RAK
    „Zaczynałem od wózka” – Tadeusz Miękiszak o 55 latach rzemiosła w Gnieźnie

    „Zaczynałem od wózka” – Tadeusz Miękiszak o 55 latach rzemiosła w Gnieźnie

    1580 odsłon
    „Zaczynałem od wózka” – Tadeusz Miękiszak o 55 latach rzemiosła w Gnieźnie

    Kiedy Tadeusz Miękiszak wracał z wojska w 1970 roku, niewiele wskazywało na to, że za pół wieku jego nazwisko będzie synonimem rzemieślniczej solidności w Gnieźnie. Dziś firma Tadex obchodzi 55-lecie. To nie jest historia o tym, jak z niczego zbudować imperium – to opowieść o tym, jak z wózka pełneg

    Kiedy Tadeusz Miękiszak wracał z wojska w 1970 roku, niewiele wskazywało na to, że za pół wieku jego nazwisko będzie synonimem rzemieślniczej solidności w Gnieźnie. Dziś firma Tadex obchodzi 55-lecie. To nie jest historia o tym, jak z niczego zbudować imperium – to opowieść o tym, jak z wózka pełnego farb i drabiny wyrosła rodzinna spółka, która przetrwała komunę, transformację i współczesne wyzwania rynku.

    Zaczynałem od wózka, jak to się mówi. To nie, że od razu samochód był, tylko trzeba było wózkiem jeździć – wspomina Tadeusz Miękiszak w siedzibie swojej firmy przy ul. Elizy Orzeszkowej w Gnieźnie.

    Dziś wokół bloki, sklepy, ruch uliczny. Gdy zaczynał, stał tu sad wiśniowy i pola, a najbliższy asfalt kończył się kilkaset metrów dalej. I choć dziś na ścianach jego firmy wiszą zdjęcia dzieci i uczniów, a w rodzinnej kronice znajdują się setki fotografii z biskupami, prezydentami i ministrami, on sam z pokorą wskazuje na fundament: rzetelność, pracowitość i rodzina.

    To opowieść o tym, jak w komunistycznej rzeczywistości można było zbudować coś trwałego. O rodzinie, która wrosła w firmę. O uczniach, którzy stawali się konkurencją. I o tym, dlaczego po 55 latach Tadeusz wciąż bierze pędzel do ręki, choć mógłby już tylko podpisywać faktury.

    Zapraszamy na rozmowę – długą, szczegółową i szczerą, jak przystało na gnieźnieńskiego rzemieślnika z krwi i kości.

    Rok 1971. Komuna, wóz i wiśniowy sad. Jak to się w ogóle zaczęło?

    Tadeusz Miękiszak nie wybierał łatwej drogi. W 1970 roku wraca z wojska i zamiast iść do państwowego zakładu, składa wniosek o otwarcie własnego. W Polsce Ludowej to akt odwagi, jeśli nie wręcz brawury.

    Wyszedłem z wojska w ’70 roku i złożyłem wniosek o uruchomienie zakładu. Ale na te czasy, za komuny, jak to się mówi, zażądano świadectwa pracy – opowiada. Była zrobiona wizja lokalna i po wizji lokalnej dostałem zezwolenie w ’71 roku. I od 1971 roku prowadzę firmę.

    Dziś te słowa brzmią jak scenariusz filmu sensacyjnego. Wizja lokalna w Polsce Ludowej? Tak, to była przepustka do własnej działalności. W tamtych czasach każde zezwolenie graniczyło z cudem, a Tadeusz Miękiszak – syn rzemieślnika, wnuk piekarzy – miał w genach upór i przekonanie, że własne jest lepsze.

    Moi rodzice, ojciec prowadził stolarstwo. Ja byłem w tym wychowywany. W sumie nasza rodzina miała jeszcze trzy piekarnie. Ja pochodzę z rodziny rzemieślniczej.

    Miejsce: suterena na ulicy Rzeźnickiej

    Zanim Tadex zagościł na ul. Elizy Orzeszkowej, firma mieściła się… w suterenie. Na ulicy Rzeźnickiej. Miękiszak wskazuje palcem na mapie Gniezna, którą zna na pamięć.

    To jest pod trójką. Wie pan gdzie teraz jest Sowa? No to przed Sową. Tam zaczynaliśmy, w samym centrum.

    Rozmowa schodzi na tematy lokalnych nieruchomości. Padają nazwiska lokalnych przedsiębiorców. 

