
Mieli zaledwie kilka tysięcy złotych oszczędności i marzenie o własnym miejscu. Po latach zdobywania doświadczenia w warszawskich restauracjach wrócili do rodzinnego Szczecina. W połowie kontenera na Hali Odra zaczęli serwować tofu w sosie koreańskim i chrupiącego kurczaka. Dziś prowadzą restaurację Oh, My Kimchi, do której przyjeżdżają goście z całej Polski, Berlina, a nawet z Korei. Wielu z nich mówi jedno: „Smakuje niemal identycznie jak u nas”. Podczas naszej wizyty mieliśmy okazję nie tylko spróbować dań, z których słynie Oh, My Kimchi, ale również porozmawiać z Magdą Ziółkowską – współwłaścicielką restauracji. To właśnie z jej opowieści dowiedzieliśmy się, jak wyglądała droga od marzenia o własnym lokalu do restauracji, która dziś wpisała się w kulinarną mapę Szczecina. Jak powstało Oh, My Kimchi? Od warszawskich restauracji do własnego lokalu w Szczecinie Pomysł na Oh, My Kimchi dojrzewał przez lata. Zanim Magda wróciła do rodzinnego Szczecina, zdobywała doświadczenie, pracując w warszawskich restauracjach. To właśnie tam narodziło się marzenie o stworzeniu własnego miejsca. Na początku nie było jednak dużego lokalu ani rozbudowanego menu. Magda dysponowała jedynie kilkoma tysiącami złotych oszczędności. Pierwszym miejscem działalności była … połowa kontenera na Hali Odra . W karcie znalazły się przede wszystkim tofu w sosie koreańskim oraz chrupiący kurczak . To właśnie od tych dwóch dań wszystko się zaczęło. – Czułam, że ludzie będą chcieli to jeść. Gotuję to, co sama lubię. Początkowo wszystkie potrawy przygotowywała samodzielnie, stopniowo dopracowując kolejne receptury. Zainteresowanie pierwszymi daniami utwierdziło ją w przekonaniu, że warto zrobić kolejny krok. Tak narodził się pomysł otwarcia restauracji przy ul. Śląskiej 42 w Szczecinie, gdzie dziś mieści się Oh, My Kimchi. Wystrój restauracji Oh my Kimchi przy ul. Śląskiej 42 w Szczecinie Fot. SzczecinPortal.pl Widok na restaurację Oh my Kimchi z zewnątrz Fot. SzczecinPortal.pl Skąd bierze się charakter dań Oh, My Kimchi? Choć inspiracją jest kuchnia koreańska , Magda nie ogranicza się do odtwarzania gotowych przepisów. Każde danie powstaje na bazie własnych receptur. Jak sama przyznaje, korzysta również z technik kuchni francuskiej , których celem jest wydobycie ze składników jak najwięcej smaku. Jednym z najlepszych przykładów są serowe tteokbokki , które od pierwszej wizyty pozostają naszym ulubionym daniem. Magda zdradziła, że sos przygotowuje z trzech rodzajów sera . Po połączeniu składników podgrzewa go w Thermomiksie do około 90°C , dzięki czemu sery idealnie się ze sobą łączą, a sos zyskuje gładką konsystencję i głęboki, intensywny smak. Podobnie wygląda przygotowanie pozostałych sosów. Nie chodzi wyłącznie o ostrość czy słodycz, ale o odpowiednie zbalansowanie wszystkich smaków. Nawet w pikantnych daniach ostrość nie dominuje od pierwszego kęsa – rozwija się stopniowo, pozwalając wcześniej wyczuć pozostałe składniki. – Wyciągam ze wszystkiego maksymalnie smak. Łączę techniki kuchni francuskiej z kuchnią koreańską. To właśnie dbałość o detale sprawia, że wielu gości z Korei mówi jedno: „Smakuje praktycznie identycznie jak u nas”. Jak wspomina Magda, to właśnie opinie Koreańczyków mieszkających w Polsce są dla niej ogromnym wyróżnieniem. Wielu z nich podkreśla, że odnajdują w serwowanych daniach smaki, które pamiętają