
Zaloguj się Kultura Na cmentarzu prawosławnym przy Rogatce stoi kaplica grobowa Ksenofonta Kononowa – największa pod względem kubatury kaplica cmentarna w Kaliszu i jedyna zachowana w mieście budowla tego rodzaju w stylu staroruskim. Zabytek jest dziś w bardzo złym stanie. "Jeżeli nie zaczniemy dz
W ramkach wiszą rysunki kopuł, krzyży, ikonostasów i łukowatych dekoracji, których kształty przywodzą na myśl koronę albo bogato zdobione nakrycie głowy. To właśnie kokosznik – jeden z najbardziej rozpoznawalnych motywów architektury staroruskiej i rusko-bizantyjskiej. Od niego wystawa wzięła swój tytuł.
Podczas wernisażu Mateusz Halak, historyk sztuki, bibliotekarz i autor ekspozycji, prowadzi gości przez historię architektury Wschodu. Opowiada o stylu rozwijającym się na terenach dawnej Rusi, o świątyniach prawosławnych i o budynkach, które jeszcze sto lat temu stanowiły ważną część krajobrazu Kalisza. Jednak „Kokosznik” nie powstał wyłącznie z potrzeby opowiadania o historii sztuki.
– Architektura nie potrafi sama poprosić o pomoc. Musimy zrobić to w jej imieniu – mówi Halak. Ta pomoc potrzebna jest kaplicy grobowej Ksenofonta Kononowa na cmentarzu prawosławnym przy Rogatce, która, jak dodaje, jest cichą bohaterką wystawy.


Halak chce opowiedzieć o architekturze Wschodu szerzej niż tylko przez pryzmat zaborów, komunizmu i politycznej dominacji Rosji. Przyznaje, że w Polsce styl ruski i rusko-bizantyjski wciąż bywa traktowany jak niechciane dziedzictwo – jako architektoniczny znak obcego panowania.
– Nie da się całkowicie odłączyć tej architektury od historii politycznej, ale nie można też do niej tej historii sprowadzać. Architektura Wschodu ma znacznie dłuższą tradycję. Wyrasta z kultury dawnej Rusi, prawosławia i Bizancjum. Jest czymś oryginalnym, czego nie znajdziemy w takiej formie w żadnym innym miejscu na świecie – tłumaczy.
Wystawa prowadzi przez różne odmiany tej stylistyki. Pokazuje kokoszniki, arkady, ażurowe dekoracje, cebulaste hełmy i charakterystyczne krzyże. Przypomina też, że elementy kojarzone dziś głównie z cerkwiami pojawiały się w budownictwie świeckim, drewnianej architekturze prowincjonalnej, a nawet w modzie. Nazwa „kokosznik” odnosi się bowiem także do tradycyjnego kobiecego nakrycia głowy. Podobieństwo formy nie jest przypadkowe. Dekoracyjne zwieńczenia fasad i świątynnych kopuł nawiązywały kształtem do bogato zdobionych koron noszonych w dawnych strojach ruskich.
Oczywiście śladów architektury Wschodu było w Kaliszu znacznie więcej niż obecnie. Halak przypomina, że jeszcze w XIX wieku w mieście pojawiały się cebulaste kopuły i dekoracje nawiązujące do staroruskiego budownictwa. Elementy takiego kostiumu architektonicznego miał otrzymać budynek dzisiejszego Centrum Kultury i Sztuki. W stylu rusko-bizantyjskim powstał też rosyjski oddział Banku Państwa przy dzisiejszej alei Wolności 7. Budynek zachował się, ale jego wschodnia dekoracja zniknęła po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.
Jeszcze bardziej spektakularnym przykładem była cerkiew Świętych Piotra i Pawła. Wzniesiono ją w XIX wieku w miejscu dzisiejszego placu Jana Pawła II, w sąsiedztwie ulic Zamkowej i Mariańskiej. Była główną świątynią kaliskiej społeczności prawosławnej. Po 1918 roku została rozebrana.
Eliminowanie z przestrzeni polskich miast rosyjskich form architektonicznych miało znaczenie symboliczne. Budynki postrzegano nie tylko jako świątynie czy dzieła architektury, lecz także jako znaki carskiej władzy. Po odzyskaniu niepodległości wiele z nich przebudowano albo zburzono.
