RAK
    Nowy zastępca prezydenta: „ZDM to dla mnie priorytet”

    Nowy zastępca prezydenta: „ZDM to dla mnie priorytet”

    3630 odsłon
    Nowy zastępca prezydenta: „ZDM to dla mnie priorytet”

    Z Bartoszem Derechem, nowym zastępcą prezydenta Poznania spotykam się rankiem 3 lipca. To dopiero trzeci dzień urzędowania na stanowisku trzeciego zastępcy prezydenta Miasta Poznania. Odpowiada m.in. za politykę transportową oraz oświatę. Pytam go jednak i o to, czy Poznań powinien bardziej zintegro

    Z Bartoszem Derechem, nowym zastępcą prezydenta Poznania spotykam się rankiem 3 lipca. To dopiero trzeci dzień urzędowania na stanowisku trzeciego zastępcy prezydenta Miasta Poznania. Odpowiada m.in. za politykę transportową oraz oświatę. Pytam go jednak i o to, czy Poznań powinien bardziej zintegrować się ze swym obwarzankiem, czyli okolicznymi gminami. Obecny zastępca prezydenta Poznania jeszcze niedawno był wójtem jednej z nich – Rokietnicy.

    Marek Jerzak: Panie prezydencie, na początek gratuluję zajęcia fotela zastępcy prezydenta Poznania.

    Bartosz Derech: Dziękuję bardzo.

    M.J.: Chciałbym wrócić do samego początku Pana kariery politycznej i samorządowej. Kiedy to się zaczęło i w ogóle skąd taki pomysł?

    B.D.: Początek to 2002 rok, kiedy po raz pierwszy wziąłem udział w wyborach na radnego gminy Rokietnica.

    M.J.: Skąd taka motywacja? Czy denerwował Pana krzywy chodnik na ulicy, czy było to coś zupełnie innego?

    B.D.: To był w pewnym sensie przypadek. Zadzwonił do mnie telefon. Usłyszałem pytanie, czy bym przystąpił do jednego z komitetów, żeby wziąć udział w wyborach. Powiedziałem, że muszę to przemyśleć, że potrzebuję czasu. Podjąłem decyzję, że chcę wystartować, ale telefon już nie oddzwonił. Faktycznie miałem pomysł, chciałem parę rzeczy zrobić. Postanowiłem więc nie czekać, aż telefon oddzwoni i założyłem swój własny komitet wyborczy. W ten sposób wygrałem pierwsze wybory na radnego gminy z bardzo dobrym wynikiem.

    M.J.: I nie wypalił się Pan przez tyle lat? Niekiedy radni, widząc swoją niewielką sprawczość, to, że pewne sprawy posuwają się zbyt wolno, wpadają w swego rodzaju frustrację.

    B.D.: Ja zobaczyłem z jednej strony wyzwania, z drugiej strony pewne możliwości. Bycie radnym stało się moją pasją. Z automatu podjąłem decyzję, że trzeba zrobić krok dalej. Po czterech latach ponownie wystartowałem w wyborach. Kolejnym etapem były wygrane wybory na wójta. To była już zupełnie inna skala działania. Szansa na możliwość kształtowania wszystkiego, co się dzieje w gminie. Bardzo miło wspominam tamten okres.

    M.J.: Kiedy miał Pan startować w wyborach po raz pierwszy, czekał Pan na telefon. Wtedy nie zadzwonił. Czy dlatego tym razem sam Pan zadzwonił do prezydenta Jacka Jaśkowiaka z propozycją zajęcie fotela jego zastępcy? Tak to wyglądało?

    B.D.: W bardzo dużym skrócie tak, aczkolwiek wiadomo, że to też był pewien proces. Z panem prezydentem współpracowaliśmy wcześniej na różnych płaszczyznach. Widząc wyzwania, które stoją w tej chwili przed miastem, pomyślałem, że chętnie bym się z nimi zmierzył.

    fot. M. Melanowicz

    M.J.: Jak szybko przyszła decyzja?

    B.D.: Moja propozycja padła w marcu, kwietniu, a decyzję usłyszałem w czerwcu.

    M.J.: Przez lata był Pan wójtem Rokietnicy i nagle przechodzi Pan na stanowisko zastępcy prezydenta Poznania. To trochę taka zmiana barykady. Niektóre interesy są spójne, a niektóre jednak przeciwstawne.

    B.D.: Faktycznie, jak zaczynałem, to była wręcz wykopana fosa czy postawiony mur. Granica administracyjna Poznania i gmin ościennych była taką granicą praktycznie nieprzekraczalną. My wtedy w ogóle nie współpracowaliśmy. Było bardzo duże miasto i gminy ościenne, które nie miały wypracowanych między sobą relacji, jak jest w tej chwili. Poprzez stworzenie na początku Stowarzyszenia Aglomeracji Metropolii Poznań rozpoczęła się współpraca. W tej chwili widzę, że te granice się zacierają. Bardzo duży udział ma w tym zakresie pan prezydent Jacek Jaśkowiak. Miał tę wizję, że ważną rolę ma pełnić Metropolia Poznań i nie da się tego rozdzielić. Miasto i gminy muszą bardzo ściśle współpracować i to bardzo dobrze działa, więc ja w tej chwili tych barykad nie widzę.

