewnie nie dowiemy.

fot. archiwum autora
Wiemy natomiast że Karl był fizylierem w 3. Pułku Piechoty Gwardii Cesarstwa (Królestwa) Niemieckiego. To nie byle jaka jednostka. To prawdziwa elita cesarskiej armii. Służący w Pułku rekrut nie mógł być przypadkowy. Do pułków pieszych Gwardii wcielano wyłącznie mężczyzn o nienagannym zdrowiu, wysokim wzroście i doskonałej kondycji. Z racji prestiżu jednostki, stanowiska oficerskie były niemal w całości zarezerwowane dla pruskiej arystokracji i junkrów. Pułk stacjonował na co dzień w sercu Prus – w twierdzy Spandau pod Berlinem. Żołnierze byli szkoleni do wykonywania zadań w warunkach najwyższego stresu bojowego. Wymagano od nich absolutnej dyscypliny i ślepego posłuszeństwa. Uczono ich nacierania w zwartych, paradnych formacjach, co miało łamać morale wroga, ale w 1870 roku okazało się śmiertelną pułapką.
Karl jako syn krawca z Trzebieszewa nie był oczywiście oficerem a jedynie zwykłym fizylierem (piechur). Jednak, skoro służył w tak elitarnym pułku musiał spełniać wyśrubowane wymagania. Z pewnością był zdrowym, wysportowanym, postawnym mężczyzną.
Z tablicy dowiadujemy się, że został ranny pod Gravelotte we Francji 18 sierpnia 1870. Tego dnia rozegrała się tam krwawa bitwa pod Gravelotte-St. Privat.
Było to największe i najbardziej krwawe starcie całej wojny francusko-pruskiej. Po stronie pruskiej walczyło około 188 tysięcy żołnierzy, po stronie francuskiej – około 112 tysięcy, Francuska armia zajęła potężne pozycje obronne na wzgórzach wokół miasteczek Gravelotte i Saint-Privat-la-Montagne. Pozycje te były ufortyfikowane, obsadzone liczną artylerią i zapewniały Francuzom doskonałe pole ostrzału na kilka kilometrów w przód. Dodatkowo Francuzi byli uzbrojeni w karabiny Chassepot. Była to broń odtylcowa o fenomenalnym jak na tamte czasy zasięgu skutecznym wynoszącym aż 1200–1500 metrów.
Dla porównania, pruskie karabiny odtylcowe Dreysego miały zasięg zaledwie 600 metrów.
Francuzi mogli bezkarnie dziesiątkować nacierających Prusaków na dystansie prawie kilometra, na którym ci drudzy nie byli w stanie nawet odpowiedzieć ogniem!

fot. archiwum autora
Krwawy szturm Gwardii
W dniu bitwy około godziny 17:00 dowodzący pruskim Korpusem Gwardii książę August Wirtemberski popełnił kardynalny błąd taktyczny. Błędnie ocenił, że francuskie pozycje w Saint-Privat zostały już rozbite przez pruską artylerię i wydał rozkaz do frontalnego ataku piechoty. 3. Pułk Piechoty Gwardii (a w nim bohater naszej opowieści) rozwinął się w gęste linie i ruszył pod górę, przez całkowicie otwarte, pozbawione jakichkolwiek osłon pola uprawne w kierunku Saint-Privat. Gdy Gwardia znalazła się około 1500 metrów od francuskich okopów, spadł na nią huraganowy, zorganizowany ogień z Chassepotów. Prusacy maszerowali ramię w ramię, stanowiąc gigantyczny, łatwy cel. Francuscy strzelcy wyborowi świadomie brali na cel wysuniętych przed szereg oficerów, aby sparaliżować strukturę dowodzenia. W ciągu pierwszych kilkunastu minut niemal wszyscy dowódcy kompanii i batalionów 3. Pułku Gwardii zostali zabici lub ciężko ranni.
Gdzieś w środku tego szaleństwa, rzezi i śmierci był Karl.
Weterani bitwy opisywali bitwę jako piekło pod Privat.
