RAK
    Susza, zakazy i paragrafy. Gmina Wałcz straszy mieszkańców grzywnami

    Susza, zakazy i paragrafy. Gmina Wałcz straszy mieszkańców grzywnami

    769 odsłon
    Susza, zakazy i paragrafy. Gmina Wałcz straszy mieszkańców grzywnami

    Susza, zakazy i paragrafy. Gmina Wałcz straszy mieszkańców grzywnami

    Czerwony znak zakazu, groźba kary grzywny i wielkie poruszenie w mediach społecznościowych. Rada Gminy Wałcz wprowadziła częściowy zakaz poboru wody z gminnej sieci wodociągowej w godzinach od 6:00 do 22:00. Sprawa wywołała oburzenie widoczne w komentarzach , a do tego doszły kpinki z urzędników, aż po poważne pytania o stan lokalnej infrastruktury. A może to tylko kryzys komunikacyjny ekipy wójta Jana Matuszewskiego oraz wątpliwą legalność prawną samych sankcji.

    Przypomnijmy: zgodnie z Uchwałą nr XXVII/243/2026 Rady Gminy Wałcz, mieszkańcy terenu wiejskiego do 30 września nie mogą używać wody z kranu do podlewania ogródków, trawników, tuneli foliowych, napełniania basenów czy zasilania systemów nawadniających. Za złamanie zakazu grozi mandat.

    Wygląda to jak inwigilacja i forma zakazów i nakazów, która irytuje społeczeństwo za każdym razem. Głos ludu jest konkretny i można go uprościć - „Płacę, więc żądam” jako poczucie niesprawiedliwości

    Publikacja baneru informacyjnego na oficjalnym profilu FB gminy wywołała natychmiastową reakcję. Mieszkańcy czują się oszukani. Z jednej strony gmina pod koniec czerwca chwali się sukcesem – realizacją projektu „ Poprawa infrastruktury wodociągowej na terenie gminy Wałcz” za blisko 1,3 mln zł z funduszy KPO (magistrala Różewo–Przybkowo oraz sieć w Czechyniu) . Z drugiej – odcina ludzi od wody w upalne dni.

    Na lokalnych forach wrze. Internauta Artur Przygoda pisze wprost:

    „Taki zakaz miałby moc, jakby woda była za darmo. Płacę i mogę lać, ile mi się podoba. (...) To nie jest wina obywateli, że wodociągi biorą kasę, a wszystko mają w dupie, tłumaczenie wszystkiego suszą jest dla myślących inaczej”. Z kolei pani Joanna zwraca uwagę na rosnące koszty życia w regionie:

    „Śmieszni jesteście... nie dość, że woda u nas jest jedną z najdroższych w Polsce, to jeszcze zakazy wprowadzacie”. Oliwy do ognia dolał fakt, że z zakazu wyłączono miejscowości: Ostrowiec, Kołatnik i Pluskota. Wywołało to natychmiastowe podejrzenia o faworyzowanie niektórych mieszkańców.

    „Dlaczego zakaz nie dotyczy Ostrowca, Pluskoty i Kołatnika? Elyta może lać wodę bez umiaru???” – pyta pani Jolanta. W tym miejscu należy jednak oddać urzędnikom sprawiedliwość techniczną: wspomniane miejscowości podlegają pod sieć wodociągową sąsiedniej Gminy Miejskiej Wałcz , stąd brak technicznych podstaw, by wiejski samorząd decydował o tamtejszych kurkach. Podczas awarii sieci wodociągowej w mieście Wałcz to mieszkańcy z tych miejsc mieli także problem z wodą skażoną, gdy inni mogli czerpać wodę z ujęcia gminnego.

    W komentarzach widać więc chaos pojęciowy wynikający z bliskości miasta i wsi. Mieszkańcy wytykali samorządowi hipokryzję:

    „To zamknijcie fontanny i kurtyny wodne oraz nie podlewajcie stadionu”. Rzecz w tym, że stadion, kurtyny i miejskie fontanny to majątek Gminy Miejskiej Wałcz, a zakaz wydała Gmina Wiejska Wałcz – obszar typowo rolniczy i podmiejski.

    Brak jasnego rozdzielenia tych faktów przez urząd doprowadził do tego, że część mieszkańców zapowiada jawne ignorowanie prawa.

    „Podlewam dzień w dzień o 9, 12 oraz 18. I cmoknijcie mnie” – pisze pan Tomasz, pokazując bezradność urzędniczych zakazów w zderzeniu z rzeczywistością.

