RAK
    Kontrolowana burza o odwołany lot. Czy poseł Łącki celowo włożył kij w mrowisko, by obnażyć wykluczenie Świnoujścia?

    Kontrolowana burza o odwołany lot. Czy poseł Łącki celowo włożył kij w mrowisko, by obnażyć wykluczenie Świnoujścia?

    3341 odsłon
    Kontrolowana burza o odwołany lot. Czy poseł Łącki celowo włożył kij w mrowisko, by obnażyć wykluczenie Świnoujścia?

    Głośny wpis posła Artura Łąckiego o odwołanym locie z Goleniowa wywołał lawinę komentarzy w całym kraju. Choć na parlamentarzystę wylała się sterowana przez opozycję fala krytyki, z perspektywy strategii medialnej akcja ta wygląda na nieszablonowy, niezwykle skuteczny zabieg. Cel? Zmuszenie centrali w Warszawie, by wreszcie dostrzegła komunikacyjny dramat Pomorza Zachodniego i skończyła z hipokryzją, która niszczyła polski transport przez ostatnie osiem lat. Kiedy jeden z najbogatszych posłów obecnej kadencji Sejmu publicznie narzeka na odwołany rejs LOT-u, internet podgrzewany przez polityków Prawa i Sprawiedliwości reaguje instynktownie – zarzutami o oderwanie od rzeczywistości. Jednak pod tą warstwą politycznych emocji kryje się drugie dno. Wszystko wskazuje na to, że parlamentarzysta z premedytacją wykorzystał swój status i zasięgi, by wywołać ogólnokrajową dyskusję o problemie, który od lat dusi potencjał jego regionu. Gdyby o odcięciu komunikacyjnym Gryfic, Wolina czy Goleniowa mówiono tradycyjnym, nudnym językiem debat, informacja ta zginęłaby w szumie medialnym. Potrzebny był silny impuls.

    Pomorze Zachodnie jest dziś jednym z najbardziej poszkodowanych komunikacyjnie regionów w Polsce. Odległość od stolicy sprawia, że mieszkańcy i biznes są zakładnikami kaprysów przewoźników. Wykluczenie transportowe to nie jest abstrakcyjne pojęcie z podręczników socjologii – to brutalna rzeczywistość, która bezpośrednio generuje bezrobocie, ponieważ brak stabilnego dojazdu odcina ludzi od dynamicznych rynków pracy.

    To także drastyczna blokada edukacyjna, zabierająca młodzieży szanse na naukę w lepszych szkołach i na uczelniach. To wreszcie systemowa marginalizacja całych gmin i miejscowości, które dla zewnętrznych inwestorów stają się „białymi plamami” na mapie. Uderzając w stół z pozycji wściekłego pasażera, poseł Łącki wywołał kontrolowany kryzys, który przeniósł ten regionalny dramat na czołówki ogólnokrajowych mediów.

    Dla posła Łąckiego walka z tym zjawiskiem to zresztą nie nowość – parlamentarzysta już wielokrotnie składał oficjalne interpelacje poselskie w sprawie rozbudowy i stabilności siatki połączeń kolejowych oraz lotniczych dla naszego województwa. Ponieważ jednak urzędowe pisma często grzęzną w warszawskich szufladach, poseł zdecydował się na ostrzejszy krok. Sam jasno wskazuje na swoje motywacje:
    - Jako człowiek, który przeszedł całą ścieżkę samorządową – od radnego gminy Rewal, przez radnego powiatu gryfickiego, aż po sejmik zachodniopomorski – doskonale znam każdy zakątek naszego regionu. I od lat, na każdym z tych szczebli, a dziś w Sejmie, podnoszę ten sam kluczowy temat: potrzebę lepszej komunikacji Gryfic, Łobza, Chojny, Świnoujścia czy Szczecina z resztą Polski. Nie zliczę, ile razy składałem już oficjalne interpelacje w sprawie dziurawej siatki połączeń kolejowych czy lotniczych, domagając się sprawiedliwego traktowania naszego regionu.

    Dlatego sytuację z odwołanym lotem – jednym z zaledwie trzech na trasie Warszawa-Szczecin – wykorzystałem z pełną premedytacją. Chciałem wywołać wstrząs i pokazać Warszawie brutalną prawdę. Mamy znacząco mniej połączeń ze stolicą, Lublinem czy Krakowem niż adekwatnie Gdańsk czy inne duże aglomeracje. To jawna niesprawiedliwość. Przede wszystkim jestem posłem z Pomorza Zachodniego i moją świętą rolą jest walczyć o sprawy tego regionu, nawet jeśli wymaga to włożenia kija w mrowisko - mówi poseł Artur Łącki, przewodniczący zespołu parlamentarnego województwa zachodniopomorskiego.

    Szczyt hipokryzji opozycji.

    Dzisiejsze oburzenie polityków PiS, którzy próbują kpić z wpisu posła Łąckiego, to podręcznikowy przykład politycznej amnezji i głębokiej hipokryzji. Przez osiem lat swoich rządów to właśnie to ugrupowanie traktowało Pomorze Zachodnie po macoszemu. Szczecin był jedynym tak dużym miastem wojewódzkim, do którego władza nie potrafiła doprowadzić linii Pendolino – kuriozalny fakt, że luksusowy pociąg omijał stolicę regionu i jechał do Kołobrzegu, nikomu w Warszawie nie przeszkadzała. Siatka lotów z Goleniowa była systematycznie marginalizowana kosztem centralistycznych, medialnych projektów (jak CPK), z których dla mieszkańców Pomorza Zachodniego nic nie wynikało.