Jeden z weteranów 3. Pułku Gwardii, służący jako ochotnik, wspominał moment, w którym Francuzi otworzyli ogień:
„Dopiero co minęliśmy zarośla i wyszliśmy na otwarte pole, gdy powietrze przeszył dziwny, wysoki świst. Nikt z nas nie rozumiał, co to jest, bo wróg był tak daleko, że ledwo widzieliśmy zarysy ich pozycji. Chwilę później ludzie w pierwszych szeregach zaczęli upadać bez słowa. Kule z francuskich Chassepotów dziurawiły nasze płaszcze i rozbijały skórzane ładownice, zanim w ogóle pomyśleliśmy o uniesieniu broni. Dowódcy krzyczeli, by trzymać szyk, ale szeregi kurczyły się z każdą sekundą.”
Gdy pułk zbliżył się do Saint-Privat na odległość kilkuset metrów, francuski ostrzał stał się huraganowy. Francuzi celowali bezpośrednio w błyszczące elementy mundurowania oficerów i ordynansów. Weterani opisywali ten moment jako całkowitą utratę kontroli:
„Nasza kompania przestała istnieć jako zwarty oddział w ciągu dziesięciu minut. Kapitan von Helldorff padł ranny, chwilę później zginął porucznik trzymający dowództwo. Szliśmy naprzód w chmurze pyłu wzniecanego przez pociski mitraliez. Nie było już słychać rozkazów, tylko nieustanny jęk rannych i charczenie umierających. Ziemia wokół nas była dosłownie przeorana ołowiem.”
W odległości około 500 metrów od francuskich murów, zdziesiątkowany 3. Pułk Gwardii musiał ostatecznie przerwać marsz. Żołnierze rzucili się na ziemię, próbując kopać dołki osłonowe własnymi rękami i bagnetami:
„Ktokolwiek uniósł głowę choćby na centymetr, natychmiast dostawał postrzał. Leżeliśmy pośród ciał naszych kolegów, paleni sierpniowym słońcem, bez kropli wody, słuchając jak francuskie kule bezlitośnie uderzają w zwłoki służące nam za jedyną osłonę. W tym potwornym upale spędziliśmy godziny, czekając na zbawienie w postaci artylerii. To nie była walka, to było czekanie na śmierć.”
Dopiero wieczorem, dzięki wsparciu saskiego XII Korpusu, który obszedł francuską flankę, oraz zmasowanemu uderzeniu pruskiej artylerii, pozycje w Saint-Privat zostały ostatecznie zdobyte.
Około 19.30 wieczorem francuska armia ucieka „w dzikim nieładzie w kierunku doliny Mozeli.” Tam zostanie oblężona w Metz i później podda się pod Sedanem.
Tą nazwę i tą kapitulację Napoleona III znamy z historii. Upokorzenie Francji, tryumf i narodziny potęgi cesarstwa Prus. Drogą do tego zwycięstwa prowadziła przez 1500 m krwawych pól pod Saint-Privat
Cena zwycięstwa jest ogromna. „Spośród 8000 zabitych i rannych, których Korpus Gwardii stracił w tym gorącym dniu, 37 oficerów i 1065 ludzi należało do 3. Regimentu Gwardii. Szczególnie ucierpiał 2. Batalion, który ze stratą 16 oficerów i 513 ludzi może przypisać sobie smutną sławę poświęcenia ojczyźnie najwięcej ze wszystkich formacji wojskowych, które walczyły tego osiemnastego dnia”
Pojawiają się nawet pytania o sens frontalnego ataku na pozycje wroga. Marsz w zwartej kolumnie na odcinku około 1.5 km pod ostrzałem w paradnym szyku. Ramię przy ramieniu. Ale jak wspomniano w pułkowej kronice ”szturm został jednak nakazany, więc się dokonał – bo czyż w pruskiej armii kiedykolwiek pytano o to, czy rozkaz jest wykonalny, czy nie? A skoro w tym przypadku był wykonalny, to z pewnością żadne inne wojsko nie było do tego bardziej zdatne niż pruska Gwardia”

fot. archiwum autora
Brzmi to niemal jak szarża Picketa pod Gettysburgiem czy szarża Lekkiej Brygady.
