
Ekspedycja Stowarzyszenia Wyprawy Wrakowe, z udziałem gnieźnianina Jarosława Jaskulskiego, odkryła wrak niemieckiego U-Boota U-583 na Bałtyku. Okręt podwodny był zaginiony od ponad 80 lat i był jedną z ostatnich niezlokalizowanych jednostek tego typu w regionie. To znaczące znalezisko w historii morskiej Bałtyku.
To była jedna z ostatnich, do tej pory niezlokalizowanych zatopionych jednostek typu U-Boot na Bałtyku. Ekspedycja Stowarzyszenia Wyprawy Wrakowe, z gnieźnianinem, Jarosławem Jaskulskim w składzie, zlokalizowała wrak niemieckiego okrętu podwodnego U-583, którego Bałtyk przykrywa grobową tonią od ponad 80 lat. – Bałtyk niechętnie oddaje to, co raz zabierze. Zimna, mało zasolona woda, ciemność i muł potrafią przez dziesięciolecia strzec tego, co spoczywa na dnie, i chyba właśnie dlatego każde odnalezienie okrętu, o którym historia zdążyła zapomnieć, jest czymś więcej niż punktem na mapie sonarowej – komentuje uczestnik wyprawy.
U-583 był okrętem podwodnym typu VII C, najliczniejszego i najbardziej charakterystycznego typu U-Bootów niemieckiej Kriegsmarine. Stępkę położono 1 października 1940 roku w stoczni Blohm & Voss w Hamburgu, jako jednostkę o numerze budowy 559, wodowanie odbyło się 26 czerwca 1941 roku, a okręt wcielono do służby 14 sierpnia 1941 roku pod dowództwem kapitana marynarki (Kapitänleutnant) Heinricha Ratscha, rocznik 1914, urodzonego w Berlinie. Jednostkę przydzielono do 5. Flotylli U-Bootów w Kilonii, natomiast w chwili zatonięcia wciąż znajdowała się ona w fazie szkolenia. U-583 nigdy nie wyszedł na patrol bojowy i nie zatopił żadnego statku, cała jego krótka historia zamyka się w kilku miesiącach ćwiczeń na Bałtyku. –
Koniec przyszedł nagle. 15 listopada 1941 roku, o godzinie 21.48, podczas manewrów szkoleniowych U-583 zderzył się z innym niemieckim okrętem podwodnym, U-153. Zderzenie okazało się dla jednostki Ratscha śmiertelne. Okręt zatonął z całą załogą, zginęło czterdziestu pięciu ludzi, nikt nie ocalał. U-153, który spowodował kolizję, przetrwał ten wypadek i został zatopiony dopiero rok później, na Atlantyku – mówi Jarosław Jaskulski, gnieźnianin, członek ekspedycji szukającej niezlokalizowanego do tej pory wraku okrętu. To był przedostatni taki U-Boot na Bałtyku. Do zlokalizowania został już tylko jeden.
Jak objaśnia gnieźnianin – przygotowania do zlokalizowania okrętu poprzedziła rzetelna kwerenda w archiwach i niemieckiej dokumentacji. Kluczowe okazały się zapiski załogi U-153, który spowodował zderzenie. „Przybliżona” lokalizacja wpisana przez marynarzy, w warunkach ratowania własnej załogi w nocy, jest mało precyzyjna. To tylko wskazanie dość szerokiego obszaru poszukiwań. Wrak spoczywa ok. 50 mil morskich od brzegu, w rejonie na północ od Ustki. – Odbyliśmy z członkami Stowarzyszenia Wyprawy Wrakowe trzy ekspedycje. Na każdej przeżywaliśmy inne przygody. Myśleliśmy, że to będzie przysłowiowa bułka z masłem wszak mamy pozycje z raportu U-153….nic bardziej mylnego. Na szczęście zawężenie tak dużego obszaru do konkretnego obiektu na dnie było możliwe dzięki nowoczesnym metodom pomiarowym, które zastosowaliśmy przy wsparciu firmy Geoings Polska. To właśnie ten etap, żmudny i najmniej efektowny, przesądza o powodzeniu każdej wyprawy wrakowej, choć w opowieściach zwykle ustępuje miejsca zdjęciom z dna – zauważa poszukiwacz. Jak podkreśla – namierzenie obiektu o określonych wymiarach to jeszcze hipoteza. Nie ustalenie. Do tego użyto podwodnego robota ROV wyposażonego w kamerę. Dopiero ten zabieg pozwolił uczestnikom wyprawy upewnić się co do finału ich długiej pracy. – Cieszyliśmy się jak małe dzieci. No ktoś powie dorośli faceci pływają po morzu i szukają kupy złomu i jeszcze za swoje pieniądze…ale warto bo pasja do odkrywania i uzupełniania brakujących kart historii jest bezcenna – nie kryje entuzjazmu J. Jaskulski.