    M.J.: Te bariery powstały nie tylko na granicy administracji Poznania czy Rokietnicy. Również w społeczeństwie. Skądś się wzięły powiedzenia o tzw. „PeZetach” (od tablic rejestracyjnych nadawanych w powiecie poznańskim, zaczynających się od liter PZ – przyp. red.), którzy zabierają w mieście np. miejsca parkingowe.

    B.D.: Wydaje mi się, że te podziały były kiedyś bardziej zauważalne i mocniejsze. Natomiast z drugiej strony to jest dowód na to, jak musimy się nauczyć współpracować, zakopywać te fosy. I to robimy. Takim przykładem jest powstanie Kolei Metropolitalnej. Wielu mieszkańców korzysta z niej i nie parkuje swoich aut w Poznaniu. Dojazd do Poznania transportem zbiorowym jest w tej chwili zdecydowanie lepszy niż jeszcze kilka lat temu.

    M.J.: W 2017 roku powstała niezrealizowana koncepcja Wielkiej Warszawy. Planowano, że Warszawa wchłonie ościenne gminy. Co Pan myśli o powstaniu Wielkiego Poznania, w którego skład wszedłby tzw. obwarzanek gmin?

    B.D.: Wtedy byłem przeciwny i teraz też jestem przeciwny. Odpowiedzią jest współpraca, którą w tej chwili realizujemy w ramach Metropolii Poznań. To coś więcej, bo to nie tylko gminy powiatu poznańskiego, ale i dodatkowo Środa Wielkopolska, Śrem, Oborniki i Szamotuły. Potrafimy wspólnie rozwiązywać wiele problemów. Prawdą jest jednak natomiast, że za tym mechanizmem powinna również podążać ustawa metropolitalna. Żebyśmy mieli lepsze narzędzia niż tylko samo stowarzyszenie. A pod hasłem ustawa metropolitalna kryje się również kwestia dotycząca dodatkowych finansów, bo łatwiej jest rozwiązywać niektóre problemy, kiedy się dysponuje dodatkowym budżetem.

    M.J.: No tak, bo jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Tych Poznaniacy często zazdroszczą ościennym gminom. Widzą te wszystkie piękne, nowe szkoły, oświetlone drogi rowerowe. Mówią „My tego w Poznaniu nie mamy, ale za to musimy dla przyjezdnych z powiatu budować parkingi. Dlaczego mamy to finansować?”.

    B.D.: Temat, który Pan porusza, jest trochę na zasadzie, że trawa jest bardziej zielona u sąsiada. Z jednej strony mieszkańcy Poznania będą widzieli te ładne szkoły, które znajdują się w gminach, natomiast z drugiej strony my w gminach też widzimy te rzeczy, które są zdecydowanie lepiej rozwiązane w Poznaniu.

    M.J.: Porozmawiajmy o komunikacji. Pana gmina skomunikowana jest z Poznaniem koleją, ale już pobliskie Tarnowo Podgórne nie. Jakie widzi Pan rozwiązanie, skoro chcemy integrować ten obwarzanek?

    B.D.: Te wyzwania są w tej chwili przed nami. Pierwszym w tym kontekście jest pętla, która z Ogrodów powinna być przesunięta w stronę ul. Polskiej. Przy tej liczbie autobusów (Ogrody obsługują głównie komunikację gminną – przyp. red.) robi się ciasno. To ważne tym bardziej, jeżeli nie chcemy, by prywatne samochody wjeżdżały do Poznania. Wysunięcie tramwaju na zachód i ułatwienie przesiadek będzie tym, nad czym chcę pracować. Natomiast w kontekście połączeń kolejowych trudno mi na dzisiaj sobie wyobrazić, żeby pociąg dojeżdżał do Tarnowa Podgórnego i żeby był on konkurencyjny dla autobusu czy dla samochodu. Być może w dalszej przyszłości warto będzie przeanalizować wizję linii tramwajowej w stronę na przykład Tarnowa Podgórnego.

    M.J.: Od lat mówi się o linii tramwajowej, która miałaby połączyć Swarzędz z Poznaniem. Czy ma ona sens?

    B.D.: To wymaga analizy. Wiadomo, że Swarzędz jest większą miejscowością. Na początku chcę się jednak skupić w mojej pracy na tych wszystkich inwestycjach, które są w tej chwili realizowane w mieście. A co do wizji, to na to potrzebuję jeszcze trochę czasu. Nie chciałbym dzisiaj czegoś deklarować.

    M.J.: Na razie Swarzędz nie należy do ZTM-u. Nie dojedziemy tam płacąc PEKĄ. Będzie Pan namawiał władze Swarzędza do zmiany stanowiska?

