
Dodaj komentarz
Koniński Okręgowy Związek Żeglarski świętuje swoje 50-lecie z hukiem. Tym razem udało się zebrać kilkunastu żeglarzy z konińskich klubów, aby wspólnie wyruszyć w rejs w Norwegii na żaglowcu Gedania. Mimo wielu wyzwań wyprawa została zakończona sukcesem, a jej uczestnicy wrócili do domów z bagażem pełnym wspomnień i ciekawych doświadczeń. O rejsie z okazji 50-lecia związku opowiedziała w rozmowie z nami Anna Zimna, prezes KnOZŻ.
– Ostatnio jako Koniński Okręgowy Związek Żeglarski odbyliście rejs żaglowcem Gedania. Czy była to pierwsza tego typu wyprawa?
– Tak, to była nasza pierwsza wyprawa na żaglowcu i od razu w tak wyjątkowych okolicznościach. W tym roku Koniński Okręgowy Związek Żeglarski obchodzi 50‑lecie istnienia, dlatego chcieliśmy uczcić jubileusz czymś naprawdę szczególnym. Wiceprezes KnOZŻ Maciej Hetke zaproponował, by zorganizować rejs na Gedanii – i pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Ten rejs stał się nie tylko pięknym akcentem obchodów, ale też symbolem naszej wspólnej pasji i żeglarskiej tożsamości.
– Skąd dokąd płynęliście? Jakie miejsca odwiedziliście?
– Naszą podróż zaplanowaliśmy tak, aby w pełni doświadczyć piękna Lofotów w Norwegii. Wyruszyliśmy z portu w Trondheim, a rejs zakończyliśmy w Bodø. Po drodze odwiedziliśmy między innymi malownicze Reine – miejscowość położoną w samym sercu archipelagu, otoczoną strzelistymi górami, które dosłownie wyrastają z morza. Widok portu w tak spektakularnym otoczeniu zrobił ogromne wrażenie na wszystkich uczestnikach, dlatego zdecydowaliśmy się wejść na jeden z lofockich szlaków, by zobaczyć panoramę z góry. To był moment, który na długo pozostanie w naszej pamięci i to nie tylko przez ilość schodów, którą przyszło nam pokonać. Podczas rejsu wpływaliśmy również w liczne zatoczki rozsiane po całym archipelagu, by z bliska podziwiać dzikość tamtejszej natury – surowe skały, krystaliczną wodę i ciszę. Dodatkowo na pokładzie utworzyła nam się sekcja wędkarska, która, prężnie działając, dostarczała dodatkowych emocji.
– Co ciekawego udało się zobaczyć lub zwiedzić?
– W każdym porcie zatrzymywaliśmy się na całą dobę, więc naprawdę wykorzystywaliśmy ten czas, by zobaczyć, jak wygląda codzienne życie w Norwegii. Ogromnym atutem wyprawy był jeden z uczestników – kolega Paweł Wasilewski, który mieszka tam na stałe i stał się naszym lokalnym przewodnikiem. Dzięki niemu trafialiśmy w miejsca znane głównie Norwegom, z dala od typowych turystycznych szlaków. To była przygoda, której nie da się kupić w żadnym katalogu. Podczas żeglugi udało nam się spotkać meduzy giganty i morświny, które uatrakcyjniały nam podróż. Paweł namówił nas również na wyjątkową wyprawę pociągiem – ponad ośmiogodzinną trasę, która okazała się absolutnie spektakularna. Z okien wagonu podziwialiśmy fiordy, pionowe ściany skalne, rwące rzeki i dzikie zwierzęta. Trudno oddać słowami intensywność tych widoków; to trzeba było po prostu przeżyć. Podczas całej wyprawy nie brakowało też lokalnych smaków. Spróbowaliśmy mięsa renifera, a także świeżych ryb przygotowanych tuż po złowieniu – choć nie ukrywam, że o tę przyjemność musieliśmy stoczyć małą bitwę z mewami, które miały na nie równie wielką ochotę jak my.
– Była to jedna z inicjatyw w ramach obchodów 50-lecia związku, prawda?
– Dokładnie tak – rejs żaglowcem Gedania był jedną z kluczowych inicjatyw w ramach obchodów 50‑lecia Konińskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego. Na jubileusz zaplanowaliśmy cztery wydarzenia, które mają podkreślić znaczenie tej wyjątkowej rocznicy. Sezon otworzyliśmy symbolicznym rejsem do Kruszwicy, następnie wyruszyliśmy w daleką wyprawę na pokładzie Gedanii. Przed nami jeszcze główne obchody 50‑lecia, które odbędą się we wrześniu przy okazji Mistrzostw KnOZŻ o Puchar Prezydenta Miasta Konina. Zwieńczeniem całego jubileuszu będzie żeglarski bal zaplanowany na listopad – wydarzenie, które w piękny sposób domknie nasze świętowanie.
