RAK
    Złombol 2026: Zielone Lwy wróciły z Maroka. Awaria turbiny, 53 stopnie w busie i tysiące kilometrów dla dzieci

    Złombol 2026: Zielone Lwy wróciły z Maroka. Awaria turbiny, 53 stopnie w busie i tysiące kilometrów dla dzieci

    2772 odsłon
    Złombol 2026: Zielone Lwy wróciły z Maroka. Awaria turbiny, 53 stopnie w busie i tysiące kilometrów dla dzieci

    Ekipa Team Zielone Lwy zakończyła swoją niezwykłą wyprawę w ramach Złombolu 2026. Starym Lublinem 3 uczestnicy przejechali przez Czechy, Austrię, Włochy, Francję i Hiszpanię, a następnie promem dotarli do Maroka. Na trasie nie zabrakło awarii, ekstremalnych temperatur i chwil zwątpienia. Była jednak

    Aktualności Główna Gmina Rychwał Uwaga

    Charytatywnie, eKonin, Konin, Lublin3, Maroko, Motoryzacja, Podróże, PomagamyDzieciom, RazemMożemyWięcej, TeamZieloneLwy, WielkopolskaWschodnia, ZieloneLwy, Złombol, Złombol2026

    Witold Michalak

    2026-07-10

    Ekipa Team Zielone Lwy zakończyła swoją niezwykłą wyprawę w ramach Złombolu 2026. Starym Lublinem 3 uczestnicy przejechali przez Czechy, Austrię, Włochy, Francję i Hiszpanię, a następnie promem dotarli do Maroka. Na trasie nie zabrakło awarii, ekstremalnych temperatur i chwil zwątpienia. Była jednak również ogromna solidarność innych załóg, piękne widoki i satysfakcja ze wsparcia dzieci z domów dziecka.

    O tegorocznej przygodzie w rozmowie z redaktorem e-Konin Witoldem Michalakiem opowiedzieli Dariusz Szymczak, Sebastian Dykta, Waldemar Urbaniak i Krzysztof Roszak. W wyprawie uczestniczył również Michał, który z powodów rodzinnych nie mógł wziąć udziału w spotkaniu po powrocie.

    Z Modły Królewskiej przez Europę do Afryki

    Lokalne ekipy spotkały się przed wyjazdem w Modle Królewskiej. Stamtąd Zielone Lwy udały się do Chorzowa, gdzie odbywał się oficjalny start Złombolu. Po jego przekroczeniu rozpoczęła się właściwa część podróży.

    Pierwszy dłuższy etap liczył około 1500 kilometrów i został pokonany niemal jednym ciągiem – przez noc i dzień. Trasa prowadziła przez Czechy i Austrię do Włoch. Dopiero w okolicach Mediolanu załoga pozwoliła sobie na pierwszy dłuższy odpoczynek i nocleg.

    Później Zielone Lwy ruszyły dalej przez Francję i Hiszpanię. Wyprawa w jedną stronę liczyła ponad 3 tysiące kilometrów, a uczestnicy niemal każdego dnia spędzali wiele godzin w samochodzie. Jednocześnie starali się wykorzystywać postoje do zwiedzania mijanych miejsc.

    Jednym z nich było jezioro Garda we Włoszech. Duże wrażenie na uczestnikach zrobił również przejazd wzdłuż Lazurowego Wybrzeża.

    – Sam przejazd Lazurowym Wybrzeżem był niesamowitym przeżyciem. Zapamiętam ludzi, piękne widoki, atmosferę w busie i wszystkie wspólne chwile – podkreślał Dariusz Szymczak.

    Turbina zaczęła pobierać olej. Pojawiło się pytanie: jechać dalej czy wracać?

    Najpoważniejszy kryzys pojawił się w Hiszpanii. Lublin zaczął tracić moc, a uszkodzona turbina pobierała coraz większe ilości oleju. Załoga zatrzymała się na parkingu i rozpoczęła poszukiwanie części.

    Informacja o problemie została przekazana pozostałym uczestnikom wyprawy. Szybko okazało się, że jedna z załóg jadących około 200 kilometrów za Zielonymi Lwami ma zapasową turbinę.

    Koledzy dotarli na miejsce, a potrzebna część została od nich odkupiona. Następnego dnia członkowie Team Zielone Lwy samodzielnie przeprowadzili naprawę. Wymiana trwała około dwóch godzin.

    – Myśleliśmy już, czy wracać, czy nasza podróż właśnie się zakończyła. Po wymianie turbiny mogliśmy jednak pojechać dalej i dotarliśmy do mety. To było najważniejsze – wspominał Dariusz Szymczak.

    Decyzja o kontynuowaniu podróży nie była łatwa. Do portu w Almeríi, skąd odpływał prom do Maroka, pozostawało jeszcze kilkaset kilometrów. Załoga miała świadomość, że poważna awaria już na terenie Afryki mogłaby oznaczać duże problemy związane z holowaniem i koniecznością wywiezienia pojazdu z kraju.

    Ostatecznie Zielone Lwy postawiły wszystko na jedną kartę. Lublin pokonał pozostałą część trasy, wjechał na prom i dotarł do Maroka.

    Około 53 stopni wewnątrz Lublina

    Jednym z największych wyzwań okazała się temperatura. W Maroku na zewnątrz notowano ponad 40 stopni Celsjusza. Wewnątrz samochodu termometr wskazywał momentami około 53 stopni.

    Załoga przygotowała wcześniej dachową klimatyzację typu monoblock, zasilaną napięciem 12 volt. W pojeździe zamontowano również drugi alternator, który obsługiwał między innymi klimatyzację, lodówkę i przetwornicę umożliwiającą korzystanie z urządzeń wymagających napięcia 230 V.

