RAK
    Prywatny kapitał zamiast państwa? Być może odpowiedź nie brzmi „albo–albo”, lecz „razem”

    Prywatny kapitał zamiast państwa? Być może odpowiedź nie brzmi „albo–albo”, lecz „razem”

    1081 odsłon
    Prywatny kapitał zamiast państwa? Być może odpowiedź nie brzmi „albo–albo”, lecz „razem”

    Dyskusja o przyszłości gnieźnieńskiej parowozowni od lat prowadzona jest w kategoriach ratowania zabytku. To zrozumiałe, bo stan techniczny kompleksu jest alarmujący. Jednak w cieniu rozmów o kolejnych ekspertyzach, decyzjach konserwatorskich i możliwościach pozyskania środków publicznych znacznie r

    Dyskusja o przyszłości gnieźnieńskiej parowozowni od lat prowadzona jest w kategoriach ratowania zabytku. To zrozumiałe, bo stan techniczny kompleksu jest alarmujący. Jednak w cieniu rozmów o kolejnych ekspertyzach, decyzjach konserwatorskich i możliwościach pozyskania środków publicznych znacznie rzadziej pojawia się pytanie, które z biznesowego punktu widzenia jest równie ważne: co stanie się z tym miejscem po zakończeniu remontu?

    To właśnie na ten aspekt zwraca uwagę wpis prezesa PEC Gniezno Jarosława Grobelnego. Nie proponuje on gotowego rozwiązania, ale przypomina, że już dziewięć lat temu Miasto Gniezno przygotowało koncepcję zagospodarowania parowozowni, opracowaną w formule warsztatów charette, a następnie uchwalono miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Co więcej, prowadzono rozmowy zarówno z instytucjami państwowymi, jak i z inwestorami prywatnymi. Wśród nich znalazł się także Władysław Grochowski – założyciel Grupy Arche, firmy, która od lat specjalizuje się w rewitalizacji zabytkowych obiektów poprzemysłowych.

    To nie jest przypadkowe nazwisko. W Polsce trudno wskazać przedsiębiorstwo, które równie konsekwentnie udowadniałoby, że obiekty uznawane za nierentowne i skazane na degradację mogą otrzymać drugie życie. Arche nie buduje swoich hoteli na pustych działkach. Znacznie częściej wybiera miejsca z historią – dawne koszary, pałace, klasztory, fabryki czy cukrownie. Ich wspólnym mianownikiem jest to, że jeszcze kilka lat wcześniej niewiele osób wierzyło w możliwość ich uratowania.

    Najbardziej znanym przykładem pozostaje Cukrownia Żnin. Dawny zakład przemysłowy został przekształcony w kompleks hotelowo-konferencyjny z zachowaniem historycznej substancji i przemysłowego charakteru miejsca. Podobnie stało się z Fabryką Samolotów Mielno, która dziś jest nowoczesnym obiektem konferencyjnym, jednocześnie opowiadającym historię miejsca, w którym funkcjonuje. W obu przypadkach nie ograniczono się do odnowienia zabytków. Stworzono przestrzenie, które żyją każdego dnia – przyjmują gości hotelowych, organizują konferencje, koncerty, wydarzenia kulturalne i rodzinne. Dzięki temu same generują środki na swoje utrzymanie i dalszy rozwój.

    To zasadnicza różnica pomiędzy klasycznym modelem muzealnym a komercyjną rewitalizacją. Muzeum z definicji realizuje przede wszystkim misję publiczną. Jego celem jest ochrona dziedzictwa, edukacja i popularyzacja historii. Rentowność schodzi na dalszy plan. Prywatny inwestor myśli odwrotnie – aby móc utrzymać zabytek, musi najpierw stworzyć model biznesowy zapewniający regularne przychody. Nie oznacza to jednak automatycznie podporządkowania wszystkiego zyskowi. Wręcz przeciwnie, wiele współczesnych rewitalizacji pokazuje, że autentyczność historycznego miejsca staje się największym atutem komercyjnym.

    Oczywiście taki model ma również swoje słabe strony. Prywatny inwestor nie jest organizacją charytatywną. Każda inwestycja musi się zwrócić, dlatego część przestrzeni musiałaby zostać przeznaczona na funkcje komercyjne. Mogłyby to być hotel, restauracje, centrum konferencyjne, powierzchnie biurowe czy miejsca organizacji wydarzeń. Dla części mieszkańców oznaczałoby to odejście od wizji parowozowni jako wyłącznie obiektu muzealnego. Pojawia się również ryzyko, że niektóre decyzje architektoniczne byłyby podyktowane względami ekonomicznymi, a nie konserwatorskimi. Tego rodzaju obawy są naturalne i nie można ich lekceważyć.