    Głównym grzechem władz Gminy Wałcz nie jest sam fakt, że w studniach brakuje wody – susza hydrologiczna to problem globalny, a projektowanie sieci na krótkotrwałe, maksymalne letnie szczyty poboru jest ekonomicznie nieuzasadnione (drastycznie podniosłoby i tak już wysokie ceny wody). Prawdziwym problemem jest to, JAK ekipa wójta Jana Matuszewskiego rozmawia z mieszkańcami.

    Zamiast rzetelnej, partnerskiej kampanii edukacyjnej, w której wójt wyjaśniłby, to gmina postanowiła uderzyć pięścią w stół. Wywieszono baner z zakazami i postraszono policją oraz grzywnami. Efekt? Zamiast solidarności społecznej i oszczędzania wody, wójt zebrał gigantyczny opór, bunt i złość mieszkańców.

    Co więcej, chwalenie się sukcesami z KPO dokładnie w tym samym czasie, gdy wprowadza się restrykcje, zostało odebrane przez ludzi jako potężny policzek i urzędniczy cyrk.

    Czy gmina ma prawo karać grzywną?

    Najciekawsza w całej sprawie jest jednak warstwa ściśle prawna. W § 1 ust. 6 uchwały zapisano: „Za nieprzestrzeganie zakazu grozi kara grzywny...”. Jako podstawę prawną Rada Gminy wskazała art. 40 ust. 3 ustawy o samorządzie gminnym (przepisy porządkowe).

    W świetle polskiego orzecznictwa, taki zapis w uchwale jest rażącym naruszeniem prawa i kwalifikuje się do natychmiastowego uchylenia przez Wojewodę lub Sąd Administracyjny. Tylko kwestia, czy dział prawny wojewody to wychwyci, lub dowie się o tym kazusie prawnym od mieszkańców?

    Sądy w Polsce wielokrotnie i jednolicie stawały po stronie mieszkańców w niemal identycznych sprawach. Oto kluczowe argumenty prawne używane w sądownictwie.

    Susza to nie anomalia nagła. Przepisy porządkowe (art. 40 ust. 3) gmina może wydać tylko w sytuacjach wyjątkowych, nagłych i „nienazwanych” przez inne ustawy. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gorzowie Wielkopolskim (wyrok z dnia 14 listopada 2019 r., sygn. II SA/Go 633/19) wprost orzekł, że letnie upały i zwiększony pobór wody są zjawiskami przewidywalnymi i powtarzalnymi, a nie nagłym wypadkiem losowym. Gmina nie może więc w tym trybie ograniczać praw obywatelskich.

    Brak prawa do nakładania kar to kolejny strzał w kolano wójta, który może tylko rozłożyć ręce. Samorząd nie ma uprawnień do tworzenia nowych wykroczeń i decydowania, za co obywatel dostanie grzywnę. Ponownie WSA w Gorzowie Wlkp. (wyrok z dnia 28 maja 2020 r., sygn. II SA/Go 191/20) stwierdził, że: „Ustawodawca w żadnym przepisie ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę (...) nie upoważnił rady gminy do wprowadzania zakazów i ograniczeń w korzystaniu z wody pod rygorem odpowiedzialności karnej (grzywny)”.

    Konflikt z umową cywilnoprawną dodaje kolejny cios, ale miejmy nadzieję, że nie nokaut, bo szkoda wójta. Mieszkaniec ma podpisaną z gminnym zakładem komunalnym umowę na dostawę wody. Płaci za nią określoną stawkę. Gmina, jako dostawca, nie może jednostronnie, uchwałą o charakterze władczym, zakazywać klientowi zużywania legalnie kupionego towaru na jego prywatnej posesji, powołując się na przepisy porządkowe.

    Uchwała Rady Gminy Wałcz to klasyczny przykład „prawa papierowego” – intencja ochrony zasobów wody pitnej jest bezdyskusyjnie słuszna i potrzebna, jednak forma jej podania okazała się fatalna. Ekipa wójta Jana Matuszewskiego stworzyła dokument z wadami prawnymi, który zamiast edukować – zastrasza, a zamiast jednoczyć mieszkańców w trudnym okresie suszy – wywołuje agresję i poczucie niesprawiedliwości. Jeśli jakikolwiek mieszkaniec ukarany mandatem odwoła się do sądu, gmina Wałcz tę sprawę przegra. Czas, by lokalni włodarze zrozumieli, że z obywatelami się rozmawia, a nie zarządza się nimi za pomocą wątpliwych prawnie dekretów.

    Co sądzisz na ten temat?


    Źródło: extraWałcz (extrawalcz.pl)

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era