RAK
    Warta ma nowego właściciela. „To szansa na rozwój”

    Warta ma nowego właściciela. „To szansa na rozwój”

    2982 odsłon
    Warta ma nowego właściciela. „To szansa na rozwój”

    Kluby piłkarskie przygotowują się do nowego sezonu. Zawodnicy szlifują formę pod okiem szkoleniowców, a sztaby negocjują kontrakty. Sezon przygotowawczy w Warcie Poznań przyniósł jednak dużo większe zmiany. Po ośmiu latach klub zyskał nowych właścicieli. Między innymi o zmianie u sterów Warty rozmaw

    Kluby piłkarskie przygotowują się do nowego sezonu. Zawodnicy szlifują formę pod okiem szkoleniowców, a sztaby negocjują kontrakty. Sezon przygotowawczy w Warcie Poznań przyniósł jednak dużo większe zmiany. Po ośmiu latach klub zyskał nowych właścicieli. Między innymi o zmianie u sterów Warty rozmawiamy z Marcinem Gołkiem, zastępcą prezydenta Poznania odpowiedzialnym za sport.

    Franciszek Bryska: Jak Pan ocenia zmiany właścicielskie w Warcie Poznań?

    Marcin Gołek: Bardzo się z nich cieszę. Z Krzysztofem Wawrzyniakiem mamy już swoje pozytywne doświadczenia. Kiedy chce się coś zrobić, najważniejsze jest to, czy mamy po drugiej stronie sprawdzonego, stabilnego, przewidywalnego i poważnego partnera godnego zaufania. W duecie Jacek Roszyk i Krzysztof Wawrzyniak widzę ogromną szansę na to, byśmy siadając do stołu i rozmawiając o Warcie Poznań wzajemnie czuli dobrą wolę i partnerstwo. Kogoś, kto dotrzyma słowa i szczerze z nami porozmawia. Bardzo się cieszę z zaangażowania pana Jacka i pana Krzysztofa, widzę w tym dużą szansę dla samej Warty i dla relacji na linii Warta–miasto.

    F.B.: Z poprzednim właścicielem te relacje nie były najlepsze. Ze strony właściciela pojawiały się w stosunku do miasta słowa krytyczne.

    M.G.: Pan Farjaszewski zrobił dla Warty Poznań dużo dobrego. Pojawił się w klubie w bardzo trudnym momencie i jestem gotowy publicznie mu za to podziękować. Nie można nie docenić jego wkładu. Ten historyczny sezon, w którym Warta kończyła rozgrywki w ekstraklasie na wysokim miejscu, to było dzieło działaczy pod jego przywództwem. Należą mu się za to słowa podziękowania. Z drugiej jednak strony faktycznie – te relacje, delikatnie mówiąc, mogły być lepsze. W takich sprawach trzeba mieć po drugiej stronie poważnego i przewidywalnego partnera. My jako miasto niestety nie zawsze mogliśmy to czuć. Tak jak Pan powiedział, miasto często było przedmiotem ataku, co de facto jest niedopuszczalne, bo zaprzecza interesom podmiotu, który się reprezentuje. Pamiętam moje rozmowy z Marcinem Janickim, byłym szefem rady nadzorczej Warty, a obecnie prezesem 1. ligi. To były najlepsze czasy, jeśli chodzi o moje relacje z klubem. Marcin był osobą niezwykle przewidywalną, zawsze wiedziałem, że dotrzyma słowa. Podkreślał, że dla takiego klubu jak Warta Poznań dobre relacje i partnerstwo z miastem są absolutnie kluczowe. W tym sensie uważam, że w pewnych sytuacjach pan Farjaszewski klubowi nie pomagał, bo przyjmował taktykę roszczeniowości, a wręcz konfliktu z miastem. Z mojej perspektywy było to nieodpowiedzialne, choć my jako miasto nigdy się na to nie obrażaliśmy. Zawsze chcieliśmy wspierać klub i jego sportowców. Wiedzieliśmy, że cechy charakteru właściciela przekładały się na działanie całego klubu. Nie mam o to pretensji do działaczy, bo tę taktykę postępowania dyktował pan Farjaszewski. Myślę, że w wielu sytuacjach były to kwestie wyłącznie ambicjonalne i emocjonalne, związane z ego, a tego w relacjach publicznych być nie powinno. Uważam, że w klubie to widziano i że nowi właściciele też wiedzieli, że to ciąży i nie jest to przypadek, że pana Farjaszewskiego w klubie zupełnie już nie ma i że nie zgodzono się, by np. zachował jakiekolwiek udziały, jakąkolwiek funkcję w klubie. Brakowało umiejętności budowania relacji i współpracy. Dość powiedzieć, że kiedy zaprosiłem na spotkanie jednego z działaczy Warty, z którym znaliśmy się osobiście, graliśmy razem w piłkę i widziałem w tym szansę na porozmawianie o klubie z kimś zaufanym, to z moich informacji wynika, że nie dostał on zgody od pana Farjaszewskiego na spotkanie. Były to dla mnie sytuacje niezrozumiałe, które szkodziły naszym stosunkom. Nigdy jednak nie próbowaliśmy Warty za to w żaden sposób „karać”, bo byłoby to nieodpowiedzialne. Tereny przy Drodze Dębińskiej to tereny miejskie. Miasto cały czas w nie inwestuje, a Warta je użytkuje. Budowa boisk treningowych, inwestycje przy głównym boisku, wymiana nawierzchni, podgrzewana murawa – to wszystko inwestycje miasta. Pan Bartłomiej Farjaszewski ma duże zasługi jeśli chodzi o nowożytną historię Warty, ale to też za jego kadencji klub dwukrotnie spadał z ligi, co moim zdaniem było skutkiem braku odpowiednich fundamentów finansowych i organizacyjnych. Myślę, że gdyby możliwości finansowe pana Farjaszewskiego były tak duże jak jego ego, Warta byłaby dziś w zupełnie innym miejscu.