– Z dawnego kaliskiego krajobrazu zniknęła większość obiektów związanych z architekturą rosyjską i prawosławną. Tym bardziej powinniśmy chronić to, co pozostało. Nie po to, żeby gloryfikować rosyjskie panowanie, lecz żeby uczciwie opowiadać historię wielokulturowego miasta – podkreśla Halak.
Jednym z ostatnich zachowanych świadectw tej historii jest kaplica Kononowa.
Kaplica stoi na głównej osi cmentarza prawosławnego przy Rogatce. Nie sposób jej pomylić z innym obiektem. Wysoka, bogato dekorowana bryła przypomina niewielką cerkiew. Nad nią wznosi się cebulasty hełm zakończony prawosławnym krzyżem. Elewacje zdobią arkady, kolumienki i charakterystyczne kokoszniki. Jest to największa pod względem kubatury kaplica cmentarna w Kaliszu i jeden z ostatnich zachowanych w mieście przykładów architektury staroruskiej.
Kaplica została wzniesiona jako miejsce pochówku Ksenofonta Kononowa, wysokiego rangą urzędnika rosyjskiej administracji więziennej, oraz członków jego rodziny. Jak opowiada Halak, Kononow związany był z więzieniem w Sieradzu, ale pochowano go w Kaliszu. W kaplicy spoczęli również jego żona i syn.

Budowla przetrwała kolejne zmiany polityczne prawdopodobnie dlatego, że znajdowała się za murami cmentarza. Nie została rozebrana ani pozbawiona swojego charakterystycznego kostiumu architektonicznego. Zachowała pierwotną bryłę, choć część wyposażenia i dekoracji zniknęła. W jednej z wnęk mogła znajdować się ikona Matki Bożej z Dzieciątkiem albo Chrystusa Pantokratora. Nie wiadomo, czy została skradziona, zniszczona, czy wcześniej zdjęta i zabezpieczona.
Już na pierwszy rzut oka widać, że stan budowli wymaga poważnej interwencji. Największy niepokój Halaka budzi dach. Jak mówi, część miedzianych elementów została rozkradziona, przez co do wnętrza może przedostawać się woda. Pojawiających się informacji o widocznej dziurze w pokryciu nie potwierdza jednak proboszcz parafii. Nie stwierdzili jej także pracownicy urzędu konserwatorskiego podczas ostatniej kontroli blisko pół roku temu.
Zarządcą cmentarza prawosławnego jest kaliska parafia prawosławna. Jej proboszcz, ks. Mirosław Antosiuk, w rozmowie Calisia.pl zapewnia, że obecnie przygotowywana jest dokumentacja potrzebna do przeprowadzenia remontu kaplicy. – To trzeba projekt zrobić, to musi zatwierdzić konserwator, wydać pozwolenia i tak dalej. To jest cała procedura – mówi. Proboszcz zapowiedział, że wnioski o dofinansowanie będą składane pod koniec roku. Gdzie? – Nie wiem jeszcze, w jakim projekcie, na dzień dzisiejszy nie odpowiem, mamy dopiero lipiec, a od składania wniosków jest listopad, grudzień. Dokumentacja jest robiona, natomiast gdzie, skąd środki, czy będą, czy zostaną udzielone, czy nie będą udzielone to jest inna sprawa, ja nie jestem czarodziejem – mówi.

Do tej pory w sprawie kaplicy Kononowa parafia nie podejmowała podobnych działań. Proboszcz, pytany o stan pokrycia dachowego kaplicy i widoczne z zewnątrz uszkodzenia, odpowiada, że nie jest architektem ani budowlańcem, dlatego ocenę potrzebnych prac pozostawia specjalistom.
Największym problemem są finanse. Parafia nie dysponuje środkami, które pozwoliłyby jej samodzielnie pokryć koszt kompleksowego remontu kaplicy. Możliwości pozyskania dotacji jest kilka: z budżetu Kalisza, od Wielkopolskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, z samorządu województwa czy z programów Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Przyznanie pieniędzy zależy jednak od spełnienia wymogów danego naboru i oceny złożonego wniosku. Ksiądz Antosiuk przywołuje w tym kontekście doświadczenia parafii związane z remontem cerkwi przy ulicy Niecałej. Jak mówi, przez 28 lat pracy w Kaliszu, mimo składanych wniosków, parafia tylko dwukrotnie otrzymała dotację od wojewódzkiego konserwatora zabytków. Nie udało jej się natomiast uzyskać wsparcia ministerialnego, a najbardziej regularnie pomagało miasto.
