
Dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Pile dementuje doniesienia TVN24 dotyczące rekordowych zarobków jednego z lekarzy placówki. W weekend ogólnopolska stacja podała, że tylko w maju medyk miał zarobić aż 307 tys. zł brutto. Jednocześnie Grzegorz Sieńczewski poinformował o wynikach kontroli w
Dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Pile dementuje doniesienia TVN24 dotyczące rekordowych zarobków jednego z lekarzy placówki. W weekend ogólnopolska stacja podała, że tylko w maju medyk miał zarobić aż 307 tys. zł brutto. Jednocześnie Grzegorz Sieńczewski poinformował o wynikach kontroli w placówce w związku z pracą lekarzy ze spółki Spine.
Dziennikarz stacji TVN 24 wysłał zapytania do 500 szpitali w całym kraju. Informację o wynagrodzeniach udostępniło mu 210 placówek. Spośród nadesłanych odpowiedzi rekordzistą był lekarz na kontrakcie w Szpitalu Specjalistycznym w Pile. Według zestawienia miał on zarobić 307 tys. złotych brutto w jeden miesiąc. Rewelacje te dementuje jednak dyrektor szpitala.
- To wynika z bardzo wielu skomplikowanych rozliczeń z NFZ. Niektóre płatności za procedury są realizowane na przykład po kwartale i taki lekarz wystawia taką fakturę za kilka przepracowanych miesięcy. Dla nas jako szpitala to jest dobre rozwiązanie, bo zachowujemy płynność, bo musielibyśmy zapłacić lekarzowi za zrealizowane faktury nie posiadając środków z NFZ - wyjaśnia dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Pile Grzegorz Sieńczewski.
Jak dodaje dyrektor szpitala tak było i w tym opisanym przez TVN24 przypadku. Jest więc to wynagrodzenie współpracującego z lecznicą okulisty za cztery miesiące.
- I możemy oczywiście dyskutować czy ta faktura podzielona na cztery nadal jest duża czy za mała i ta dyskusja z całą pewnością jest nam potrzebna, natomiast to wynagrodzenie kształtuje się wtedy już zupełnie inaczej - wskazuje.
Dyrektor w trakcie wczorajszej konferencji prasowej odniósł się także do wewnętrznej kontroli przeprowadzonej po medialnych doniesieniach dotyczących spółki Spine. Jak opisała WP, w małych placówkach powiatowych lekarze z tej spółki seriami wykonywali kilkuminutowe zabiegi. Zdaniem Narodowego Funduszu Zdrowia w dokumentacji wpisywali czterokrotnie dłuższą procedurę i to taką której nie byliby w stanie wykonać w tak krótkim czasie. Cała sytuacja miała miejsce w szpitalu w Mogilnie. NFZ dopatrzył się nieprawidłowości i nałożył na szpital karę 2,6 mln zł. Podobne rzeczy działy się w innych szpitalach, jak na przykład w Miastku. Skala nieprawidłowości może sięgać nawet kilkunastu lub kilkudziesięciu milionów złotych. Prezesem spółki jest dr Mateusz Szylberg, a członkiem zarządu dr Maciej Mielczarek. Obaj pracują w pilskim szpitalu. Ostatni z nich jest ordynatorem oddziału neurochirurgii. Kontrola w pilskim szpitalu nie wykazała nieprawidłowości.
- Okazało się, że procedura jest wykonywana, jest sprawozdawana poprawnie, jest wykonywana w odpowiednim miejscu i na odpowiednim sprzęcie. Jest ona wykonywana przy użyciu specjalnych igieł. Każda z igieł jest rozliczana i przypisana do pacjenta. Mamy więc pewność, że jest wykonywana ta procedura, która miała być wykonywana. Jest dokumentacja pacjenta i wszystko jest dobrze opisane. Z czystym sumieniem nie mam tu nic do zarzucenia - kwituje dyrektor szpitala.
Podobną wewnętrzną kontrole prowadzi także 107. Szpital Wojskowy w Wałczu. Spółka Spine w latach 2022-2023 miała podpisaną umowę z tą lecznicą na usługi neurochirurgiczne.
Źródło: asta24.pl / TV ASTA