Tak krwawe bitwy są okazją do wykazania się prawdziwą odwagą. „Z uzasadnioną dumą regiment spogląda na ten najwspanialszy dzień chwały w swojej historii i czci w pełnej szacunku pamięci imiona owych bohaterów, którzy przelewali krew pod jego sztandarami, oraz czyny niezrównanej sławy, jakie posłuszeństwo i samozaparcie, wierność obowiązkowi oraz ofiarność tutaj wywalczyły.”
Kronika Pułku wspomina kilka takich przypadków:
-Wszyscy ludzie prześcigali się w męstwie i oddaniu, a wielka jest liczba tych, którzy – raz ranni – nie dali się nakłonić do opuszczenia szeregów i opatrzenia ran; podoficerowie, którzy zastępowali poległych oficerów, porywali za sobą plutony słowem i czynem, gardząc jakąkolwiek osłoną. Wszyscy pisarze batalionowi dobrowolnie dołączyli do walki, a sanitariusze polowi szli w najsilniejszy ogień, aby jako pierwsi nieść tutaj pomoc
- Sierżant sztabowy (Feldwebel) Hömke z 1. kompanii, poprzez swoją prawdziwie żołnierską postawę, z jaką trzymał ludzi razem, podnosił na duchu wątpiących, a powstrzymywał zbyt krewkich, oraz dzięki mężnej odwadze, z jaką znosił trzy, częściowo bardzo bolesne rany, nie opuszczając kompanii, dał im wszystkim jaśniejący przykład.
- Sierżant (Sergeant) Gehrmann z tej samej kompanii, przy rosnących stratach na ostatniej pozycji przed St. Privat, podnosił na duchu kilku strwożonych ludzi w ten sposób, że chcąc pokazać im nieszkodliwość nieprzyjacielskiego ognia, stawał wyprostowany, dopóki dowódca kompanii mu tego nie zabronił
- Starszy szeregowy (Gefreiter) Borgwardt z 10. kompanii, po śmierci Gusewskiego, chwycił sztandar z ziemi i niósł go na czele półbatalionu w straszliwym ogniu. Został awansowany na podoficera i mianowany chorążym
Gdzie w tym szaleństwie był Karl. Czy został ranny na samym początku bitwy, czy w końcowej fazie? Czy dotarł do miasteczka Privat czy może został trafiony zaraz po rozpoczęciu szturmu? Czy zachował się dzielnie czy też nie?
Kronika o nim nie wspomina. Takich jak on zginęło lub zostało rannych tysiące. Tylko tego jednego dnia.
Tak czy inaczej ranny Karl trafił do lazaretu. Na początku pewnie był opatrywany na polu walki albo zaraz za linią frontu. Później jednak trafił aż do Koblencji - około 200 kilometrów od pola bitwy. Tam leżał aż do 29 stycznia 1871. Prawie pół roku od dnia bitwy i otrzymanej rany.
Tam też niestety zmarł. Być może w wyniku zakażenia, sama rana musiała się wszak zagoić przez 6 miesięcy od powstania.
Gdy umierał Prusy były zwycięskie. Król Prus był już cesarzem Wilhelmem I a francuski cesarz Napoleon III pokonany. Było już po kapitulacji pod Sedanem.
Paradoksalnie dzień przed jego śmiercią 28 stycznia 1871 zawarte zostało zawieszenie broni, w kończącej się wojnie.
Dziś jego pamięć sławi już jedynie drewniana tablica w Kościele w Trzebieszewie.
Sebastian Mamzer
Nie jestem historykiem. Nie studiowałem historii. Lubię historię i się nią interesuje. Proszę nie traktować tych felietonów jako źródła wiedzy historycznej – raczej jako zachętę do samodzielnego poznawania i poszukiwania historii Kamienia i okolic. Jeśli mają Państwo jakiekolwiek uwagi co do tekstu a może informacje czy pomysły na kolejne tematy bardzo proszę o kontakt pod adresem email [email protected]. Przy przygotowywaniu materiału korzystałem z książki „Minione dni Z archiwum parafialnego gminy kościelnej Tribsow” autora Pastora Richter Zebrane przez Ernsta Biastocha Pastora w tłumaczeniu p. Piotra Czerko i Michała Olszaka i z innych ogólnodostępnych źródeł oraz własnego archiwum. Oraz – pierwszy raz przy odczytywaniu napisów i tłumaczeniu – z pomocy AI.
Źródło: ikamien.pl