20 lipca 1944 roku doszło do nieudanego zamachu na życie Adolfa Hitlera, przeprowadzonego przez oficerów Wehrmachtu w Wilczym Szańcu koło Kętrzyna. Gdyby plany spiskowców powiodły się, późniejsza historia zapewne potoczyłaby się inaczej.
Zamach w Wilczym Szańcu sprzed 82 lat nie był pierwszym. Niemiecki ruch oporu podejmował wiele prób obalenia reżimu nazistowskiego i przejęcia władzy. Droga do tego wiodła przez zabicie Führera, pucz wojskowy i zainstalowanie w Berlinie nowego rządu. 20 lipca pułkownik Claus von Stauffenberg osobiście podłożył bombę w sali narad w kwaterze Hitlera. Po chwili wyszedł pod pretekstem ważnego telefonu. Po wybuchu obserwował z odległości 200 m wynoszone ciała. Wrócił do Berlina aby bezpośrednio dowodzić puczem. Początkowo wszystko przebiegało zgodnie z planem. Niestety, potem było już tylko gorzej. Nie udało się przejąć kontroli nad radiostacjami. Z tego powodu z Wilczego Szańca dotarła wiadomość, że Hitler przeżył, doznając powierzchownych obrażeń. Plany wywołania powstania legły w gruzach, a spiskowców aresztowano i po kilku godzinach rozstrzelano. Łącznie za udział w operacji Walkiria (pod taką nazwą zamach przeszedł do historii) stracono ponad 200 osób. To nie wszystko, bo Hitler rozpoczął czystki, które zakończyły się egzekucją niemal pięciu tysięcy przeciwników nazizmu.
A co, gdyby zamach w Wilczym Szańcu powiódł się? Niemcy zapewne natychmiast podjęliby rokowania pokojowe. Wojna skończyłaby się 9 miesięcy wcześniej, więc przeżyłoby ją kilka milionów osób więcej. Nie doszłoby do zniszczenia stolicy, być może nawet nie byłoby Powstania Warszawskiego. Zagadką pozostaje przebieg powojennych granic, które mogłyby być inne niż te obecne. Fot. CC BY-SA 3.0 de/Bundesarchiv
Źródło: Kurier Ostrowski