    B.D.: Uważam, że wszystkie podpoznańskie gminy powinny działać w ramach ZTM-u. To przynosi konkretne korzyści praktycznie wszystkim. Jeden wspólny bilet ma przewagę. Zachęca do korzystania z transportu zbiorowego. Wręcz uważam, że integracja powinna pójść dalej, także w kontekście połączeń kolejowych. Dzisiaj w ramach Poznania, strefy A, można jechać zarówno autobusem, tramwajem, jak i pociągiem. Natomiast w przypadku całej metropolii gmin podpoznańskich takiej możliwości nie ma. Myślę, że danie jej zachęciłoby ludzi do korzystania z transportu zbiorowego.

    M.J.: A propos biletów. Jest grupa mieszkańców, która mówi, że bilety w Poznaniu są za drogie, że w innych miastach są tańsze.

    B.D.: Zawsze będą pojawiały się takie porównania, natomiast nie spłaszczałbym ich tylko i wyłącznie do kwestii ceny. Oprócz ceny jest jeszcze jakość. Uważam, że w Poznaniu mamy bardzo wysoki poziom transportu zbiorowego. Jest nowy tabor, dobrze rozwinięta sieć połączeń. Pamiętajmy też o inwestycjach. W tej chwili powstaje chociażby tramwaj na ul. Ratajczaka. Wcześniej powstała trasa na Naramowice. Transport zbiorowy generuje bardzo duże koszty. Wpływy z biletów pokrywają tylko pewien ich procent.

    M.J.: A Pan, mieszkając w Rokietnicy, jak dojeżdża na Plac Kolegiacki?

    B.D.: Dla mnie najlepszym rozwiązaniem jest pociąg, ale niekiedy korzystam też z samochodu. Przejazd pociągiem jest jednak najszybszy i czasowo absolutnie nie do porównania. Pociąg jedzie od 13 do 16 minut i wysiadam z niego w samym centrum Poznania.

    M.J.: Transport to również Zarząd Dróg Miejskich, o którym było głośno przez aferę korupcyjną. Czy ma Pan jakiś pomysł na wprowadzenie pewnych zmian w ZDM-ie, żeby w przyszłości do podobnych sytuacji nie dochodziło?

    B.D.: Tak, w tej chwili nad tym pracujemy. Chciałbym tutaj użyć liczby mnogiej, bo wiadomo, że część decyzji została podjęta, zanim objąłem funkcję zastępcy prezydenta. Mamy przygotowane pewne rozwiązania. Pół mojego pierwszego dnia pracy spędziłem w ZDM-ie. To dla mnie priorytet. Musimy jednak rozdzielić dwie rzeczy. Pierwsza to sytuacja korupcyjna, która miała miejsce w ZDM-ie. Rzecz absolutnie niedopuszczalna, rzecz, która kładzie niestety cień na funkcjonowanie całej instytucji. Trzeba pamiętać, że jest tu mnóstwo osób, które wkładają całe serce w swoją pracę. Ich morale w tej chwili jest złe. To również trzeba poprawić. Trzeba widzieć te dobre strony funkcjonowania ZDM-u.

    M.J.: A w kwestii edukacji. Ma Pan doświadczenie ze swojej gminy. Czy problemy poznańskiej oświaty wyglądają inaczej?

    B.D.: Na pewno jest inna skala. Po spotkaniu z Wydziałem Oświaty wiem, że priorytetem jest kwestia dotycząca kryzysu demograficznego i to jest największe wyzwanie w tej chwili.

    M.J.: Trzeba będzie zamykać szkoły w Poznaniu?

    B.D.: Trzeba zrobić dobrą analizę. Natomiast to nie podlega dyskusji. Przed takimi wyzwaniami staniemy. Przy takim spadku liczby uczniów trudno będzie utrzymać wszystkie szkoły. Jednak w niektórych dzielnicach może się okazać, że jest wręcz przeciwnie, np. ze względu na nowe inwestycje mieszkaniowe.

    M.J.: Jak pokazały nowe dane GUS, w Poznaniu mamy już kilkanaście procent cudzoziemców. Może te szkoły powinny służyć im – lepszej integracji, nauce języka.

    B.D.: Częściowo tak. Częściowo w tych budynkach powinniśmy pozostawić funkcję publiczną. Pytanie oczywiście, w którym kierunku to pójdzie? Czy w stronę dokształcania osób dorosłych, czy miejsc spotkań dla seniorów, czy innych miejsc integracji?

    M.J.: Co Pan widzi spacerując po Poznaniu?

    B.D.: Za każdym razem, kiedy wracam do Poznania, to lubię powiedzieć, że jestem jeszcze większym patriotą. Kiedy wyjeżdżamy nawet na ten stary Zachód, który zawsze wydawał się piękny i rozwinięty, to widzę, jakie zrobiliśmy niesamowite postępy i w którym jesteśmy miejscu. Poznań jest przepięknym miastem. Możemy być dumni, a będziemy jeszcze bardziej.

    M.J.: Czego Panu życzyć? Prezydent Jacek Jaśkowiak powiedział, że trzeba Panu życzyć twardego tyłka

    B.D.: W życiu zawsze potrzebny jest łut szczęścia.

    M.J.: To właśnie tego Panu życzę.

    fot. M. Melanowicz

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era