
Zaloguj się Społeczne Dla jednych spacer po mieście zaczyna się od pytania: „Dokąd dziś pójdziemy?”. Dla innych: „Czy będzie gdzie skorzystać z toalety”. Seniorzy, osoby z chorobami układu pokarmowego i moczowego, kobiety w ciąży, rodzice z małymi dziećmi czy pracownicy spędzający wiele godzin w t
Radny Maciej Antczak zapytał w interpelacji, ile przenośnych toalet znajduje się w Kaliszu, ile kosztują i czy dodatkowa kabina mogłaby stanąć w rejonie ulicy Kazimierzowskiej i Mostu Kamiennego, czyli na na jednej z głównych ciągów pieszych prowadzących do centrum.
Prezydent odpowiedział. Kalisz ma siedem przenośnych toalet: w Parku Przyjaźni, przy skateparku w ogródku jordanowskim, w dwóch miejscach Parku Miejskiego (blisko placów zabaw przy KTW i Cerkwi), przy boisku na ulicy Marka, na terenie „Płuc Kalisza” i przy gliniankach w Tyńcu.
Kabiny wynajęto na okres od 30 kwietnia do 30 września 2026 roku. Koszt: 6100 zł brutto. Miasto podało również, że umieszczenie i utrzymanie dodatkowej toalety kosztowałoby 145,20 zł brutto i że dodatkowego toi toia w ścisłym centrum w tym roku nie planuje.

Jeśli chodzi o pełnowymiarowe szalety, dostępna jest obecnie jedynie toaleta na Plantach. Została zmodernizowana w 2023 roku, jest bezpłatna, dostosowana do potrzeb osób z niepełnosprawnościami (choć, żeby się do niej dostać, trzeba pokonać schody), znajdziemy w niej też przewijaki. Latem działa od godziny 8.00 do 18.00, a jesienią i zimą od 8.00 do 16.00. Jest czysto, na miejscu obecna jest osoba z obsługi.
Jest jeszcze toaleta automatyczna w Parku Przyjaźni, która kosztowała niemal 310 tysięcy złotych. Jest, ale jednocześnie jej nie ma.
Miała być nowoczesna, samoobsługowa, dostępna dla osób z niepełnosprawnościami i wyposażona w przewijak. Tymczasem niemal od początku istnienia pozostaje nieczynna. Na przestrzeni ostatnich lat czytelnicy wielokrotnie informowali naszą redakcję, że toaleta jest wyłączona z użytkowania. Przyczyną mają być akty wandalizmu – uszkodzenia elementów sanitarnych, elektroniki, malowanie sprayem wnętrza obiektu. Zdarzyło się także, że instalacja zamarzła.

Wandale nie oszczędzili także szaletu przy ulicy Świętego Stanisława. Toaletę zamknięto w celu – jak informuje prezydent Kinastowski – "zaplanowania oraz przeprowadzenia prac remontowych". Jak długo potrwa planowanie i remontowanie, nie wiadomo, ale prezydent uspokaja: "W okolicy ul. Św. Stanisława funkcjonują liczne restauracje, które dysponują toaletami, z których w uzasadnionych przypadkach można skorzystać zgodnie z zasadami obowiązującymi u poszczególnych przedsiębiorców". Najwyraźniej nie każda potrzeba jest w Kaliszu dostatecznie uzasadniona. Nie wiadomo też, kto miałby oceniać zasadność przypadku: kelner, właściciel lokalu czy sam zainteresowany?
Trzeba jednak przyznać, że restauracja nie jest publicznym szaletem. Właściciel może pomóc, ale nie ma obowiązku udostępniać toalety każdemu przechodniowi. Czasami trzeba najpierw kupić kawę, wodę albo obiad. W ten sposób nawet ta najbardziej podstawowa potrzeba człowieka zostaje sprywatyzowana: wejście do toalety wymaga zgody przedsiębiorcy, negocjacji z obsługą albo paragonu.