Członek wyprawy zaznacza – by uściślić zanim „historie” o wraku zaczną żyć własnym życiem – że nurkowanie na tym wraku jest niebezpieczne. – Kadłub jest w znacznym stopniu pokryty sieciami rybackimi, które przez dziesięciolecia zaczepiały się o konstrukcję i pozostały na niej. Dla nurka oznacza to realne ryzyko zaplątania, i to w warunkach ograniczonej widoczności, na dużym oddaleniu od brzegu, gdzie każdy problem pod wodą zyskuje zupełnie inny ciężar. To jest jedna z tych sytuacji, w których zastosowanie ROV nie było wygodnictwem, lecz jedynym rozsądnym rozwiązaniem.
Bałtyk jako poligon i cmentarz
„Historia U-583 nie jest wyjątkiem i myślę, że to właśnie czyni ją tak wymowną. Bałtyk był głównym akwenem szkoleniowym rozbudowywanej lawinowo floty podwodnej III Rzeszy, a przy takiej skali szkolenia wypadki były w zasadzie nieuniknione. Kolizje między okrętami, zderzenia z jednostkami pomocniczymi, awarie podczas zanurzeń, to wszystko sprawiło, że dno naszego morza kryje jednostki, które nigdy nie oddały strzału w boju, a mimo to pochłonęły życie swoich załóg. Zaledwie cztery dni wcześniej, 11 listopada 1941 roku, w podobnych okolicznościach zatonął U-580, którego wrak odnaleziono w 2013 roku w pobliżu litewskiej Kłajpedy.
W związku z powyższym U-583 wpisuje się w szerszą, słabo obecną w powszechnej świadomości opowieść o Bałtyku jako miejscu, gdzie wojna zbierała żniwo także z dala od linii frontu, w trakcie zwykłego, rutynowego szkolenia” – mówi Jarosław Jaskulski.
Czterdziestu pięciu ludzi
Członek ekspedycji zwraca uwagę także na inny wymiar tego wypadku. „Za numerem taktycznym stoją konkretni ludzie. Udało nam się dotrzeć do imiennego wykazu poległych, zachowanego dzięki transkrypcji tablic pomnika U-Bootów w Möltenort koło Kilonii, gdzie upamiętniono załogę. Lektura tej listy robi wrażenie przede wszystkim ze względu na daty urodzenia. Przeważają roczniki 1921, 1922 i 1923, a więc chłopcy dwudziestoletni i młodsi w chwili śmierci. Najmłodsi z nich, jak Josef Meisenberg czy Leonhard Natterer, urodzeni w 1923 roku, mieli po osiemnaście lat.
Jedno nazwisko z tej listy zwraca uwagę polskiego czytelnika w sposób szczególny. Wśród poległych figuruje Stanislaus Wojciechowski, starszy mat (Obermaat), urodzony 11 sierpnia 1914 roku. Stopień podoficera zawodowego oznacza, że służbę w marynarce rozpoczął jeszcze w połowie lat trzydziestych, a więc na długo przed wojną. Był zatem obywatelem niemieckim polskiego pochodzenia, najpewniej z rodziny osiadłej w Rzeszy jeszcze w czasach zaborów. Ustalenie jego miejsca urodzenia i losów rodziny wymaga kwerendy w niemieckich archiwach personalnych i będzie przedmiotem naszych dalszych prac”.
Miejsce spoczynku, nie łup
„Trzeba wyraźnie powiedzieć jedno: wrak U-583 jest podwodnym grobem wojennym. Spoczywa tam czterdziestu pięciu ludzi, w większości bardzo młodych, którzy zginęli nie w bitwie, lecz na ćwiczeniach, kilka tygodni przed tym, zanim wojna na dobre wciągnęła ich w swój tryb. Niezależnie od tego, po której stronie walczyli, należy im się to, co należy się każdemu poległemu, spokój i szacunek. Naszą rolą jest dokumentować, a nie naruszać, opowiadać, a nie ograbiać. Wrak pozostaje nienaruszony i takim powinien pozostać.
Jako Stowarzyszenie Wyprawy Wrakowe chcemy wykorzystać to odkrycie do tego, do czego przywiązujemy największą wagę, czyli do rzetelnego upowszechniania historii morskiej oraz do dalszych badań archiwalnych nad losami załogi.
Bałtyk oddał kolejną ze swoich tajemnic. Naszym zadaniem jest zadbać o to, żeby została opowiedziana uczciwie” – podsumowuje Jarosław Jaskulski.
Dane historyczne: uboat.net (karta jednostki U 583), Onlineprojekt Gefallenendenkmäler, denkmalprojekt.org (transkrypcja tablic U-Boot-Ehrenmal Möltenort, oprac. Karin Offen, Genealogische Gesellschaft Hamburg e.V.), U-Boot-Archiv Wiki, ubootarchiv.de. Dokumentacja poszukiwań i weryfikacji: Stowarzyszenie Wyprawy Wrakowe przy wsparciu pomiarowym firmy Geoings Polska.
(w oparciu i na podstawie mat. J. Jaskulskiego / ak)
Źródło: Przemiany.net