
Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk odwiedziła w ubiegłym tygodniu Gniezno. Wizyta odbyła się na zaproszenie lokalnych przedstawicieli Lewicy i miała intensywny program spotkań, koncentrujących się na aktualnych tematach budzących publiczne zainteresowanie.
W ubiegłym tygodniu Gniezno odwiedziła Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Wizyta odbyła się na zaproszenie posła Tadeusza Tomaszewskiego (Lewica) oraz Darii Benke, przewodniczącej Zarządu Powiatowego Lewicy w Gnieźnie i etatowej członkini Zarządu Powiatu Gnieźnieńskiego. Program spotkań był intensywny i dotyczył tematów, które w ostatnich miesiącach budzą ogromne zainteresowanie opinii publicznej. Mówiono m.in. o rynku pracy, pomocy społecznej i największej od lat reformie Państwowej Inspekcji Pracy.
Ministra przyjechała do Gniezna w poniedziałek, 6 lipca. W pierwszej kolejności, odpowiadając na zaproszenie starosty Tomasza Budasza, odwiedziła Starostwo Powiatowe, gdzie odbyła się konferencja prasowa poświęcona „nowemu porządkowi na rynku pracy”. Chwilę później, w sali sesyjnej Starostwa, spotkała się z przedstawicielami instytucji funkcjonujących w obszarze pomocy społecznej, by omówić obowiązujące regulacje prawne i podjąć dyskusję na wyzwań, z którymi mierzą się lokalne jednostki. Nie zabrakło również otwartego spotkania z mieszkańcami, które odbyło się w Hotelu Ibis Styles.
Podczas wizyty w Gnieźnie ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk szczegółowo omówiła reformę Państwowej Inspekcji Pracy, która weszła w życie 8 lipca. Jak podkreśliła, jest to największa od wielu lat zmiana w realnej ochronie praw pracowniczych. – 8 lipca wchodzi w życie reforma Państwowej Inspekcji Pracy, która nadaje Państwowej Inspekcji Pracy możliwość przekształcania nielegalnych umów cywilno-prawnych w umowy o pracę na drodze decyzji administracyjnej. Jak będzie to wyglądało w praktyce? W sytuacji, w której Państwowa Inspekcja Pracy otrzyma zawiadomienie o możliwych nieprawidłowościach albo sama w toku swojej, przeprowadzanej kontroli rutynowej dostrzeże, że gdzieś występują śmieciówki, czyli te umowy cywilno-prawne, które w sposób nielegalny zastępują umowy o pracę, to w toku takiej kontroli w pierwszej kolejności wyda polecenie zawarcia umowy o pracę, polecenie doprowadzenia do stanu zgodnego z prawem. Jeżeli to polecenie zostanie wykonane – świetnie, mamy pierwszy efekt tej reformy. Jeżeli jednak nastąpi odmowa wykonania tego polecenia, polecenie nie zostanie wykonane i pracodawca będzie upierał się przy tym, że chce utrzymywać pracownika na umowie śmieciowej i nie chce mu zamienić jej na legalną umowę o pracę, wówczas będzie rozpoczynało się tzw. postępowanie administracyjne, czyli Okręgowy Inspektor Pracy, obserwując stan faktyczny i treść umowy, będzie wydawał decyzję administracyjną, przekształcającą wadliwą umowę w umowę o pracę – tłumaczyła ministra. Wyjaśniła również, że decyzja inspektora będzie zawierała wszystkie elementy niezbędne w umowie o pracę – od wysokości wynagrodzenia po nazwę stanowiska. Strony będą mogły odwołać się do Sądu Pracy, ale postępowania mają toczyć się szybciej, niż dotychczas dzięki tzw. szybkiej ścieżce i możliwości wydawania wyroków na posiedzeniu niejawnym.
Ministra zwróciła uwagę dla drugi filar reformy: podwojenie mandatów i grzywien za łamanie praw pracowniczych. – Tak jak dotychczas maksymalną kwotą kary za np. śmieciowe zatrudnienie było 30 tys. zł, tak teraz będzie to 60 tys. zł. W sytuacji tzw. recydywy, czyli nagminnego łamania praw pracowniczych, ta kara może wzrosnąć nawet do 90 tys. zł. To ważne, dlatego że sankcje, kary, mandaty, oprócz tego, że mają być po prostu karą za łamanie prawa, mają pełnić też funkcję odstraszającą – mówiła. Jak podkreśliła, zdecydowana większość pracodawców przestrzega prawa, ale system musi skutecznie zniechęcać tych, którzy próbują obchodzić przepisy.