    Z drugiej strony warto postawić pytanie, czy największym zagrożeniem dla parowozowni rzeczywiście jest prywatny inwestor. Historia ostatnich kilkunastu lat pokazuje raczej coś odwrotnego. Największym zagrożeniem okazał się brak jakiegokolwiek inwestora. Przez lata toczyły się dyskusje, powstawały kolejne koncepcje, organizowano konferencje i spotkania, jednak stan techniczny obiektu systematycznie się pogarszał. Każdy rok zwłoki oznacza utratę kolejnych fragmentów zabytkowej substancji. W tym sensie czas stał się największym przeciwnikiem wszystkich uczestników debaty.

    Nie oznacza to jednak, że Gniezno powinno wybierać pomiędzy muzeum a biznesem. Być może właśnie takie postawienie sprawy jest błędem.

    Coraz częściej w Europie i na świecie rewitalizacja dużych obiektów poprzemysłowych opiera się na modelu mieszanym. Funkcja muzealna współistnieje z działalnością komercyjną, a dochody z hoteli, gastronomii, wynajmu powierzchni czy organizacji wydarzeń pozwalają finansować utrzymanie części historycznej. Tak funkcjonują dawne stocznie, kopalnie, elektrownie i fabryki w Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii czy we Francji. W Polsce podobne rozwiązania można znaleźć między innymi w łódzkiej Manufakturze, kompleksie EC1 w Łodzi czy Starym Browarze w Poznaniu. Każda z tych inwestycji pokazuje, że ochrona dziedzictwa nie musi wykluczać nowoczesnej działalności gospodarczej.

    Czy podobny model mógłby zostać zastosowany w Gnieźnie? Teoretycznie nic nie stoi temu na przeszkodzie. Wyobraźmy sobie parowozownię, w której centralnym elementem pozostaje Narodowe Muzeum Kolejnictwa z unikatowymi zbiorami i zabytkowym taborem, natomiast część budynków pełni funkcje hotelowe, konferencyjne, gastronomiczne czy edukacyjne. Hale mogłyby stać się miejscem organizacji targów, koncertów, festiwali, wydarzeń historycznych i technologicznych. Taki kompleks żyłby przez cały rok, a nie wyłącznie w sezonie turystycznym czy podczas okazjonalnych imprez.

    Co więcej, taki model pozwoliłby wykorzystać potencjał Gniezna znacznie szerzej niż tylko w kontekście kolejnictwa. Parowozownia mogłaby stać się miejscem spotkań biznesu, nauki, kultury i turystyki. Bliskość dworca kolejowego, centrum miasta i Szlaku Piastowskiego daje możliwości, których wiele podobnych obiektów w Polsce po prostu nie posiada.

    Nie można również zapominać o aspekcie finansowym. Skala niezbędnych prac jest tak ogromna, że trudno oczekiwać, aby jeden podmiot – niezależnie od tego, czy byłoby to państwo, samorząd czy inwestor prywatny – samodzielnie udźwignął cały ciężar przedsięwzięcia. Być może właśnie partnerstwo różnych środowisk byłoby najbardziej racjonalnym rozwiązaniem. Państwo mogłoby zagwarantować ochronę dziedzictwa narodowego i finansowanie części muzealnej, samorząd wspierać rozwój infrastruktury oraz promocję turystyczną, a sektor prywatny odpowiadać za stworzenie trwałego modelu ekonomicznego.

    Na razie są to jedynie rozważania. Nie wiadomo, czy rząd zdecyduje się na utworzenie Narodowego Muzeum Kolejnictwa w Gnieźnie. Nie wiadomo również, czy prywatni inwestorzy nadal są zainteresowani tym miejscem i czy byliby gotowi podjąć się przedsięwzięcia o tak ogromnej skali. Jedno wydaje się jednak pewne – dyskusja o przyszłości parowozowni nie powinna ograniczać się wyłącznie do pytania, kto wyremontuje zabytkowe hale. Równie ważne jest to, kto i w jaki sposób zapewni im życie przez następne sto lat.

    Być może właśnie dlatego wpis Jarosława Grobelnego okazał się tak interesującym głosem w tej debacie. Nie dlatego, że proponuje konkretne rozwiązanie, lecz dlatego, że przypomina o możliwości, która w ostatnich miesiącach zeszła na dalszy plan. W sytuacji, gdy ważą się losy jednego z najcenniejszych zabytków techniki w Europie, warto rozmawiać o wszystkich realnych scenariuszach. Zwłaszcza jeśli celem nie jest wygranie sporu o najlepszą koncepcję, lecz uratowanie miejsca, którego czasu na kolejne eksperymenty pozostało już bardzo niewiele.


    Źródło: Moje Gniezno

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era