z rodzinnego kraju. Niektórzy odwiedzają Oh, My Kimchi regularnie, inni trafiają tu podczas pobytu w Szczecinie, ale ich reakcja często jest podobna – zaskoczenie, że tak autentycznej kuchni koreańskiej mogą spróbować właśnie tutaj. Magda zwraca uwagę, że wielu koreańskich gości chętnie wybiera duży, wspólny drewniany stół. To element ich kultury – lubią spotykać się w większym gronie, wspólnie jeść, rozmawiać i spędzać czas przy jednym stole, często zamawiając również tradycyjne koreańskie soju. Serce restauracji i bar Fot. SzczecinPortal.pl Oh, My Kimchi to nie tylko restauracja. Tutaj można poczuć klimat Korei Od początku Magdzie zależało na tym, aby Oh, My Kimchi było czymś więcej niż miejscem, w którym można zjeść koreańskie potrawy. Chciała stworzyć przestrzeń, która choć na chwilę przeniesie gości do Korei. Zanim powstał wystrój restauracji, odwiedzała koreańskie lokale w różnych miastach Polski, a także w Berlinie. Obserwowała nie tylko serwowane dania, ale również wnętrza, muzykę i sposób, w jaki budowany jest klimat takich miejsc. – Korea to nie jest tylko jedzenie. To również kultura. Chciałam przemycić ją także tutaj. Dziś w Oh, My Kimchi słychać muzykę K-pop , na ścianach znajdują się koreańskie napisy i charakterystyczne dekoracje, a wnętrze jest kolorowe i nowoczesne. Nie jest to wierna kopia restauracji z Seulu, ale miejsce inspirowane tym, co najbardziej spodobało się Magdzie podczas odwiedzania koreańskich lokali. Jak podkreśla, inspiracje wciąż się zmieniają. Restauracja rozwija się razem z gośćmi, a nowe pomysły pojawiają się niemal cały czas. Wystrój i wnętrze w restauracji Oh my Kimchi Fot. SzczecinPortal.pl Na osobne wyróżnienie zasługuje… toaleta. Ściany wyklejone są gazetami, w tle gra muzyka, a kolorowe lasery tworzą klimat niczym z koreańskiego klubu. To nietypowy detal, który pokazuje, że nawet taką przestrzeń potraktowano jako element całego doświadczenia, a nie tylko zwykłe zaplecze restauracji. Game room i wyjątkowa toaleta Fot. SzczecinPortal.pl Silent Disco, lemoniady i nowe pomysły. Restauracja, która cały czas się rozwija Choć Oh, My Kimchi działa już od ponad dwóch lat (lokal przy ul. Śląskiej otwarto w 2024 roku) , Magda nie ukrywa, że cały czas szuka nowych pomysłów na rozwój restauracji. Jak sama przyznaje, gdy wpada na nowy pomysł, zazwyczaj szybko przechodzi do jego realizacji. Jednym z nich było Silent Disco . Inspiracją była koreańska kultura i muzyka K-pop, która od początku towarzyszy gościom w restauracji. Magda postanowiła pójść o krok dalej i połączyć jedzenie z nietypowym wydarzeniem. – Jak już coś wymyślę, to staram się to jak najszybciej zrealizować. Przygotowania trwały zaledwie kilka tygodni. Do współpracy zaprosiła grupę taneczną, która wystąpiła podczas wydarzenia, a specjalnie na tę okazję przygotowano również sezonowe lemoniady. Powstają one na bazie prawdziwych owoców, bez dodatku gotowych syropów, a całość wieńczy charakterystyczna chmurka z waty cukrowej, która nawiązuje do kolorowego klimatu koreańskiego K-popu. Jak podkreśla, takie wydarzenia są dla niej okazją do sprawdzenia, jak goście reagują na nowe pomysły. – Lubię zobaczyć, jaki jest odzew i na ile ludzie są gotowi na coś nowego. Choć nie wszystkie inicjatywy zostają w restauracji na stałe, Magda nie zamierza zwalniać tempa. Jak sama mówi, Oh, My Kimchi ma być miejscem, do