    Suterena. Zimna, ciasna, ale pierwsza. To tam rodziły się pierwsze zlecenia, pierwsze kontakty, pierwsze pieniądze. I – co ważne – pierwsze doświadczenie, że w rzemiośle nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko przeszkody do obejścia.

    Sad, ciągniczek i 15 lat czekania na pozwolenie

    W latach ’70 nikt nie przypuszczał, że okolice dzisiejszej ulicy Elizy Orzeszkowej staną się centrum handlowym Gniezna. Kiedy Tadeusz Miękiszak wybrał to miejsce pod przyszłą siedzibę Tadexu, stał tu sad wiśniowy. I nie był to sad byle jaki.

    Tu był sad wiśniowy. Ja ten sad wiśniowy miałem 15 lat. To było moje hobby po pracy.

    Miękiszak nie tylko malował i remontował. Po pracy wsiadał na ciągniczek i jeździł między drzewkami, opryskiwał, pielęgnował. Przez 15 lat nie było pozwolenia na budowę w tym miejscu. Urząd planował w tym miejscu szpital. Miały powstać bloki, miała być infrastruktura. Ale plany upadły, a Miękiszak czekał. Cierpliwie, po swojemu.

    Później wszystko się zmieniło. 

    Dziś, gdyby ktoś chciał postawić sklep budowlany w tym samym miejscu, wystarczy kilka pozwoleń. Wtedy? 15 lat sadu, ciągniczka i czekania.

    Od usług do hurtowni – 1996 rok

    Przez pierwsze 25 lat Tadex to tylko usługi budowlane. Malowanie, remonty, renowacje. Typowa firma rzemieślnicza, której nazwisko właściciela jest gwarancją jakości. Ale Miękiszak myśli przyszłościowo. W 1996 roku, kiedy dzieci są już na studiach, zakłada hurtownię.

    Cały czas wykonuję usługi. Hurtownia powstała w 1996 roku. I to było już w tym miejscu, gdzie teraz się mieścimy. 

    Zmiana jest rewolucyjna. Firma przestaje polegać wyłącznie na zdrowiu i sile rąk do pracy. Hurtownia to stabilność, to magazyn, to klienci, którzy przychodzą po towary, nie tylko po fachowca. Dziś Tadex to nie tylko hurtownia, ale cztery sklepy. Rodzina rozrosła się w firmę, a firma – w rodzinne imperium.

    Zdobywanie klientów

    Jak wyglądało zdobywanie klientów w czasach, gdy nie było internetu, a marka musiała rosnąć wyłącznie dzięki poczcie pantoflowej i widoczności?

    W tej chwili to już funkcjonuje tak jak ma być, ale stopniowo, jak tu nic nie było. Nie było tutaj drogi asfaltowej. Na klienta się czekało. 

    W Tadexie wszyscy pracowali od zawsze. Nie etatami, ale sercem.

    Ja na przykład zawsze dzieciom tłumaczyłem i opowiadałem o korzeniach firmy, bo zaczynałem od wózka. To nie, że od razu samochód był, tylko trzeba było wózkiem jeździć.

    Trochę inny start niż dziś, kiedy młody przedsiębiorca bierze leasing na nowe auto, zanim zarobi na pierwsze zlecenie. Miękiszak nie ocenia, ale widać, że różnica go niepokoi.

    Rodzina w firmie – czwórka dzieci, ośmioro najbliższych

    Tadeusz Miękiszak ma czwórkę dzieci. Podział obowiązków w firmie jest czytelny. Tadeusz – duch opiekuńczy, kontroler, wykonawca usług. Żona – ekonomistka, księgowość, podatki, umowy. Dzieci – każdy w swoim sektorze. 

    Rola kobiety w sukcesie

    Miękiszak nie ma wątpliwości, że bez żony firma by nie przetrwała. To nie są czcze pochwały. Żona, ekonomistka z wykształcenia, od początku prowadziła sprawy księgowo-kadrowe.

    Bardzo duża rola żony była. Żona pomaga te wszystkie sprawy prowadzić. 

    Zmiany technologiczne? Miękiszak pamięta czasy kalki. 

    Jak ja zaczynałem, to się wszystko przez kalkę pisało. A dzisiaj wszystko w komputerze – wszystkie pisma, to się kliknie i już można na nowo. A przedtem trzeba było kalkę wyrzucić i na nowo pisać. Dzisiaj dzieciaki tego nie rozumieją.

    Szkoła życia – 140 uczniów, 51 własnych firm

    To chyba najbardziej imponująca część tej historii. Przez 55 lat Tadeusz Miękiszak wyuczył około 140 uczniów w zawodzie malarza (dziś: monter wykończeń wnętrz). 

