
Newsy
News4Media
Dzisiaj, 08:35 (aktualizacja 14.07.2026 09:29)
Centralna Komisja Egzaminacyjna unieważniła w tym roku 416 egzaminów maturalnych. Rok wcześniej takich przypadków było 244. Na pierwszy rzut oka wygląda to na gwałtowny wzrost, jednak Łukasz Wolański, autor analizy opublikowanej przez Zero.pl, podkreśla, że proste porównanie tych liczb może wprowadzać w błąd.
Tradycyjny nadzór nad egzaminem przegrywa z technologią
W 2026 roku maturzyści rozwiązali ponad 2,1 mln pisemnych arkuszy, podczas gdy rok wcześniej było ich około 1,31 mln. Liczba egzaminów wzrosła więc znacznie, podobnie jak liczba unieważnień. W przeliczeniu na wszystkie napisane prace odsetek anulowanych egzaminów pozostał bardzo niski – wyniósł około 0,02 proc.
Nie oznacza to jednak, że problem jest marginalny. Jak podkreśla Zero.pl, statystyki pokazują przede wszystkim skuteczność wykrywania oszustw, a nie ich rzeczywistą skalę. Telefony, mikrosłuchawki, ukryte kamery i internetowe grupy z odpowiedziami sprawiają, że tradycyjny nadzór nad egzaminem coraz częściej przegrywa z technologią.
Uwagę zwraca także sposób wykrywania niesamodzielnych prac. W tym roku egzaminatorzy rozpoznali oszustwo dopiero podczas sprawdzania 148 arkuszy. Rok wcześniej takich przypadków było zaledwie 13. Jednocześnie liczba osób przyłapanych na niesamodzielnym rozwiązywaniu zadań w sali egzaminacyjnej spadła ze 105 do 58. Kolejne 92 egzaminy unieważniono z powodu wniesienia lub używania urządzeń telekomunikacyjnych.
Konieczna jest zmiana społecznego podejścia do ściągania
Autor tekstu na Zero.pl przekonuje, że sednem problemu nie są wyłącznie nieszczelne procedury. W Polsce ściąganie wciąż bywa traktowane jako przejaw sprytu, a nie oszustwo. Przywołane badanie CBOS z 2021 roku pokazało, że 53 proc. ankietowanych potępia ściąganie na egzaminach, ale 22 proc. uważa, że można je zawsze usprawiedliwić.
Zdaniem Wolańskiego potrzebne są nie tylko lepsze zabezpieczenia, lecz także zmiana społecznego podejścia i poważniejsze konsekwencje dla osób organizujących proceder. Stawką jest bowiem wiarygodność matury – dokumentu, który ma potwierdzać wiedzę i samodzielną pracę, a nie umiejętność obchodzenia systemu.