którego goście będą wracać nie tylko po jedzenie, ale również po nowe doświadczenia. Lemoniady sezonowe restauracji Oh my Kimchi Fot. SzczecinPortal.pl Silent disco na tarasie Fot. SzczecinPortal.pl Nasza wizyta w Oh, My Kimchi. Co zamówiliśmy? Podczas wizyty postawiliśmy na przekrój dań, które najlepiej pokazują charakter kuchni serwowanej w Oh, My Kimchi. Na naszym stole pojawiły się zarówno klasyczne koreańskie propozycje, jak i dania, o których Magda opowiadała podczas wywiadu. Niektóre były dla nas nowością, do innych wróciliśmy już po raz kolejny. Poniżej znajdziecie nasze wrażenia z degustacji. Menu w restauracji Oh my Kimchi Fot. SzczecinPortal.pl Yukhoe – koreański tatar wołowy z gruszką nashi Na początek wybraliśmy Yukhoe , czyli koreańskiego tatara z sezonowanej wołowiny. Yukhoe podano z gruszką nashi, orzechami pinii, pastą gochujang oraz kromkami japońskiego chleba mlecznego własnego wypieku. To właśnie połączenie delikatnej wołowiny ze słodyczą gruszki i lekko pikantnym gochujangiem sprawiło, że smaki idealnie się uzupełniały. Już po pierwszym kęsie dało się wyczuć, że ostrość została bardzo dobrze przemyślana. Nie dominowała od razu, ale pojawiała się stopniowo, dzięki czemu najpierw można było poczuć delikatność mięsa i lekko słodki smak gruszki nashi. Dopiero po chwili pojawiał się przyjemny, lekko pikantny finisz, który nie przytłaczał pozostałych składników. To zdecydowanie jedna z tych pozycji, od której warto rozpocząć swoją przygodę z koreańską kuchnią. Yukhoe – koreański tatar wołowy z gruszką nashi w restauracji Oh my Kimchi Fot. SzczecinPortal.pl Serowe tteokbokki – danie, po które wróciliśmy To właśnie dla serowego tteokbokki wróciliśmy do Oh, My Kimchi po raz kolejny. Już podczas pierwszej wizyty zrobiło na nas ogromne wrażenie i tym razem tylko utwierdziliśmy się w przekonaniu, że to nasz numer jeden. Miękkie koreańskie kluski ryżowe zanurzone są w aksamitnym sosie serowym, który – jak zdradziła nam Magda – powstaje z trzech rodzajów sera . Dzięki temu jest kremowy, intensywny i doskonale otula każdy kawałek tteokbokki. Po rozmowie z właścicielką jeszcze lepiej zrozumieliśmy, skąd bierze się ten smak. To właśnie o tym daniu opowiadała, wyjaśniając, jak ważne jest odpowiednie połączenie składników i ich obróbka, aby wydobyć z nich maksimum aromatu. Jeśli mielibyśmy polecić tylko jedno danie osobie, która odwiedza Oh, My Kimchi, bez wahania wskazalibyśmy właśnie serowe tteokbokki. Serowe tteokbokki w restauracji Oh my Kimchi Fot. SzczecinPortal.pl Miyeoguk – delikatna koreańska zupa z wołowiną i wodorostami Na naszym stole pojawiła się również Miyeoguk – tradycyjna koreańska zupa z wołowiną i wodorostami. Jej smak był bardzo delikatny. Kojarzył nam się z lekkim, domowym rosołem, choć z zupełnie innym charakterem dzięki dodatkom typowym dla kuchni koreańskiej. Zaskoczeniem okazała się rzodkiew, która po ugotowaniu miała miękką, niemal galaretkową konsystencję. To właśnie ona najbardziej zapadła nam w pamięć. To propozycja dla osób, które nie przepadają za ostrymi potrawami i chcą rozpocząć poznawanie kuchni koreańskiej od czegoś lekkiego. Miyeoguk – delikatna koreańska zupa z wołowiną i wodorostami w restauracji Oh my Kimchi Fot. SzczecinPortal.pl Koreański kurczak (KFC) w sosie maślano-miodowym Skoro historia Oh, My Kimchi zaczęła się od chrupiącego kurczaka, nie