    F.B.: Czy teraz, przy nowych właścicielach, miasto będzie dalej inwestowało i czy możemy liczyć, że ta infrastruktura wokół stadionu będzie rozwijana?

    M.G.: Najważniejsze jest to, że nie słyszę obecnie o żadnych problemach z licencją na grę w 1. lidze. To dobra wiadomość – Warta może dalej grać w słynnym „Ogródku”. Będę jednak podkreślał, że jest to możliwe dzięki bardzo dużym nakładom inwestycyjnym miasta. Doceniam oczywiście wkład kibiców i pana Farjaszewskiego, ale śmiem twierdzić, że nakłady miejskie są tu zdecydowanie większe. Sama budowa boisk treningowych pochłonęła kilkanaście milionów złotych. Boisko główne przy Drodze Dębińskiej jest przedmiotem naszej troski. Poważnie zabraliśmy się za plan miejscowy, który ma pomóc w rozwoju tych terenów. Chcemy podejść do tego kompleksowo: to tereny piłkarskie przy Drodze Dębińskiej, „Chwiałka”, obiekty szermiercze i tenisowe, ale też Stadion Szyca. Jestem po bardzo dobrym spotkaniu z nowymi właścicielami. Byli u mnie 1 lipca, w dniu przejęcia klubu. Uważam, że to symbol nowego otwarcia. Umówiliśmy się, że będziemy w sposób partnerski krok po kroku rozwijać infrastrukturę i nasze relacje. Wiem, że da się siedzieć przy stole i prowadzić trudne rozmowy w sposób partnerski, szukając kompromisów. Z Lechem Poznań mamy czasami trudne rozmowy, ale wiem, że rodzina Rutkowskich czy prezes Karol Klimczak to partnerzy, z którymi razem szukamy najlepszych rozwiązań. Uważam też, że zmiana w Warcie jest również szansą na wzmocnienie współpracy między Wartą a Lechem, rozmawiałem już o tym z prezesem Klimczakiem. Żyjemy w fantastycznym mieście, gdzie nie ma silnych kibicowskich antagonizmów między tymi klubami. Mecze derbowe zawsze były świętem piłki nożnej. Wraz z radnymi już za chwilę rozpoczniemy rozmowy o przyszłorocznym budżecie. Na pewno będziemy chcieli znaleźć pieniądze chociażby na projektowanie tej głównej trybuny, która jest najbardziej potrzebna. Wierzę i wiem, bo o tym rozmawialiśmy, że nowi właściciele rozumieją, iż trzeba to robić krok po kroku i rozsądnie, bo w mieście jest wiele innych potrzeb.

