
Piątek, 10 lipca 2026R. IMIENINY: Amelii, Filipa, Witalisa
14.7°C
Fot. (Okładka płyty) Okładki płyty „Aurora” nie można pomylić. Autorem charakterystycznego projektu obrazu jest Roger Dean, nadworny plastyk angielskiego zespołu Yes. Zaczęło się od okładki płyty „Fragile” w 1971 roku. Chociaż „Aurora” to 24 studyjny album legendarnej grupy, ponad 30 okładek stworzył Roger Dean. Należy przecież doliczyć płyty koncertowe. Te okładki utrzymane w konwencji bajkowo-futurystycznej, są wizualną zachętą do wejścia do charakterystycznego świata progresywnego rocka. Rock ubrany w szaty klasyki, bogatszej formy utworów i wycyzelowanego brzmienia. Tu nie decyduje jednostajny mocny rytm perkusji, ostre riffy gitar i bojowy śpiew. W prog-rocku to się zdarza, lecz nie dominuje.
Płyta „Aurora” kontynuuje linię stylistyki zespołu budowaną przez ponad pół wieku. Jak zwykle inaczej układają się stałe elementy, inaczej rozłożono akcenty. Płytę otwiera akordami fortepianu z bogatym akompaniamentem orkiestry symfonicznej tytułowy utwór „Aurora”. W tę przestrzeń wkracza, może nawet wślizguje się, sekcja rytmiczna, instrumenty klawiszowe i śpiew Jona Davidsona. Przez 7 minut króluje klasyczne brzmienie zespołu Yes. Gitara, syntezatory i linia basu przeplatają się jak wstążki i prowadzą do pierwszej partii solowej gitary Steve’a Howe’a.
Utwór „Turnaround Situations” jest jeszcze bardziej „yessowski”, ułożony z harmonii wokalnej, wspartej brzmieniem klawiszy, z solówką gitary akustycznej. Nagranie „Love Lies Dreaming” podtrzymuje klimat, klawiszowe akordy wzbogaca ornamentyka gitary akustycznej. Składający się z 4 części utwór „Countermovement” trwa ponad 13 minut. Takie długie utwory zawsze wywoływały u sympatyków zespołu największe podniecenie. „Countermoevement” nie jest jednak zwartą formą, w której jakiś motyw ulega przeobrażeniom w rozwijającej się, gęstniejącej strukturze. To raczej powiązane ze sobą liczne wątki, w zmieniającej się narracji muzycznej, bez dramatyzowania i efektownych zwrotów. Utwór zamyka nietypowo partia wokalna a capella. Kawałek „Ariadne” to wzorcowe połączenie piosenki z symfoniczną orkiestracją i dygresjami improwizacji instrumentalnych.
Siła rockowej ekspresji i napięcie uderza od pierwszych taktów nagrania „All Hands On Deck”. Zwarty utwór bardzo przypomina rockowe brzmienie Yes sprzed wielu lat. Płytę zamykają dwa krótkie nagrania „Outside The Box” i „Emotional Inlelligance”. Zawartość krążka uzupełniają dwa numery „Jambustin’” oraz „Watching The River Roll”. Cała płyta pokazuje dużą staranność w doborze kompozycji i dbałość o aranżację utworów, a także ostateczne brzmienie. Wydaje się, że muzycy dobrze postąpili nie odtwarzając muzyki z przeszłości, lecz zaprezentowali otwarcie na nowe koncepcje. W pewnym sensie jest to muzyka bardziej wyszukana, przygotowana z większą perfekcją wykonawczą i z namysłem. W dużym stopniu to album Steve’a Howe’a, jedynego muzyka z oryginalnego składu grupy Yes. Płyta nie wywołuje skoku ciśnienia krwi, nie oszałamia i nie zaskakuje. Sprawia dużą przyjemność estetyczną. Muzyka jest momentami elegancka i po angielsku dostojna.
SERWIS INFORMACYJNY
Źródło: Radio Poznań — Kultura