
Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Puszczykowie Filip Ryglewicz skierował do Wielkopolskiego Parku Narodowego oraz Ministerstwa Klimatu i Środowiska wniosek o wskazanie podstaw prawnych działań ograniczających dostęp do Jeziora Jarosławieckiego. Domaga się także udostępnienia dokumentów i materiałów, które miały uzasadniać decyzję o zablokowaniu dojść do tzw. dzikich plaż.
Sprawa jest kolejnym etapem sporu, który wybuchł po działaniach Wielkopolskiego Parku Narodowego nad Jeziorem Jarosławieckim. Jak informowaliśmy na łamach GMP, Park zasypał i zatarasował część nieformalnych dojść do wody, wykorzystując między innymi pnie drzew, systemy korzeniowe i pozostałości roślinne. Decyzja wywołała liczne protesty mieszkańców gmin Mosina i Puszczykowo.
Filip Ryglewicz podkreśla, że jego wystąpienie nie dotyczy samej potrzeby ochrony przyrody, lecz sposobu działania administracji publicznej.
– „Przedmiotem niniejszego wystąpienia nie jest ocena potrzeby ochrony przyrody ani zasadności przeciwdziałania degradacji środowiska. Przedmiotem jest ustalenie, czy zastosowane środki faktyczne polegające na blokowaniu dojść do jeziora, ścieżek oraz dróg gruntowych zostały podjęte na podstawie wyraźnego umocowania prawnego oraz czy znajdują oparcie w rzetelnym materiale dowodowym” – napisał w piśmie skierowanym do WPN i Ministerstwa Klimatu i Środowiska.
Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej zwraca się o wskazanie konkretnych przepisów prawa, które miałyby upoważniać Wielkopolski Park Narodowy do fizycznego blokowania ścieżek, dróg gruntowych i dojść do brzegu jeziora.
Pyta również o numery, daty i treść dokumentów stanowiących podstawę podjętych działań. Chce także wiedzieć, czy przed ich realizacją przeprowadzono analizę zgodności z przepisami Prawa wodnego oraz regulacjami dotyczącymi dostępu obywateli do terenów publicznych i publicznych wód powierzchniowych.
Ryglewicz wnioskuje również o udostępnienie materiałów, na które powoływał się Park. Chodzi między innymi o badania naukowe, ekspertyzy, analizy, raporty, wyniki monitoringu przyrodniczego, dokumentację dotyczącą szkód w środowisku, ocenę skutków społecznych oraz analizę możliwych alternatywnych rozwiązań.
W piśmie zaznacza także, że samo wskazanie celu ochronnego nie jest wystarczające.
– „W demokratycznym państwie prawa każdy organ zobowiązany jest wykazać zarówno istnienie kompetencji do działania, jak i posiadanie materiału dowodowego uzasadniającego zastosowanie określonych środków” – napisał.
Wielkopolski Park Narodowy tłumaczył swoje działania koniecznością ochrony cennych siedlisk przyrodniczych.
Park wskazywał, że prace przeprowadzono „w celu uniemożliwienia korzystania z akwenu w sposób niezgodny z jego przeznaczeniem”, przypominając jednocześnie, że zgodnie z zarządzeniem dyrektora WPN z 1 marca 2018 roku jedynym miejscem przeznaczonym do kąpieli nad Jeziorem Jarosławieckim pozostaje teren dotychczasowej plaży strzeżonej.
Według dyrekcji przez lata wokół jeziora powstawały kolejne nielegalne miejsca wypoczynku, co prowadziło do niszczenia trzcinowisk, degradacji strefy pomiędzy lasem a jeziorem, zaśmiecania i zwiększania presji człowieka na cały ekosystem.
W swoim stanowisku WPN informował również, że prowadzone są badania naukowe potwierdzające skuteczność prowadzonych działań ochronnych oraz wzrost różnorodności biologicznej na terenie Parku.
Teraz Filip Ryglewicz oczekuje udostępnienia dokumentów, które mają potwierdzać te deklaracje. W przypadku odmowy przekazania któregokolwiek z nich domaga się wydania rozstrzygnięcia wraz ze wskazaniem podstawy prawnej odmowy, zgodnie z przepisami o dostępie do informacji publicznej.
Pozostaje czekać na odpowiedź Wielkopolskiego Parku Narodowego oraz Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Od jej treści będzie zależeć, czy spór wokół dostępu do Jeziora Jarosławieckiego przeniesie się na grunt prawny.
Jedno z dawnych dojść do dzikiej plaży zatarasowane gałęziami i korzeniami. Dojścia do nieoficjalnych kąpielisk zostały również zablokowane w pozostałych miejscach nad Jeziorem Jarosławieckim; fot. Grupa Puszczykowo, Facebook