    Do tej pory wyuczyłem około 140 uczniów. 51 otworzyło firmę. Można powiedzieć, że jedna trzecia uczniów otworzyła swoją firmę. Niektórzy są już na emeryturze. Inni prowadzą firmy w Gnieźnie, Kłecku, Kiszkowie, Śremie. Część z nich zatrudnia swoich własnych uczniów.

    To rzemieślnicze drzewo genealogiczne, którego pień stanowi Tadex.

    Pierwszy uczeń i ci, którzy odeszli

    Pierwszy uczeń? Rocznik 1954. Już nie żyje. 

    Wymagający był, ale skończył naukę – wspomina Miękiszak z nutą sentymentu.

    Lista tych, którzy odeszli, jest długa. Miękiszak pokazuje zdjęcia, wskazuje palcem: ten nie żyje, ten nie żyje, ten nie żyje. Ale nie ma w tym dramatyzmu. To naturalny bieg rzeczy po 55 latach.

    Co jednak ważne: ci, którzy żyją, często do dziś utrzymują kontakt.

    Są już chłopacy, którzy są na emeryturze. 

    Jak zostać uczniem Tadeusza? (i przetrwać)

    Metoda Miękiszaka jest prosta w teorii, trudna w praktyce: uczeń przychodzi, pracuje trzy lata, zdaje egzamin. Ale po drodze musi pokazać charakter.

    Przez trzy lata mam rozeznanie, czy on może w tej firmie pracować, czy nie. Nieraz byli tacy uczniowie, że jako uczeń słabo im szło, ale później jak go zostawiłem, to stopniowo wykonywał to, co powinien. Po prostu się uczyli. Każdemu trzeba dać szansę. 

    Piłka nożna na przerwie, czyli jak budować relację

    Miękiszak nie jest tylko surowym mistrzem. Bywało też luźniej. Kiedyś, podczas remontu szkoły nr 7, organizował 15-minutowe przerwy na piłkę nożną.

    Jak pracowałem fizycznie, to organizowałem przerwy takie, że 15 minut w piłkę graliśmy. W siódemce było blisko boisko. To ja na bramce, te dzieciaki się cieszyły, bo wyhasali sobie te 15 minut. To też jest ważne, ta luźniejsza relacja. No i szefowi mogli bramki strzelać. 

    I choć to było lata temu, widać, że wspomina to z rozrzewnieniem. Bo mistrzostwo to nie tylko fach w ręku, ale też umiejętność motywowania. A czasem – bycia jednym z zespołu.

    Dlaczego dziś coraz trudniej o dobrych uczniów?

    Miękiszak nie unika trudnych tematów. Zapytany o kondycję dzisiejszej młodzieży, mówi wprost: problem leży w domach.

    Ja zawsze mówię, że to jest wina nasza, rodziców. My zaczynamy gdzieś pracę, to te dzieciaki przychodzą, ani dzień dobry, ani przepraszam. Jakiś szacunek musi być, a coraz rzadziej wynoszą to z domu. Rodziców nie ma, nie interesują się jak powinni. 

    Kultura osobista? Dla niego podstawa. Zdarza mu się zwracać uczniom uwagę, żeby przed wejściem do czyjegoś domu powiedzieli „dzień dobry”, a w kościele – „Niech będzie pochwalony”.

    Muszę zwracać uwagę, żeby powiedzieli dzień dobry, czy pochwalony, czy jak wypada – to po prostu kultura. Tego nie zmieniają czasy. Komórki, samochody coraz nowsze, ale kultura musi zostać ta sama, albo lepsza nawet, jak wszystko. A to w drugą stronę idzie niestety. 

    Jednocześnie rozumie, skąd się biorą problemy.

    Mama musi pracować, tata pracuje. Dzieciak, klucz na szyi i na telefon jest informowany gdzie ma iść po szkole. 

    Pracownik, który przeżył 30 lat

    Miękiszak nie lubi rotacji. Jeśli ktoś jest uczciwy, pracowity, może u niego zostać latami. I zostaje.

    Teraz, w tym roku, odchodził jeden pracownik, który 30 lat przepracował, jeden 19 przepracował, jeden też 30, ale on poszedł na wcześniejszą emeryturę, bo zdrowie nie pozwoliło mu dłużej pracować. 

    Pod konserwatorem zabytków – prace dla katedry, biskupów i nie tylko

    Przez 55 lat Tadex malował nie tylko mieszkania i biurowce. To firma, która może poszczycić się renowacjami w najważniejszych gnieźnieńskich świątyniach i instytucjach.