mogliśmy pominąć go również podczas naszej wizyty. Wybraliśmy koreańskiego kurczaka (KFC – Korean Fried Chicken) w sosie maślano-miodowym. Kurczak był idealnie chrupiący z zewnątrz, a jednocześnie soczysty w środku. Delikatny sos maślano-miodowy nadawał mu subtelną słodycz i świetnie równoważył chrupiącą panierkę, nie przytłaczając smaku mięsa. Co ciekawe, w menu można wybrać nie tylko różne sosy, ale również rodzaj głównego składnika. Do wyboru jest kurczak, krewetki lub tofu, a całość można skomponować z jednym z czterech sosów: klasycznym koreańskim na bazie gochujangu, maślano-miodowym, sojowo-orzechowym lub pomarańczowo-musztardowym. Dzięki temu każdy może dopasować danie do swoich preferencji. To propozycja, która przypadnie do gustu zarówno osobom dopiero rozpoczynającym przygodę z kuchnią koreańską, jak i tym, którzy lubią bardziej wyraziste smaki. Nie dziwi nas, że właśnie od kurczaka wszystko się zaczęło – po jego spróbowaniu łatwo zrozumieć, dlaczego tak szybko zdobył grono stałych gości. Yukhoe – koreański tatar wołowy z gruszką nashi w restauracji Oh my Kimchi Fot. SzczecinPortal.pl Bokkeumbap z wieprzowiną i kimchi Na koniec spróbowaliśmy Bokkeumbap , czyli smażonego ryżu z wieprzowiną i kimchi. Uwagę zwracało dobrze przygotowane mięso, odpowiednio ugotowany ryż i wyraźny smak kimchi, który nadawał całości charakteru. To sycące danie, które naszym zdaniem najlepiej sprawdzi się jako samodzielny posiłek. Jeśli lubicie kuchnię azjatycką, może przypominać risotto, choć dzięki kimchi i koreańskim przyprawom ma zdecydowanie bardziej wyrazisty charakter. Każde z zamówionych dań pokazało inne oblicze kuchni koreańskiej. Od delikatnej zupy, przez chrupiącego kurczaka i aromatycznego tatara, aż po nasze ulubione serowe tteokbokki. Dzięki rozmowie z Magdą mogliśmy spojrzeć na te potrawy nie tylko oczami gości, ale również poznać historię i filozofię, które stoją za ich przygotowaniem. Bokkeumbap z wieprzowiną i kimchi w restauracji Oh my Kimchi Fot. SzczecinPortal.pl Wystrój, obsługa, ceny i nasze wrażenia z wizyty Oh, My Kimchi znajduje się przy ul. Śląskiej 42 , w samym centrum Szczecina , niedaleko Pl. Grunwaldzkiego. Już po wejściu do restauracji uwagę zwraca kolorowe, nowoczesne wnętrze inspirowane Koreą. Charakterystyczne napisy, dekoracje i muzyka K-pop tworzą klimat, który dobrze współgra z serwowanymi daniami. Jednocześnie lokal pozostaje przytulny i sprawdzi się zarówno na spotkanie z przyjaciółmi, jak i rodzinny obiad. Obsługa podczas naszej wizyty była bardzo sprawna i pomocna. Chętnie odpowiadała na pytania dotyczące menu oraz polecała dania osobom, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z kuchnią koreańską. Ceny dań głównych mieszczą się w przedziale od 39 do 58 zł , co – biorąc pod uwagę jakość składników, wielkość porcji i lokalizację – uważamy za rozsądny poziom. Z restauracji wyszliśmy najedzeni i z przekonaniem, że chętnie tu wrócimy. Tym bardziej że – jak pokazała rozmowa z Magdą – Oh, My Kimchi nieustannie się rozwija i regularnie zaskakuje gości nowymi propozycjami. Podczas kolejnej wizyty z pewnością sięgniemy również po nowe drinki, które już teraz przyciągają wzrok swoim efektownym wyglądem.
[współpraca] Artykuł Oh, My Kimchi Szczecin – historia restauracji, która przenosi gości do Korei pochodzi z serwisu Szczecin Portal .
Źródło: Szczecinportal.pl