– Kto i ile osób brało udział w rejsie?
– W rejsie uczestniczyło 17 osób oraz bosman, który stanowi stałą obsługę żaglowca. Na pokładzie zebraliśmy członków konińskich klubów żeglarskich: Klubu Energetyk, KWB Konin oraz Bryzy. Dzieląc się na 4 mieszane wachty udało nam się stworzyć wyjątkową przestrzeń do integracji – wspólne wachty, praca na pokładzie i codzienne obowiązki szybko zbudowały atmosferę jedności. Nic tak nie łączy jak kambuzowe wachty przy wietrze dochodzącym do 7° w skali Beauforta. A ile talentów kulinarnych ujawniło się podczas rejsu – myślę, że niejedna restauracja nie powstydziłaby się takich kucharzy. Właśnie te drobne, codzienne momenty sprawiły, że wyprawa stała się nie tylko żeglarskim wyzwaniem, ale też pięknym doświadczeniem wspólnotowym, za które jestem wszystkim uczestnikom ogromnie wdzięczna.
– Ile czasu zajął cały rejs? Ile mil morskich udało się przepłynąć?
– Cały rejs trwał tydzień. Weszliśmy na pokład Gedanii 27 czerwca, a zeszliśmy 4 lipca. W tym czasie udało nam się przepłynąć łącznie 380 mil morskich, z czego aż 300 mil pokonaliśmy wyłącznie na żaglach, bez wspomagania się silnikiem. To dla nas piękny wynik, szczególnie biorąc pod uwagę zmienne warunki pogodowe i wymagający charakter trasy.
– Ile czasu zajęły przygotowania do rejsu?
– Przygotowania do rejsu rozpoczęliśmy już rok wcześniej, kiedy pojawił się sam pomysł wyprawy. Wiceprezes KnOZŻ Maciej Hetke jako pierwszy podjął działania i zaczął szukać odpowiedniej jednostki, która pomieściłaby około 20 osób. Zależało nam, by zabrać jak najwięcej chętnych żeglarzy, dlatego wybór padł na żaglowiec Gedania – statek o odpowiedniej wielkości i charakterze, idealny na tak wyjątkową wyprawę. Kolejnym etapem było kompletowanie załogi, co udało się sfinalizować w styczniu tego roku. Ostatnie pół roku to już intensywne dopinanie szczegółów: ustalanie trasy rejsu, rezerwacja biletów lotniczych, podział na wachty, mianowanie oficerów wacht oraz określenie ról na żaglowcu. To był czas pełen organizacyjnych wyzwań, ale też ogromnej satysfakcji – bo z każdym kolejnym krokiem rejs stawał się coraz bardziej realny. A później zostało już tylko jedno: płynąć i super się bawić.
– Jakie wyzwania czekały na wodzie?
– Największym wyzwaniem podczas rejsu okazała się pogoda. Silne wiatry dawały nam się we znaki, mimo dużego doświadczenia żeglarskiego część załogi zmagała się z chorobą morską. Kryzysy były nieuniknione, ale nikt nie stracił serca do żeglarstwa – wręcz przeciwnie, trudniejsze momenty jeszcze bardziej nas zintegrowały. Sytuacją, która postawiła wszystkich na nogi, było wywołanie Gedanii przez radio od innej jednostki żeglarskiej i przekazanie nam komunikatu o orkach grasujących w naszej okolicy. Warto podkreślić, że w ostatnich latach orki w niektórych regionach świata, zwłaszcza w okolicach Cieśniny Gibraltarskiej, stały się wyjątkowo aktywne. Zdarzały się i nadal zdarzają sytuacje, w których orki atakują i zatapiają żaglówki. Dlatego informacja o ich obecności podziałała na nas jak zimny prysznic – natychmiast podniosła poziom czujności i uświadomiła, że morze potrafi być nieprzewidywalne.
– Gdzie, kiedy i czy planujecie kolejną taką wyprawę jako KnOZŻ?
– Tydzień spędzony na morzu zdecydowanie pobudził naszą organizacyjną kreatywność, więc tak – planujemy kolejną wyprawę jako Koniński Okręgowy Związek Żeglarski. Na razie nie określiliśmy ani miejsca, ani dokładnego terminu. Ostatnie dni po powrocie poświęciliśmy przede wszystkim na rozmowy o formule takiej wyprawy – zastanawialiśmy się, jak chcemy ją zorganizować, jaki charakter powinna mieć i jaką grupę żeglarzy mogłaby zgromadzić. Konkrety zaczną się pojawiać jesienią, kiedy rozpoczniemy planowanie sezonu żeglarskiego 2027. Wtedy nadamy pomysłom bardziej wyraźny kształt i przejdziemy do ustaleń organizacyjnych. Jedno jest pewne: apetyt na kolejne morskie przygody zdecydowanie nam się zaostrzył.
Co sądzisz na ten temat?
Źródło: Przegląd Koniński