    Szczytem transportowego dogmatyzmu poprzedniej władzy była jednak sprawa lotniska w Heringsdorfie, położonego tuż obok Świnoujścia. Kiedy lokalny biznes, hotelarze i samorządy szukały nieszablonowych rozwiązań, by ułatwić skomunikowanie odciętej wyspy Uznam ze światem i ułatwić dolot turystom, politycy PiS z powodów czysto ideologicznych zablokowali jakiekolwiek rozmowy o wykorzystaniu tego portu. Nie chcieli pozwolić, by lądowały tam samoloty obsługujące ruch do Polski. Zamiast ułatwić życie mieszkańcom, woleli rzucać hasła o suwerenności, jednocześnie skazując Świnoujście na komunikacyjną izolację, a Goleniów na powolne wygaszanie połączeń. To pokazuje, że dla poprzedniej ekipy transport nie był narzędziem rozwoju, lecz polem do politycznych wojenek.

    Co gorsza, rzekoma "walka z wykluczeniem" w wykonaniu poprzedniej ekipy poniosła totalną klęskę gospodarczą. PiS nie tylko nie stworzył stabilnej siatki połączeń lokalnych, ale doprowadził do zapaści krajowy przemysł transportowy. Zamiast budować silną, polską flotę pojazdów, rządzący kompletnie nie zadbali o zlecenia dla krajowych firm produkujących autobusy w Bydgoszczy czy Sanoku.

    Efekt? Krajowe, zasłużone marki zostały odcięte od państwowych kontraktów i strategicznego wsparcia. To za rządów PiS upadł m.in. polski Ursus Bus, a rodzime fabryki, zamiast dostarczać nowoczesny tabor dla wykluczonych komunikacyjnie gmin, musiały walczyć o biologiczne przetrwanie. Flagowy program FRPA (tzw. PKS+) okazał się w wielu miejscach pustą obietnicą i fikcją na plakatach, bo mniejsze miejscowości jak stały odcięte od świata, tak stały nadal.

    Spójny głos w walce z wykluczeniem.

    Ta wywołana przez posła KO medialna burza idealnie zbiega się w czasie z kluczowym sukcesem w Sejmie i batalią o nową ustawę transportową, w którą poseł Łącki jest mocno zaangażowany. Nowe przepisy Ministerstwa Infrastruktury (forsowane m.in. przez Dariusza Klimczaka i Stanisława Bukowca) wreszcie odcinają się od błędów i bierności poprzedników.
    Uchwalone prawo wprowadza sztywne, ustawowe standardy: obowiązkowe stałe połączenia (min. 4 pary kursów w dni robocze) łączące gminy z powiatami, rewolucyjny transport na żądanie mniejszymi autami w wyludniających się regionach oraz kluczową rolę marszałków województw jako „integratorów”, którzy mają spiąć rozkłady autobusów i kolei w jeden, płynnie działający krwiobieg. Co niezwykle istotne – państwowe dopłaty będą powiązane z wymogiem nowoczesnego taboru (od 2028 r. autobusy nie mogą być starsze niż 20 lat), co daje realną szansę na odbudowę rynku produkcyjnego i nowe zlecenia dla krajowego przemysłu. Szkoda, że nie ma już rządowej fabryki autobusów ARP EV z Bydgoszczy, ktora produkowała nowoczesne autobusy elektryczno - wodorowe. Aż trudno uwierzyć, że ministrowie Sikorski i Gawkowski z Bydgoszczy nie uratowali jej.

    Jednak dla samego Pomorza Zachodniego to wciąż dopiero początek drogi. Nasz region, ze względu na swoje strategiczne, transgraniczne i specyficzne położenie geograficzne, potrzebuje bezwzględnej stabilności lotniczej i kolejowej. Walka pociągów z samolotami na trasie Szczecin-Warszawa to ekonomiczny i logistyczny absurd – usługi te muszą się uzupełniać. Potrzebne jest natychmiastowe zagęszczenie stabilnej siatki połączeń z Goleniowa do innych regionów w Polsce (takich jak Lublin czy Kraków), by realnie spiąć nasz biznes i turystykę z resztą kraju.

    Czy ten nietypowy „happening” przyniesie skutek?

    Wpis posła Łąckiego, choć wywołał zaplanowane kontrowersje, obnażył brutalną prawdę: system transportowy w Polsce musi być przewidywalny i niezawodny dla każdego – od pracownika fabryki w Goleniowie, przez młodzież dojeżdżającą do szkół, przedsiębiorców, aż po parlamentarzystę spieszącego na sejmowe głosowanie.
    Jeśli ta nieszablonowa, odważna akcja sprawi, że Ministerstwo Infrastruktury oraz zarząd PLL LOT i PKP IC spojrzą na Pomorze Zachodnie nie jak na odległe, zapomniane peryferia, ale jak na kluczowy i dynamiczny region gospodarczy kraju, to cel posła został w stu procentach osiągnięty. Warszawa dostała głośną lekcję z regionu – lekcję, z której centralni urzędnicy muszą teraz wyciągnąć natychmiastowe wnioski, zanim Pomorze Zachodnie straci kolejne szanse rozwojowe.


    Źródło: ikamien.pl

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era