
Ktoś przykręcił do drzewa tekturową tabliczkę z odręcznym „Proszę sprzątać po psach". Intencja słuszna, sprawa błaha — mogłoby się wydawać. A jednak taki gest, powtarzany w całym powiecie na słupach, latarniach i pniach, to wykroczenie. Zebraliśmy w jednym miejscu, co wolno, a czego nie — żeby dobra intencja nie skończyła się mandatem.
Drzewo rosnące przy drodze, w lesie czy na skwerze prawie nigdy nie jest niczyje. Ma właściciela lub zarządcę — gminę, nadleśnictwo, wspólnotę, osobę prywatną. I to on decyduje, co można na nim albo obok niego zawiesić.
Zgodnie z art. 63a § 1 Kodeksu wykroczeń, kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, apel, napis czy rysunek — albo wystawia je na widok bez zgody zarządzającego tym miejscem — podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny. Drzewo, latarnia czy przystanek takim miejscem nie są.
Nie ma tu znaczenia, jak szlachetna jest treść. Apel o sprzątanie po psach, ogłoszenie o zaginionym kocie, zaproszenie na festyn — mechanizm prawny jest ten sam.
Grzywna za takie wykroczenie może sięgnąć 5000 zł. Sąd może dodatkowo orzec nawiązkę do 1500 zł albo zobowiązać do przywrócenia stanu poprzedniego, czyli po prostu do usunięcia tego, co się zawiesiło. Karalne jest też podżeganie i pomocnictwo — odpowiada więc nie tylko ten, kto wkręcał tabliczkę, ale i ten, kto to zlecił.
Jest jeszcze wątek, o którym mało kto myśli: gwóźdź czy wkręt w pniu to rana żywej tkanki. Otwarte wrota dla grzybów i chorób. Jeżeli uszkodzenie drzewa okaże się poważniejsze, w grę może wejść odrębny przepis o niszczeniu cudzej rzeczy (art. 124 Kodeksu wykroczeń). Prościej: sznurek albo opaska, które nie ranią kory, są zawsze lepsze niż cokolwiek wbijanego w drewno — o ile w ogóle masz zgodę, by tam cokolwiek wieszać.
Najlepiej widać to w kampanii wyborczej. Komitety mogą wieszać plakaty i banery na budynkach, ogrodzeniach czy latarniach — ale wyłącznie po uzyskaniu zgody właściciela lub zarządcy. I tak, żeby dało się je usunąć bez powodowania szkód. Za złamanie tych zasad grozi grzywna.
To nie teoria. W jednej z głośnych spraw sąd nałożył na posła 78,5 tys. zł kary za nielegalne rozwieszenie materiałów wyborczych. A teraz pomnóż jedną tabliczkę na drzewie przez setki plakatów, które w gorączce kampanii lądują na każdym słupie i pniu w okolicy. Ten sam przepis, ta sama odpowiedzialność — tyle że skala robi z drobiazgu realny problem.
Chcesz kogoś o czymś poprosić albo poinformować? Da się legalnie i bez ranienia drzew:
Efekt ten sam, a nikt nie naraża się na mandat i żadne drzewo nie obrywa.
Zanim cokolwiek zawiesisz w przestrzeni publicznej, zadaj sobie jedno pytanie: czy to grunt lub obiekt, do którego mam prawo — albo mam zgodę tego, kto nim zarządza? Jeśli nie, poszukaj innego miejsca. Nawet najlepszy apel przestaje być dobrym uczynkiem, kiedy wisi tam, gdzie wisieć nie powinien.
Źródło: opracowanie własne. Podstawa prawna: art. 63a i art. 124 Kodeksu wykroczeń, art. 110 Kodeksu wyborczego.
Źródło: eOborniki Wirtualny Powiat