RAK
    "Paragony grozy" znów straszą nad Bałtykiem. Dlaczego płacimy jak za złoto? Ekspertka wyjaśnia

    "Paragony grozy" znów straszą nad Bałtykiem. Dlaczego płacimy jak za złoto? Ekspertka wyjaśnia

    437 odsłon
    "Paragony grozy" znów straszą nad Bałtykiem. Dlaczego płacimy jak za złoto? Ekspertka wyjaśnia

    Ceny w nadmorskiej gastronomii znów rozgrzewają turystów bardziej niż lipcowe słońce. Gofry po 30 zł, dorsz za stówę i kolejne „paragony grozy” wrzucane do sieci – to już stały element wakacyjnego sezonu nad Bałtykiem. Ekonomistka dr Justyna Osuch‑Mallett tłumaczy, skąd biorą się te kwoty i dlaczego na deptaku zawsze jest najdrożej.

    Spis treści

    1. Ekonomia deptaka
    2. Skąd biorą się „paragony grozy”?
    3. Rodzinny obiad za 322 zł
    4. Najwięcej pójdzie na atrakcje

    Ekonomia deptaka

    Według ekspertki, wysokie ceny w kurortach to efekt tzw. ekonomii deptaka. Im bliżej morza i największego ruchu turystycznego, tym wyższe stawki. – Tanio nad polskim morzem nigdy nie było. W sezonie to nie jest nic innego jak ekonomia deptaka – podkreśla dr Osuch‑Mallett z Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu.

    Krótki sezon sprawia, że restauratorzy muszą zarobić w kilka tygodni tyle, by przetrwać resztę roku. Dlatego filet z dorsza kosztuje około 20 zł za 100 gramów, a w zestawie z frytkami i surówką potrafi dobić do 100 zł. Gofry z owocami czy bitą śmietaną? W tym roku od 20 do nawet 36 zł.

    Skąd biorą się „paragony grozy”?

    Ekonomistka zaznacza, że klienci są w stanie zaakceptować wysokie ceny, jeśli idą one w parze z jakością. Problem zaczyna się wtedy, gdy porcja jest mała, produkt przeciętny, a rachunek – jak z ekskluzywnej restauracji.

    – Wtedy pojawiają się te paragony grozy – mówi Osuch‑Mallett. W przypadku prostych dań, takich jak ryba z frytkami, turyści oczekują standardu w rozsądnej cenie. Gdy czują, że przepłacili, chętnie nagłaśniają sprawę w mediach społecznościowych.

    Co ciekawe, zmienia się też postrzeganie „dań premium”. – Dorsz z frytkami to dziś posiłek premium. Kiedyś premium były krewetki, a teraz stają się standardem i nie dotyczą paragonów grozy – dodaje ekonomistka.

    Polecany artykuł:

    Rodzinny obiad za 322 zł

    Z badania „Wakacyjny Portfel Polaków 2026” wynika, że zestaw obiadowy dla rodziny 2+2 nad Bałtykiem kosztuje średnio 322 zł – o 18 zł więcej niż rok temu. A tygodniowy pobyt może zbliżyć się nawet do 10 tys. zł.

    Polacy, jak zauważa ekspertka, zaczynają inaczej planować wakacyjne wydatki. – Będziemy tak zarządzać portfelem, żeby jak najwięcej dostać w tym budżecie. Zadbamy o noclegi ze śniadaniem albo sami je przygotujemy. A pójdziemy na jeden fajny posiłek – tłumaczy.

    Najwięcej pójdzie na atrakcje

    Choć noclegi drożeją, nie budzą takiego sprzeciwu jak drobne wydatki, które „składają się na budżet”. To właśnie atrakcje – parki rozrywki, rejsy, wejścia na molo czy aquaparki – pochłoną największą część wakacyjnych pieniędzy.

    Statystyczny Polak wyda w tym roku na wakacje średnio 2042 zł, czyli o prawie 300 zł więcej niż w 2025 r. A każdy kolejny paragon z nadmorskiej budki z goframi tylko przypomina, że lato nad Bałtykiem ma swoją cenę.

    Quiz. Co jest "naj" nad Bałtykiem?

    Pytanie 1 z 10

    Najwyższa latarnia morska w Polsce znajduje się...

    w Ustce

    w Świnoujściu

    w Jastarni

    Dwa oblicza jednej plaży


    Źródło: Szczecin Super Express (szczecin.se.pl)

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?