RAK
    Doba bez snu i kolejna praca. Tak pracują lekarze, którzy chcą więcej zarobić

    Doba bez snu i kolejna praca. Tak pracują lekarze, którzy chcą więcej zarobić

    2189 odsłon
    Doba bez snu i kolejna praca. Tak pracują lekarze, którzy chcą więcej zarobić

    Kraj

    News4Media

    Dzisiaj, 06:57 (aktualizacja 15.07.2026 08:28)

    Rozmowy Medonetu z lekarzami o różnym stażu pokazują, że dyżury pełnią dziś podwójną rolę. Łatają braki kadrowe w placówkach, a jednocześnie są sposobem na podniesienie dochodów. I to znaczne.

    Na początku rzadko schodził poniżej 300 godz. miesięcznie

    Szczególnie zaskakujące są relacje młodych medyków, którzy dopiero rozpoczynają swoją drogę zawodową. To właśnie oni najczęściej sięgają po dodatkowe zlecenia, traktując je jako naturalny element rozwoju kariery i sposób na finansowe usamodzielnienie się.

    Anonimowy lekarz rodzinny wspomina, że u progu praktyki zawodowej rzadko schodził poniżej 300 godz. miesięcznie. Jego rekord to 519 godz. w ciągu miesiąca, co osiągnął w okresie dynamicznego rozwoju telemedycyny, pełniąc nocne dyżury telefoniczne. Liczba teleporad bywała różna – od kilku do zera w ciągu jednej zmiany.

    Dziś ten sam medyk pracuje znacznie mniej, bo od 100 do 150 godz. w miesiącu, przygotowując się do wyjazdu za granicę. Jak zauważa, taki tryb pracy jest jednak rzadkością w środowisku. Lekarze rodzinni najczęściej mają za sobą około 250 godz. miesięcznie, a medycy szpitalni przeciętnie 200 godz.

    Trzeba było pracować, to się pracowało i nie narzekało

    W polskich placówkach nadal funkcjonuje model organizacji pracy, który osobom spoza branży może wydawać się trudny do zaakceptowania. Chodzi o łączenie zwykłej zmiany z całonocnym dyżurem, co w praktyce oznacza spędzenie w szpitalu doby bez przerwy.

    Anonimowy specjalista anestezjologii i intensywnej terapii tłumaczy, że medyk zazwyczaj pracuje do godz. 15, a następnie zostaje na dyżurze do rana następnego dnia. W jego ocenie doświadczeni lekarze bardziej dbają o równowagę między pracą a życiem prywatnym niż rezydenci.

    – Podejście było takie, że jak trzeba było pracować, to się pracowało i nie narzekało. Zdarzały się dyżury po 48 godz., nawet dłużej. Bywało, że lekarze brali całe weekendy i dyżurowali od piątku do poniedziałku rano. Wszyscy pracowali bardzo dużo, przez cały czas byli w pracy, praca była priorytetem – wspomina okres rezydentury na łamach Medonetu.

    Jeszcze więcej zastrzeżeń budzi praktyka przechodzenia po nocnej zmianie prosto do kolejnej placówki. Młody lekarz rodzinny potwierdza, że takie sytuacje są na porządku dziennym.

    – Są osoby, które po takim dyżurze idą od razu do przychodni i spędzają tam kolejnych kilka godzin – mówi.

    Pytany o konsekwencje zdrowotne odpowiada zwięźle: – Idzie się przyzwyczaić.

    Zachowanie umiaru należy wśród lekarzy do wyjątków

    Zbliżone doświadczenia opisuje młoda lekarka pracująca w podstawowej opiece zdrowotnej (POZ), która miała także epizod w nocnej i świątecznej opiece zdrowotnej. Sama nie należała do rekordzistów. Brała pięć-sześć dyżurów w miesiącu, ale stopniowo rezygnowała z dodatkowej pracy.

    – Obciążało mnie to psychicznie i fizycznie – przyznaje.

    W jej otoczeniu zachowanie umiaru należy jednak do wyjątków.

    – Ludzie biorą po 8-10 dyżurów w miesiącu. Jeśli ktoś potrzebuje więcej pieniędzy, to w taki sposób sobie dorabia – mówi.

    Zaznacza, że nikt formalnie nie kontroluje liczby dyżurów.

    – Nikt nikogo nie zmusza do tej pracy, ale też nie powstrzymuje. Ja nigdy nie usłyszałam, że biorę za mało albo za dużo dyżurów, nikt tego nie kontroluje. Niektórzy naprawdę „cisną”, żeby odłożyć pieniądze, ale na dłuższą metę to męczące i wypalające – podkreśla.

    I dodaje: – W przychodni, w której pracowałam, lekarze często się zmieniali właśnie z uwagi na to obciążenie.

    Sky is the limit

    Wynagrodzenie za dyżur różni się w zależności od stażu, specjalizacji, placówki oraz części kraju. Największe różnice widać między dużymi ośrodkami miejskimi a mniejszymi miejscowościami, gdzie brakuje personelu medycznego.

    Młoda lekarka POZ wskazuje, że w większym mieście stawki oscylują wokół 110-130 zł za godzinę. W miejscowościach borykających się z deficytem kadrowym oferty przekraczają 180 zł za godzinę. Dodaje, że w ramach jednego dyżuru medyk zajmuje się nie tylko pacjentami w gabinecie, ale też jeździ na wizyty domowe i stwierdza zgony.

    Lekarz rodzinny podaje z kolei kwoty na poziomie około 160 zł za godzinę w ambulatorium oraz 150-180 zł w podstawowej opiece zdrowotnej. Na izbie przyjęć w jego okolicy pułap sięga 250 zł za godzinę.

    – Rezydentura to ok. 8 tys. zł na rękę, a przy dużej liczbie dyżurów, powiedzmy 12, można dodatkowo wyciągnąć 24-25 tys. zł brutto – wylicza.

    Pytany o maksymalne możliwe zarobki lekarza w trakcie specjalizacji odpowiada: – Sky is the limit.

    Gdzie jest mniejsza podaż lekarzy, stawki są wyższe

    Lekarz Bartosz Fiałek zwraca uwagę, że wynagrodzenie powinno odzwierciedlać nie tylko lokalizację, lecz także zakres odpowiedzialności ciążącej na medyku. Jego zdaniem system porównuje wyceny za dyżury o skrajnie różnym charakterze, choć wymagania wobec lekarza znacząco się różnią.

    – Nie może być tak, że anestezjolog z wieloletnim doświadczeniem dostaje tyle samo co lekarz kilka lat po stażu. To nie jest sprawiedliwe – ocenia specjalista reumatologii w rozmowie z Medonetem.

    – Trudno też, żeby na SOR-ze w Płońsku lekarz zarabiał tyle, ile na SOR-ze w warszawskim szpitalu uniwersyteckim, gdzie trafiają urazy wielonarządowe, zawały, udary, wszystko. Jednocześnie znaczenie ma dostępność specjalistów. Tam, gdzie jest mniejsza podaż lekarzy, stawki są po prostu wyższe – mówi.


    Źródło: Radio Warta (d. Radio Września 93,7 FM)

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?