Dla części mieszkańców kilka czy kilkanaście złotych nie stanowi problemu. Dla osoby żyjącej z niskiej emerytury, człowieka w kryzysie bezdomności albo kogoś, kto kilka razy dziennie musi pilnie korzystać z toalety, sprawa wygląda inaczej. Czy trzeba kawą opłacać prawo do swobodnego poruszania się po mieście?
Można oczywiście wejść do ratusza w godzinach jego otwarcia, zajrzeć na stację benzynową albo do galerii handlowej. Tyle że to nadal nie rozwiązuje problemu. Ratusz nie działa wieczorami, galerie także mają określone godziny otwarcia, a stacje paliw nie stoją przy każdym parku, placu zabaw i ciągu spacerowym.
Nie ma co kryć: brak toalet ogranicza codzienną mobilność przede wszystkim kobiet w ciąży, rodziców z dziećmi, seniorów i osób z niepełnosprawnościami. W literaturze mówi się wręcz o „smyczy pęcherza”: trasę spaceru wyznacza nie to, gdzie człowiek chce dotrzeć, lecz to, gdzie ma szansę znaleźć WC. Przestrzeń miejska jest najłatwiejsza w użyciu dla osób zdrowych, sprawnych i posiadających pieniądze. Reszta musi planować, prosić albo... rezygnować.
Według miejskiego rejestru pod koniec 2025 roku Kalisz miał 88 056 mieszkańców. Jeżeli do porównania przyjmiemy siedem dostępnych toi toiów i działający szalet na Plantach, otrzymamy jeden punkt na około 11 tysięcy osób. I to tylko w sezonie, bo umowa na przenośne toalety kończy się wraz z wrześniem.
Porównania między miastami trzeba traktować ostrożnie, bo samorządy liczą toalety na różne sposoby. Jedne uwzględniają tylko miejskie szalety, inne także kabiny sezonowe, dworce, urzędy, galerie czy lokale prywatne.
Poznań (ok. 530 tys. mieszkańców) informował w 2025 roku o 40 publicznych toaletach, w tym 22 automatycznych, i zapowiadał analizę potrzeb oraz budowę następnych. Warszwski ratusz (stolica liczy ok. 2 mln mieszkańców) pokazuje mapę, na której jest prawie 400 toalet, choć lista obejmuje szeroki katalog obiektów, nie tylko samodzielne szalety. Dodatkowo bezpłatne toalety działają na wszystkich stacjach warszawskiego metra.
Łódź (ok. 640 tys. mieszkańców), znacznie większa od Kalisza, również nie ma powodów do dumy. W 2025 roku społecznicy doliczyli się tam zaledwie 20 publicznych toalet i rozpoczęli pracę nad publikacją pod wiele mówiącym tytułem „Łódź 2025. Miasto bez toalet publicznych. Zobacz to i poczuj”. Miejski wykaz z 2026 roku jest szerszy, ale poza szaletami i toi toiami uwzględnia też obiekty płatne, budynki publiczne i toalety w prywatnych lokalach.
Kalisz nie jest więc wyjątkiem. Z badania Fundacji Na Miejscu (dane z 2024 roku) wynika, że 23% dorosłych Polaków w wieku od 18 do 65 lat, czyli około 5,5 miliona osób, nie ma w ogóle w swojej miejscowości dostępu do ogólnodostępnej toalety. Z kolei aż 10 milionów osób w wieku 18-65 lat (41% badanej populacji), deklaruje, że odczuwało w ciągu ostatnich 12 miesięcy dolegliwości wiążące się z potrzebą częstszego lub swobodnego dostępu do toalety (infekcje intymne, zespół jelita drażliwego, przerost prostaty, SM, problemy z układem pokarmowym/moczowym i inne).
A publiczna toaleta nie jest przecież fanaberią ani dodatkiem do miejskiej estetyki. To element infrastruktury, który decyduje o tym, czy ktoś może wyjść z domu, zostać dłużej w centrum, pójść do parku albo zwyczajnie uczestniczyć w życiu miasta. Z przywoływanych wyżej badań wynika, że co piątej osobie zdarza się rezygnować z wyjścia z obawy przed brakiem toalety, a 42 proc. badanych deklaruje, że lepszy dostęp do WC pozwoliłby im częściej korzystać z życia społecznego. Może warto uwzględnić i tę perspektywę w planach rewitalizacji Śródmieścia?
Źródło: Calisia.pl