RAK
    Tesla wezwała służby, ale lawety nie chciały jej ruszyć. Kierowca elektryka po kolizji czekał godzinami na pomoc

    Tesla wezwała służby, ale lawety nie chciały jej ruszyć. Kierowca elektryka po kolizji czekał godzinami na pomoc

    2227 odsłon
    Tesla wezwała służby, ale lawety nie chciały jej ruszyć. Kierowca elektryka po kolizji czekał godzinami na pomoc

    Do groźnie wyglądającej kolizji dwóch samochodów osobowych doszło w czwartek około godziny 15:20 na drodze w Gulczewie. Kierujący Teslą został uderzony w tył przez Renault Clio, w wyniku czego jego pojazd wypadł z drogi i zawisł na drzewie. Nikomu nic się nie stało, ale zaczęły się schody – żadna z

    Do groźnie wyglądającej kolizji dwóch samochodów osobowych doszło w czwartek około godziny 15:20 na drodze w Gulczewie. Kierujący Teslą został uderzony w tył przez Renault Clio, w wyniku czego jego pojazd wypadł z drogi i zawisł na drzewie. Nikomu nic się nie stało, ale zaczęły się schody – żadna z firm współpracujących z PZU nie chciała podjąć się holowania elektryka. Samochód sam wezwał wszystkie służby, ale na lawetę przyszło czekać znacznie dłużej.

    Kolizja przy prędkości 50–60 km/h

    Do zdarzenia doszło w czwartkowe popołudnie, około godziny 15:20. Kierujący Teslą został uderzony w tył pojazdu przez Renault Clio. Siła uderzenia sprawiła, że samochód elektryczny wypadł z drogi i zatrzymał się dopiero na drzewie – przód zawisł w powietrzu, a pojazd znalazł się w trudnym do usunięcia położeniu.

    Jak relacjonuje kierowca Tesli, wszystko działo się przy prędkości około 50–60 km na godzinę. Na szczęście nikomu nic się nie stało – zarówno on, jak i uczestnicy drugiego pojazdu wyszli z tego zdarzenia bez obrażeń.

    Samochód elektryczny, wyposażony w nowoczesne systemy bezpieczeństwa, sam wezwał wszystkie odpowiednie służby na miejsce wypadku. To standardowe działanie w nowszych modelach aut, które automatycznie powiadamiają o kolizji odpowiednie numery alarmowe.

    Problem pojawił się jednak później – gdy przyszło do holowania uszkodzonego pojazdu. Kierowca, który ma pełne ubezpieczenie w PZU, skorzystał z Assistance, aby sprowadzić lawetę. Niestety – mimo upływu dwóch godzin, żadna z firm współpracujących z ubezpieczycielem nie podjęła się tego zadania.

    Oczywiście jest pełny pakiet, w tym Assistance i dzwoniłem, żeby schowali samochód, ale po dwóch godzinach się poddałem. Każdy, kto współpracował z PZU, niestety jak do mnie dzwonił i dowiadywał się, że jest to elektryk, który wisi na drzewie, to odmawiał przyjazdu – relacjonuje kierowca Tesli. Po co więc wciskają ludziom taki pakiet za kilka tysięcy złotych, skoro to po prostu nie działa? Zostaliśmy z całą rodziną na środku drogi, bez pomocy ubezpieczyciela.

    AutoFrost bez problemu – kierowca będzie domagać się zwrotu kosztów od PZU

    Po bezskutecznym oczekiwaniu na pomoc ze strony firmy ubezpieczeniowej, kierowca zdecydował się zadzwonić do prywatnej firmy holowniczej – AutoFrost.

    Przyjechali i bez najmniejszego problemu zholowali auto, bez marudzenia – chwali kierowca.

    Jak zapowiada, będzie domagał się zwrotu poniesionych kosztów od PZU, ponieważ jego polisa obejmuje Assistance, a firma ubezpieczeniowa nie wywiązała się z umowy.

    Elektryki na drzewie – problem dla lawet

    Sprawa pokazuje, że holowanie uszkodzonych samochodów elektrycznych wciąż bywa wyzwaniem dla firm zajmujących się holowaniem. Uszkodzone baterie, ryzyko pożaru czy specyficzna konstrukcja pojazdów sprawiają, że część firm odmawia podejmowania się takich zleceń – zwłaszcza gdy pojazd znajduje się w trudnym położeniu, jak w tym przypadku – zawieszony na drzewie.

    To nie pierwszy taki przypadek w Polsce, gdy kierowcy elektryków muszą mierzyć się z problemami przy holowaniu po wypadku. Sytuacja pokazuje, że rynek usług holowniczych wciąż nie jest w pełni przygotowany na dynamiczny wzrost liczby pojazdów elektrycznych na drogach.


    Źródło: Moje Gniezno

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era