W rozmowie o stanie kaplicy proboszcz opowiada o szerszych problemach prawosławnej nekropolii: o rozbijanych nagrobkach, napisach pozostawianych na pomnikach, butelkach, psach wyprowadzanych między mogiłami i osobach traktujących cmentarz jak miejsce spotkań. Wspomina, że parafia podejmowała już próby naprawiania zniszczonych nagrobków, ale efekty prac niekiedy znikały po kilkunastu dniach. Jak mówi, od lat zabiega także o założenie monitoringu. W tej sprawie odbywały się spotkania z przedstawicielami miasta, policji, straży miejskiej oraz zarządcami trzech sąsiadujących nekropolii: prawosławnej, ewangelickiej i rzymskokatolickiej. Ustalenia nie przyniosły jednak rezultatu, a cmentarz prawosławny jest szczególnie narażony na dewastacje. Nie ma tu stałego ruchu charakterystycznego dla czynnych nekropolii. Zdaniem proboszcza bez monitoringu i konsekwencji dla sprawców naprawianie kolejnych zniszczeń będzie jedynie działaniem doraźnym.
Stan zabytku nie jest tylko sprawą jego zarządcy. Nadzór nad obiektami objętymi ochroną sprawuje również wojewódzki konserwator zabytków, który może kontrolować ich stan, wskazywać konieczne prace i nakładać na właściciela lub zarządcę obowiązek przeprowadzenia remontu. Dotyczy to także kaplicy Kononowa, która co prawda nie ma osobnego wpisu do rejestru zabytków, ale znajduje się na terenie cmentarza prawosławnego objętego taką ochroną. Oznacza to, że również ona podlega nadzorowi konserwatorskiemu.
Kaliska delegatura Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków poinformowała redakcję, że postępowanie w sprawie obiektu zakończyło się wydaniem formalnego nakazu remontu. Jak wyjaśnia kierownik delegatury Tomasz Talar, wykonanie prac jest obowiązkiem właściciela lub zarządcy zabytku.
Zakres wskazany w decyzji jest szeroki. Obejmuje remont więźby dachowej i cebulastego hełmu, konserwację krzyża wieńczącego kaplicę, remont ścian oraz wykonanie izolacji przeciwwilgociowej murów. – Jeżeli chodzi o zewnętrzną część obiektu, można mówić o kompleksowym remoncie budynku – podsumowuje Talar.
Termin wykonania prac wyznaczono do 2028 roku. Jak tłumaczy kierownik delegatury, urząd musi brać pod uwagę czas potrzebny na wykonanie dokumentacji, ekspertyz, uzyskanie pozwoleń oraz zdobycie zewnętrznego finansowania. Jeśli zarządca będzie uchylał się od obowiązku, konserwator może nakładać grzywny w celu przymuszenia. Nie jest to kara, która zastępuje remont; nawet po jej zapłaceniu obowiązek wykonania prac nadal pozostaje w mocy. Jeżeli zarządca nadal nie podejmie działań, grzywny mogą być nakładane ponownie.

Mateusz Halak ma nadzieję, że wystawa, a za jej sprawą temat postępującej degradacji kaplicy Kononowa dotrze nie tylko do miłośników historii sztuki.
– Nie chodzi wyłącznie o jeden budynek. Chodzi o pamięć o dawnym Kaliszu, czyli mieście, w którym obok siebie żyli katolicy, prawosławni, protestanci i Żydzi. Jeżeli pozwolimy zniknąć kolejnemu świadectwu tej historii, zostanie nam coraz bardziej uproszczony obraz miasta. Naszą misją powinno być dbanie o pamięć wielokulturowego niegdyś Kalisza. Uważam, że ta kaplica zasługuje na znacznie większą uwagę – przekonuje.
Na efekty zapowiadanych przez parafię działań trzeba będzie jeszcze poczekać. A co, jeśli nie uda się zdobyć pieniędzy na remont? To pytanie tym bardziej zasadne, jeśli wziąć pod uwagę dotychczasową skuteczność parafii w pozyskiwaniu zewnętrznego finansowania na zabytki, o której wspominał sam proboszcz. – Jak uda się pozyskać środki, będziemy coś działać. Jeżeli się nie uda, będziemy czekać, aż te środki się znajdą. Tak to wygląda na dzień dzisiejszy – mówi ks. Antosiuk.
Pewne jest chyba jedynie to, że bez pilnych prac zabezpieczających i remontowych stan kaplicy będzie się pogarszał niezależnie od terminów naborów w programach dotacyjnych.
Źródło: Calisia.pl