RAK
    Usłyszeli, że tata nie żyje. Przeżył. Teraz walczy o sprawność. Rodzina prosi...

    Usłyszeli, że tata nie żyje. Przeżył. Teraz walczy o sprawność. Rodzina prosi...

    1507 odsłon
    Usłyszeli, że tata nie żyje. Przeżył. Teraz walczy o sprawność. Rodzina prosi...

    Jeszcze kilka miesięcy temu nic nie zapowiadało dramatu, który na zawsze odmienił życie rodziny Mirosława Spaleniaka, rodowitego gostyniania. Dziś 59-latek walczy o powrót do zdrowia po zawale serca i blisko godzinnej walce o życie. Jego bliscy uruchomili zbiórkę na dalsze leczenie, rehabilitację oraz pobyt w oddziale opiekuńczo-leczniczym.

    Mirosław Spaleniak nie mieszka już w Gostyniu, jednak wciąż ma tutaj rodzinę, a z miastem łączą go wspomnienia z dzieciństwa i młodości. Wychował się w starej kamienicy przy gostyńskim rynku, pracował między innymi na poczcie, a jego bliscy do dziś są mocno związani z Gostyniem. Teraz 59-latek potrzebuje pomocy w walce o zdrowie i odzyskanie choć części sprawności.

    Dramat rodziny rozpoczął się 16 kwietnia 2026 roku. Pan Mirosław poczuł się na tyle źle, że sam chciał pojechać do szpitala. Do celu zabrakło około półtora kilometra. W drodze doszło u niego do nagłego zatrzymania krążenia. Rodzina dotarła na szpitalny parking, gdzie rozpoczęła się dramatyczna walka z czasem.

    • Mama wpadła do szpitala, krzycząc, że jej mąż umiera. Czekaliśmy, a kolejne minuty, tak cenne przy zatrzymaniu krążenia, nieubłaganie mijały. W pewnym momencie usłyszeliśmy, że już po wszystkim, że tata nie żyje - wspomina Aneta Kizler, córka pana Mirosława. Ratownicy medyczni wyciągnęli mężczyznę z samochodu i rozpoczęli reanimację. Walka o przywrócenie czynności życiowych trwała około 45 minut.

    • Lekarze stwierdzali już zgon, kiedy reanimacja się udała - wspomina Aneta Kizler Pan Mirosław trafił na oddział intensywnej terapii. Następnie został przewieziony do szpitala w Lesznie, gdzie znajduje się oddział kardiologiczny. Badania wykazały zawał przedniej ściany serca. Lekarze wszczepili stent do tętnicy, która była całkowicie niedrożna. Po kilku dniach, gdy jego stan krążeniowy został ustabilizowany, pacjent został przetransportowany do Wschowy. Ponownie trafił na intensywną terapię i został podłączony do respiratora.

    Długotrwała reanimacja pozostawiła po sobie poważne obrażenia. Doszło do złamania mostka i kilku żeber. Jeszcze poważniejsze okazały się jednak skutki niedotlenienia mózgu. Po wybudzeniu kontakt z panem Mirosławem był bardzo ograniczony. Nie rozpoznawał bliskich, miał trudności z mówieniem i komunikowaniem się. Nie chodził, nie był również w stanie samodzielnie jeść. Konieczne było założenie PEG-a, czyli specjalnego dostępu umożliwiającego żywienie bezpośrednio do żołądka. Z czasem pojawiły się pierwsze oznaki poprawy. Mężczyzna zaczął reagować i wypowiadać pierwsze, choć nadal niewyraźne słowa. Rodzina uwierzyła, że rehabilitacja może przynieść efekty. Niestety kolejne komplikacje ponownie pokrzyżowały plany.

    • Tydzień temu tata miał wyjść ze szpitala. Dostaliśmy wypis, transport medyczny czekał już pod drzwiami. Wtedy zaczął wymiotować. Z posiewu wyszła sepsa. To już druga - relacjonuje córka. Rodzina czeka teraz, aż zakażenie zostanie opanowane i będzie można bezpiecznie zabrać pana Mirosława ze szpitala. Sytuację dodatkowo komplikuje bakteria szpitalna, którą zaraził się na oddziale.

    • Tata jest nosicielem lekoopornej bakterii szpitalnej. To skreśliło nas z możliwości skorzystania z centrum rehabilitacji. Teraz czekamy, aż pokona sepsę, żebyśmy mogli jak najszybciej go zabrać i rozpocząć dalsze leczenie - mówi Aneta Kizler. Potrzebna rehabilitacja nie może obecnie zostać zrealizowana w ramach publicznego systemu ochrony zdrowia. Rodzinie pozostaje więc leczenie komercyjne, którego koszty przekraczają jej możliwości finansowe. Zbiórka internetowa była dla bliskich pana Mirosława bardzo trudną decyzją.

    • Dla mnie zbiórka była ostatecznością. Źle się z tym czuję, ale nie mamy innego wyjścia. Chcemy zrobić wszystko, żeby tata odzyskał choć część sprawności - przyznaje córka. Pan Mirosław ma 59 lat. Kocha muzykę i gra na gitarze basowej. Jego drugą wielką pasją są gołębie pocztowe, które przez lata hodował i z zainteresowaniem obserwował. Bliscy opisują go jako człowieka, który nigdy nie pozostawiał innych w potrzebie i zawsze był gotowy do pomocy. Dziś sam potrzebuje wsparcia.

    • Proszę w imieniu swoim, całej rodziny i wnuków, które bardzo za nim tęsknią. Chcemy pomóc mu odzyskać choć odrobinę sprawności i cząstkę dawnego siebie - apeluje córka. Zbiórkę prowadzi Fundacja Siepomaga i dostepna jest - TUTAJ - Każda wpłata i każde udostępnienie zbiórki mogą przybliżyć pana Mirosława do powrotu do rodziny i rozpoczęcia potrzebnej rehabilitacji.

    ::addons{"type":"alert"}

    ::news{"type":"see-also","item":"96038"}

    ::news{"type":"see-also","item":"96032"}

    ::news{"type":"see-also","item":"96008"}

    Co sądzisz na ten temat?

    komentarz (1)

    Dodaj komentarz

    Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu . Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz


    Źródło: Gostyń24

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era