Trzecim elementem reformy jest współpraca trzech instytucji: Państwowej Inspekcji Pracy, Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i Krajowej Administracji Skarbowej. – Te instytucje będą wymieniały się danymi na temat przeprowadzonych kontroli, na temat wyników tych kontroli i na temat naruszeń prawa. Jeżeli okaże się, że gdzieś nie było umowy o pracę, choć ona powinna być, tylko była inna podstawa współpracy, inaczej opodatkowana i inaczej oskładkowana, to o tym fakcie dowie się ZUS i KAS, i te instytucje będą mogły we własnym zakresie, na podstawie własnych przepisów, które już dziś obowiązują, postępować tak, żeby odzyskać te niewypłacone składki, żeby odzyskać te nieopłacone podatki – tłumaczyła ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Jak zapowiedziała, to rozwiązanie ma ukrócić fikcyjne B2B oraz praktyki polegające na ukrywaniu stosunku pracy pod formą kontraktu biznesowego.
Ministra przypomniała również o zapisie dotyczącym tzw. roku abolicji, czyli okresie, w którym pracodawcy mogą samodzielnie uporządkować sytuację w firmie i uniknąć kar. – Zachęcamy pracodawców do tego, żeby robili przegląd swojej działalności, swoich kadr i tego, w jaki sposób prowadzą politykę zatrudnienia, na podstawie jakich umów zatrudniają swoich pracowników. Jeżeli przez rok pracodawca sam doprowadzi do stanu zgodnego z prawem, jeżeli sam naprawi tę sytuację, która jest niezgodna z prawem u niego w firmie, jeżeli dokona takiej korekty, to będzie mógł uniknąć tych kar, które właśnie się zwiększają, nie będzie musiał też przechodzić przez całą procedurę postępowania administracyjnego, bo sprawę będzie miał załatwioną we własnym zakresie – mówiła, dodając że wielu przedsiębiorców już rozpoczęło takie działania.
Podsumowując, ministra zwróciła uwagę na „prosty przepis”, który zagwarantuje uniknięcie kar od Państwowej Inspekcji Pracy? – Należy przestrzegać prawa pracy. Cały przepis na to, jak to zrobić, jest w takiej małej książeczce, która nazywa się Kodeks Pracy. Warto ją znać, warto po nią sięgnąć, warto z niej korzystać. To jest najlepszy sposób – stwierdziła.
Wizyta ministry Dziemianowicz-Bąk pokazała, że Gniezno jest miejscem, w którym toczą się rozmowy o sprawach kluczowych, nie tylko dla rynku pracy. Podczas spotkania z mieszkańcami poruszonych zostało wiele innych tematów, m.in. temat wprowadzonej już renty wdowiej, czy chociażby tak głośny ostatnio temat konieczności wprowadzenia zmian systemowych w obszarze ochrony zdrowia. Mówiono o tym, co już się udało zrealizować, ale też i o tych obszarach, które wciąż wymagają wytężonej pracy. Najważniejsza była jednak konkluzja, która padła w trakcie tego spotkania. – To jest bardzo ważne, żebyśmy pamiętali i wiedzieli o tym, że za zmianami legislacyjnymi, ustawowymi, stoją konkretni ludzie; w sensie potrzeby, która została zasygnalizowana, stoją po prostu obywatele i obywatelki, których wystarczy wysłuchać – mówiła ministra. – Oczywiście, z tego wysłuchania nie wynika to, że dziś ktoś powie, że ma taki problem i jutro ten problem zniknie. To niestety tak nie działa. Nawet najbardziej zgrana ekipa, zdeterminowana, porządna i pracowita nie ma magicznej różdżki, która potrafi zlikwidować problem od razu, za pomocą jakichś czarów. Ale wiem, że te czary przynajmniej częściowo można zastąpić determinacją, energią, pokorą, otwartością na krytykę, umiejętnością powiedzenia czasami „pomyliłam się, zróbmy to inaczej”. (…) Mamy takie hasło „Lewica dowozi”. Zdecydowaliśmy się na to hasło, żeby dokładniej pokazać co dowieźliśmy, co już zrealizowaliśmy, ale też żeby zaakcentować, że to jest podróż, że to nie jest koniec, że jedziemy dalej – podkreślała ministra, w podsumowaniu ponownie zwracając uwagę na to, że dla niej najważniejsze jest wsłuchiwanie się w potrzeby ludzi.
Źródło: Przemiany.net