    Świątynię robię co dziesięć lat – mówi Miękiszak. Bardzo dużo robiłem w katedrze. Dużo w innych zabytkowych kościołach. Tak sobie założyłem, że co 10 lat robię remont w jakiejś świątyni i tego się trzymam.

    W jego kronice – bo prowadzi kronikę, własnoręcznie oprawioną, z dedykacjami i zdjęciami – znajdują się nazwiska biskupów, dyrektorów, prezydentów. Prymasi Polski, między innymi Józef Glemp. 

    Ja mam na przykład tutaj wpisy przeorów z Jasnej Góry, dwóch przeorów mam wpisanych tu w kronice. Robiłem u arcybiskupa Stanisława Gądeckiego. Później robiliśmy u ks. Zenona Willi, to był proboszcz katedry. Bardzo dużo robiliśmy w różnych kościołach.

    Konserwator zabytków – dodatkowy mistrz

    Prace w obiektach zabytkowych to nie jest zwykłe malowanie. Każda decyzja musi być uzgodniona z konserwatorem, każda farba dobrana zgodnie z normami.

    To nie są lekkie roboty, delikatnie mówiąc – pod konserwatorem – przyznaje Miękiszak. Te wszystkie złocenia, farby, o których człowiek by nawet nie pomyślał. I jeszcze trzeba uważać, żeby nie zniszczyć czegoś przy malowaniu, bo przecież na każdej ścianie jakiś zabytek wisi, a i podłoga zabytkowa. 

    Jedna z prac – w Muzeum Archidiecezjalnym – była wyjątkowo wymagająca. Miękiszak pokazuje zdjęcia, wskazuje detale. Widać, że to dla niego coś więcej niż zlecenie. To misja.

    Szpital Dziekanka – 23 lata współpracy

    Jednym z najdłuższych kontraktów Tadexu była współpraca ze szpitalem Dziekanka.

    23 lata u niego robiłem – mówi, wskazując na zdjęcie dyrektora, już nieżyjącego. Tu jest dyrektor szpitala, świętej pamięci. Przy odnawianiu szpitala robiliśmy te zdjęcia. Jest sentyment do takich ludzi i miejsc.

    Nie były to łatwe prace. Szpital to specyficzne miejsce – wymogi sanitarne, ograniczony dostęp do pomieszczeń, pacjenci. Ale Miękiszak wspomina te lata dobrze. Bo wypracował sobie markę: solidny, dotrzymujący terminów, uczciwy.

    Szkoły – wszystkie, dosłownie wszystkie

    Zapytany o to, ile szkół w Gnieźnie malował, Miękiszak wzrusza ramionami. 

    Wszystkie. Nie ma szkoły ani urzędu, którego nie malowaliśmy.

    Wymienia: Jedynka (specjalny ośrodek szkolno-wychowawczy), Trójka, Siódemka, Dziesiątka, Ekonomik, szkoła na ulicy Paczkowskiego, szkoła w Szczytnikach Duchownych, w Kłecku, w Kiszkowie.

    Przez 55 lat te wszystkie szkoły robiliśmy – podsumowuje.

    I choć dziś nowe budynki powstają z gotowych elementów, on pamięta czasy, gdy w Szóstce trzeba było wychodzić na dwór, żeby skorzystać z toalety, a woźny mieszkał w piwnicy. Śmieje się, ale w tym śmiechu jest też nostalgia. Bo szkoły, które malował, dziś wyglądają inaczej. A on wciąż pamięta, jak wyglądały, gdy zaczynał.

    Odznaczenia, wizyty prezydentów i polityczne bale

    Miękiszak nie tylko malował. Działał społecznie – w Cechu Rzemiosła (pięć kadencji w zarządzie), w Radzie Spółdzielni. Doceniono go wielokrotnie.

    Dostałem odznaczenie 12 wieków Gniezna za usługi dla Miasta Gniezna.

    Ma też Srebrny Medal Kilińskiego, odznakę honorową Ministra za zasługi dla oświaty (1994 rok). W kronice – zdjęcia z prezydentami: z Trepińskim, Walerjańczykiem, Arndtem. Bywał na balach prezydenckich, zapraszano go do urzędu miasta. Ale – jak podkreśla – nigdy nie szukał tych kontaktów dla korzyści. One po prostu przychodziły, bo firma działała solidnie.

    Zawsze byłem zapraszany na te bale prezydenckie – mówi bez przechwałek. To po prostu fakt i takie uznanie naszej pracy. Taki miły gest, właśnie ta kultura i wdzięczność, której dzisiaj coraz mniej. 

