
Czy Piła i mniejsze subregiony Wielkopolski tracą na zamożności Poznania? Izba Gospodarcza Północnej Wielkopolski apeluje do minister Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz o zmianę zasad przyznawania pomocy regionalnej. Lokalni przedsiębiorcy nie chcą, aby wysokość wsparcia zależała od niekorzystn
Czy Piła i mniejsze subregiony Wielkopolski tracą na zamożności Poznania? Izba Gospodarcza Północnej Wielkopolski apeluje do minister Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz o zmianę zasad przyznawania pomocy regionalnej. Lokalni przedsiębiorcy nie chcą, aby wysokość wsparcia zależała od niekorzystnego dla nich przelicznika.
Przedsiębiorcy funkcjonujący w rejonie północnej Wielkopolski czują się niesprawiedliwie traktowani, m.in. jeśli chodzi o podział unijnych funduszy.
- Naszą średnią, jeśli chodzi o wzrost, przedsiębiorczość, można powiedzieć bogactwo, podnosi nam miasto Poznań. Z tego tytułu mamy ograniczone szanse na wnioskowanie w danym momencie na środki - mówi Wioletta Żybort, prezes Izby Gospodarczej Północnej Wielkopolski.
Jak dodaje prezes Izby, dziś duży przedsiębiorca inwestujący w Pile może otrzymać maksymalnie 25% wsparcia, podczas gdy w Krakowie aż 40%. Co więcej, w naszym, regionie nie można dostać pomocy na rozbudowę istniejącego zakładu, a w innych regionach jest to możliwe. To oznacza mniejszą konkurencyjność, trudniejsze pozyskiwanie nowych inwestycji i ryzyko przenoszenia kolejnych projektów poza północną Wielkopolskę. Dlatego przedsiębiorcy napisali apel do minister Katarzyny Pełczynskiej-Nałęcz z prośbą o zmianę zasad pomocy regionalnej dla subregionu pilskiego.
- Komisja Europejska zaakceptowała podwyższenie pomocy do 50% jeżeli chodzi o subregion siedlecki. Oczywiście oni o to wnioskowali, bo można jeszcze korygować mapę pomocy regionalnej. To jest trudne, ale kilka państw z tego skorzystało - wskazuje Wioletta Żybort.
Przedsiębiorcy wnioskują nie tylko o tę zmianę, ale także o objęcie subregionu pilskiego dedykowanym Obszarem Strategicznej Interwencji. Miałby on uwzględniać problemy depopulacji oraz wykluczenia komunikacyjnego. W praktyce otworzyłoby to drogę do większych funduszy unijnych na walkę z tymi zjawiskami. Tym bardziej że brak dróg ekspresowych tworzy z Piły prawdziwą drogową pustynię na mapie kraju.
- To zwiększa problem dla regionu, to zwiększa problem migracji, wyprowadzania się młodych osób z naszego terenu, które pójdą za lepszą pracą do większych ośrodków i prawdopodobnie już tu nigdy nie wrócą. To jest utracona szansa rozwojowa regionu - martwi się Grzegorz Marciniak, członek Izby Gospodarczej Północnej Wielkopolski.
Jak podkreślają przedsiębiorcy zmiana zasad pomocy dałaby lepsze perspektywy dla rozwoju całego subregionu, w tym nowe inwestycje, miejsca pracy i zatrzymanie w regionie młodych osób. Apel powstał po lipcowej wizycie minister Katarzyny Pelczynskiej-Nałecz w naszym regionie. Przedstawicielka rządu mówiła wtedy m.in. o przygotowanej strategii dla nowej perspektywy unijnej.
- Stawia ona na Polskę lokalną i mówi: nie może być tak, że rozwijamy tylko pięć wielkich metropolii, a reszta polski lokalnej takich miast jak Piła, jak Stargard, Grudziądz, Skierniewice, zaczyna zamieniać się w miasta zapomniane - mówiła podczas wizyty Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, ministra funduszy i polityki regionalnej.
Przygotowywana przez dwa lata przez resort średniookresowa strategia wyznacza cele dla kraju na najbliższą dekadę:
- Postawienie na polskie technologie i rozwój polskich, prywatnych firm. My już skończyliśmy z tym, że jesteśmy czyimiś podwykonawcami i mamy niskie pensje. Ludzie chcą zarabiać przyzwoicie - podkreślała ministra.
Wokół Strategii Rozwoju Polski do 2035 roku doszło jednak do poważnego zgrzytu w Radzie Ministrów. Premier dał dokumentowi czerwone światło. Obietnice minister Pełczyńskiej-Nałęcz stoją więc pod dużym znakiem zapytania. Mimo to przedsiębiorcy zrzeszeni w Izbie liczą na pozytywne rozpatrzenie swojego wniosku.
- Apel jest potrzebny, a reszta należy do naszego rządu - komentuje Wioletta Żybort.
Źródło: asta24.pl / TV ASTA