    Zastępca prezydenta, Marcin Gołek w trakcie gry na nowym boisku Warty (fot. wPoznaniu.pl)

    fot. wPoznaniu.pl /archiwum

    Marcin Gołek był zaangażowany w działanie na rzecz Warty Poznań. fot. wpoznaniu.pl

    F.P.: Czy zawodniczki klubu Lech Poznań UAM będą mogły kiedyś korzystać z obiektów przy Drodze Dębińskiej? Padł już niegdyś z Pana ust taki pomysł.

    M.G.: Bardzo bym chciał, żeby wróciły do grania w granicach administracyjnych Poznania, a nie tylko w obrębie metropolii, bo dziś swoje mecze rozgrywają w Plewiskach. Piłka kobieca fantastycznie się rozwija. Uważam, że Droga Dębińska jest do tego świetnym miejscem. Czytałem głosy oburzenia, że zawodniczki w koszulkach Lecha miałyby biegać po „boiskach Warty”. Nie rozumiem tego. Obiekty przy Drodze Dębińskiej są miejskie i ja widzę tam miejsce również dla zawodniczek Lecha. Moim zdaniem to absolutnie możliwe i w pewnym sensie oczywiste, skoro tworzymy infrastrukturę, która może spełniać też wymogi Orlen Ekstraligi Kobiet. Mam nadzieję, że nowe otwarcie w Warcie sprawi również, iż nikt nie będzie na to patrzył krzywym okiem.

    F.B.: Ostatnie pytanie dotyczy właśnie tych głosów i komentarzy. Ludzie często nie rozumieją polityki miasta dotyczącej obiektów, chociażby Stadionu Szyca. Pojawiają się głosy: „dlaczego nie pozwolić ludziom w czynie społecznym posprzątać tego stadionu, wyciąć te krzaczory?”. Jakie jest podejście miasta do Stadionu Szyca?

    M.G.: Oczekiwania mieszkańców, żebyśmy wreszcie coś zrobili ze Stadionem Szyca, są absolutnie uprawnione. Mieszkańcom należy się jasna informacja. Dla całego tego terenu przygotowywany jest duży masterplan przez Miejską Pracownię Urbanistyczną. Dla mnie tereny przy Drodze Dębińskiej i „Chwiałka” tworzą wyjątkowe w skali Polski centrum sportowe. Bardzo bym chciał, żebyśmy o Stadionie Szyca również myśleli w kontekście funkcji sportowej. Ważnym dla mnie momentem była deklaracja marszałka Marka Woźniaka, który chciałby zrealizować wojewódzki projekt dużej hali widowiskowo-sportowej. Dla nas obecnie priorytetem jest stadion lekkoatletyczny na Golęcinie – robimy wszystko, aby zaktualizować projekt i złożyć wniosek o dofinansowanie, oraz oczywiście remont Areny. Jesteśmy jednak gotowi wesprzeć pana marszałka w ambicji wybudowania nowej dużej hali i zadeklarowaliśmy, że Stadion Szyca mógłby być do tego odpowiednim miejscem. W Poznaniu zawsze pamiętamy o zieleni. MPU pokazała mi na wstępnych planach, że nawet bardzo duża hala na kilkanaście tysięcy widzów zajęłaby może zaledwie jedną piątą terenu Szyca. Uważam więc, że jesteśmy w stanie przygotować nowoczesną koncepcję, w której hala widowiskowo-sportowa byłaby otoczona dużym parkiem, co może świetnie się wpisać w nasze tereny sportowe i będący dalej park Jana Pawła II. Jestem przekonany, że te funkcje da się tam pogodzić i doskonale wpisać planistycznie. Jeżeli plan inwestycyjny marszałka się potwierdzi, wierzę, że w niedługim czasie będziemy w stanie przedstawić mieszkańcom spójną, zielono-sportową wizję tego terenu.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era