    Sponsorowanie? Tylko z wpisem do kroniki

    W latach ’90 modne było sponsorowanie. Miękiszak też wspierał różne inicjatywy. Ale – co charakterystyczne – nie robił tego anonimowo.

    To kiedyś było te modne sponsorowanie, ale to ja kazałem wpisywać w kronikę, a nie tam odpisywać jakieś listy – uśmiecha się. Ja mam wszystko w jednej kronice.

    Kronika to dla niego nie tylko pamiątka. To dowód, że firma była obecna. Że miała twarz i historię.

    Rady dla młodych – rzetelność, cierpliwość, uczciwość

    Zapytany o to, co powiedziałby dziś komuś, kto chce otworzyć własną działalność usługową lub hurtownię, Miękiszak nie ma wątpliwości.

    Rzetelność, pracowitość i nie od razu jakieś duże pieniądze, stopniowo wszystko.

    I przestrzega przed pychą i pośpiechem.

    Ceny, które nie odstraszają

    Konkurencja? Castorama, sieci, markety budowlane. Miękiszak nie boi się ich. Uważa, że klient wróci, jeśli ceny są uczciwe.

    Sumienność. I przede wszystkim, żeby tych klientów zadowolić, żeby pokazać, że chce się dobrze doradzić, a nie sprzedać coś na siłę, bo towar zalega na magazynie. No i miłym trzeba być, bo ludzie tym samym odpłacą wtedy. 

    Praca po godzinach i bez oglądania się na zegarek

    Miękiszak nie ukrywa, że własna firma to nie jest 8 godzin dziennie. –

    Trzeba nieraz pracować 12 godzin. Jak potrzeba, to trzeba 8 godzin, ale są takie prace, że trzeba dłużej. A po powrocie do domu? Nie ma odpoczynku. Jak jestem w domu – papierkowe sprawy, rachunkowe. Jak przychodzi mecz Lecha, to trzeba najpierw te papierki wszystkie poukładać – śmieje się.

    Ale widać, że to dla niego naturalne. Firma przed przyjemnością.

    I dodaje z nutą goryczy:

    Niestety wszyscy myślą, że jak ktoś ma prywatną firmę, to wszyscy robią wszystko za niego. A jak wróci do domu, to już nie musi nic robić. A on wraca – i dalej pracuje.

    Co by zmienił? Przepisy … nic więcej

    Zapytany, czy z perspektywy 55 lat coś by zmienił, Miękiszak zastanawia się chwilę.

    Bardzo dużo wciąż się zmieniają te przepisy i trzeba tak pilnować, bo co chwilę są nowe przepisy i już jakby człowiek przegapił, to już kary są.

    To go najbardziej męczy. Nie klienci, nie konkurencja – tylko prawo.

    Jakby się czegoś nie zapłaciło, to do karania instytucji nie brakuje. A żeby pomóc przedsiębiorcy to już tak ochoczo nie pędzą. 

    Przyszłość Tadexu i plany na kolejne lata

    Co dalej? Miękiszak nie planuje emerytury. Choć dzieci przejęły sklepy, on wciąż nadzoruje roboty.

    No więc ja zawsze lubiłem i lubię do dziś i wykonuję i pilnuję tego, bo tak jestem nauczony i lubię to, lubię tutaj być – mówi stanowczo. Nie jest tak, że dzieci dają do zrozumienia, że tata już nie. Czasami pewnie im gdzieś tam zawadzam, ale dogadujemy się. 

    Zakończenie: 55 lat i ani trochę dość

    Tadeusz Miękiszak nie jest celebrytą. Nie ma milionów na koncie (a jeśli ma – nie mówi o tym). Ma za to coś, czego nie kupisz: szacunek środowiska, 51 firm założonych przez swoich uczniów, które wykiełkowały z jego warsztatu, i rodzinę, która w firmę wrosła na dobre. Nie strategia, nie marketing, nie chwyt marketingowy. Zwykłe, rzadkie dziś – lubienie swojej pracy.

    Dziś, gdy w Gnieźnie sporo mówi się o nowych sklepach, o tym, że mały handel umiera, a jednak Tadex stoi. Nie dlatego, że jest duży. Dlatego, że jest prawdziwy. A Tadeusz Miękiszak? Kiedy skończył opowiadać, sięgnął po segregator. 

    Bo tu jeszcze mam jedną fakturę do sprawdzenia – uśmiechnął się.

    Firma ma 55 lat. On – jeszcze więcej energii.


    Źródło: Moje Gniezno

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?