    W europejskich warunkach rozwiązania te częściowo się sprawdzały. W marokańskim upale klimatyzacja nie była jednak w stanie skutecznie schłodzić całego wnętrza busa.

    – Temperatura dokuczała od rana do nocy. Wodę piliśmy litrami. To były naprawdę trudne warunki – mówił Krzysztof Roszak.

    Nie wytrzymała również pokładowa kostkarka do napojów, która w pewnym momencie przestała działać. Członkowie ekipy żartowali po powrocie, że właśnie jej awaria była jednym z najbardziej dotkliwych problemów podczas upałów.

    Dodatkowy wentylator i jazda własnym tempem

    Sercem Lublina był 102-konny silnik Andoria. Jak podkreślali uczestnicy, nie jest to jednostka gwarantująca imponujące osiągi, ale jej największymi atutami są trwałość i stosunkowo prosta konstrukcja.

    Przy sprawnej turbinie samochód utrzymywał prędkość około 80–90 kilometrów na godzinę. Załoga nie próbowała rywalizować z mocniej zmodyfikowanymi pojazdami i konsekwentnie jechała własnym tempem.

    Aby poprawić chłodzenie silnika, zamontowano dodatkowy wentylator. Na trasie zdjęto również przednią atrapę, zwiększając dopływ powietrza. Każde z tych rozwiązań pozwoliło obniżyć temperaturę pracy jednostki o kilka stopni.

    Samochód zużywał jednak duże ilości oleju. Członkowie ekipy szacowali, że podczas całej podróży Lublin pochłonął około 35 litrów. Mimo problemów mechanicznych pojazd dojechał do Maroka, a następnie bezpiecznie wrócił do Polski.

    Prom do Maroka i meta nad wodą

    Przeprawa promowa była kolejnym ważnym etapem podróży. W drodze do Maroka uczestnicy płynęli nocą, dlatego nie mogli w pełni podziwiać widoków. Dodatkowym utrudnieniem był brak działającej klimatyzacji na promie.

    Znacznie przyjemniejsza okazała się podróż powrotna z Nadoru do Almeríi. Rejs trwał około siedmiu godzin i odbywał się w ciągu dnia. Uczestnicy mogli wówczas odpocząć oraz obserwować morze i wybrzeże.

    Po dotarciu do marokańskiej mety wielu uczestników niemal natychmiast ruszyło do wody. Waldemar Urbaniak żartował, że jednym z najlepiej zapamiętanych momentów była właśnie kąpiel, po której – z powodu braku prysznica – jeszcze długo czuł na sobie sól morską.

    Na trasie przyszła wyjątkowa wiadomość

    W czasie wyprawy Waldemar Urbaniak otrzymał również szczególną wiadomość z Polski. Na świat przyszła jego wnuczka Helenka.

    Termin narodzin był początkowo przewidywany na późniejszy dzień i uczestnik liczył, że zdąży wrócić przed rozwiązaniem. Dziewczynka postanowiła jednak pojawić się wcześniej.

    Informacja dotarła do załogi w czasie, gdy jej członkowie zajmowali się problemami z samochodem. Obok emocji związanych z naprawą turbiny pojawiła się więc ogromna radość z narodzin nowego członka rodziny.

    „Nikt nikogo nie zostawia”

    W rozmowie z e-Konin uczestnicy wielokrotnie podkreślali, że największą siłą Złombolu jest solidarność załóg.

    Gdy jeden z pojazdów potrzebuje części, informacja trafia do wspólnej grupy. Osoba posiadająca odpowiedni element przekazuje go jadącej w pobliżu ekipie albo sama dociera do miejsca awarii. Właśnie dzięki takiemu systemowi Zielone Lwy otrzymały turbinę, która pozwoliła im kontynuować podróż.

    – Wszyscy sobie pomagają. Nikt nikogo nie zostawia. To jest najfajniejsze w całej imprezie, że na tych ludzi można liczyć – zaznaczał Dariusz Szymczak.

    Na trasie zdarzały się jednak również poważniejsze wypadki. Jeden ze znajomych załogi poruszał się Skodą Favorit, która została mocno uszkodzona. Przy kilkuset samochodach biorących udział w wydarzeniu awarie i kolizje są niestety nieuniknioną częścią wyprawy.

    – To jest Złombol. Tam wszystko może się wydarzyć – podsumował Sebastian Dykta.

    Wyprawa dla dzieci, a nie wakacje za pieniądze sponsorów

    Członkowie Team Zielone Lwy podkreślili, że najważniejszym celem Złombolu pozostaje pomoc dzieciom z domów dziecka.

    Środki przekazywane przez sponsorów nie są przeznaczane na prywatne koszty podróży uczestników. Trafiają na oficjalne konto akcji i służą realizacji jej charytatywnego celu. Paliwo, noclegi, przeprawy promowe, wyżywienie oraz naprawy samochodu załoga finansuje we własnym zakresie.

    Zielone Lwy podziękowały wszystkim firmom i osobom, które wsparły zbiórkę, a także e-Konin za medialne towarzyszenie ekipie przed startem i w czasie podróży.

    Choć tegoroczna edycja była niezwykle wymagająca, uczestnicy nie wykluczają kolejnego startu. Wszystko będzie zależało od kierunku przyszłorocznej wyprawy oraz możliwości przygotowania samochodu.

    Najważniejsze jest jednak to, że stary Lublin wrócił do Polski, załoga przywiozła niezapomniane wspomnienia, a dzięki całej akcji udało się zrobić coś dobrego dla dzieci.


    Zielone Lwy wróciły ze Złombolu 2026! Maroko, awaria i 53°C w Lublinie



    Źródło: e-Konin.pl

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?